Nasza kwestia to kwestia polityczna! Aby cokolwiek zmienić należy rozmawiać z politykami i należy uczestniczyć w sprawowaniu władzy i tworzeniu prawa. Nikt za nas tego nie zrobi... prawo kandydować, bo jeśli ktoś staje się prezesem KPH to nie traci biernego i czynnego prawa wyborczego... Rozumiem prof. Szyszkowską. Liczyła na to, że dwa miliony gejów i lesbijek poprze ją w jej staraniach o zostanie kandydatką na prezydenta - nie udało się i nie mogło się udać...
: Co cię skłoniło do tego, aby zostać działaczem gejowskim?
Robert Biedroń: To już tak dawno, że zaczynam zapominać. Z całą pewnością niezgoda na to, co się dzieje w naszym kraju. Uważam, że sytuacja osób homoseksualnych w naszym kraju jest ciężka. Patrząc na tą rzeczywistość wokół nas stwierdziłem, że trzeba coś zmienić. Sam jestem gejem i uważałem, że moja orientacja seksualna nie może determinować mojej przyszłości. Zmuszanie nas do ukrywania swojej orientacji seksualnej zmusza nas do przybierania masek, do prowadzenia podwójnego życia. Ja takiego życie nie chciałem prowadzić.
RO: Czy uważasz, że udało ci się tą ciężką sytuację osób homoseksualnych w Polsce zmienić?
RB: Moje zamierzenia były kiedyś na pewno bardzo ambitne i wydawało mi się, że jestem w stanie natychmiast coś zmienić i że dokonam wielkiej rewolucji. Okazało się jednak, że nie jest to takie łatwe. Z jednej strony jest kompletnie ignoranckie społeczeństwo, które jest niestety bardzo słabo wyedukowane a z drugiej srony jest środowisko gejowsko-lesbijskie, które jest bardzo zalęknione i zakompleksione. Zderzenie się tych dwóch rzeczywistości sprawia, że nagle spada się na ziemię i że ta rewolucja nie jest taka prosta. Okazuje się jednak, że powoli mentalność społeczeństwa i środowiska zaczyna się zmieniać.
RO: A jeśli miałbyś się rozliczać sam ze sobą: czy poklepałbyś się po ramieniu czy byłbyś niezadowolny?
RB: Oczywiście, że nie byłbym zadowolony! Zostało jeszcze wiele do roboty. Z drugiej strony patrząc na to, co się udało nam dokonać jestem oczywiście dumny z tego. KPH powstała w 2001 roku, kiedy na temat osób homoseksualnych publicznie wogóle się nie dyskutowało a w telewizji pokazywało się je z zasłoniętą twarzą. Od 2001 roku wiele się zmieniło. Mieliśmy Paradę Równości, była olbrzymia kampania społeczna "Niech nas zobaczą", udało nam się dzięki zaangażowaniu prof. Szyszkowskiej wywołać debatę na temat ustawy o rejestrowanych związkach partnerskich. Jestem z tego dumny i środowisko chyba też to zauważa.
RO: Twoja działalność była czasem bardzo niewybrednie krytykowana. Czy jeśli jeszcze raz mógłbyś wybierać: zajmowałbyś się sprawami gejów i lesbijek?
RB: Oczywiście! Przecież sam namawiam do tego innych! Każdy na swój sposób powinien jedną cegiełkę do tego wszystkie dołożyć. Nie namawiam każdego, aby został Robertem Biedroniem, Szymonem Niemcem, czy Ygą Kostrzewą, bo to trudna działalność, ale każdy z nas może coś zrobić.
Uważam, że bardzo wiele się nauczyłem i mam nadzieję, że jeszcze wiele się będę mógł nauczyć. Mimo wielu przykrych słów, które się słyszy - z całą pewnością warto się angażować.
RO: Od pewnego czasu obok Roberta Biedronia - działacza pojawił się Robert Biedroń - polityk. W związku z tym pojawiło się wiele zarzutów, że tych dwóch ról nie da się ze sobą pogodzić...
