"Strach w samych gejach jest większy niż rzeczywiste zagrożenie" - mówi Dariusz Stasik, dziennikarz "Newsweeka", który na łamach swojego pisma niedawno przyznał, że jest gejem...
"Strach w samych gejach jest większy niż rzeczywiste zagrożenie" - mówi Dariusz Stasik, dziennikarz "Newsweeka", który na łamach swojego pisma niedawno przyznał, że jest gejem.
- Parę tygodni temu w "Newsweeku" (nr 42/2005), gdzie pracujesz, przyznałeś, że jesteś gejem. Obok felietonu było Twoje zdjęcie. Dlaczego zdecydowałeś się na publiczny coming out?
- Tak naprawdę to publiczny coming out zrobiłem dawno temu, na początku lat 90.
- Z twarzą? Z nazwiskiem?
- Z twarzą, bez nazwiska. Wtedy ruch gejowski w Polsce dopiero się zaczynał, powstała Lambda, pod kolumną Zygmunta w Warszawie odbywały się spotkania gejów i lesbijek, na które ściągała telewizja. I pewnego razu powiedziałem parę słów dla Panoramy.
- Nie bałeś się reakcji rodziny, znajomych?
- Bałem się. Wtedy tylko część rodziny wiedziała o mnie. Pochodzę z małego miasteczka, obawiałem się reakcji sąsiadów, znajomych oraz konsekwencji mojego coming outu dla rodziny.
- Ale rodzice już wiedzieli? Jak im powiedziałeś?
- Najpierw przepłakałem noc z moją najlepszą przyjaciółką z ogólniaka, potem poszedłem na rozmowę z mamą, która zareagowała płaczem. Na szczęście potem stopniowo było coraz lepiej. Mama powiedziała tacie i moim braciom. Ojciec zmienił się diametralnie. Przestał opowiadać kawały o pedałach i w ogóle zaczął używać słowa "gej". Bracia od razu powiedzieli, że to dla nich żaden problem. Bardziej bałem się reakcji ojca niż mamy. Pamiętałem wprawdzie, jak w dzieciństwie oglądaliśmy migawki z parad gejowskich na Zachodzie i mama mówiła do nas: "Nigdy nie bądźcie tacy!". Mimo to wiedziałem, że mnie zrozumie, zaakceptuje. Na najbliższe święta przyjechałem już do domu z moim facetem.
- I jak było?
- Bardzo fajnie. Wieczorem mama zapytała mnie ukradkiem: "Jak mam rozścielić łóżka?". Powiedziałem: "On będzie spał na normalnym łóżku, ja sobie rozścielę polowe". Oczywiście i tak spaliśmy w jednym, a mama, która budząc nas rano, zauważyła to, powiedziała do mnie z uśmiechem: "Wiedziałam, że bez sensu było ścielić dwa łóżka".
- A jak było przedtem?
- To, że "coś jest ze mną nie tak", zaczęło do mnie docierać w I, II klasie liceum. Wtedy o homoseksualizmie mówiło się właściwie wyłącznie, że należy go leczyć itp. Pierwsze doświadczenie seksualne, szczerze mówiąc, nieudane, miałem po II klasie. Kończąc liceum, wiedziałem już dokładnie, kim jestem. Stwierdziłem, że nie mam szans na normalne życie tu i teraz. Wyjechałem na studia do Poznania, a po 2 latach - do Londynu na 2,5 roku. Wyjeżdżałem wyautowany wewnętrznie, ale nie do końca zewnętrznie. Londyn bardzo mi pomógł, poznałem wielu gejów, zobaczyłem, że można normalnie żyć, będąc gejem, i przestałem się bać. Wróciłem już całkowicie wyautowany.
- Rodzicom powiedziałeś przed czy po Londynie?
- W trakcie. Przyjechałem w odwiedziny, w razie katastrofy miałem w odwodzie Londyn.
- Po co był Ci drugi publiczny coming out, w "Newsweeku"?
- To był po części pomysł szefostwa redakcji. Po naszym wywiadzie z premierem Marcinkiewiczem, w którym powiedział on, że "homoseksualizm to zachowanie nienaturalne", uznano, że dobrze by było, gdyby komentarz napisał gej. Wiedzieli oczywiście o mnie i przyszli z propozycją. Chwilę się zastanawiałem, czy mi to nie zaszkodzi, ale się zgodziłem.
- Z jakimi reakcjami się spotkałeś?
