Dużo się ostatnio pisze i mówi o cudach, ja jednak od dwóch tygodni jestem przede wszystkim świadkiem różnego rodzaju absurdów. Doniesienia prasowe czy telewizyjne ostatnich kilkunastu dni sugerowały, że świat się zatrzymał, wszyscy wstrzymali oddech i jadą do Rzymu. Kilka razy byłem bliski uwierzenia, że tak rzeczywiście jest, na szczęście za każdym razem miałem do czynienia jedynie z bytem wirtualnym. Wychodząc z domu widziałem zwyczajne życie, osoby smutne, ale też uśmiechnięte, heteroseksualne pary całujące się w autobusach i studentki gender studies świadome w jakim kraju żyją...
Dużo się ostatnio pisze i mówi o cudach, ja jednak od dwóch tygodni jestem przede wszystkim świadkiem różnego rodzaju absurdów. I nie da się ukryć, że choć w tej swoistej konkurencji do tej pory prowadziły media, obecnie nie jestem już taki pewny kto zdobędzie palmę pierwszeństwa.
Doniesienia prasowe czy telewizyjne ostatnich kilkunastu dni sugerowały, że świat się zatrzymał, wszyscy wstrzymali oddech, płaczą, modlą się, zapalają świeczki, a przede wszystkim rzucają wszystko i jadą do Rzymu. Kilka razy byłem bliski uwierzenia, że tak rzeczywiście jest, na szczęście za każdym razem miałem do czynienia jedynie z bytem wirtualnym. Wychodząc z domu widziałem zwyczajne życie, osoby smutne, ale też uśmiechnięte, heteroseksualne pary całujące się w autobusach, sporo pijanych mężczyzn na ulicy, szampańskie imprezy w klubach, dzieci myślące jak wykorzystać bieżące wydarzenia w celu uniknięcia lekcji i studentki gender studies świadome w jakim kraju żyją, więc martwiące się, że w piątek przepadną im zajęcia z Agnieszką Graff (faktycznie przepadły).
Nie mam nic przeciwko informowaniu przez media o chorobie czy śmierci zwierzchnika Kościoła katolickiego, chodzi raczej o to, aby na tym nie poprzestawać. Telewizja czy gazeta, nawet prywatna, ma pewne obowiązki publiczne z których powinna się wywiązywać, począwszy od informowania i omawiania wszystkich najważniejszych wydarzeń z kraju i ze świata. Wbrew sugestii np. "Rzeczpospolitej" poświęcającej w całości wydanie sobotnio-niedzielne (8-9.IV.) na temat, którym zresztą zajmowała się przez cały tydzień, poza śmiercią papieża coś się na świecie (a nawet w Polsce) działo. Dlatego szkoda, że do owego wydania specjalnego zapomniano dołączyć zwyczajny numer dziennika.
Tydzień po śmierci Jana Pawła II w klubie Le Madame w Warszawie odbyła się dyskusja na temat stosunku Polaków do jego pontyfikatu, transmitowana przez radio Bis. Chociaż byłem kompletnie znudzony tą kwestią, poszedłem tam z nadzieją na odtrutkę po płynącej zewsząd propagandzie, ale także z pewnością, że wraz z udziałem takich osób jak Kinga Dunin, Sławek Sierakowski czy Magda Mosiewicz, rozmowa nie zejdzie poniżej pewnego poziomu. Mimo ustawienia dyskusji i narzucenia pokutniczego tonu, tak się rzeczywiście stało, choć najbardziej utkwił mi w pamięci prowadzący, który apelował do publiczności w czasie przerwy transmisyjnej, aby nie przesadzać z krytyką i nie mówić źle o zmarłym.
Wbrew pozorom, po śmierci papieża media pozostały mediami, wciąż potrzebującymi spektakularnych wydarzeń, dlatego tak chętnie mówiono o modlących się ateistach, poznających się po wielu latach sąsiadach, wreszcie - najlepszy dowód - bratających się kibolach. Kolejne osoby zaświadczały o swojej niezwykłej przemianie, mam zresztą nadzieję, że wkrótce poznamy bardziej wymierne przykłady owej odnowy, zmniejszy się ilość kradzieży i morderstw, przemocy w rodzinie i na ulicy, katoliczki przestaną się skrobać na potęgę w podziemiu aborcyjnym, a wszyscy jednoczący się pod owym katolickim "my" skończą z masturbacją, używaniem prezerwatyw i seksem przedmałżeńskim. Czy to postulaty realne w ponoć katolickim społeczeństwie niech każdy sam oceni, mnie bardziej interesują ci, którzy nie wrócili po dwudziestu latach do kościoła, nie mają wrażenia, że stracili ojca, a po śmierci papieża odczuli może smutek, ale na pewno nie żal i rozpacz. Czy oni mają możliwość odnaleźć się w owym napędzanym ze wszystkich stron obłędzie narodowym zwanym żałobą? Czy pomyślano o nich mówiąc o "każdym odczuwającym teraz ból" i odmieniając w mediach przez wszystkie przypadki słowo "wszyscy".
I druga sprawa, wcale nie mniej istotna - jak ci "nie-my" mają reagować na wykluczenie? Czy, jak i kiedy prostować te wszystkie bzdury? Dzwonić do telewizji i mówić, że jest jeszcze jakaś grupa poza owymi "wszystkimi"? Próbować pisać teksty do gazet nie zamieszczających nic poza ciężkostrawną hagiografią? Określać się jako pokolenie papieża, ale takiego, którego jeszcze nie było? Czy też wziąć na wstrzymanie, nie czytać, nie oglądać, przytakiwać, zaprzeczać sobie i utwierdzać aktorów odgrywających kiepski spektakl, że mają rację? Każde wyjście złe, choć ostatnie najmniej wymagające i jak wszystko co wyrasta na gruncie hipokryzji przynoszące najmniej nieprzyjemności.
