Inna Strona rozpoczyna publikację obszernych fragmentów książki Baby Neumnanna "Nicht zu fassen!", która z niewielkimi skrótami ukaże się w polskim tłumaczeniu pod koniec 2005 roku(...) Dla środowiska gejowskiego w Niemczech postać Baby Neumanna jest prototypem zwyczajnego geja, uosobieniem i ucieleśnieniem życia homoseksualistów...
Nazywam się Baby Neumann i nie jestem pisarzem.
Piszę jednak, bo życie gejowskie jest tak dziwaczne, że trzeba je przelać na papier, by móc w nie w końcu uwierzyć. Wiadomo przecież: co wydrukowane to prawdziwe.
Tak twierdził w każdym razie mój dziadunio ze strony mamusi, swego czasu miłośnik i znawca Biblii i przewodniczący kościelnego chóru. Ten wzorzec katolicyzmu pojął za żonę skromną córkę z szacownego mieszczańskiego domu, którego dwa najistotniejsze problemy sprowadzały się do pytań:, Co na to powiedzieliby sąsiedzi? -oraz: Co sądzi o tym pastor?
W czasie wojny moi dziadkowie zostali wielokrotnie zbombardowani, co nie zachwiało w najmniejszym stopniu ich poczucia "życia jak należy"! Śnieżnobiałe firany drżały na zachowanym w całości oknie a nie spalone w sieni resztki schodów były raz w tygodniu woskowane.
Z wybuchem pokoju parka ta zabrała się z zapałem za rozmnażanie i wyprodukowała moją mamusię. Musiało to być jednak straszliwe doświadczenie dla tych bogobojnych istot, gdyż mamusia pozostała jedynaczką.
Dwa razy w tygodniu dziadzio zmuszał biedną dziewczynkę do pójścia do kościoła, zamykał ją też w piwnicy, gdy w wieku lat dziewięciu powątpiewała w niepokalane poczęcie, i złamał na jej plecach kijek od szczotki, kiedy przyłapał ją na czytaniu w łóżku pod kocem Lady Chatterley. To doskonałe wychowanie pchnęło mą rodzicielkę w ramiona armii "egzystencjalistów", utrzymujących, że Bóg umarł- to stwierdzenie ją oświeciło. Egzystencjaliści nosili się na czarno, spotykali w ponurych lokalach piwnicznych, palili Gauloises`y i dyskutowali o Satrze i końcu mieszczańskiego społeczeństwa.
Jako nastolatka moja mamusia przypominała Juliette Greco, bladolicą muzę egzystencjalistów: kruczoczarne włosy, blada cera, plisowana spódniczka. Jej oczy podkreślała sobie codziennie kawałkiem węgla, wargi pudrowała na biało. Od tamtych dni mamusia nieco się jednak zmieniła: dziś jest raczej połączeniem Bette Midler minus celulitis oraz Krystle Carringtonc1 minus lakier do włosów.
W wieku lat siedemnastu mamusia poznała prawie- porno autora z Nowego Orleanu, który obdarowywał ją sadzonkami marihuany i namówił do przeprowadzki do San Francisco, by tam żyć w komunie. Wplotła więc -jak napisano w songu, kwiaty we włosy i oznajmiła rodzicom nie tylko, że wyjeżdża na emigrację, lecz także, że nosi w swym łonie dzieciątko pisarza. Moją babcię trafił w tym momencie szlag i umarła w ciągu godziny, na co jej mąż wypowiedział się nieco melodramatycznie: "nie mam już córki".
Po dwóch latach we Frisco, skrobance, dzikiej aferze z czarnym wokalistą bluesowym oraz po kilku miesiącach spędzonych w kibbucu niedaleko Tel Avivu mamusia powróciła do Niemiec, pojednała się ze swym rodzicielem, zrobiła krótką karierę modelki i wyszła w końcu za mąż za młodego prawnika- mojego ojca-, który jest dziś tak samo miły i nudny jak wówczas. Lata szaleństwa przeminęły - do czasu, gdy ja ujrzałem świat.
