Strona główna Aktualności Społeczność
Profile Grupy Przewodnik Wydarzenia Wsparcie
Ogłoszenia
Towarzyskie Pokoje i mieszkania Praca Ogłoszenia drobne Edukacja Pozostałe Dodaj
Queeroteka
Książki Filmy i seriale Quizy Patronat Queer.pl
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Kontakt Reklama Regulamin
Queer.pl Portal osób LGBT+
Menu
Logowanie Rejestracja
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Piątek, 27.05.2005 00:00

Lipa! Czyli Kochanowski komentuje

Podziel się Tweetnij Skomentuj (12)
Podziel się Tweetnij Skomentuj (12)

Znowu o tym, że jesteśmy różni

Pytają mnie ludzie ciągle: Jacek, jak to jest, piszesz w jednej "Lipie" o miłości a potem zachwycasz się "nagimi środami" w Przychodni warszawskiej, albo mówisz, że monogamia to narzucona norma kulturowa. Myślę sobie jednak, że to nie ja jestem niekonsekwentny, tylko rzeczywistość, która nas otacza i którą współtworzymy(...)

Pytają mnie ludzie ciągle: Jacek, jak to jest, piszesz w jednej "Lipie" o miłości, o Tomku, o wybaczaniu, o budowaniu pozytywnych, wieloletnich więzi, a potem zachwycasz się "nagimi środami" w Przychodni warszawskiej, albo mówisz, że monogamia to narzucona norma kulturowa. O co właściwie Ci chodzi? Dochodzi do tego, że jedni zarzucają mi hipokryzję i nadmierną "ugodowość" wobec norm społecznych, podczas, gdy równocześnie inni wrzeszczą na mnie, że jestem wyuzdany dewiant, który deprawuje młodzież. Raz piszę, że trzeba robić dyskoteki w Wielki Piątek, a potem, żeby prowadzić dialog społeczny. Pomieszanie z poplątaniem i brak konsekwencji.

Myślę sobie jednak, że to nie ja jestem niekonsekwentny, tylko rzeczywistość, która nas otacza i którą, koniec końców, współtworzymy, jest niekonsekwentna, zmienna, niestabilna. Dlatego im człowiek więcej nabiera doświadczenia życiowego, im bardziej siwy i łysy jednocześnie się staje, tym głupszy się czuje, bo okazuje się, że na nic prostej recepty nie ma. Zazwyczaj obrońcy tzw. klasycznej definicji prawdy powiadają, że nie ma nic bardziej stałego, pewnego i jednoznacznego, niż rzeczywistość fizyczna: można ją zmierzyć, opisać i wszystko wiadomo. Zawsze będzie obowiązywało prawo grawitacji czy prawa dynamiki Newtona. Ciało zanurzone w cieczy straci zawsze na wadze tyle... Niestety. Przyszedł razu pewnego Einstein niejaki i oświadczył zdumienie wzbudzając, że także w obrębie zjawisk fizycznych obowiązuje zasada - metazasada - względności. Ciało, które opisywane z jednego punktu odniesienia pozostaje w bezruchu, z innego punktu podglądane porusza się z ogromną prędkością. Ba, eksperymenty na poziomie subatomowym przeprowadzone wskazują, że jedna i ta sama molekuła może znajdować się równocześnie w dwóch miejscach i nie jest to żadne złudzenie. Jeśli ta wydawałoby się stabilna rzeczywistość fizyczna okazuje się tak zwariowana, to czegóż oczekiwać od o wiele mniej ustabilizowanej rzeczywistości ludzkich przeżyć?

