Owszem, zapoznany poprzedniego wieczora blondyn rokował nadzieje, ale tylko do chwili, gdy przyjął zaproszenie i wyszliśmy z lokalu.
Niestety, jego atrakcyjność spadała w miarę oddalania się od Karola i jego tajemniczego gacha. W taksówce zauważyłem, że Roman (bo tak miał na imię) nie całuje tak dobrze, jak mi się wydawało. W windzie wylizał mi dokładnie ucho, czego nie znoszę...
- I co? - zapytał Pietras, ledwie wszedł do mieszkania. - Opowiadaj, z detalami! Jak tam?
- Kawa? Herbata? - zapytałem wymijająco. Przez chwilę mieszałem bezmyślnie łyżeczką w cukierniczce, wreszcie ugiąłem się pod naporem pietrasowych oczu.
- Tak tam, szkoda gadać - westchnąłem. - Cukru?
- Poradzę sobie - wyrwał mi łyżeczkę z dłoni. - Czemu szkoda? Zapowiadało się wystrzałowo!
Owszem, zapoznany poprzedniego wieczora blondyn rokował nadzieje, ale tylko do chwili, gdy przyjął zaproszenie i wyszliśmy z lokalu.
Niestety, jego atrakcyjność spadała w miarę oddalania się od Karola i jego tajemniczego gacha. W taksówce zauważyłem, że Roman (bo tak miał na imię) nie całuje tak dobrze, jak mi się wydawało. W windzie wylizał mi dokładnie ucho, czego nie znoszę, i bliski byłem podziękowania mu za uroczy wieczór, ale przypomniało mi się pietrasowe gadanie, jak to mi trzeba chłopa, i żebym wreszcie posmakował kogoś nowego, bo ile mogę ślinić się na wspomnienie o Karolu.
Tak więc w ramach pogłębiania nowej znajomości śliniłem się przez kolejne pół godziny na zupełnie inny temat. Porozrzucaliśmy starannie odzież, obwąchaliśmy się dokładnie i obturlaliśmy dywan w kierunku łóżka. Wszystko to drażniło mnie niewymownie, z trudem powstrzymywałem się od spoglądania na zegarek i trzeźwiałem w zastraszającym tempie.
Wreszcie doszło do ostatecznej porażki.
- Nie miałeś gumki! - zakrzyknął Pietras triumfalnie, co skwitowałem odpowiednim spojrzeniem.
- Po wszystkich naukach, które od ciebie otrzymałem? - spytałem kwaśno. - Zaopatrzyłeś mnie na długie lata, naprawdę nie mam takiego przerobu. Tyle że jemu propozycja nie przypadła do gustu.
- Nie lubi lateksu? - zacmokał Pietras z dezaprobatą, choć nie bez nuty uznania w głosie.
- Uczulenie - sprostowałem. - Puchnie biedactwo od tego wszędzie, prawie chodzić potem nie może.
Pietras siorbnął głośno.
- Z tego co wiem, wynaleziono prezerwatywy na taką okazję.
- A na co mi to? - odparowałem parafrazą. - Mogę mu zaufać, przecież ryzykuje tak samo.
- No, chyba że lubi ryzyko - orzekł Pietras i wgryzł się w słonego paluszka. - Mam nadzieję, że spuściłeś go na drzewo.
- Sam się spuścił - zachichotałem. - Jak tylko wyczuł, że nici z penetracji, zaczęło mu się strasznie spieszyć. Mleko zostawił na gazie, żelazko w wannie, czy jakoś tak...
Pietras tylko wzruszył ramionami.
- Dupek! - stwierdził krótko.
Tyle to i ja wiedziałem, chociaż akurat za pomysł z mlekiem nawet Roberta polubiłem.
- I to by było na tyle romansów - podsumowałem niemal pogodnie, i przez chwilę czułem coś w rodzaju zadowolenia pomieszanego z ulgą.
Ale wtedy Pietras powiedział z zacięciem:
- Jeden nielot wiosny nie czyni!
Co - rzecz jasna - oznaczało kłopoty.
koosie
musze to wykorzystac hehehe