To, co stało się że sztuką w wolnej Polsce, jest tragiczne. To załamanie i upadek.(...) Bufoni, rozparci w swych upiększonych landszaftami gabinetach, wręczają akty mianowania innym bufonom, dźwigającym na swych tłustych barkach misję przeniesienia gustu pryncypała "pod strzechy". I mamy "scene narodową" oddaną w pacht bufoniastej wizji "wielkokulturowej" fanfaronady, mamy galerie państwowe pełne landszaftów, natomiast jakakolwiek ambitna sztuka współczesna ląduje na ławie oskarżonych, bo debile dopatrzą się penisa lub moczu, a to przeczy ich jakiż podziw budzącej wrażliwości...
"To, co stało się że sztuką w wolnej Polsce, jest tragiczne. To załamanie i upadek." - tak oświadczył w jednym z wywiadów Zbigniew Libera, plastyk, autor m.in. słynnych klocków "Lego. Obóz koncentracyjny", który w zeszłym roku otworzył swoją wystawę w Łodzi, w Galerii Atlas. Nie wymieniam nazwy tej galerii dlatego, że mam umowę z właścicielami na reklamę, ale dlatego, że w dzisiejszych czasach w Polsce potrzeba nielichej odwagi, żeby w prywatnej galerii urządzać wystawę kogoś, kogo "oficjalne czynniki" uznały za "prowokatora". Chwała zatem Galerii Atlas i wszystkim innym galeriom, które próbują resztkami sił i ambicji przeciwstawiać się owemu wieszczonemu przez Liberę upadkowi współczesnej sztuki polskiej. Załamanie, o którym mówi artysta, nie jest bynajmniej spowodowane tym, że polscy twórcy cierpią na brak pomysłów, pasji, natchnienia, ochoty do pracy czy inwencji. Nie, załamanie jest spowodowane niewiarygodną zaściankowością tych, którzy decydują w tym nieszczęsnym kraju o rozdziale pieniędzy na sztukę, o - co ważniejsze - mianowaniu zarządców państwowych instytucji kulturalnych. Bufoni, rozparci w swych upiększonych landszaftami gabinetach, wręczają akty mianowania innym bufonom, dźwigającym na swych tłustych barkach misję przeniesienia gustu pryncypała "pod strzechy". I mamy "scene narodową" oddaną w pacht bufoniastej wizji "wielkokulturowej" fanfaronady, mamy galerie państwowe pełne landszaftów będących niewątpliwie elementem spuścizny i dziedzictwa, natomiast jakakolwiek ambitna sztuka współczesna ląduje na ławie oskarżonych, bo debile dopatrzą się penisa lub moczu, a to przeczy ich jakiż podziw budzącej wrażliwości. Słynny polski reżyser, Krzysztof Warlikowski, ma nieustanne problemy z wystawianiem swoich sztuk, bo urzędasy Kaczora a to dopatrzą się pedalskiej erotyki, a to "kurwa padająca w tekście rani ich bardzo wyczulone uszy i grożą odebraniem teatrowi "Rozmaitości" państwowej dotacji. Sztuka ma być piękna, ot, takie kaczuszki w sadzawce - to jest to!
Sztuka przetrwa, oczywiście, bufony przepadną w otchłani niepamięci, spasieni naszymi podatkami. Ale jest jeszcze coś: tam, gdzie zaczyna brakować krytycznej, odważnej, łamiącej tabu, prowokacyjnej, wywołującej gniew, oburzenie, obrzydzenie sztuki, tam kończy się wolność. Sztuka krytyczna, a zatem ta, w której o coś chodzi, która zmusza do myślenia, która burzy to, co zdawałoby się pewne i nie do obalenia, ta sztuka nieodmiennie niesie że sobą wolność i jest strażniczką wolności. Społeczeństwo, które pozbyło się sztuki krytycznej, sztuki niepokojącej, sztuki stawiającej pytania, jest społeczeństwem skazanym na przeistoczenie się w zgraję odzianych w trendy szmatki i bywających w trendy klubach człowieko-szczurów: stworzeń, które trwają, mnożą się, żrą, tylko po co?
