Ty byś w życiu nie zagadał - zawyrokował z nutą potępienia w głosie. - Przecież Hubert zawsze ci się podobał, ile razy musiałem o nim wysłuchiwać: jaki rosły, smukły, seksowny, inteligentny. Swoją drogą zupełnie nie wiem, po czym mogłeś sądzić o jego inteligencji, chyba po wielkości kciuka...
-Nie wiedziałeś, że tam pracuje? - Pietras wywrócił oczy na lewą stronę z teatralną dezaprobatą.
Wzruszyłem ramionami, bo trudno odpowiedzieć na takie pytanie, nie pakując się w meandry pietrasowych podstępów logicznych.
-Nie musiałeś nas tak nachalnie swatać - powiedziałem, bo nic innego nie przyszło mi do głowy. - Zachowywałeś się bardziej entuzjastycznie, niż matka, kiedy Daria przyprowadziła do domu pierwszego narzeczonego.
Pietras tylko prychnął i orzekł, żebym nie przesadzał, bo to nic dziwnego, że matka chciała pozbyć się Darii z domu. Koniec końców najważniejsze przecież, że w swoim entuzjazmie okazał się skuteczniejszy ode mnie.
-Ty byś w życiu nie zagadał - zawyrokował z nutą potępienia w głosie. - Przecież Hubert zawsze ci się podobał, ile razy musiałem o nim wysłuchiwać: jaki rosły, smukły, seksowny, inteligentny. Swoją drogą zupełnie nie wiem, po czym mogłeś sądzić o jego inteligencji, chyba po wielkości kciuka.
-Nigdy nie oglądałem jego kciuków - zaprotestowałem słabo w przeczuciu, że usiłuje zamącić mi w głowie. - O inteligencji to akurat ty piałeś pod niebiosa.
Nieco chyba urażony moimi oporami Pietras stwierdził z przekąsem, że aż dziw, że nigdy mi te jego peany nie dały do myślenia, a w ogóle to nie ma do mnie cierpliwości, i że skoro chcę, to niech sobie sczeznę jako stary piernik bez życia erotycznego, skoro taka moja wola.
Tego na wszelki wypadek nie skomentowałem, bo w głębi ducha bardzo byłem z jego inicjatywy zadowolony. Hubert faktycznie podobał mi się obłędnie, co było o tyle zaskakujące, że całkowicie odbiegał od ideału faceta, jaki hodowałem w sobie od lat. Ani to-to ciemnowłose, ani błękitnookie, ani szczególnie czupurzaste. Hubert był jasnym blondynem o szarych oczach, na pierwszy rzut oka jakby nieco bezbarwnym, albinoskim prawie. Jednak kiedy zaczynał mówić, uśmiechnął się, uniósł brew, coś w nim ożywało, zaczynało jakby świecić, a wkoło rozchodziły się fale ciepła, które natychmiast trafiały prosto do serca. A kiedy się już o tym wiedziało, Hubert nagle stawał się całkiem innym człowiekiem, samą swą zwalistą obecnością zapełniając emocjonalne bezkresne przestrzenie wokół siebie.
Gdy po raz pierwszy podzieliłem się z pietrasem tym spostrzeżeniem, z bezwzględnym zakazem piskania na ten temat przy Karolu, rzecz jasna nieźle się uśmiał, choć po krótkim namyśle przyznał mi rację. Czego jak czego, ale zmysłu do facetów nie sposób mu odmówić.
Kiedy więc teraz orzekł, żebym się lepiej zamknął i skupił na przygotowaniach do spotkania, nie powiedziałem ani słowa. Chociaż to ostatnie akurat mocno mnie zaniepokoiło: dobrze pamiętałem ostatnie pietrasowe próby przygotowania mnie na randkę...
koosie