Świat człowieka, a mówiąc szerzej, świat kultury po prostu, nie jest jednoznacznym systemem, który można prześwietlić i zadysponować odpowiednią receptę: należy się czem prędzej seksualnie rozpasać, albo: należy wprowadzić obowiązkowe pasy cnoty dla zamężnych i zażonnych. Zaprawdę, powiadam Wam, dupa. Otóż nie ma żadnego bezwzględnego "należy", bowiem każde "należy" wygląda inaczej z różnych perspektyw. Opowiadając o "gołych środach" wiem o tym, że dla jednych będę fajnym, wyluzowanym gostkiem, który cieszyć się seksem jako dziecię bezwinne potrafi, a dla innych,w naszym kraju dla przygniatającej większości gejów i lesbijek, kąśliwie zauważmy, i to mimo tego, że jedynymi pismami gejowskimi, które na naszym rynku się ostały, są pisma wydawane przez korporację "Pink Press", otóż dla innych onych będę żałosnym dupkiem, który nie potrafi kochać i do "puszczania się" swojskiego dorabia ideologię. I jest tak z dwóch powodów: po pierwsze dlatego, że mamy niepowstrzymaną potrzebę do katalogowania wszystkich i wszystkiego, tudzież szufladkowania, segregowania i porządkowania, poprzez nadawanie jasnych i jednoznacznych etykietek: PALANT albo SPOKO GOSTEK. To umożliwia utrzymanie wrażenia, że rzeczywistość jest schludna i poukładana. A po drugie: uwielbiamy konstruować tę "mapę rzeczywistości" przy pomocy schludnych opozycji: czarne - białe, dobre - złe, jasne - ciemne. Problem polega na tym, że te pragnienia higieny i porządku mają się nijak do skomplikowanego kłącza relacji międzyludzkich, które nas otaczają.

Kochanowski zatem, Panie i Panowie, nie ma żadnej możliwości, by orzekać, co jest słuszne i co ewentualnie "należy". Bo jeśli nawet dziś, tu i teraz, istotnie wydaje się, że coś jest wskazaną strategią postępowania, to z innego punktu widzenia rzecz okazuje się wyglądać zupełnie inaczej. Czytaliście już, mam nadzieję, powieść Bartka Żurawieckiego "Trzech panów w łóżku nie licząc kota. Romans pasywny". Jeśli nie, to zróbcie to, bardzo proszę. Otóż tam jest o trójkącie, właśnie tytułowych "trzech panach w łóżku". Żurawiecki to facet naprawdę błyskotliwy i jeśli chciało mu się napisać romansidło gejowskie, to coś w tym musi być i warto poszukać tego czegoś. Tym czymś, że zaryzykuję hipotezę, jest rodzaj pod tekstem ukrytej tęsknoty za uwolnieniem naszych codziennych międzyludzkich relacji od tych wszystkich kulturowych "należy", nie dlatego, że kulturowe "należy" są złe i w ogóle "róbta co chceta", tylko dlatego, że te "należy" osaczają nas w taki sposób, że ogarnia nas panika, gdy okazuje się, że właśnie zbliżyliśmy się do granicy jakiegoś "należy". Ogarnia nas wtedy lęk, bo owe "należy" właśnie służy nam do budowania mapy świata. Jeśli "należy" utraci swoją ważność, ważność utraci cały obraz rzeczywistości, który mamy pieczołowicie poukładany w naszych głowach. To musi wzbudzać lęk. A lęk wzbudza agresję.
Dlatego nie wystarczy w komentarzu pod moimi tekstami napisać: nie zgadzam się, w moim systemie wartości "gołe środy" się nie mieszczą, to rozpasanie jest i demoralizacja jest. Nie, w imię obrony ważnego dla kogoś "należy" trzeba Kochanowskiego zmieszać z błotem i poniżyć, zdeptać, zgnoić, wyżyć się na szczerzui bezwartościowej i napisać makolągwie, że nie umie kochać toto, że dorabia ideologię do puszczania się toto, że palant, kretyn i larwa o zaiste przygruntowej inteligencji. Bo gdyby jego inteligencja ponad grunt się wzniosła, to by dostrzegł, jak błędne, wypaczone, niemoralne są jego na świat poglądy. A skoro do błędu przyznać się nie chce, należy uniemożliwić mu wypowiadanie się publiczne na jakiekolwiek tematy. To jest już odjazd zupełny, przejrzyjcie, proszę, posty pod moimi poprzednimi "Lipami", geje, domagający się tolerancji od społeczeństwa apelują do "Innej Strony", żeby nie publikowała Kochanowskiego, bo pisze rzeczy straszne! To jest dokładnie ta sama logika, która uderzyła w Dorotę Nieznalską i jej "Pasję": komuś, z kim się nie zgadzam, zamknąć gębę czem prędzej należy, albowiem świata harmonię bezczelnie burzy. Nie mogę mieć jednakowoż o logikę tę żalu, bo ta logika i agresja z niej swój początek biorąca - jak zresztą każda agresja - jest wyrazem lęku: skoro mój obraz świata jest prawdziwy i słuszny, to obraz świata, jaki prezentuje Kochanowski w swoich tekścikach, jakże potwornych pod każdym możliwym względem, i który to obraz jest sprzeczny z moim, nie może być prawdziwy i w związku tym Kochanowski jest kłamca, łgarz i deprawator i na stos z Kochanowskim. Świat według Kochanowskiego jest tak bardzo fałszywy, jak bardzo prawdziwy jest świat według tych, co Kochanowskiego nie znoszą.

