Wbrew temu, co wyobrażają sobie nasi deputowani i Elity, w pedalskich pochodach najmniej ostatnio można znaleźć pedałów. Bo nikt nie lubi być obrażany. Panu Ministrowi udało się za jednym zamachem obrazić i wykluczyć ze sfery społecznej całkiem spore grupy, i tak już zrażone monochromatycznymi wizjami praworządności i koncepcją jednokierunkowego dialogu. Nie wspominając o poruszeniu, jakie coraz częściej udaje mu się podobnymi wystąpieniami wywołać w cywilizowanym świecie...
Polityczny kabarecik przybiera na sile. Po licytacji coraz radykalniejszych tez, przywdzianych dla niepoznaki w formę zapytań, okazuje się, że geje i lesbijki są najpotężniejszą grupą społeczną. Skalą wpływów przebijajamy zawsze skutecznie protestujących górników i kolejarzy, zawsze nieetycznie protestujące pielęgniarki i nauczycieli, wnikamy koneksjami głębiej, niż macki wszystkich baronów, prezesów i mafiozów razem wzięte. Poniekąd za komplement uznać należy przekonanie wciąż-jeszcze-ministra - bądź co bądź - edukacji, jakoby tylko grupy homoseksualne (przez niedopatrzenie zapewne nie nazwane jeszcze oficjalnie homobojówkami) dysponowały taką liczebnością i stopniem zorganizowania, by doprowadzić do masowych protestów przeciw Jego Wice-Rosłości.
Warto zauważyć, że przy całym rozmachu przedsięwzięcia, mechanizmem zmasowanego ataku sterują tak naprawdę ledwie dwie sprężyny: przodownik stołecznych środowisk łże-artystycznych, niejaki Krystian L., oraz samozwańczy acz nieopalony działacz Szymon N. (albo Robert B., zapewne za chwilę okaże się, że zważywszy na wpływy, jakimi dysponują, stanowią swoje bliźniacze odbicie i jedność w dwójcy). To również pochlebstwo, bowiem tym samym wpisani zostaliśmy w nurt pop-polityki sterowanej z ledwie kilku (dwóch?) foteli. Więcej nawet - po narastającej ilości afektowanych oświadczeń na temat kto się z kim poboczył, cotygodniowych orędź dotyczących okładania się torebkami przez niedoszłych koalicjantów, można by sądzić, że to właśnie homosie narzuciły styl rządzenia IV Rzeczypospolitą.
Co w pełni potwierdza najgorsze obawy posła W.
W świetle powyższego zastanawia co innego: o co i po co na litość boską robimy tyle hałasu wokół naszej sprawy, szukamy sojuszników, zamiast pokazać wszystkim, kto tu tak naprawdę rządzi? W skorumpowanej rzeczywistości, w której odgrywamy rolę quasi-wiodącą, z palcem w lewym uchu powinniśmy przecież w ciągu minionej czerwonej dekady zdążyć całe państwo ustawić na swoją modłę!
Jakim cudem nie zdołaliśmy całkowicie przeżreć systemu oświaty, czemu nie wprowadziliśmy za komuszych rządów idei jedynej słusznej tolerancji do podstawówek, a nawet zerówek? Dlaczego w kraju, gdzie kluczowe ustawy miały do tej pory swoje ceny, nie przepchnęliśmy jeszcze głosami marionetkowych posłów ustawy, pozwalającej nam masowo adoptować dzieci, tworzyć Tęczowe Domy Rodzinne, by zyskać pewność, że kolejne pokolenia degeneratów będą jeszcze liczniejsze?
Dlaczego nie udało nam się do tej pory zdelegalizować organizacji i partii nie wypowiadających się o gejach i lesbijkach w samych superlatywach, czemu nie wprowadziliśmy do konstytucji zapisów o małżeństwach gejowskich (nie żadnych tam związkach partnerskich, koniec z półśrodkami!), przyznających nam szerszą opiekę socjalną, bo heterycy mają przecież licznych krewnych, którzy powinni się o nich sami troszczyć, zamiast obciążać budżet? Dlaczego afektowane działaczki w kolorowych fatałaszkach nie obsiadły kluczowych stanowisk ministerialnych, zarządów kluczowych spółek i wszelkich innych stanowisk wartych dosiadania?
A skoro nawet tak misternie utkany, długofalowy plan wprowadzania wszystkich tych regulacji za plecami niczego nie podejrzewającego motłochu się nie powiódł, co powstrzymuje nas przed jawnym Przewrotem Czerwcowym (koniecznie czerwiec, żeby terminy Święta Narodowego zsynchronizować z hucznymi, orgiastycznymi obchodami CSD)? Przy wsparciu żydo-pedalsko-komuszej mafii ogólnoświatowej, dysponującej wszak nieograniczonymi środkami międzynarodowego nacisku, wprowadzenie różowej dyktatury stanowiłoby ledwie formalność, chirurgiczną operację: wyjmujemy z luf kwiaty, zakładamy bagnety, ogłuszamy masy pedalskimi piosenkami, zasypujemy bezpłatną pornografią i w lubieżnych uściskach wjeżdżamy na platformach do rządu i sejmu.
