Zanim wybrałam się na film "Tajemnica Brokeback Mountain", przeczytałam kilka recenzji w polskich gazetach i czasopismach, aby zobaczyć, co nasi krytycy filmowi mają do powiedzenia na ten temat. W recenzjach była mowa o "gejowskim westernie" czy też "gejowskim filmie o kowbojach" lub też "filmie o kowbojach-gejach". Mało komentarzy dotyczyło prawdziwych, głębokich relacji, jakie łączyły owych kowbojów...
Zanim wybrałam się na film "Tajemnica Brokeback Mountain", przeczytałam kilka recenzji w polskich gazetach i czasopismach, aby zobaczyć, co nasi krytycy filmowi mają do powiedzenia na ten temat. W recenzjach była mowa o "gejowskim westernie" czy też "gejowskim filmie o kowbojach" lub też "filmie o kowbojach-gejach". Mało komentarzy dotyczyło prawdziwych, głębokich relacji, jakie łączyły owych kowbojów czy też stwierdzenia faktu, iż nie jest to film gejowski w ścisłym tego słowa znaczeniu, w jakim być może już się przyzwyczailiśmy określać filmy z pewnego nurtu. Według mnie filmu tego w ogóle nie możemy nazwać "gejowskim", gdyż nie występują tam prawie elementy związane ze współczesną "kulturą gejowską", tak dobrze znaną z przekazów medialnych, sztuki, czy też jaką możemy widzieć głównie w dużych ośrodkach miejskich za granicą lub w Polsce - klubów gejowsko-lesbijskich, klubów tylko dla facetów, występów drag queen i drag kings, saun, fotografii erotycznej, nie mówiąc już o wszelkich Gay Prides, które wpisały się na trwałe w krajobraz prawie wszystkich większych miast Europy i USA. Tego wszystkiego nie ma w tym filmie. Jest za to pokazany dramat uczucia dwóch osób, które w sposób naturalny nie mogą funkcjonować na zasadzie normalności łączących ich namiętności. Nie mogą dlatego, iż jeszcze 40 lat temu taka miłość była surowo potępiana przez społeczeństwo. I jeśli ktoś myśli, iż w Stanach Zjednoczonych od tamtych czasów zmieniło się tak wiele - to mówić może tylko o oazach takich jak San Francisco, Nowy York, Floryda i inne miejsca-wyspy na mapie USA, cieszące się względną wolnością w wyborach ludzkich. Południe Stanów i wiele innych miejsc są wciąż bardzo homofobicznymi obszarami.
Spotkanie dwóch kowbojów podczas sezonu wypasu owiec zaowocowało "męskimi", w sensie stereotypowym, rozrywkami - piciem whiskey, jeżdżeniem na koniach i strzelaniem do dzikich zwierząt, ale skończyło się skandalem kulturowym - kiedy dwóch facetów idzie ze sobą do łóżka, to w kulturze patriarchalnej może być tylko skandal. Obserwujemy, iż ten "pierwszy raz", który ich połączył, był kwintesenscją typowych mąskich zachowań, jakie były wówczas oczekiwane - bez czułości, bez gry wstępnej "szybki numerek". Ale w obu panach wyzwiolił on całe pokłady przez lata skrywanych tęsknot i namiętności. Jak zmienia się ich relacja, obserwujemy na ekranie, gdzie w miarę upływu lat stają się oni wobce siebie bardziej czuli, dojrzalsi, a nawet płaczą - oczywiście skrycie, bo przecież prawdziwemu kowbojowi nie uchodzi płakać... Jeden z bohaterów - Ennis - w swoim "normalnym", codziennym życiu jest (czy tylko udaje?) bardzo twardy, małomówy, jest w stanie otworzyć się tylko przed przyjacielem-kochankiem.
Kowboje czują piętno społeczne, czują brak akceptacji wobec ich zachowań ("nie jestem ciotą" - "ja też nie"), w nizinach żenią się i mają dzieci, a góry i przyroda sa zarezerwowane dla nich, dla ich tęsknot i głębokich uczuć. Jeśli byśmy chcieli z dzisiejszego punktu widzenia określić to, co ich spotkało i jakie postawy reprezentują, nie byłoby to tak proste. Czy byli gejami? A może biseksualni? Czy gdyby mogli bez większych problemów funkcjonować w swoim związku publicznie/społecznie, zdecydowaliby się na niego? Czy byłby on tak namiętny? Czy udałoby im się stworzyć codzienny, długotrwały związek? To są pytania, które zadajemy sobie po seansie.