Tu jest pogrzebany piesek. Świat człowieka, świat ludzkich wartości, czyli świat relacji między ludźmi, nad którymi wiszą te wszystkie "należy" jest zaiste skomplikowany i wymyka się jednoznacznym klasyfikacjom w kategoriach czerni i bieli. Taki trójkąt choćby, opisany przez Bartka Żurawieckiego. Tłumaczył mi ostatnio znajomy: Jacek, ale to nie jest związek, to jest chore, to jest nienormalne jakieś. Odpowiedziałem mu, że spoko, z jego perspektywy, ze względu na jego system wartości, to nie jest związek, ale z perspektywy ludzi, którzy decydują się w to wejść, związkiem to jest. I wchodzą, i ponoć fajnie się mają. Powstaje pytanie kluczowe, pytanie dręczące i kulminacyjne: kto decyduje o tym, co jest, a co nie jest związkiem? Tak, brawo, my sami. Sęk w tym, żeby nie zionąć od razu nienawiścią do kogoś, kto przypadkiem pogląd ma inny. Odmienne na rzecz całą spojrzenie. Ponieważ ta różnorodność nasza, to zróżnicowanie nieposkromione jest, było i dopóki ludzkość nie urządzi sobie jakiegoś ostatecznego kęsim - kęsim, będzie. Szkopuł w tym, byśmy zechcieli tę niejednoznaczność, wielobarwność i różnorodność zaakceptować. Ba, nauczyli się nią fascynować!

Dlatego raz piszę, żeby te dyskoteki wielkopiątkowe urządzać, bo ów postulat radykalny rodzi się we mnie z konfrontacji z łysymi wrzeszczącymi, że Polska jest ich i pedały won. No to się ma ochotę radykalnie zakrzyknąć: taki rympał! A potem idę gdzieś, ot nas przykład na spotkanie dyskusyjne katolickiego koła naukowego etyki i okazuje się, że można normalnie rozmawiać i wymieniać się argumentami, że także teologowie katoliccy mogą słuchać z uwagą argumentów. I myśl się rodzi nieśmiała, że może szkoda te zalążki dialogu niszczyć wyskokami. Dlatego nie można dać jasnej, precyzyjnej i jednoznacznej odpowiedzi, co "należy"... Albo choćby mój spór z Bartkiem Żurawieckim o outowanie polityków: jasne, że jak słyszę zakłamanego i dwulicowego faceta, o którego preferencjach wszyscy wiedzą, który zapowiada, że po dojściu do władzy zrobi rewolucję moralną, to szlag mnie trafia. Ale potem, jak oglądam te komisyje śledcze i widzę te agresję zaplutych ze złości politykierów, no to znowu naprawdę tracę ochotę na wywoływanie kolejnego skandalu, który i tak utonie w tych wszystkich brudach....

I jedno mi się marzy, żebyśmy wreszcie, my ludzie w tym kraju, bez względu na to, co i z kim (a także z iloma osobami) robimy w łóżku (lub w innych miejscach), nauczyli się zwyczajnie ze sobą rozmawiać, szanując swoje prawo do własnej mapy świat. Mam dość agresji. Amen.

