Preferencje wyborcze wielu gejów i lesbijek zdradzają mętne pojęcie o programach partii i życiorysach ich liderów. Brak rozeznania w programowych niuansach to zresztą tendecja dotycząca ogółu społeczeństwa, które w myśl zasady "ci już byli" oddaje głos na ekipę będącą w opozycji do ustępującego rządu. Jednak sytuacja mniejszości seksualnej zmusza nas do trzymania ręki na pulsie i wyciągania na bieżąco wniosków z działań polityków i politykierów, śledzenia wypowiedzi krasomówców z prawej i lewej strony...
Jak to się dzieje, że homoseksualiści (obu płci) tuż po śmierci papieża maszerowali ramię w ramię w kolumnach żałobnych ze swoimii zagorzałymi wrogami? Jak to możliwe, że niektórzy z nas okazują się bardziej zacietrzewionymi homofobami, niż powiedzmy, elektorat LPR-u z zapyziałego grajdołka? W jakiej mierze szkodzi naszej sprawie gejowska "piąta kolumna", opozycyjna względem aktywistów organizacji gejowskich, krytycznie nastawiona wobec projektów legalizacji partnerstwa czy ochoczo spoglądająca na rosnące notowania takich partii jak PIS czy LPR?
Przykład żałobnej euforii, która ogarnęła Polskę, pokazał, że nawet wśród agnostyków, pseudoliberałów czy ludzi luźno związanych z Kościołem znajdą się lojalni klakierzy potężnej, konserwatywnej organizacji religijnej i jej lidera Jana Pawła II, którego stosunek do wielu kwestii społecznych czynił z niego ideologiczny beton. Podobnie z obecnym papieżem, Benedyktem XVI, bezkrytyczna apoteoza polskich mediów i sklerykalizowaniej opiniotwórczej prasy powoduje, że ponownie rozpoczął się proces misternego urabiania opinii publicznej i lansowania przekonania o "uniwersalnym autorytecie" papieża. Ilu gejów i lesbijek tym razem pozwoli dać się uwieść papizmowi?
Sondaż przeprowadzony przez portal Inna Strona przed wyborami na prezydenta Warszawy w 2002 roku udowodnił zatrważającą tezę o tym, że polityczne sympatie gejów i lesbijek lokowane są w liderach Machtpolitik; konkretnie chodzi o twardego człowieka z twardymi zasadami, na którego kreuje się Lech Kaczyński. Zadziwiające, że przytłaczająca większość (ponad 50%) widziała w przywódcy zdecydowanie konserwatywnego ugrupowania przyszłego prezydenta stolicy, którego poglądy w sprawach obyczajowych możnaby umieścić w gablocie Muzeum Powstania Warszawskiego jako wzorzec Polaka z etosem narodowca.
Preferencje wyborcze wielu gejów i lesbijek zdradzają mętne pojęcie o programach partii i życiorysach ich liderów. Brak rozeznania w programowych niuansach to zresztą tendecja dotycząca ogółu społeczeństwa, które w myśl zasady "ci już byli" oddaje głos na ekipę będącą w opozycji do ustępującego rządu. Jednak sytuacja mniejszości seksualnej (mam na myśli LBGT - lesbijki-biseksualiści-geje-transeksualiści) w kraju, w którym nie ścierają się wyraźne opcje światopoglądowe, a kolejne ekipy rządzące stosują w sprawch społecznych asekuracyjne wybiegi i odwlekają wszelkie dyskusje zmierzające do poprawy lub zmiany zastanej sytuacji, zmusza nas do trzymania ręki na pulsie i wyciągania na bieżąco wniosków z działań polityków i politykierów, śledzenia wypowiedzi krasomówców z prawej i lewej strony.
