Marszałek Włodzimierz Cimoszewicz usunął ustawę o rejestrowanym partnerstwie jednopłciowym z obrad sejmu obecnej kadencji(...) Niektórzy uznają z respektem, że poczynania Cimoszewicza są rezultatem zimnego pragmatyzmu. Jakże ów "mąż stanu" osadzony w realiach! Inni zastanawiają się, czy to obłuda i zakłamanie, czy może schizofreniczne rozdwojenie jaźni?
Tygodnik "Fakty i Mity" opublikował dokument - legislacyjny wyrok śmierci, na mocy którego marszałek Włodzimierz Cimoszewicz usunął ustawę o rejestrowanym partnerstwie jednopłciowym z obrad sejmu obecnej kadencji (patrz obok). Wstęp do tej ustawy - przekształcony pod naciskiem konserwatystów, także spośród tych zwanych lewicowymi - zawierał sformułowania o zabarwieniu homofobicznym. Najpewniej jednak jej prawomocne istnienie przyczyniłoby się do zmniejszenia plagi homofobii, "oswojenia" polskiego społeczeństwa z partnerstwem homoseksualnym.
Oczywiście, od razu w naszym kraju nie wprowadzi się pełnego równouprawnienia LGBT. Od czegoś trzeba zacząć! I była na to szansa w parlamencie obecnej kadencji... Ale Włodzimierz Cimoszewicz ją utrącił. Teraz deklaruje on, że jako prezydent, podpisałby ustawę o homoseksualnym partnerstwie. Nie będzie miał jednak czego podpisywać, kiedy większość ław parlamentarnych zajmie prawica klerykalna.
Niektórzy uznają z respektem, że poczynania Cimoszewicza są rezultatem zimnego pragmatyzmu. Jakże ów "mąż stanu" osadzony w realiach! Inni zastanawiają się, czy to obłuda i zakłamanie, czy może schizofreniczne rozdwojenie jaźni? Z szacunku i troski o osoby wykazujące się odmienną konstrukcją psychiczną, a także o Państwo Polskie, można by zapytać - na prezydenta czy do psychiatry?
Wielu twierdzi, że jeszcze nie nastał czas na wprowadzanie takich rozwiązań prawno-społecznych, jak "nasza" homo-ustawa. Często pada argument, że społeczeństwo do tego nie dojrzało. Przyjmując ów tok rozumowania, nigdy nic nie zmienimy. Jest on tym bardziej błędny, gdyż - jak donoszą najnowsze badania opinii publicznej - blisko połowa Polaków byłaby skłonna zaakceptować prawnie usankcjonowane partnerstwo jednopłciowe.
Rzeczywiście, a nie tylko deklaratywnie, lewicowe rządy krajów zachodnich, które zapoczątkowały równouprawnienie mniejszości seksualnych - nie oglądały się zanadto na panujące "czasy", lecz konsekwentnie realizowały ideały równości. W wielu z tych krajów seks jednopłciowy depenalizowano dziesiątki lat później, aniżeli w Polsce. U nas miało to miejsce już w roku 1932, głównie dzięki wolnościowym dążeniom sił lewicowych, w tym marszałka Józefa Piłsudskiego - socjalisty - i jego otoczenia. Posunięcie to było wówczas niezwykle postępowe, ale decydenci nie kierowali się w tej kwestii pragmatyzmem czy raczej - koniunkturalizmem, lecz ideowością. Czy polska lewica parlamentarna pamięta jeszcze o jej istnieniu?
Polska w płaszczyźnie równouprawnienia mniejszości seksualnych zatrzymała się na przełomowej depenalizacji stosunków homoseksualnych w międzywojniu... I dalej się nie posunie, jeżeli będziemy wybierać na stanowiska rządzące pseudolewicę, kłamców postępujących wbrew obietnicom składanym wyborcom.
Należy dodać, że także Marek Borowski, kiedy był marszałkiem Sejmu RP, blokował drogę legislacyjną ustawy o homoseksualnym partnerstwie autorstwa prof. Marii Szyszkowskiej, jak również ustawy prof. Joanny Senyszyn o świadomym rodzicielstwie (skupiającej się głównie na liberalizacji przepisów antyaborcyjnych i wprowadzeniu edukacji seksualnej). Autorki tych ustaw wielokrotnie - jeszcze, zanim Borowski ogłosił swoją kandydaturę na urząd prezydencki - narzekały na to, że spowalniał ich prace. Sam tłumaczył to koniecznością kierowania się prognozami opinii społeczeństwa.
Ach, ten marksistowski pragmatyzm! I to chyba niezbyt przemyślany, bo społeczeństwo, w swej większości, oczekuje autentycznie lewicowych rozwiązań... A może to efekt - niesakramentalnego, kiepsko maskowanego i perwersyjnego - romansu większości liderów lewicy parlamentarnej z autohomofobicznymi hierarchami Kościoła Rzymsko-Katolickiego? Jako dowód jego istnienia można postawić chociażby znane, niedwuznaczne fotografie, na których przywódcy formacji rządzącej oddawali się namiętnym pocałunkom wraz z purpuratami... Działo się to m.in. przy tak - wydawać by się mogło - niewinnej i bogobojnej sposobności, jak spotkania opłatkowe.
Nastąpiły także znacznie dosadniejsze zbliżenia, których to - gwoli przyzwoitości - nie będę tutaj ze szczegółami opisywać. Pozwolę sobie zapodać tylko przykład pikantnych schadzek Komisji Konkordatowej, na których ów wielce lewicowy Cimoszewicz przypieczętował, a zarazem rozszerzył przywileje finansowe Kościoła. Bez wątpienia, wystąpiła w tym przypadku szczególnie rozpasana forma sponsoringu. Pamiętne pozostały również sadomasochistyczne układy zawiązane wokół walki o zapis nt. chrześcijańskich wartości w konstytucji UE.