Jacek Kochanowski

OCEŃ ARTYKUŁ
Podoba mi się (0)
Nie podoba mi się (0)
Komentarze (12)
HEJT STOP!Zapoznaj się z warunkami dodawania komentarzy
Komentuj
Moja ikona
Dodaj komentarz
Komentarz od osoby niezalogowanej pojawi się po akceptacji moderatora.
Dozwolone znaczniki (BBCode):
[b], [i], [u], [url], [url=], [mail], [mail=], [color=], [code], [quote]
sunson
05.08.2005 15:03 hokkaido (41) Gdańsk
"Kochanowski zatem, Panie i Panowie, nie ma żadnej możliwości, by orzekać, co jest słuszne i co ewentualnie "należy". "

ja dopowiem to czego nie napisałeś a co logicznie z tekstu wynika: ani ty ani ja ani nawet Pan Papierz(ne mówiąc już nic o Panu Dalai Lamie) nie moga ożekać co jest słuszne a co nie, bo to co dla nich jest prawdą może być kłamstwem dla innych (i odwrotnie). i niech od dziś kiedy nas oświecono wszystkie "mapy śiwata" będą sobie w końcu równe,
niech nikt nikomu nie mówi co jest dobre a co złe(po tym co napisałeś nawet Mill się ugina ze swoimi granicami wolności), niech każdy ma prawo widzieć świat po swojemu i ustanawiac własną definicje prawdy... bo np. przecież dla kogoś kto żyje teraz może się wydawać że żydzi wcale nam nie zagrażają i są zwykłymi ludźmi, ale przecierz jeszcze paredziesiąt lat temu wielu ludzi uważało inaczej, dlaczego ich mapa świata ma być dyskryminowana? dlaczego mamy ochotę ich szufladkować jako złych(a nas w tym wypadku jako dobrych), kto daje nam prawo "narzucać" im naszą mapę świata? problem z tym (do czego jak mi się wydaje te dwie literki przed nazwiskiem zobowiązują) że powinieneś wiedzieć że ta sofistyka do której nas namawiasz... oj przepraszam.. ostatnio nomenklatura nakazuje włoałć na tego kundla filozoficznego- postmodernizm, to zwykły relatywizm moralny, a to jest tak śliska ścieżka myślowa jak żadna inna i jest o wiele grożniejsza od wszystkich innych fanatyzmów...

na koniec motto prof. J. Speiny: gdyby historia zaczeła się od postmodernizmu dalej siedzielibyśmy na drzewach.
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
05.06.2005 9:16 mcmillan
Szkoda, ze ten WSPANIALY! ZNAKOMITY artykul! Nie bedzie przeczytany przez polskich homofobow.

Mam jednak nadzieje, ze homoseksualni homofobi przeczytaja go z uwaga i zrozumieja o co w nim autorowi chodzi.

Po przeczytaniu artykulu chcialo mi sie zakrzyczec:
AUTOR! AUTOR!
Brawo!!!!
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
04.06.2005 9:43 MiMik
Drogi Jacusiu :-)

Mężczyzna ma prawo zmiennym być...
a mężczyzna-homoseksualista z całą pewnością...

Twoje usprawiedliwienia są więc zbędne :-)

Acha - według mnie - zmienność i niekonsekwencja to nie to samo.... Ty raczej wydajesz się być konsekwentny, a zarazem zmienny... To dobrze, bardzo dobrze :-) ...
---------------------------------------------------------------------------------
Na marginesie - Ruczaj to straszne blokowisko, ale wczoraj odkryłem rewelacyjny Lasek z kasztanami, olchami i innymi cudami na końcu Torf... - ciekawa okolica... Milo bylo pojezdzic na rowerze po tym gaszczu :-)... Polecam spacerek ;-)
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
02.06.2005 11:18 alladyn
Szkoda było czasu na czytanie tych pierdół
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
29.05.2005 19:47 Paulusjan
Tzn. niekoniecznie na gejowo., może być na IS. Ten komentarz przekopiowałem z mojego komentarza na gejowo, bo mi się nie chciało tego samego od nowa pisać, tylko trośkę zmieniłem, ale sorki za niezgodności ;).
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
29.05.2005 19:45 Paulusjan
Ja zdecydowanie opowiadam się za pełnym outingiem, powiedziałbym, autohomofobów. Uważam, że przyzwalanie na to, aby homoseksualni prominenci sączyli nienawiść wobec mniejszości homoseksualnej jest przyzwoleniem na bezkarny rozkwit obłudy i uprzedzeń. Outing nie jest żadną prowokacją ani szantażem, tylko zwalczaniem kłamstwa. Przyznam, że nie rozumiem takiej jego oceny.

