Tegoroczna Parada Równości w Warszawie została uznana za sukces ruchu LGBT w Polsce. Odbiło się szerokim echem nie tylko w polskiej prasie, że 11 czerwca kilka tysięcy osób triumfalne przeszło ulicami stolicy mimo zakazu prezydenta Kaczyńskiego. Także po raz pierwszy tematu nie zakończono wraz z rozejściem się uczestników marszu...
Tegoroczna Parada Równości w Warszawie została uznana za sukces ruchu LGBT w Polsce. Odbiło się szerokim echem nie tylko w polskiej prasie, że 11 czerwca kilka tysięcy osób triumfalne przeszło ulicami stolicy mimo zakazu prezydenta Kaczyńskiego. Także po raz pierwszy tematu nie zakończono wraz z rozejściem się uczestników marszu.
Media od początku skrupulatnie informowały o sprawie, choć wyraźnie widać, że telewizja uczy się wolniej. O ile "Wiadomości" TVP1 i "Fakty" TVN urządziły wyścig o palmę pierwszeństwa w homofobicznych manipulacjach, a programy "Warto rozmawiać" i "Co z tą Polską" poświęcone Paradzie trudno uznać za szczyt dziennikarskiego profesjonalizmu, przełom niewątpliwie nastąpił w prasie. "Gazeta Wyborcza" i "Polityka" zajęły bardzo konkretne stanowisko, a w marszu wzięli udział dziennikarze tych tytułów, także "Przekroju" i radia TOK FM. Metodę stusią przyjęła natomiast "Rzeczpospolita". W zeszłym roku dziennik obficie pisał na temat homoseksualizmu przy okazji wydarzeń w Krakowie i warszawskiego Wiecu Wolności, tym razem informowano oszczędnie i rzadko. Dopiero w poniedziałek gazeta wykroiła trochę miejsca na pierwszej stronie, by jak zwykle bezstronnie wyłowić najważniejszą kwestię już w tytule: "Nielegalnie w asyście policji".
Jak co roku na Paradzie nie brakowało osób publicznych. Wspomniałem już, że silnie reprezentowane było środowisko dziennikarskie, by wymienić choćby Jacka Żakowskiego, Piotra Pacewicza czy Piotra Najsztuba. Przyszli znani publicyści i publicystki: Kinga Dunin, Wojciech Tochman, Sławomir Sierakowski. Nie zabrakło ludzi pióra (Izabela Filipiak, Bartosz Żurawiecki), teoretyków queer (Joanna Mizielińska, Jacek Kochanowski), feministek (Kazimiera Szczuka, Bożena Umińska, Wanda Nowicka), aktorów (Cezary Kosiński, Jacek Borcuch). Byli przedstawiciele "Krytyki Politycznej", "Zadry", "Bez Dogmatu". W pierwszym rzędzie, obok organizatorów, szli parlamentarzyści: Izabela Jaruga-Nowacka, Kazmierz Kutz, Maria Szyszkowska, Tomasz Nałęcz.
Zabrakło Magdaleny Środy, która wielokrotnie broniła prawa i Parady oraz krytykowała ograniczanie swobód obywatelskich przez Kaczyńskiego. Jako Pełnomocniczka d/s Równego Statusu powinna także wziąć udział w samym marszu.
Najbardziej zaskoczyła natomiast obecność Róży Thun, szefowej Fundacji im. Roberta Schumana, która kilka lat temu nie zgodziła się na uczestnictwo przedstawicieli gejów i lesbijek w organizowanej przez siebie Paradzie Schumana. Działacze LGBT okazali się bardziej wielkoduszni, a do tego mało pamiętliwi. A poważnie mówiąc to bardzo ważne, że także organizacje pozarządowe zdają sobie sprawę z niebezpieczeństw postępowania Prezydenta Warszawy. Gdyby jego decyzja nie spotkała się z żadnym odzewem, można byłoby sobie zadać pytanie komu następnemu ograniczać będzie prawo do zgodzmadzeń. Feministkom? Euroentuzjastom? Wkrótce mogłoby się okazać, że w przestrzeni publicznej jest miejsce tylko dla procesji i pochodów uwielbiania dla prezydenta Kaczyńskiego.
Nie ma oczywiście obowiązku uczestniczenia w Paradzie, choć warto przypomnieć o absencji niektórych polityków, zwłaszcza tych, którzy starają się występować jako obrońcy praworządności, a także dyskryminowanych mniejszości. Zacząć należy chyba od Aleksanda Kwaśniewskiego, który zawiódł na całej linii. Prezydent nie wypowiadał się w ogóle na temat zakazu Lecha Kaczyńskiego, trudno uwierzyć, że udzielając niegdyś wywiadu miesięcznikowi "Inaczej" kreował się na sprzymierzeńca gejów i lesbijek. Dziś Kwaśniewski nie jest nawet obrońcą konstytucji, której strażnikiem okazał się Wiktor Osiatyński, zdecydowanie wypowiadając się w kwestii Parady, a także biorąc w niej udział.