RB: Gdy powstawała KPH było wielkie oburzenie, że Kampania i Robert Biedroń próbują upolitycznić sprawy gejowsko-lesbijskie. To był olbrzymi szok. Kwestie osób homoseksualnych nie były kwestiami politycznymi. Wiele od tego czasu się zmieniło. Nasza kwestia to kwestia polityczna! Aby cokolwiek zmienić należy rozmawiać z politykami i należy uczestniczyć w sprawowaniu władzy i tworzeniu prawa. Nikt za nas tego nie zrobi.
RO: Ty sam startujesz z listy SLD - tutaj pojawiła się ostra krytyka ze strony środowiska, że wykorzystujesz w swojej kampanii wyborczej KPH...
RB: Trzeba zrozumieć, że oprócz tego, że jestem prezesem KPH, jestem także osbobą prywatną. Mam prawo kandydować, bo jeśli ktoś staje się prezesem KPH to nie traci biernego i czynnego prawa wyborczego. Uważam, że jako działacz LGBT również powinienem angażować się politycznie. Rozumiem, że środowisko chciałoby abym zajmował się tylko i wyłącznie KPH. Rozumiem, że środowisko uważa, że robię to na tyle dobrze, że szkoda by było, gdybym został posłem (uśmiech). Chciałbym tu zaznaczyć, że nawet jeśli zostanę posłem, to równie silnie, albo jeszcze bardziej będę się angażował w sprawy gejowsko-lesbijskie.
RO: Zapewne znane ci są ostatnie wypowiedzi prof. Szyszkowskiej na twój temat...
RB: Słyszałem te wypowiedzi. Rozumiem prof. Szyszkowską. Liczyła na to, że dwa miliony gejów i lesbijek poprze ją w jej staraniach o zostanie kandydatką na prezydenta - nie udało się i nie mogło się udać. Prof. Szyszkowska jest osobą niezwykle wrażliwą i osobą, która głęboko wierzyła, że jesteśmy środowiskiem bardzo dobrze zorganizowanym i że zapewnimy jej takie poparcie, że bez problemów zbierze 100.000 podpisów (potrzebnych do startu wyborach - przyp. red.). Rzeczywistość okazała się inna. Nasze środowisko jest bardzo różnorodne. Większość z nas głosuje na ugrupowania lewicowe, ale sondaże pokazują, że są również osoby, które chcą głosować na PO czy PiS - mimo tego, że te partie notorycznie nas obrażają.
Prof. Szyszkowska nie była kandydatką, która miałaby realne szanse na osiągnięcie celu wyborczego. Dlatego też wiele osób w środowisku uznało, że jest to kandydatura na tyle słaba, że nie warto się w nią angażować.
RO: Nie boisz się, że ciebie może spotkać to samo, że zostaniesz zignorowany przez gejów i lesbijki?
RB: Oczywiście, że mogę zostać zignorowany. Nie jestem jedynym kandydatem. Szanuję ten fakt. Tu właśnie o to chodzi, aby tą różnorodność i możliwość wyboru szanować. Prof. Szyszkowska wiele mówi o akceptacji różnorodności światopoglądowej - o taką akceptację chodzi. Nie możemy nikomu narzucać swojej wizji świata.
RO: A jaka jest Twoja wizja świata gejowsko-lesbijskiego i jaka jest wizja SLD? Przed wyborami słyszeliśmy wiele obietnic i teraz coraz głośniejsze stają się głosy zarzuacjące SLD łamanie obietnic wyborczych.
