Z zainteresowaniem przeczytałam tekst Krzysztofa Tomasika pt.
"Książki gejowskie i lesbijskie się sprzedaje. Czyli dlaczego tak źle skoro tak dobrze?". Autor trafnie analizuje sytuację na rynku literatury branżowej i ma wiele racji, ale znalazłam w tekście kilka niekonsekwencji, na które chciałabym zwrócić uwagę.
Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że promocja omawianych książek ("Mój świat jest kobietą", "Lubiewo", Trzech panów w łóżku" oraz "Homofobia po polsku") odbywała się tylko za pośrednictwem Internetu. To prawda, że portale branżowe omawiały powyższe pozycje, co jest zrozumiałe, ale ukazały się również recenzje i wywiady z ich autorami w wielu gazetach i czasopismach. Najmniej było ich w przypadku "Homofobii po polsku", co autor tłumaczy tym, ze potencjalni recenzenci musieliby się ustosunkować do takich pojęć jak heteronormatywność czy "homofobia z ludzką twarzą", a także inne, co zapewne byłoby dla nich trudne.
Natomiast informacje o pozostałych książkach ukazały się między innymi - w "Gazecie Wyborczej" (Żurawiecki), tygodniku "Nie" ("Lubiewo"), w "Przeglądzie", w "Gali", w "Twoim Stylu", "Filipince", "Dlaczego", "Pograniczach" ("Mój świat jest kobietą") i wielu innych. Odbyło się wiele spotkań autorskich, audycji radiowych, autorzy byli (i ciągle są) zapraszani do programów telewizyjnych. Autor tekstu jest tutaj niekonsekwentny, bo skoro słusznie odnotowuje, że nakład tych książek rozszedł się bardzo szybko, to chyba zdaje sobie sprawę z tego, że nie byłoby to możliwe przy promocji wyłącznie internetowej.
Autor skupia się na trzech książkach - "Lubiewo", "Trzech panów w łóżku' oraz "Homofobia po polsku" i stwierdza, że nie mogłyby się one ukazać, gdyby nie wsparcie- czy to ze strony Pełnomocniczki Rządu d/s. Równego Statusu Kobiet i Mężczyzn czy ze strony Ministerstwa Kultury, wysnuwając z tego wniosek, że trudno wydać tego typu literaturę. Nie wspomina natomiast o książce "Mój świat jest kobietą. Dziennik lesbijki", która została wydana przez komercyjne wydawnictwo Jacek Santorski & Co. bez żadnych dotacji i wsparcia ze strony budżetu państwa czy z innych źródeł i bardzo dobrze się sprzedawała, i ciągle zresztą sprzedaje. Zresztą to właśnie wydawnictwo Santorski, które wydało już kilka bestsellerów ("Panna Nikt", "Mój przyjaciel zdrajca" i inne), już dziesięć lat temu, kiedy nikt nie słyszał jeszcze o literaturze branżowej, opublikowało książkę Roba Eichberga "Ujawnij się. Prawda gejów i lesbijek", prekursorkę wydanej niedawno pozycji "Coming out". Nie tylko wydawnictwo Sic! ma więc zasługi na tym polu.
Chciałabym też zwrócić uwagę na to, że w Polsce ukazują się przekłady branżowej literatury zagranicznej. W bieżącym roku ukazały się na przykład dwie takie pozycje, właśnie nakładem wydawnictwa Santorski - Jonasa Gardella "Dojrzewanie błazna" oraz Andreasa Steinhöfela "Środek świata", o których warto byłoby, jak sądze, także tutaj napisać.
Magdalena Okoniewska
50 tysięcy? tyle egzamplarzy ma na swoim koncie moze kilku pisarzy w Polsce, niestety, w naszym kraju sukcesem wydawniczym jest sprzedaz kilku tysiecy, taka prawda. Ludzie mało czytają i akurat nie dotyczy do tylko literatury "branzowej", ale kazdej...
oh, to jeszcze zależy w jakim nakładzie owe ksiązki zostały wydane! pewnie 1000 egzemplarzy rozeszłoby się wśród czytelników i czytelniczek portali gej/les... co innego gdyby chodziło o 50 000... :P