W minioną sobotę, 25 czerwca, odbył się 27. Christopher Street Day w Berlinie. CSD organizowany jest co roku w różnych miastach świata dla upamiętnienia rozruchów w barze "Stonewall Inn" w Nowym Jorku w 1969 r. Od Berlina dzieli nas zaledwie kilkaset kilometrów (z Warszawy), ale mentalnie - cała epoka...
W minioną sobotę, 25 czerwca, odbył się 27. Christopher Street Day w Berlinie. CSD organizowany jest co roku w różnych miastach świata dla upamiętnienia rozruchów w barze "Stonewall Inn" w Nowym Jorku w 1969 r. Od Berlina dzieli nas zaledwie kilkaset kilometrów (z Warszawy), ale mentalnie - cała epoka.
Już od samego przyjazdu - w piątek - byłam "atakowana" paradą. Informacje w radiu i telewizji - non-stop. Specjalny bilet na komunikację miejską - dwudniowy - z okazji CSD. Reklamy w metrze, napisy na stacjach...
W całej paradzie wzięło udział - według berlińskich mediów - około 550 tys. osób. Trudno jednakże jest tych uczestników policzyć, gdyż zwyczajem jest przyglądanie się przejazdowi i przejściu kawalkady ciężarówek-platform, motorów, rowerów i przebranych w niewyobrażalne stroje uczestników. Wtedy dopiero, w zależności od upodobań - obserwatorzy włączają się do wybranej platformy lub po prostu maszerują za wybraną "atrakcją".
Każda ważna partia polityczna miała swoją platformę - nawet partia chrześcijańska CDU. Oprócz tego oczywiście Zieloni, organizacje zajmujące się tematyką HIV/AIDS, "miśki", policja, służby oczyszczania miasta, zakład komunikacji miejskiej...Z pewnością o wszystkich nawet nie wiem. Z Polski przybyło ok. 1000 osób - przedstawiciele organizacji LGBT, portali, osoby prywatne.
Głośna muzyka, przebrani uczestnicy, bardzo bardzo kolorowi, uśmiechnięci, tańczący i pijący "sekt" czyli wino musujące - to wszystko cechuje owo święto. Nie można absolutnie porównać go do Parady Równości w Warszawie czy też Marszu Tolerancji w Krakowie. Te imprezy maja po prostu zupełnie inne cele. W Niemczech można zawierać związki partnerskie, tolerancja praktycznie funkcjonuje na bardzo wysokim poziomie. W Polsce natomiast domagamy się podstawowych praw, w mało sprzyjającej atmosferze, obrzucani inwektywami i przedmiotami ciężkimi.
Wielkim szokiem dla mnie było niezauważenie jakiegokolwiek przeciwnika owej parady, przecież chociaż jakiś jeden osobnik powinien się znaleźć! Tyle słyszy się o niemieckich neonazistach, młodych faszystach... Ale nie zobaczyłam żadnego głosu przeciw. A obserwowali nas różni ludzie: matki i ojcowie z małymi dziećmi, starsze osoby, osoby na wózkach inwalidzkich. I żadnego sprzeciwu. Być może dlatego, iż CSD stała się dla Berlina wizytówką, możliwością przyciągnięcia turystów, wreszcie - ma wymiar komercyjny. Przyjezdni muszą przecież gdzieś się przespać, coś zjeść i wydać pieniądze w licznych sklepach, knajpach, muzeach.
Na zakończeniu przemarszu, pod statuą Siegessoile, zebrały się ogromne tłumy, których końca nie było widać. Wszystkie przemówienia ważnych osobistości - burmistrza, policji, polityków - nawiązywały do zakazu Parady Równości w Warszawie, jako łamania podstawowych praw człowieka.
Dzięki uprzejmości Tomka Bączkowskiego, prezesa Fundacji Równości, miałam okazję zapoznać burmistrza Berlina - Klausa Wowereita oraz szefa policji berlińskiej.
To wszystko zrobiło na mnie ogromne wrażenie, a przede wszystkim tłumy, tłumy, tłumy...
Czy możemy na to liczyć za 30 lat w Polsce?
Yga Kostrzewa
Zdjęcia: Lambda Warszawa
to chyba bylo moje ostatnie csd...