Była to era wodnika. Ruch dzieci kwiatów dotarł w końcu także do zapyziałego, westfalskiego miasteczka, w którym dorastałem. Mamusia była prawdziwą mamą- hipiską. Nosiła włos po pas, suknie po kostki, i sandały a mnie kołysała zawiniętego w bawełnianą pieluchę z indiańskimi wzorkami. Tacie stawiała zawsze na biurko kadzidełka i młynki modlitewne prosto z Tybetu. Byłem od małego ciągany w miejsca publiczne i na lewicowe demonstracje. W swym różowym 2CV mama zabierała mnie na kursy medytacji na uniwersytecie ludowym, wieczorki autorskie Güntera Grassa, koncerty Janis Joplin i Jimiego Hendrixa. W anty-autorytarnym przedszkolu uczyłem się wszystkiego o Buddzie i Marksie. Rodzice eksperymentowali z wolną miłością i farbowaniem paznokci. Dziadunio wydziedziczył nas wszystkich twierdząc: "Nie mam już więcej rodziny."
Kiedy miałem pięć lat, zauważyłem po raz pierwszy, że coś ze mną jest nie tak. Mała Joni (zdrobnienie od Mitchel) pozwalała wszystkim małym chłopczykom w przedszkolu zaglądać pod spódniczkę- dostawała za to gumowego smerfa. Miała dzięki temu wkrótce największą kolekcję smerfów w Nadrenii Westfalii. Mnie jednak nie interesowało coś, co znajdowało się pod spódniczką Joni i zachowałem moje smefry do dnia, w którym wszystkie (łącznie ze Smerfetką) ofiarowałem mojemu kumplowi Jimowi (słuchał Morrisona- tego od Doorsów). W zamian za to chciałem tylko dotknąć jego "siusiaka". Oburzony Jim wrzucił mnie do piaskownicy. Moje smerfy zachowałem do dziś, Jim w międzyczasie ożenił się i jest mechanikiem samochodowym.
Mając lat siedem zacząłem chodzić do kina. W każdą niedzielę, były w kinie poranki dla młodzieży. Pokazywano zazwyczaj filmy z potworami albo jakieś walki gladiatorów. Do dziś nie potrafię powiedzieć, która alternatywa była bardziej podniecająca- gumowe potworki depczące papierową makietę Tokio, czy tez półnadzy grecko- rzymscy herosi w swych minispódniczkach, które lada chwila mogły się zadrzeć do góry.
Fascynowała mnie także telewizja. Nie opuściłem żadnej części Tarzana i do dziś mi staje, gdy widzę Lexa Barkera (no chyba, że gra Old Shatterhanda). Przez kilka miesięcy rozważałem możliwość ucieczki z domu by móc zamieszkać z Flipperem i jego pozbawioną kobiet rodzinka (seksi - tatuś i jego dwaj synowie) na Florydzie. Jednak było to stanowczo za daleko.
Kiedyś w dzieciństwie, nie pamiętam dokładnie jak, straciłem także moje imię. Ponieważ w wieku lat dziesięciu byłem pyzaty i niewinnie wyglądającym chłopcem, cała rodzinka wołała na mnie "Baby". Ten pseudonim, nick ja się to dziś mówi, pozostał mi do dzisiaj. Mam już ponad dwadzieścia lat, niewinność swoją dawno utraciłem, lecz dla każdego pozostałem nadal "Baby" i już. To chyba z powodu moich oczu.
Niedługo po moich jedenastych urodzinach zobaczyłem po raz pierwszy Hello Dolly z Barbarą Streisand. Odtąd wiedziałem, że także we mnie jest jakaś Dolly: kobieta światowa, która wszystkich zna, gada szybciej niż karabin maszynowy i jest dowcipniejsza niż Hanka Bielicka a przede wszystkim nosi wielkie boa z piór i olbrzymie kapelusze. Barbara stała się moim wzorem. Zacząłem gestykulować z afektacją, z upodobaniem nosiłem- w zastępstwie boa- długie szaliki. Pozwoliłem także nadmiernie rosnąć moim paznokciom.
Wszystko to nie zaniepokoiło mojej mamusi. (To minie...) Tatuś jednak, wyrwany w końcu z typowej dla niego obojętności, gdy w trakcie jedzenia począłem kroić ziemniaki moim polakierowanym pazurkiem, wyszeptał w kierunku mamusi znaczące spostrzeżenie: Ten dzieciak nie zostanie chyba homoseksualistą?
