Redakcja prosiła, żeby optymistyczniej... Więc proszę bardzo, optymizm pełną gębą: nie jesteśmy dyskryminowani. To teza doskonale znana z pyskówek prasowych i telewizyjnych, poświęconych życiu wszelkiej maści gejątek w naszym pięknym kraju. Cioty mają spokój, nikt ich nie gnębi i jak chcą, to niech nawet spółki zakładają, cywilne - kto im broni? Tymczasem zamiast siedzieć cicho, ciągle płaczą, dopominają się, a nawet awanturują - tylko o co, skoro mają to, co wszyscy?
Redakcja prosiła, żeby optymistyczniej, na przekór okolicznościom i ochłodzeniu, które sprawiło, że młodzież płci męskiej - jeszcze kilka dni temu roznegliżowana - teraz, zniechęcona spadkiem temperatur, zakryła długimi spodniami zgrabne kończyny.
Więc proszę bardzo, optymizm pełną gębą: nie jesteśmy dyskryminowani.
To teza doskonale znana z pyskówek prasowych i telewizyjnych, poświęconych życiu wszelkiej maści gejątek w naszym pięknym kraju. Cioty mają spokój, nikt ich nie gnębi i jak chcą, to niech nawet spółki zakładają, cywilne - kto im broni? Tymczasem zamiast siedzieć cicho, ciągle płaczą, dopominają się, a nawet awanturują - tylko o co, skoro mają to, co wszyscy?
Podobne stwierdzenia budzą zwykle rozbawienie, poruszenie lub wzburzenie, w zależności od tego, przez kogo, do kogo i jakich okolicznościach zostaną wygłoszone. W ostatnim czasie jednak znajdują w moich oczach nieoczekiwane potwierdzenie.
Dobiegło końca badanie OBOP-u, o którym już w tym miejscu wspominałem. Przez kilka tygodni wytrwali ankieterzy spotykali się z kilkoma setkami gejów, chętnych do rozmowy na temat swojej sytuacji życiowej i rodzinnej, upodobań erotycznych, praktyk seksualnych oraz świadomości AIDS.
Tak się składa, że mam przyjemność znać osoby ankietujące, które ze zdumieniem odkryły, że z kilkudziesięciu poznańskich facetów w różnym wieku (choć z reguły raczej młodych) i na różnych etapach życia, właściwie żaden nie czuł się dyskryminowany. Nie doświadczył, nie pamięta, nie podaje do rejestru przykrych wypadków. Więcej: większość czuje się ze swojego położenia jako geja nader zadowolona.
Przypomnijmy: to nie policja, to nie zeznania, to nie konfrontacja z ewentualnym prześladowcą czy potencjalnym pracodawcą. Mówimy o anonimowej pogawędce w branżowej knajpce, przy piwku z sympatyczną dziewczyną, zorientowaną w sytuacji, bo też homoseksualną.
Czyli co? Jest tak dobrze? Mleko i miodzik? To faktycznie: o co ten cały medialny zgiełk? Nie żebym komuś źle życzył, ale skala dobrego samopoczucia wydawała się wręcz zaskakująca. Chociaż raczej tylko do momentu, gdy padło pytanie: "kto o tobie wie?"
Z reguły nie wiedział nikt lub mało kto. To sprawa prywatna, intymna. Niewarta wzmianki. Po co się wywnętrzać. "Obracam się wśród ludzi przychylnych i starczy, szerzej pojęte otoczenie nie musi wiedzieć".
Sam zwykle wychodzę z takiego założenia. Nie kryję się specjalnie, ale też nie deklaruję. Zapytany nie zaprzeczę, ale się nie narzucam. Jak dotąd mam szczęście: do współpracowników, sąsiadów, znajomych. Prywatnie zadaję się z ludźmi obojga orientacji i jak dotąd spotkałem się z reakcją agresywnego odrzucenia tylko raz, ale od razu znaleźli się życzliwi, którzy stanęli w obronie. Szczerze pisząc, zapytany podczas ankiety, zapomniałem nawet wspomnieć o tym incydencie - skorygowałem kilka dni później.
I tak się nam wszystko układa w ładne kółko: nie widać nas, więc nie ma dyskryminacji - więc na wszelki wypadek lepiej się za bardzo nie pokazywać, bo po co budzić starego niedźwiedzia, który tak smacznie chrapie. Wiadomo przecież, co spotyka tych, którzy demonstracyjnie wtykają się na świecznik. Rzucają w oczy. Trzymają za ręce. Obnoszą ze swoimi, fuj, afektami.
Ekscentryczni i odważni do bólu pozostajemy w zaufanym gronie. Wiedziemy sobie spokojny żywot, nikomu nie wadząc, nawet na pogrzebie partnera udając najlepszego kolegę. Pan z mediów podaje wizytówkę, ale tylko do wiadomości prywatnej. Sory, nie pójdę na demonstrację/wystawę, bo mnie klienci zobaczą. Czyż nie chodzi właśnie o to, żeby wreszcie zobaczyli?
Fakt, że na ulicy nie możemy chodzić z facetem za rękę, o bardziej wylewnych gestach nie wspominając, traktujemy jak rzecz normalną. Tak było zawsze, dorastaliśmy z tym, więc przywykliśmy. Jak do wyłączania żelazka przed wyjściem z domu - denerwuje, ale konieczność, a jak się raz zapamięta - nie przeszkadza. Ot, jeszcze jedna, rutynowa czynność, niezbędna ku zachowaniu sprawniejszego funkcjonowania w życiu codziennym: nie czulić się publicznie.