- Mama powiedziała: "O.K., trzeba walczyć o swoje". W klubach gejowskich, do których chodzę, ludzie podchodzili do mnie i gratulowali. Ale przyszło też parę mejli z wyzwiskami, groźbami. Ja się jednak nie boję. Myślę, że to strach w samych gejach jest większy niż rzeczywiste zagrożenie. Inna sprawa, że mieszkam w wielkim mieście. Nie chcę powiedzieć, że w Polsce nie ma z tym problemu, ale ode mnie żaden znajomy się nie odwrócił.
- Czy spotkałeś się kiedyś z ordynarną homofobią?
- Raz, w 93 czy 94 roku, dostałem po mordzie na dyskotece w Zielonej Górze. Zacząłem tańczyć z moim chłopakiem i wtedy pobili nas ochroniarze klubu. Wezwaliśmy policję, ochroniarze uciekli.
- Uważam, że "Newsweek" drukuje czasem homofobiczne teksty, Rafał A. Ziemkiewicz pisał np. "gej to homoseksualista, który seks czyni najważniejszą sprawą w życiu" albo "związek homoseksualny z natury jest parodią małżeństwa". Czy myślisz, ze Twój coming out spowoduje jakąś zmianę?
- Nie mam zielonego pojęcia. Wiem, ze niektóre teksty "Newsweeka" na temat gejów są... no, pożal się, Boże. Nie mogę przejmować się każdym homofobem, bo bym zwariował. Nie szukam kontaktu z takimi ludźmi w redakcji. Jedyną moją bronią jest to, że się nie ukrywam. Od tej bardziej liberalnej części "Newsweeka" dostałem gratulacje. Inni to przemilczeli.
- Jak oceniasz dzisiejszą sytuację gejów i lesbijek w Polsce?
- Jesteśmy teraz w ciekawym momencie. Gdy na początku lat 90. zetknąłem się po raz pierwszy z ruchem gejowskim, byłem pełen zapału. Cieszyliśmy się, że pojawiły się kluby i dyskoteki gejowskie, potem obietnica zalegalizowania związków partnerskich. To chyba nas trochę uśpiło. Teraz prawica wygrała i okazało się, że wcale nie będzie już tylko lepiej. Po nielegalnej czerwcowej paradzie w Warszawie wyraźnie było widać, że zbliża się przełom. Zakaz obudził świadomość ludzi. Nie tylko gejów. To samo zresztą widać było ostatnio w Poznaniu.
- Wiem, że jesteś w stałym związku. Czy chciałbyś go zalegalizować?
- Nie zależy mi na tym, by nazywać go małżeństwem. Chodzi po prostu o to, by jednym podpisem załatwić wszystkie sprawy, które dotyczą wspólnego życia dwojga ludzi (spadkowe, odwiedziny w szpitalu itd.). Myślę, że w ciągu 10 lat to się stanie. Ale nikt tego nie zrobi za nas, a organizacje LGBT, które powinny wywierać nieustający nacisk na polityków, nie robią tego, co było widać np. w przypadku projektu ustawy o związkach partnerskich.
- Jak się czułeś, gdy oglądałeś relacje z Marszu Równości w Poznaniu?
- Byłem cholernie dumny, że w Poznaniu znalazło się kilkaset osób gotowych
demonstrować mimo zakazu. To świadczyło o tym, że nie damy sobą pomiatać.
- Będziesz chodził na Parady, nawet nielegalne?
- Tak. Najwyżej spędzę noc w areszcie.
Rozmawiał: Mariusz Kurc

Wywiad ukazał się w pierwszym numerze wydawanego przez KPH magazynu "Replika". Pismo dostępne jest za darmo w klubach gej&les na terenie całej polski.
Redakcja portalu innastrona.pl dziękuje za udostępnienie materiału.
buźka
A tak wogole, to Zielona Góra nie jest aż takim małym miasteczkiem. Stolica Isladnii jest mniejsza.
w końcu tutaj mieszkam i to w nienajwiększym i nienajmądrzejszym mieście, prawie codzień spotykam się z jednoznacznymi epitetami kierowanymi pod moim adresem od GŁUPICH ludzi a jestem z Lublina ... no i chciałem "pozdrowić" wszystkich homofobów z Lublina jak już się wypowiadam w mediach - módlcie się o odrobinę rozumu!
Dariusz ma więcej szczęścia, ale jak i jemu już obrzydnie Polska można się zawsze przewietrzyć, choćby w USA,
a czemu akurat tam?
Bo jego fotografia wygląda tak jak do loterii wizowej Green Card /twarz na wprost obiektywu, bez nakrycia głowi i okularów, tło obojętne/ kto robił sobie taka fotografię ten rozpozna ja łatwo :)
Jeszcze raz proszę o modlitwę homofobów z Lublina w intencji odrobiny oleju w ich głowach.
(... nie korzystam z zapisu fonetycznego ...)
Koniec, amen, kropka.