Sam nie wiem, kiedy mi się tak porobiło, nigdy nie odreagowywałem stresu w ten sposób. Tymczasem albo stres okazał się większy, niż byłem skłonny przyznać, albo z wiekiem coś mi pstryknęło w metabolizmie - w gruncie rzeczy nieważne, dość że w ciągu zaledwie półtora miesiąca dowaliłem sobie calutkie siedem kilogramów. Nie wiadomo kiedy przestałem mieścić się w spodniach, które noszę od lat...
Po powrocie do domu, nawet nie zaglądając do wielce firmowej reklamówki, schowałem ją, razem z nowym ciuchem głęboko do szafy, żeby nie rozpraszała mnie swoją srebrzystością. Uparli się na to srebro, chyba żeby mnie zdenerwować! Wyciągnąłem za to hantelki, które - niestety - leżały tam, gdzie się ich spodziewałem. Następnie rozebrałem się do naga i starannie obejrzałem się w największym lustrze w przedpokoju.
Sam nie wiem, kiedy mi się tak porobiło, nigdy nie odreagowywałem stresu w ten sposób. Tymczasem albo stres okazał się większy, niż byłem skłonny przyznać, albo z wiekiem coś mi pstryknęło w metabolizmie - w gruncie rzeczy nieważne, dość że w ciągu zaledwie półtora miesiąca dowaliłem sobie calutkie siedem kilogramów. Nie wiadomo kiedy przestałem mieścić się w spodniach, które noszę od lat. Żeby było śmieszniej, uświadomiła mi to własna matka, żądając moich aktualnych wymiarów w związku z zamiarem zakupienia mi na odległość kilku sztuk odzieży.
Cokolwiek bym nie mówił Pietrasowi - nagły przyrost masy nie był mi obojętny. System "od jutra zaczynam głodówkę" sprawdzał się dotąd bez zarzutu, znakomicie poprawiając mi samopoczucie podczas nocnego plądrowania lodówki. Jeszcze wczoraj, w ramach kolejnego ostatniego nocnego podjadania, wciągnąłem trzy kanapki z serem i salami, pół litra jogurtu (o zdrowie trzeba dbać!) i puszkę tuńczyka.
Ale to było przed Hubertem. Teraz sytuacja wymagała radykalnych rozwiązań.
Wciągnąłem brzuch i z satysfakcją stwierdziłem, że od stanu prawdziwie satysfakcjonującego nie dzieli mnie wiele - trochę reżimu żywieniowego, ruchu i ćwiczeń, i wszystko wróci do normy. Obróciłem się w prawo, w lewo, a kiedy znów stanąłem en face wydało mi się nawet, że dostrzegam pod skórą zarys wymarzonej drabinki.
Dokładnie w tym momencie zabrakło mi powietrza w płucach i czar prysł. Zupełnie nie wiem, jakim cudem miałbym symulować drabinkę przez cały wieczór, że o sytuacjach intymnych nie wspomnę!
Do godziny zero pozostały ledwie trzy wieczory. Z niejaką nadzieją spojrzałem na hantelki, ale zaraz potem pomyślałem, że jednak szybciej nauczę się wstrzymywać powietrze. Ten wariant musi wystarczyć do czasu, gdy uda mi się opanować sytuację.
Wykręciłem numer i zaprosiłem pietrasa na następny dzień. W końcu kto lepiej niż on mógłby bezstronnie (a właściwie wszechstronnie) skontrolować moje postępy. Potem postanowiłem zabrać się za siebie kompleksowo i na fali emocjonalnego entuzjazmu przystąpiłem bez zwłoki do intensywnego treningu: chwyciłem za hantelki i wymachując nimi rytmicznie jednocześnie starałem się opanować odruch oddychania.
koosie