Reżyser - doświadczony już twórca wielu dobrych i nagradzanych filmów ("Rozważna i romantyczna", "Przyczajony tygrys, ukryty smok") - z celowością i prawdziwością pokazuje róznice pomiędzy bohateriami. Ennis został skutecznie przestraszony w dzieciństwie skutkami realizowania "złych" skłonności. Jako mały chłopak widzi bowiem, w jaki sposób został potraktowany jeden z kowbojów, który odważył się ze swoim partnerem prowadzić wspólne ranczo. I jak wynika z jego powieści - była to lekcja na całe życie. Ten pierwotny strach, tak silnie zakodowany w dzieciństwie, bardzo skutecznie odstrasza go od możliwosci wspólnego życia z facetem - oto przykład, jak można bardzo wyraźnie młodej osobie wbić do głowy, co jest dobre, a co złe. Na całe życie. Jack nie miał tak przykrych doświadczeń - miał w miarę (jak na tamte czasy) kochających rodziców, którzy z nadzieją czekali, aż przyjedzie z przyjacielem i pomoże w prowadzeniu ich rancza, odnowi ich gospodarstwo i postawi je na nogi. Ile jest w tym akceptacji i zrozumienia dla homoseksualnej natury syna - tego możemy się jedynie domyślać, gdyż deklaracja rodziców Jacka nie daje nam jednoznacznego przekonania o pełnej akceptacji z ich strony, być może chodzi jedynie o powrót syna z przyjacielem a nie kochankiem, ale umożliwia to pewną furtkę, daje pewną bazę. I z niej chciał skorzystać Jack, zachęcając Ennisa do wspólnego życia na ranczo - jednak Ennis, skutecznie przestraszony w dzieciństwie, nie widzi kompletnie takiej możliwości. A mimo to rozwodzi się z żoną, wybierając samotne, skromne życie ze swoimi wspomnieniami z lat młodości. Bohaterów różnią też pozycje ekonomiczne - podczas gdy Jack żeni się z panną dobrze ustawioną rodzinnie i majątkowo, Ennis wiedzie życie wiejskie, biedne, i do końca w takim życiu zostanie. I choć te różnice są widoczne, nie przeszkadzają generalnie w realizowaniu ich miłości.
Opowieść jest tak skonstruowana, aby widz poprzez ten damatyczny romans dostrzegł, jak trudno jest złamać stereotypy i obostrzenia społeczne i jak ważne jest realizowanie siebie, zgodnie ze swoimi marzeniami, potrzebami, odczuciami. Historia nie kończy się dobrze - trudno stwierdzić, czy to ma być "kara" dla Ennisa, który tak oporował przezd wspólnym życiem. Niemniej jednak po 20 latach zdaje on sobie sprawę, jak wiele w życiu stracił - cały świat. Pozostają mu jedynie wspomnienia ożywające przy koszuli Jacka i łzy.
Jeśli ktoś mówi, iż film otrzyma Oscara, bo taka jest teraz "moda" - na tolerancję i mówienie o mniejszościach seksualnych (spotkałam się z takimi opiniami po seansie)- nie rozumie, jak wielki dramat został tutaj przedstawiony. Nie rozumie, iż przypuszczalnie podobnie był odbierany "Przeminęło z wiatrem" czy też "Titanic", gdzie mamy wielkie uczucia, podobnie zagrożone i próbujące ukryć się przed karcącą ręką społeczną.
Dobrze, że w kinie nie słyszałam pojękiwań i głosów oburzenia podczas tzw. "momentów" pomiędzy kowbojami, co jeszcze kilka late temu się zdarzało.
Sądzę, iż to wielki film, pokazujący uczucie z zupełnie innej, nowej strony, zrobiony bardzo dobrze, ze wspaniałą grą aktorów kompletnie nic nieudających, niepretensjonalny ani w jednym calu i bardzo prawdziwy. W połączeniu z rysem epoki (zmieniającej się wraz z upływem czasu) i wspaniałymi krajobrazami czegóż więcej można oczekiwać po współczesnym filmie amerykańskim? Dla mnie jest on po prostu tak mocny, że należy mu się i Oscar i właściwe zrozumienie przez odbiorców.
Yga Kostrzewa
Kochani, jaja są nieprzeciętne z tegorocznego OSCARA - przecież film CAPOTE, dla którego oskara zdobył odtwórca roli Trumana Capote - CIOTKI DO KWADRATU, w którym jest masa scen pokazujących ciotencję do sześcianu, gdzie pada nawet zdanie wypowiedziane przez Hoffmana piskliwym falsetem: "no i co z tego, że jestem ciota, do tego mogę być Żydem" - NIKT W POLSCE NIE ZAUWAŻYŁ, że to też film gejowski!
Przecież na wręczeniu Oskara prowadzący nawet jasno skomentował ten filn ("Capote"), że "mamy obraz, który pokazuje, że nie wszyscy geje to kowboje!".
Dlaczego TEGO FILMU nikt nie zauważa jako filmu TEŻ O GEJU?!!!!!