Zauważam tutaj analogię do tzw. autoantysemityzmu. Wielu głośnych antysemitów miało żydowskie korzenie. Nie brakowało ich także wśród hitlerowców. Zgoda na to, aby takie jednostki szerzyły nienawiść do ludzi sobie podobnych równa się aprobacie ich działań.

Autohomofobia wynika z chęci odwrócenia uwagi od swej skrywanej orientacji homoseksualnej lub z nieumiejętności jej zaakceptowania, wątpliwości co do własnej męskości. Myślę, że wielu autohomofobów jest odpowiedzialnych za rozkwit uprzedzeń wobec gejów i lesbijek. Np. Roman Dmowski był najprawdopodobniej gejem (warto by było, aby na ten temat ukazało się w Gejowie.pl czy na innym portalu dla mniejszości seksualnych jakieś porządne, historyczne opracowanie). Położył on podwalinę pod wielki ruch nienawiści – endecję, a dziś LPR. Czy mamy zezwalać na takie nierzadkie poczynania?

Sądzę, że jakaś polska organizacja homoseksualistów mogłaby się zająć outingiem tych polityków, a także duchownych i w ogóle prominentów publicznych, którzy będąc gejami (ew. lesbijkami), rozbudzają wobec nas nienawiść. Trzeba by do tego nająć prawników, aby w razie potrzeby bronić tej sprawy w sądzie i dokładnie udokumentować upublicznioną listę autohomofobów. Już nie mogliby zajadle szerzyć homofobii!

Można by np. zorganizować Akcję Protestacyjną Przeciwko Autohomofobii i w jej ramach zdemaskować wszystkich hipokrytów (z wyłączeniem tych oczywiście, którzy będąc ukrytymi homoseksualistami, nie propagują homofobii).

Należałoby zdemaskować tych homoseksualistów, którzy notorycznie, intencjonalnie szerzą homofobię. Nie mam na myśli takich, którym zdarzyło się to incydentalnie, może w jakiejś wyjątkowej, niekomfortowej sytuacji, która wymagała potępienia homoseksualizmu, by odrzucić podejrzenie o własną orientację mogące stać się przyczyną szykan.

Proponowana akcja wymagałaby wiele wkładu, odwagi i pieczołowitości ze strony jej twórców. Mogłaby zostać poprzedzona ostrzeżeniem, aby autohomofobowie przestali szerzyć nietolerancję wobec homoseksualistów.

Orientuję się, o jakiego polityka chodzi w powyższym tekście. Mówił on nieraz, że homoseksualizm jest nienaturalny, że ustawa prof. Szyszkowskiej jest skandaliczna etc. To bezczelność. Należy ukrócić tę oszołomerię i zniszczyć źródło zakłamania.
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
29.05.2005 14:20 eurypides
Ja mam dość mieszane uczucia co do outowania polityków (czy kogo innego). Z jednej strony nie cierpię hipokryzji i zgadzam się, że byłoby w tym coś z "poetyckiej sprawiedliwości", a ta cieszy - z drugiej jednak byłoby to jednak złamanie pewnych zasad, "rules of engagement" (z braku lepszego polskiego odpowiednika), bo nawet jeśli przeciwnik jest świnią, to czy powinniśmy zniżać się do jego poziomu?

