Twórczość de Carlo stanowi specyficzną mieszankę homoerotycznej zmysłowości, religijnej ikonografii, duchowości i hołdu naturze. Do ulubionych motywów jego malarstwa należą młodzi mężczyźni - czasem święci - najczęściej o latynoskich rysach. Ubrani we wzorzyste koszule, dżinsy, sportowe obuwie i białe skarpetki, półnago lub nago, często na tle równie barwnych róż, purpurowego anturium i innego ornamentycznego, głównie ogrodowego kwiecia...
Tony de Carlo urodził się w 1956 r. w Los Angeles. Wraz z rodziną kilka lat spędził na Hawajach, potem wrócił do L.A., gdzie mieszka do dziś. Jest artystą-samoukiem, od trzydziestu lat tworzy jedną pracę dziennie. Od wczesnych lat prowadził wizualne dzienniki, jako nastolatek publikował rysunki w gazetach. Potem zaczął malować na drewnie i płótnie, oprócz farb akrylowych i olejnych używając do kompozycji także płatków srebra, miedzi i złota.
Obrazy de Carlo do dziś stanowią zapis codziennych zdarzeń z jego życia. Artysta uwiecznia na nich znajomych, dom, meble, psy, miasto, ogród, okoliczne parki, emocje i uczucia. Tworzy spontanicznie, nie szkicuje. Niezwykle barwne prace o natychmiast rozpoznawalnym stylu szybko zdobyły powszechne uznanie widowni i krytyki. Są wystawiane regularnie w amerykańskich muzeach i galeriach, znalazły się w kolekcjach całego świata.
Twórczość de Carlo stanowi specyficzną mieszankę homoerotycznej zmysłowości, religijnej ikonografii, duchowości i hołdu naturze. Do ulubionych motywów jego malarstwa należą młodzi mężczyźni - czasem święci - najczęściej o latynoskich rysach. Ubrani we wzorzyste koszule, dżinsy, sportowe obuwie i białe skarpetki, półnago lub nago, często na tle równie barwnych róż, purpurowego anturium i innego ornamentycznego, głównie ogrodowego kwiecia.
Drugim równie częstym motywem przewodnim twórczości de Carlo jest śmierć, uosobiona w niemal zabawnych w wyrazie, rysowanych z dziecięcą manierą kościotrupach, nie tylko tych którzy odeszli, ale przede wszystkim tych, którzy dopiero odejdą. Szkielety, częściowo poubierane, upozowane na przechodniów, sąsiadów, wyrostków, artystów, policjantów - podczas spotkań towarzyskich, wakacji, w swoich domach. Wszyscy skazani jesteśmy na spotkanie z "matką wszystkich matek" - przypomina bez przerwy artysta.
W efekcie wizje de Carlo, mimo że tak żywe w swej ludycznej bajkowości (w czym przypominają nieco parawitraże Johna Average'a), tak jaskrawe w swej południowej kolorystyce, zawsze zawierają sporą dozę melancholii, zamkniętej w zgaszonych spojrzeniach i poważnych twarzach portretowanych mężczyzn. Jedynie Isidro, najczęściej pojawiający się na płótnach artysty, pozwala sobie czasem na coś w rodzaju uśmiechu.
I jeśli można cieszyć się kolorami, naiwnie odrysowanymi chmurami, kwiatami i pomysłem sportretowania człowieka przez opuszczone spodnie i bieliznę wokół jego kostek, to zawsze pozostaje element niepokoju, który konsekwentnie przenosi sielankę w zupełnie inny wymiar.
Marcin Pietras