Oczywiście można próbować jeszcze innej drogi, np. pocieszać się, że młode pokolenie poznało wreszcie co to znaczy mieć tylko jeden program w telewizorze. A mówiąc poważnie, jeśli ostali się jeszcze wątpiący czy żyjemy w państwie wyznaniowym, teraz porzucili chyba wszelkie złudzenia słysząc mszę narodową transmitowaną w radiu Tok Fm czy oglądając spikerki w żałobie zachęcające widzów do modlitwy.
Po raz kolejny stało się jasne, że Jana Pawła II nie tylko nie można krytykować, ale w ogóle oceniać. Ze skutecznym atakiem spotkał się ksiądz jezuita Stanisław Obirek, który udzielił wywiadu beligijskiemu tytułowi "Le Soir" w którym określił ostatni pontyfikat jako konserwatywny i przypomniał o szeregu kwestii, które zostały w tym czasie "zamrożone". Za stwierdzenie tych faktów, ksiądz otrzymał od swych kościelnych zwierzchników półroczny zakaz wypowiedzi publicznych. Przypomnę, że w podobny sposób nigdy nie przywołano do porządku ojca Rydzyka, najwidoczniej jednak wbrew powszechnie głoszonym hasłom np. antysemityzm nie jest tak groźny jak najłagodniejsza nawet ocena papieża. Zawsze w takich sytuacjach przypomina mi się stwierdzenie socjolożki Niny Kraśko: "Łatwiej i bezpieczniej krytykować w Polsce Pana Boga niż papieża. Na razie nikt nie zbierał podpisów, żeby posadzić do więzienia osoby, które miały to i owo do zarzucenia Stwórcy (a nawet sugerowały, że go nie ma). Natomiast wielokrotnie można było podpisywać apele o uwięzienie krytyków papieża." ("Krytyka Polityczna, nr 3).
W atmosferę otaczającego zewsząd absurdu potrafiły się wpisać także organizacje LGBT. Ot choćby w kwietniowym numerze informatora "Tęczątko" pojawił się wstępniak nie tylko czczący pamięć Jana Pawła II, ale także broniący go i przekonywujący jak bardzo chciał zmienić konserwatywną instytucję, czyli Kościół katolicki. Pytanie dlaczego zwierzchnikowi tej instytucji się to nie udało pozostaje bez odpowiedzi, za to dla zbyt dociekliwych przygotowano wiele wyjaśniającą formułkę:"Trzeba też pamiętać, iż Jan Paweł II urodził się w 1920 r. - spróbujcie, zarzucając mu nietolerancję w kwestiach równości związków homoseksualnych, porozmawiać z kimś urodzonym właśnie w tym roku! ". Tym sposobem nie trzeba nawet uczyć się na przykładzie księdza Obirka, po prostu wiadomo, że pod żadnym pozorem nie można papieżowi nic zarzucić, a za jego poglądy - było nie było, filozofa i poety - odpowiadał podeszły wiek. Jakie to proste!
A gdy już wydaje się, że jesteśmy na dnie absurdu, zawsze można usłyszeć pukanie od spodu. To organizatorzy dni Kultury dla Tolerancji podjęli w związku ze śmiercią papieża decyzję o odwołaniu Marszu Tolerancji. Uznali, że w obecnej sytuacji "pogrążony w żałobie Kraków nie jest właściwym miejscem dla publicznej dyskusji o prawach społeczności LGBT". Choć rozumiem motywy jakie kierowały organizatorami, zatrważające jest przyjęcie punktu widzenia w którym samo pojawienie się osoby homoseksualnej w przestrzeni publicznej jest czymś niestosownym, uwłaczającym godności i pamięci papieża. Papieża, który jak ciągle jeszcze przekonują media, był światowym symbolem tolerancji.
Biorąc pod uwagę, że juz teraz jest w Polsce ponad 200 (!) pomników Jana Pawła II, kiepsko widzę przyszłość parad gejowsko-lesbijskich. Obecnie pojawiają się nawet głosy postulujące - z uwagi na szacunek dla patrona ulicy - zamkniecie sex-shopów znajdujących się w Al. Jana Pawła II w Warszawie. A to, że geje i lesbijki mają gorszą prasę niż te przybytki nie trzeba chyba nikogo przekonywać. I nie sądzę, żeby zmieniło to odwoływanie Marszu Tolerancji.
W oczekiwaniu na kolejne absurdy można poczytać. Np. esej Isaiaha Berlina "Niewolnictwo Żydów i ich emancypacja" w którym autor pisze m.in. o części niemieckich Żydów, którzy tak dalece zasymilowali się, że po dojściu Hitlera do władzy odmawiali udania się do Francji mówiąc, że nie mogą "podążyć do kraju naszych wrogów". Czasami mam wrażenie, że ta grupa ma w Polsce swoistych kontynuatorów.
Krzysztof Tomasik
Pozdrawiam
do Arka - Nie musisz sie wyprowadzać z Polski, krytykuj kogo chcesz, ale szanuj to, że zdecydowana większość ludzi chciała informacji tylko o Ojcu Świętym bo to było dla nich najważniejsze. I to uznali za najważniejsze właściciele większości mediów. I powtarzam po raz kolejny - nie chcecie słuchać i czytać o JP2 to zmiencie kanał, gazete, wejdzie na inna strone www. I nie oburzajcie się, że większość Polaków to katolicy. My też mamy prawo do własnego zdania i do oglądania w tv informacji ważnych dla nas.
A tak swoją drogą - co wg Ciebie wydarzyło się tak ważnego, że media powinny o tym poinformować?