Jeśli jakiś homofob aktywnie outowałby przeciwników politycznych, do rzecz jasna w stosunku do outowania jego nie miałbym żadnych zastrzeżeń (jak Kuba Bogu, itp.) ale poza tym wydaje mi się to trochę niskie - jestem kantystą, i nie chciałbym żyć w świecie, w którym ludzie by się wzajemnie outowali (czy publicznie wyciągali inne sprawy z życia prywatnego), więc uważam, ze nie należy ich outować również samemu.
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
29.05.2005 12:19 Paulusjan
sorki za literówki
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
29.05.2005 7:37 Paulusjan
I jeszcze jedno. Pana od "rewolucji moralnej" trzeba koniecznie wyoutować, jeśli to, co się o nim mówi jest prawdą. Plotki potrafią być okrutne, bezzasadne, jednak jeżeli tutaj nie są tylko plotkami, to myślę, że jest naglącą rzeczą, aby pokazać Polce prawdziwe oblicze tej rzekomej odnowy. Przecież to się opiera na zakłamaniu... Można by sporządzić szczegółową dokumentację i niech więcej nie szerzy nietolerancji i zaściankowości obłudnik!
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
29.05.2005 7:33 Paulusjan
Sprzeczności często się dopełniają, nie wszystko może być wyłuskane, dokładnie obrachowane i podane jako absolutna recepta "na tacy"... Tutaj oczywiście zgadzam się za Autorem.
Nie mam też nienawiści czy niechęci do poligamistów czy tych, którzy uprawiają promiskuityzm albo jeszcze coś innego... Jeśli ktoś ma taką potrzebę, to niech sobie robi ze swoim ciałem, co chce, byleby nie szkodził innym (pedofilia, gwałty)... Ale ja - w kanonach mojej, może ograniczonej, mapy świata - też nie mogę tak do końca przetrawić, pogodzić np. takiego latania na nagie środy, chwalenia poligamii i jednocześnie mówienia o pięknie, podniosłości miłości... Czy można miłości szukać na rozbieranych spotkaniach, na szybkich "numerkach", a jeśli nawet nie szybkich, to jednorazowych? Ja osobiście miałbym większe zaufanie do monogamisty, żeby wraz z nim zbudować związek. Taka osoba mogłaby mi dać poczucie stabilizacji, mógłbym zawierzyć jej wierności. Monogamia to pewien ideał zaprzysiężenia się drugiej, ukochanej osobie nawet na przekór pociągowi do seksu z innymi, to ograniczenie swojej chuci dla miłości właśnie... I widzę jakąś większą stałość, harmonię, skromność, docenianie drugiego człowieka, więzi interpersonalnych, u monogamistów. Nie chcę propagować stereotypów. I nie mam nic przeciwko poligamistom. Róbta co chceta... Ale z moich obserwacji wynika takie odczucie...
cytuj zgłoś 0 0
  • 1
  • 2
Autor
Redakcja Queer.pl
Pierwszy polski portal ludzi LGBT
Inne tematy
Eurowizja 2026: największy bojkot w historii wydarzenia od 1970 roku. Kto i dlaczego odwrócił się od konkursu? Sobota, 16.05.2026 Eurowizja 2026: największy bojkot w historii wydarzenia od 1970 roku. Kto i dlaczego odwrócił się od konkursu?
Prezydent Nawrocki zapowiada weto ws. ustawy o statusie osoby najbliższej. Będzie projekt prezydencki? Czwartek, 28.05.2026 Prezydent Nawrocki zapowiada weto ws. ustawy o statusie osoby najbliższej. Będzie projekt prezydencki?
Minister Kierwiński o parach jednopłciowych: "będą korzystać z większości praw, które mają wszyscy polscy małżonkowie" Wtorek, 19.05.2026 Minister Kierwiński o parach jednopłciowych: "będą korzystać z większości praw, które mają wszyscy polscy małżonkowie"
Kontakt Reklama Regulamin
Social media
Polub na Facebooku Obserwuj na Twitterze Instagram WhatsApp
© 1996-2026 Queermedia.pl, ISSN 2299-9019 Polityka prywatnościUstawienia prywatnościPrzerwij abonamentOdstąpienie od umowy







🌈
Odkryj więcej na Queer.pl
Zalogowani użytkownicy mogą oglądać zdjęcia innych osób, zakładać profile, komentować artykuły i oceniać filmy.
Dołącz do nas Zaloguj się