Jeśli chodzi o partie polityczne to jedynie przedwodniczący Zielonych i Unii Lewicy stawili się w komplecie. Reszta była bardziej powściągliwa. Nowe, młode i ponoć lewicowe kierownictwo SLD miało 11 czerwca inne priorytety. Na Paradzie nie pojawił się prezydencki kandydat SdPl - Marek Borowski, nie było też Henryki Bochniarz, choć oboje kilkakrotnie sprzeciwiali się łamaniu prawa przez Kaczyńskiego; w gębie tutaj wszyscy mocni - że zacytuję moją ulubioną felietonistkę, ale kiedy trzeba zrobić coś więcej niż wygłosić parę słusznych banałów jest już gorzej. Także promotorzy Bochanirz, Demokraci.pl mieli inne zajęcia, na Paradę wysłano jedynie Młode Centrum, czyli młodzieżówkę partii. Może w takim razie i z głosowaniem trzeba zaczekać aż to właśnie młodzieżówka demokratycznie przejmie władzę?
Najbardziej tchórzliwie - co nie powinno dziwić - zachowała się Platforma Obywatelska. Politycy tej partii nie zdobyli się na jakikolwiek protest, nie brali też udziału w przepychankach między Prezydentem Warszawy, a organizatorami Parady. Co także znamienne - Platforma wysyłała sprzeczne sygnały, co innego mówił Jan Rokita, co innego Donald Tusk, uznający w przeddzień marszu, że jednak błędem jest jego zakazywanie. Po raz kolejny PO okazała się bezbarwna i pozbawiona zdania. Może zresztą tym należy tłumaczyć jej sukces?
A skoro jestem przy tych, których na Paradzie zabrakło, napiszę o jeszcze jednej osobie. Jakiś czas temu w klubokawiarni Chłodna 25 odbyła się debata oksfordzka na której spierano się czy Polskę zmieniło osiem dni żałoby między śmiercią, a pogrzebem Jana Pawła II. Zwolennicy tezy przekonywali, że jesteśmy świadkami narodzin nowej jakości w życiu publicznym, a oddolna inicjatywa wychodzenia na ulicę i zapalania lampek wielu Polaków i Polek miała być świadectwem kształtującego się społeczeństwa obywatelskiego. Ciekawe, że podobnie nie postrzega się Parad i Manif, które rokrocznie są organizowane już w kilku miastach Polski, a w przeciwieństwie do białych marszów nie są napędzane przez wszystkie stacje radiowe i telewizyjne, za to muszą pokonać nieporównywalnie więcej przeszkód.
Ponieważ we wspomnianej debacie padła nawet sugestia, że po tym co się stało wraz ze śmiercią papieża niemożliwe już będzie łamanie konstytucji i zabaranianie środowisku LGBT organizowania parad, uczesniczki dyskusji: Halina Bortnowska i Irena Lipowicz zapewniły, ze gdyby jednak do czegoś podobnego doszło, będą walczyć z tym zakazem i wesprą także ten przejaw społeczeństwa obywatelskiego. O ile Halina Bortnowska rzeczywiście wielokrotnie krytykowała decyzję Prezydenta Warszawy, a także polemizowała z homofobicznym tekstem księdza Dariusza Oko, o tyle Irena Lipowicz okazała się wytrawnym politykiem, który o obietnicach dość szybko zapomina.
Oczywiście ta była Ambasadorka Polski w Austrii, a także wieloletnia posłanka Unii Wolności nie przyszła mi na myśl przypadkiem. Przypomniałem sobie o niej przy okazji listu otwartego prawników do Prezydenta Kaczyńskiego powstałego z inicjatywy Krystiana Legierskiego (Zieloni 2004) i dr Tomasza Kozłowskiego (Wydział Prawa i Administracji UW), który zaczynał się od słów: "Pragniemy zaprotestować przeciwko zakazowi demonstracji mającej na celu propagowanie idei tolerancji oraz równego traktowania przez prawo wszytkich obywateli. 'Parada Równości' jest paradą wszystkich równych w prawie i wobec prawa. Do udziału w 'Paradzie Równości' organizatorzy zapraszają tych wszystkich ludzi, którzy czują się dyskryminowani lub wykluczeni oraz tych wszystkich, którym bliska jest idea praw człowieka, równości oraz tolerancji". Podobne stwierdzenie okazało się widocznie zbyt ostre dla Ireny Lipowicz, która jako prawniczka podpisując ten list mogłaby się znaleźć w znakomitym towarzystwie Eleonory Zielińskiej, Moniki Płatek czy Wiktora Osiatyńskiego.