Nieprzekonanych do naszych idei, prostych i bogobojnych Polaczków zbirowo i wielokrotnie gwałcimy, zmuszając ich do przyjęcia jedynej właściwiej orientacji. Zakazujemy heteroseksualnym parom czułości w miejscach publicznych i w ogóle heteroseksualnej ekspresji jako takiej - pod groźbą szykan, wykluczenia, eksmisji, zwolnienia, potem także (w razie oporu) więzienia i leczenia (skoro można przeprogramować homoseksualistę, to heteryka zapewne również...). Przymykamy oczy na radykalizację postaw społecznych, prowadzącą do mobbingu, napaści słownych i fizycznych, pobić i innych ataków na niepokornych heterosiów. Ostatecznie znosimy instytucję związku różnopłciowego i przejmujemy pod opiekę pedalskiego państwa wszystkie dzieci poniżej 2 roku życia.
Nie podoba się? Won na Madagaskar, nikt tu nikogo nie trzyma!
Ech, rozmarzyłem się prawie, a tu rzeczywistość skrzeczy. Pojawienie się zadeklarowanego homoseksualisty lub osoby otwarcie mu sprzyjającej w przestrzeni publicznej, na legalnej i pokojowej manifestacji, wciąż wymaga obstawy przez kordon zamarłych z obrzydzenia policjantów, z których każdy potwierdzi, że środowisko gejowskie i pedofilskie to jedno i to samo (polityk, rzucający tę brednię dyskretnie pomija fakt, że policjanci mają styczność głównie z patologicznym wycinkiem rzeczywistości, której istnienia nawet zakłamani geje się nie wypierają). W szkołach oficjalnie ogłasza się nasze nawyki żywieniowe (składniki podstawowe diety: kał i krew, w przeciwieńswie do heteryków, którzy seksu analnego i oralnego nie uprawiają wcale). Długo by tak można, a nie miejsce po temu.
I może lepiej, że poseł W. czy minister G. nie są w stanie dostrzec absurdalności podobnych tez, które jednak bardziej czasem przestraszają. W swoim radykalnym zapędzie polaryzują podobnymi deklaracjami na potęgę, w skali od dawna niespotykanej. Kiedy ostatnio dochodziło do tak masowej demonstracji oporu przeciw władzy? Nie partykularnych wystąpień grup zawodowych, ale po prostu - protestów społecznych.
Bo wbrew temu, co wyobrażają sobie nasi deputowani i Elity, w pedalskich pochodach najmniej ostatnio można znaleźć pedałów. Bo nikt nie lubi być obrażany, a przeprowadzając prosty wywód logiczny prostestujący = gej = narkoman i pedofil = mafijny przestępca, Panu Ministrowi udało się za jednym zamachem obrazić i wykluczyć ze sfery społecznej całkiem spore grupy, i tak już zrażone monochromatycznymi wizjami praworządności i koncepcją jednokierunkowego dialogu. Nie wspominając o poruszeniu, jakie coraz częściej udaje mu się podobnymi wystąpieniami wywołać w cywilizowanym świecie...
Każdy tydzień, jaki upłynie do momentu skrystalizowania się demontowanej właśnie instytucji Państwa oznaczać może nieodwracalne straty dla kraju, przede wszystkim w społecznej sferze jego funkcjonowania bo o gospodarkę nie ma się chyba co martwić, utrzyma się sama. Dokonają się za to zapewne kolejne spustoszenia w i tak już rozregulowanym systemie pojęć i wartości. Jednak dzięki właśnie rozpętanej nagonce sprawy gejowskie, zaniechane pod rządami ponoć przychylnej nam lewicy, mogą paradoksalnie postąpić mocno do przodu. Katalizatorem ostatecznej emancypacji gejów i lesbijek na Zachodzie stała się epidemia AIDS, czyżby na naszym podwórku miała przysłużyć się nam epidemia PiS? Jeśli tak, to sporo nas jeszcze czeka.
Szkoda tylko, że walka zaczyna przybierać jak najbardziej realne wymiary i pierwsze prawdziwe ofiary w ludziach. Obyśmy nie doczekali tragedii ostatecznych i nieodwracalnych.
Marcin Pietras
tylko czkac az kolejny minister wymysli kolejna afere zwiazana ze srodowiskiem gejowskim...
(ja jestem za tym zeby sie geje sami o cos oskarzyli i zaoszczedzili ministrom czasu - moze wtedy poswieca go na to do czego zostali powolani )
no bo przciez gdyby nie geje polska byla bi istnym rajem ...
"Problem tkwi w tym, że nie jest w interesie przywódców organizacji gejowskich, aby nietolerancja w Polsce zanikła. Taka sytuacja doprowadziłaby do zmniejszonego zapotrzebowania na te stowarzyszenia, a tym samym utraty niezłego źródła dochodów. Na zachodzie tego typu organizacje eskalują żądania legislacyjne i zajmują się dokonywaniem prowokacji obyczajowych."
Takie małe pytanie to jakimś, jak rozumiem, nieuzasadnionym żądaniem jest równość, o którą dbają, na przykład, organizacje feministyczne chociaż kobiety wywalczyły swoje prawa długie lata temu.
Kiedys tę samą rolępełnili Żydzi ... Teraz antysemityzm jest niepoprwnie politycznie, ale atalowanie w mediach gejów NA RAZIE jeszcze nie jest .. wiec sobie używają, kamuflując swoją nieudolnosc, niekomptencję i prostactwo (ignorancję) ...
i o to w tym wszystkim tylko chodzi. Geje i lesbijki są w kazdym kraju a te kraje normalnie funkcjonują i jakos nie upadają ... Nawet w Czechach to zrozumiano ... To 1 kraj z postkumunistycznych gdzie ustawę gejowskiego konkubonatu utworzono nawet jesli ogół był przeciw. We Francji i w innych krajach to samo.
... i tylko jedno się nie zmienia, politycy którzy na biciu piany w tych sprawach próbóją zrobić polityczną karierę....