Czy istnieją jeszcze na scenie politycznej wiarygodne partie zdolne reprezentować interesy swoich wyborców? SLD obdarzone niemal 40% zaufaniem społecznym zdążyło podczas sprawowania rządów rozwiać złudzenia homoseksualnych wyborców, tchórzliwie wymigując się od odpowiedzialności za przedwyborcze obietnice, skompromitowało się doszczętnie. Zatem, co pozostaje gejowskiemu wyborcy zniechęconemu do udzielania konformistycznym politykom kredytu zaufania? Nie iść na wybory oznacza oddanie władzy prawicowo-katolickim oszołomom walkowerem. Czy powinniśmy zainwestować w rachityczną Partię Zielonych, z trudem przebijającą się w medialnych przekazach, która jak dotychczas nie zaistniała w świadomości społecznej, ale konsekwentnie głosi konieczność emancypacji osób homoseksualnych? Czy jesteśmy zakładnikami farbowanych lewicowych lisów, którzy pod szyldem nowej partii będą dalej uprawiać demagogię i od czasu do czasu pół gębkiem mamrotać coś o prawach dla mniejszości, kiedy przyśni się kunktatorom koszmar politycznej niepoprawności lub zechcą zaistnieć w mediach jako postępowcy? Czy mamy wyciągać rączki spod kołderki i wkładać je w trosce o przyszłość homoseksualnych pokoleń do urn z wyborczym prochem? Zostać w domu i udawać, że polityka jest serialem wyświetlanym w migawkach w porze największej oglądalności, w którym zaczepiani przez dziennikarzy w kuluarach polityczni pokerzyści bredzą z cynicznym uśmieszkiem wyświechtane formułki?
Partie unikają jednoznacznych deklaracji programowych, koncentrując się na promowaniu twarzy, budują swoje nowe oblicza. Mam wrażenie jednak, że politycy zmieniają krawaty i lancie, a wszystko pozostaje po staremu, partyjne układy pięlęgnowane będą przy wódeczce w odświeżonych gabinetach. Czy folklorystyczna Samoobrona, przeżarte do szpiku korupcji SLD, fanatyczni chłopcy z LPR, czy partia prawych rycerzy z PIS-u są w stanie stworzyć państwo, które respektowałoby, oprócz - co już zapowiedzieli niektórzy synowie Kościoła - "wartości chrześcijańskich", prawa dla nas, obywateli drugiej kategorii, do godnego życia zgodnie z własnymi standardami moralnymi.
Pod naporem czystek komisji śledczych gną się moralne kręgosłupy niektórych polityków, żółkną projekty liberalnych ustaw, rwą się błyskotliwe kariery "wschodzących gwiazd" SLD (o posłance Błochowiak), zresztą - ciszej nad tą "zatłoczoną" trumną...
Myślę, że po wyborach przez następną kadencję jesteśmy skazani na symboliczny niebyt. Społeczeństwu grozi stan mentalnej hibernacji podczas której konserwatyści przepiorą mózgi Polaków. Za kilka miesięcy poznamy budowniczych nowej IV Rzeczpospolitej, którzy zakasawszy rękawy nie omieszkają na dobry początek wznieść kilka pomników "najwybitniejszemu Polakowi wszechczasów" by zamanifestować niewolnicze przywiązanie do tradycji i wskazać punkt odniesienia niewiernym. Wkrótce, po ideologicznej rozgrzewce z sejmowych trybun i wielu kuriozalnych pomysłach, o których myślę ze zgrozą, nastąpi hegemonia wartości chrześcijańskich w przestrzeni publicznej i wówczas zaczniemy wspominać z rozrzewnieniem, że w Polsce kiedyś istnieli homoseksualiści, a artyści zaczną malować obrazy uczuć religijnych... Nastanie "cywilizacja miłości" chrześcijańskiej wymodlona w dzisiejszych sondażach.
Pawlik Medwid
to słuszne pytanie dlatego stawiam postulat: wydawac gejom certyfikaty, niech podstępni wrogowie naszej rewolucji nie mają dostępu do naszych szeregów, niech każdy kto chciałby się przyłączyć musi udowodnić to że jest gejm!!!
po drógie :
"...na dobry początek wznieść kilka pomników "najwybitniejszemu Polakowi wszechczasów" by zamanifestować niewolnicze przywiązanie do tradycji..."
tak właśnie skończmy w końcu z moralnością niewolników! niech zwycięży nareszcie moralność rasy panów!!1
do autora artykułu: z takimi artykułami to do naszego dziennika, tu sa ludzie umniejący myśleć.
pozdr.