RB: Te obietnice były dość skormne. Wynikało to m. in. z tego, że byliśmy bardzo słabo zorganizowani. Chciałbym jednak przypomnieć, że Sojusz Lewicy Demokraktycznej był jedyną partią w Polsce, która aż tyle zrobiła dla gejów i lesbijek. Chciałbym przypomnieć, że SLD powołał Biuro Pełnomocniczki Rządu do Spraw Równego Statusu Kobiet i Mężczyzn. Biuro to współfinansowało akcję "Niech nas zobaczą", "Dni Równości w Krakowie" i "Paradę Równości w Warszawie". Biuro to reaguje na wszelkie przypadki dyskryminacji osób homoseksualnych. Prof. Maria Szyszkowska jako senatorka SLD, poparta przez ponad 30-stu senatorów SLD wniosła projekt ustawy o rejestrowanych związkach partnerskich...
RO: Ale to właśnie SLD-owski Marszałek Sejmu blokował tą ustawę...
RB: Oczywiście. I to jest bardzo haniebne. Ale trzeba zrozumieć w jakim społeczeństwie żyjemy. Można zarzucać Sojuszowi Lewicy Demokratycznej, że nie zrobił tyle, ile oczekiwałoby środowisko. Ale SLD to jedyna partia, która zrobiła coś realnego dla gejówi i lesbijek. Sam bardzo bym sobie życzył, aby projekt ustawy przeszedł przez cały tryb legislacyjny w parlamencie. Ale chciałbym zapytać: gdzie było środowisko, kiedy potrzebny był lobbing na rzecz tej ustawy? Gdzie było środowisko, kiedy apelowaliśmy o to, aby wysyłać mejle do Marszałka Sejmu i Marszałka Senatu? Gdzie było środowisko, kiedy prof. Maria Szyszkowska apelowała o wsparcie? Polityka to taka gra, w której politycy zaczynają działać, kiedy widzą, że ich elektorat tego od nich wymaga.
Sejm został zasypany prostestami działaczy LPRu i innych organizacji pseudo-katolickich. Takich listów było kilkaset tysięcy. Naszych listów było kilka tysięcy. To jest olbrzymia różnica.
RO: Skoro SLD to ugrupowanie przyjazne gejom i lesbijkom - po co nam gejowski poseł? Co może nam zaoferować Robert Biedroń jeśli znajdzie się w sejmie?
RB: Po piętnastu latach demokracji w Polsce jesteśmy w takiej sytuacji, że tej demokracji trzeba bronić. W parlamencie zasiądą osoby, które kpią sobie z Konstytucji RP i stanowionego prawa.
Platforma Obywatelska uważa na przykład, że osoby homoseksualne, to osoby drugiej kategorii. PO była przeciwna Dniom Kultury dla Tolernacji w Krakowie, pan Rokita jest wielkim przeciwnikiem ustawy o rejestrowanych związkach partnerskich i to posłowie PO uważają, że jesteśmy osobami chorymi. Dlatego też uważam, że w parlamencie potrzebna jest silna opozycja, która będzie broniła demokracji i praw człowieka.
RO: A co jeśli się nie uda? Gdzie widzisz swoją przyszłość? Jako działacz społeczny czy jako polityk?
RB: Z całą pewnością będę kontynuował swoją pracę w KPH. Do końca mojej kadencji pozostał jeszcze cały rok. Nie zamierzam opuszczać Kampanii. Będę jednak nadal prowdził działalność polityczną. Uważam, że Polsce potrzebne są osoby, które będą zajmowały się obroną praw człowieka i osób wykluczonych.
RO: Dziękuję ci za rozmowę
Rozmawiał:
Przepraszam jeśli urazilem kogokolwiek, wcześniej pisalem,że nie znam osobiście pana Biedronia, dodam,że nie znam również pana Antarexa i doprawdy - obserwuję i dziwię się. W ten sposób,panowie, nie tylko nigdzie i nigdy nie dojdziecie, również ośmieszacie siebie samych i cale środowisko.
To hochsztapler polityczny./ Dlatego zagłosuję na Krystiana Legierskiego - otwartego geja, konskekwentnego we wspieraniu inicjatyw gejowskich.
http://www.innastrona.pl/bq_mt2005.phtml