To jedne z setek orgiastycznych aktów miłości pseudolewicowców do książąt Kościoła. Aż dziw bierze, że nikt z nich nie zechciał zalegalizować swoich związków... Chociaż trzeba przyznać, że w podziemiu - po omacku i grupowo - panuje zwykle zwielokrotnione poczucie bezpieczeństwa.
Nie kwestionuję tego, że chłopcy w sukienkach wyglądają uroczo. Są jednak sytuacje, w których należy powstrzymać chuć! Formacja rządząca zdradziła lewicowość z Kościołem (również ze światem biznesu, ale to już odrębna historia - ach, ten promiskuityzm...). Głównodowodzący formacji lewicowych oddali się purpuratom. Koniunkturaliści zdradzili tym samym ideowców. Światopoglądowi lubieżnicy - idealistycznych pięknoduchów...
Oto prawdziwe, obecnie operowane, oblicze SLD - Sojuszu Lewicy z Duchowieństwem. Socjaldemokracja Polska również nie jest święta. Jej założyciel, Marek Borowski, współodpowiadał bowiem za odejście ścisłego kierownictwa SLD od lewicowości. Zakładając nową partię chciał wytworzyć pozór politycznego dziewictwa, licząc prawdopodobnie na pewne poparcie jakiejś znaczącej siły politycznej w wyborach prezydenckich.
Tak się składa, że na polskiej tzw. lewicy parlamentarnej, zasadniczy trzon ideowy budują kobiety... Joanna Senyszyn, Izabela Jaruga-Nowacka, Maria Szyszkowska, by poprzestać na tych trzech przykładach.
Pierwsza szczególnie się nie pogniewała. Słynie wszak z wyrozumiałości i łagodnego usposobienia. Wybaczyła zdradę swoim kompanom i kiedy przed wyborami otrzeźwieli - przymykając rozporki "pragmatyki" - znów tworzy z nimi radosny związek, a nawet jest hołubiona. Jaruga-Nowacka, założyła Unię Lewicy III RP na fali bardzo ostrej krytyki SLD. Ogłosiła wówczas zdecydowanie, że partia ta zawiodła ruch lewicowy. Ale wystarczyło ją połechtać miejscami na listach wyborczych Sojuszu i już okazuje się, że Cimoszewicz to wybitny mąż stanu, a SLD nie jest wcale takie złe...
Maria Szyszkowska od lat mówi o wartości honoru. Zdrady nie przebaczyła. Postanowiła podjąć trud tworzenia nowej jakości na lewicy - alternatywy dla tej jej części, która nie zdała sprawdzianu władzy. Zacieśniła więzi z pozaparlamentarnymi partiami lewicowymi. Legislacyjne płody senator Szyszkowskiej, w tym ustawa o rejestrowanym partnerstwie jednopłciowym, zostały bezlitośnie usunięte przez marszałka Cimoszewicza i innych "lewicowców". Współdziałanie z nimi byłoby zupełnie sprzeczne z cnotą - w jak najbardziej antycznym rozumieniu tego pojęcia.
*
Pogląd, że Cimoszewicz jest "mniejszym złem", niż Kaczyński jest oczywisty z perspektywy osób pragnących w Polsce wolności i równości. Ale nie można zapomnieć, że jest złem. Jeżeli poparcie dla jego kandydatury znacznie nie spadnie, to - moim zdaniem - w I turze głos LGBT należy się prof. Marii Szyszkowskiej, która zawsze czynnie i głośno broniła mniejszości seksualnych. I to już w czasach PRL, kiedy nikomu nie śniło się o równouprawnieniu homoseksualistów.
Wielu czołowych aktywistów gejowskich przytuliło się obecnie do obu marszałków - Cimoszewicza i Borowskiego, jako kandydatów na urząd prezydencki. Czyżby aż tak podniecały ich marszałkowskie laski? A może lubią dosiadać tzw. mocne konie? Tak to już bywa, że żądza (także władzy) bierze często górę ponad ideami, a do stanowisk rządzących lgną koniunkturaliści...
Adam Kowalski
Dziękujemy redakcji "Faktów i mitów" za udostępnienie nam powyższego dokumentu!
http://dumnyzeswejorientacjigej.blox.pl
tam są wszystkie informacje
No cóż, Jego Wielmożność Kandydat na Prezydenta Włodzimierz Cimoszewicz, podobnie jak Jego Eminencja Aleksander Kwaśniewski, wie, KTO na prawdę rządzi Poską i w Polsce, wie też gdzie jego miesce w szeregu za purpuratami i szkarłatowcami, więc ludzie, nie oczekujcie od JW Kandydata Cimoszewicza, że zaryzykuje cios w plecy kropidłem albo akolitą!!! Aż taki samobójca z Niego nie jest - jest jeszcze młodym Mężczyzną, na pewno chciałby pożyć jak najdłużej!
widzę że nie tylko mnie ten styl mierzi...:)
zdanie: "Czyżby aż tak podniecały ich marszałkowskie laski? A może lubią dosiadać tzw. mocne konie?" .. no comment... nie wiem czy to poziom "faktu" czy już "nie"...
A co do polityki to uważam, że nam jest potrzebna bardziej od ustawy o rejestrowanych związkach partnerskich, ustawa o laicyzacji państwa. Uważam też, że konkordat powinien zostać jak najszybciej zerwany, a także, że rząd polski nie powinien mieć wspólnych konferencji z episkopatem (jakoś nie ma konferencji z innymi kościołami) - po tych zmianach myślę, że wprowadzenie naszej ustawy byłoby znacznie łatwiejsze (a może wtedy można byłoby wprowadzić też możliwość małżeństw i adopcji)!