Problem będzie narastać, bo nadchodzą ponure lata rządów zradykalizowanej prawicy. A przecież już żyjemy w kraju, gdzie galerie tracą lokal, ponieważ pokazały zdjęcia dwóch ubranych osób tej samej płci, trzymających się za rękę - tak przecież było podczas akcji "Niech nas zobaczą". A gdyby tak wypożyczyć i obwieźć po kraju w ramach tej zdjęcia Nan Goldin (jej wystawę oglądaliśmy w CSW w 2003 roku), na przykład te prezentujące akt seksualny jej przyjaciół - gejów? Żyjemy w kraju, w którym rewelacyjna instalacja "Pasja" Doroty Nieznalskiej, zamiast dyskusji o patriarchalnych wzorcach płci i konsekwencjach ich obowiązywania, wywołał dyskusję o tym, czy penis na krzyżu, umieszczony w galerii w Gdańsku, obraża "uczucia religijne" babci pod Nowym Sączem, a to bynajmniej nie koniec narastającej paranoi. Nieznalska przechodzi kolejny spektakl powtórnego procesu, na który musi chodzić w asyście policji w obawie przed histeryczną nienawiścią "moherowych beretów", rzewnie aktualnie opłakujących Jana Pawła II, a przerwie między łkaniem stawiającymi się w sądzie celem poinformowania Nieznalskiej, że jest kurwą, masonką, Żydówką i że jej pokażą (wszystko cytaty autentycznych wypowiedzi). I problem polega na tym, że "moherowe berety" coraz wyraźniej nadają ton polskiemu życiu publicznemu i dostarczają kryteriów oceniania "prawomyślności" dzieł sztuki. Przy wsparciu aktywnym faszyzujących bojówkarzy wszechkosmicznych.
Sprawa sztuki to nasz sprawa, queers, odmieńców, pedałów i lesb, których znów będzie można mordować, obrażać, poniżać, skazywać na margines. Sztuka to jeden z naszych najważniejszych sojuszników w zmaganiach o przestrzeń kulturową wolną od przemocy. Sztuka burzy to, co skonstruowano przeciw nam i naszym pragnieniom seksualnym i emocjonalnym. Sztuka pozwala na prowadzenie najbardziej bezpośredniego dialogu pomiędzy nami - odmieńcami, a tymi, którzy jeszcze nie odkryli, że są odmieńcami w jakiejś sferze swojego życia i nie odczuli szklanego pudełka normatywnych zakazów w realizacji pragnień kulturowo wyklętych. Poprzez sztukę dokonuje się dialog najprostszy: emocje przemawiają do emocji, cierpienie wywołuje cierpienie, ohyda poniżenia wywołuje niesmak, a niesmak - refleksję. Gniew, niesmak, niechęć, obrzydzenie - te uczucia, pojawiające się wobec dzieła sztuki są niezawodnym znakiem, że, jak powiada cytowany Libera, "znajdujemy się na terenie tabu", tabu ustanowionego przez system kulturowy skonstruowany przeciw nam. Dzięki sztuce możemy rozpoznać te sfery tabu, zidentyfikować je po to, by je przekraczać w poszukiwaniu wolności. Bez sztuki wolność nie jest możliwa. Także nasza, seksualnych odmieńców.
Jacek Kochanowski
Osobiscie uwazam, ze tylko jedna i to takze dosc ograniczona: niech kazdy informuje i robi co moze w celu akcpetacji w swoim wlasnym srodowisku.
Przestancie sie wreszcie bac i zacznijcie wymagac od polskiego rzadu zajecia konkretnego stanowiska w t ej sprawie, tj. legalizacji! Dopoki bedziemy siedziec w kacie i liczyc ze ktos inny sie tym zajmie - NIGDY nie bedzie w tej materii lepiej. Sam nikt niczego nie dokona.
A rzezby Chapmanow to naprwde osiagniecie.
I to co zrobila pani Nieznalska, z calym dla niej szacunkiem, to zabawa w piaskownicy, i mimo to nikt tego u nas nie zniosl.
Biedna biedna ojczyzna, wszystko co cenne jest niestety poza jej zasiegiem, nie tylko geograficznym, bo granice mozna przekroczyc, ale tez ludzkim, a granc swiadomosci nie przekracza sie tak latwo.
Pozdrawiam zascianek.
no cóż, gust autor ma niezły