Właśnie Osiatyński komentował zakaz Kaczyńskiego: "Widzę analogię pomiędzy tym, co robi prezydent Kaczyński, zabraniając demonstracji - Parady Równości w Warszawie, a tym, co robili komunistyczni władcy Gdańska i innych miast w Polsce 25 lat temu zabraniając manifestacji 'Solidarności', która też była ruchem w imię równości". Znamienne, że nie dostrzegła tego Lipowicz, która usilnie szukała podobieństw między sytuację Polski po śmierci papieża, a euforią czasu Solidarności. Nie zauważyła jednak, że upominanie się o podstawowe prawa obywatelskie, co było charakterystyczne dla opozycji antykomunistycznej, wychodzi właśnie przy okazji Parad Równości, a geje i lesbijki są świetnym papierkiem lakmusowym na jakim etapie demokracji jesteśmy. Kiepskim żartem historii pozostaje fakt, że to właśnie Kaczyński, sam niegdyś walczący z opresja, dziś jest opresorem.
Polityków z nieobecności na Paradzie warto rozliczać, zupełnie inaczej ze znajomymi, którzy z różnych wzlędów nie przeszli ulicami Warszawy pod sztandarem tęczowej flagi. Ich pozostaje zapewnić, że była to jedna z niewielu możliwości odczucia atmosfery radości i wolności, poczucia, że to miasto i ten kraj mogą być nasze, to społeczeństwo może być obywatelskie, a obowiązującą normą może być różnorodność.
Krzysztof Tomasik
Oficjalnie ten własnie prawicowy homofob i męska dziwka oficjalnie (wturując Bushowi) potęiał gejów i lesbijki oraz dzi łałą na ich szkodę. nie przeszkadzało mu to jednak łajdaczyc sie za kasę i wkraść sięwłąski Busha... O tym niedawnym skandalu TVP jakos nawet nie wspomniała ani słowem ... choc zachodnie media o tym pisały i mówiły ...
To zjawisko istnieje wszedzie na swiecie. Co oczywiscie nie znaczy ze mamy sie z nim godzic. Nigdy nie wolno godzic sie na opresję i szykanowania.
Jesli nie zareagujemy dziś na opresję jednej grupy spolecznej, jutro możemy stać sie taką samągrupą represjonowaną .. a moze byc iz juz nikt nie stanie w naszej obronie, bo nie bedzie komu...
Nie dotyczy to tylko parad. Dzisiaj na tapecie są parady, jutro może być coś/ktoś zupełnie innego ...
pamietac trzeba, ze jestesmy w roku wyborow i wiadomo, tym ktorzy chca wiedziec lub po prostu znaja sie na polityce, ze niektorzy politycy i ich partie juz teraz rozgrywac musza najmocniejszymi kartami jakie posiadaja.
Elektorat lewicy jest, mowiac delikatnie, za krotki by kontynuowac rzadzenie. Malo tego, zenujacy podzial lewicy doprowadzil do tego, ze niektore nowopowstale partie polityczne od razu chwycily szturmowki koloru teczowego by miec pewnosc, ze bedziemy o tym pamietac w nadchodzacych wyborach. Prawde powiedziawaszy o tym pamietac powinnismy.
Inne partie polityczne na lewicy nie daly z siebie wszystkiego, byc moze dlatego, poniewaz przezywaja klopoty natury... somatycznej, ze uzyje tu zwrotu medycznego.
Po Paradzie Rownosci nalezy zadac sobie pytanie czy lewica umizga sie do naszego srodowiska tylko dlatego ze musi czy tez sa to szczere deklaracje majace na celu konkretne dzialanie?
Czas pokaze.
Ja wierze, ze sa to szczere deklaracje.
A co robi centrum? Centrum pod postacia PO majac pewnie na uwadze swoj przyszly po-pis nie zrobila nic, poniewaz nie mogla. Trzeba zrozumiec, ze mozliwa koalicja PO z PiS-em w przyszlym Sejmie jest wazniejsza dla Donalda, ktory bedzie musial negocjowac z...kaczorem.
Rzec mozna, po raz pierwszy w historii Donald bedzie negocjowal ze swoim kuprem...
Nie chce sie rozpisywac. Powiem wiec na zakonczenie.
Wspaniale miec aliantow, ktorzy gotowi sa polec na barykadach walki o rownouprawnienie, ale my sami pwinnismy twrzyc sile, ktora bedzie gotowa isc do przodu nawet wowczas, gdy o nas zapomna tuzy polityki.
Jak na razie jednak, stac nas tylko na druzyne....
sdpl najbardziej przyjazną gejom partią? kontrowersyjna teza.