W efekcie otoczenie o większości z nas w ogóle się nie dowiaduje. Sami zresztą mamy tego świadomość wytykając potem, że ocenia się gejów po krzykliwych wyjątkach bez świadomości, że obok żyją całkiem zwykli, choć przecież także homoseksualni sąsiedzi. Tylko skąd się ludziom ma brać ta świadomość? To jedna z cen za święty spokój.
Ale czy rzeczywiście taki spokój? Czy nic uwiera, niczego w tej ugładzonej rzeczywistości nie brakuje? Nie widać różnicy? Ci sami ankietowani, wcześniej zarzekający wyższość własnej prywatności, przy pytaniu o publiczne czułości stwierdzają, że te same gesty powinny być dopuszczalne na równi dla hetero-, jak i homoseksualistów. Każdy ma prawo. Ciekawe, że akurat w tym punkcie nie widzą sprzeczności...
Nie ma się co łudzić: żadna dobra wróżka nie przyleci nagle z towarzyszeniem dźwięku delikatnych dzwoneczków, nie poprawi różowej sukienki z tafty, nie machnie czarodziejską różdżką, zakończoną gwiazdą zdjętą z jednego z kasyn Las Vegas, i nie przemieni każdego z nas w królewicza, który - z racji swej pozycji i majętności - będzie mógł bez konsekwencji oprowadzać się z innymi królewiczami. Nie zjawi się też Piaskowy Dziadek, nie sypnie co bardziej zacietrzewionym z naszych współrodaków w oczy cudownym piaseczkiem, dzięki któremu wszyscy przejrzą i wreszcie zobaczą, jacy jesteśmy nieszkodliwi i kochani.
To musimy załatwić sobie sami i na szczęście jest też niemało takich, którzy zdają sobie z tego sprawę. Coraz częściej wydaje mi się, że krzykacze mają rację. Dlatego maszerowałem (a właściwie stałem) w Poznaniu. I dlatego pojadę do Krakowa, gdzie znów nie będzie pochodu, i na każdy następną tego typu imprezę. Nie do Berlina, bo to najłatwiejsze.
I dlatego - podczas gdy koledzy z pracy przeglądają w wolnych chwilach strony technologiczne, ja sprawdzam newsy na Innej Stronie i zagranicznych portalach gejowskich. I dlatego nie będę się wstydził mojego partnera - o ile z takim podejściem uda mi się jakiegoś znaleźć...
To oczywiście drobiazgi i na krótszą metę niczego nie zmienią. Za życia pewnie i tak nie doczekam publicznego wykonania przez znanego wykonawcę protestsongu na miarę "Sing If You Glad to Be Gay", które oklaskiwałyby tysiące zgromadzonych na meetingu świadomych gejów i lesbijek (o wydarzeniach na miarę pikniku Wigstock czy GayGames nawet nie ośmielam się myśleć!). Ale przynajmniej będę mieć świadomość, że próbuję robić trochę więcej, niż zachowywać wygodne status quo. Może rzeczywistość zaskoczy mnie pozytywnie?
Póki co najgorsze, że z badań niezależnego ośrodka nikt znów nie dowie się, że istnieje ta druga, mroczna strona medalu: gnębienie, prześladowania, pobicia, szykany. Alarmujących, corocznych raportów firmowanych przez pedałów i tak nikt nie weźmie na poważnie jako na wskroś tendencyjnych, zrobionych pod tezę. Jak większość badań.
Że te akurat badania nie są wyjątkiem, a w dodatku ich podskórna teza i metodologia w ogóle mi się nie podoba - to inna sprawa. Ale między innymi dowiodą także, że pedałom żyje się w Polsce spokojnie i dostatnio. Co w zasadzie, dokładnie odpowiada wyobrażeniu ankietowanych.
Więc może faktycznie - nie ma sprawy, a ja żyję w jakiejś innej bajce...?
Marcin Pietras
boję się że i ja też...
gdyby się chciało chcieć....
przygnębił mnie z deka ten tekst... a raczej
moje przemyślenia egzystencjalne(częściowo pod wpływem tekstu)
pozdrawiam
czy nie warto zastanowic sie nad sposobem ubioru demonstrujacych?
Pisze to osoba wyoutowana wszędzie, w pracy, w domu i zagrodzie. Stosunki z częścią rodziny zakończyłem; niepotrzebni mi "bliscy", którzy kochają nie mnie, tylko osobę heteroseksualną podobną do mnie z wyglądu. Ale wiem, że zdecydowana większość (55%? 99,95%?) bardziej sobie ceni święty spokój i "niewzbudzanie skojarzeń" niż brak konieczności tłamszenia własnych uczuć.
Pozdrawiam Aleksander
...
Każdy by chciał, żeby o nas przestano myśleć stereotypami /sukienka, pomalowane usta, syndrom nagdarstka itd/ i zrozumiano, że jesteśmy normalnymi ludzmi, jednak siedzenie w domu nic tu nie da, i dobrze o tym wiem.
Może akcja a'la Jehowy ;-)
A dlaczego ci ankieterzy nie przyszli do mnie? Opowiedziałbym im jak wygląda moje życie. Znam wielu podobnych mi ludzi. Moim zdaniem w Polsce gej nie ma szans normalnego życia. Wiele razy spotkałem się z negatywnymi reakcjami co do mojej osoby, zostałem opluty i o mało nie dostałem a staram się jak mogę nie wyróżniać spośród innych ludzi. Ubieram się najnormalniej w świecie, nawet staram się chodzić jak "prawdziwy facet" itp. Każdego dnia wracam do domu roztrzęsiony i z potem na czole bo obawiam się o własne życie. To fakty. Tzw. "normalna" młodzież w Polsce nienawidzi gejów. Nie wszyscy, ale sporo. To przykre...