Następne popołudnie spędziłem w bibliotece miejskiej i przeczytałem wszystko, co miało związek z tym fascynującym słowem. Wreszcie wiedziałem, co się ze mną działo. Wieczorem zwędziłem z piwnicy butelkę wina, zapaliłem świeczkę i uczciłem się jako "homoseksualistę". Byłem kimś szczególnym. Tylko co dziesiąty jest taki. Cudownie! Miałem wtedy trzynaście i pół.
Boy George zastąpił wkrótce Barbarę Streisand i stał się moim idolem. Usilnie szokowałem moich nauczycieli upodobniając się do niego przez malowanie powiek i warg. Aż pewnego dnia w trakcie oglądania telewizji nowy wzór zastąpić miał Boya. Steven Carrington, pedalski synek z Dynastii, stal się moją wielką miłością i ideałem. Wyrzuciłem moje przybory do make-upu do kosza, przyciąłem paznokcie, nosiłem dżinsy, obuwie sportowe i koszule w paski jak zupełnie zwykły chłopak. Rodzice odetchnęli z ulgą. Dziadek pytał, czy nie miałbym ochoty pójść z nim ma msze. Uwzględnił mnie ponownie w swoim testamencie.
Za szybko! W trakcie wycieczki klasowej do Rzymu zdarzyło się: w metrze jakiś wysoki szczupły nieznajomy zaproponował mi czereśnie. Przyglądałem się mu dłuższą chwilę, jak wyławiał owoce pięknymi paluszkami z papierowej torebki, po czy wsadzał je między wargi. W dwadzieścia minut potem straciłem swe dziewictwo w ogrodach Borghese. "Najwyższy czas" - pomyślałem sobie i poczułem się utwierdzony w swej seksualnej, gejowskiej samoświadomości.
Powróciwszy do domu postanowiłem poinformować rodziców. Mama przyjęła całą sprawę spokojnie ("to jednak minie...") i opowiedziała mi przy okazji o swoich czasach w San Francisco i jej przyjaciołach z Castro- Street, w trakcie czego mój ojciec twierdził, że powinienem pójść jednak do lekarza. Bzdura!- wysyczała na to mamusia, na co ojciec zareagował zrezygnowanym wzruszeniem ramion, po czym zapytał: Czy to znaczy Baby, że chcesz zostać fryzjerem? Mama kopnęła go w kostkę.
Mój styl życia, jak to oględnie wyraziła mamusia, był skrzętnie ukrywany przed dziadkiem. Obawiano się o jego stan zdrowia. Po maturze przeprowadziłem się do dużego miasta i zostałem przyjęty na uniwerek. Zainspirowany i dziecinnie obciążony japońskimi horrorami, Barbarą Streisand oraz eposami w sandałach, postanowiłem studiować filmoznawstwo. Od czasu przygody w rzymskich ogrodach stałem się seksualnie bardziej powściągliwy- głównie z braku okazji. Duże miasto stwarzało wprawdzie zupełnie inne możliwości. W kilka dni po wprowadzeniu się do mojego jednopokojowego apartamentu na obrzeżach centrum, w trakcie robienia zakupów w supermarkecie spotkałem drugiego, po moim włoskim miłośniku czereśni- geja- Karolka, młodszego o całe siedem miesięcy, zdecydowanie jednak bardziej doświadczonego. Jago najbardziej charakterystyczne cechy to: urok osobisty, kąśliwa ironia, niebieskie oczęta i głęboko- czarne włosy (podejrzewam: farbowane!!!) Karolek posiada jeszcze więcej płyt Barbary Streisand i sam twierdzi, że służył za wzór scenarzystom serialu Golden Girsl jako archetyp Blanche Deveraux. Karolek studiuje komunikację społeczną, co uważam w jego przypadku za zupełnie zbędne, gdyż jest on mistrzem komunikacji, zarówno na płaszczyźnie werbalnej jak również cielesnej. Po tym jednak jak bezskutecznie popróbowaliśmy razem wylądować w łóżku (każda próba kończyła się histerycznym śmiechem i walką na poduszki) zostaliśmy w ciągu paru miesięcy przyjaciółmi na dobre i na złe.
Choć Karol wyprzedza mnie zawsze o kilka długości, (powinienem napisać kilka kroków, więc bez skojarzeń proszę!), uważam, ze nie ma nic przyjemniejszego i wesołego, jak wspólne z nim (no, przyznaję też, że czasem lubię wychodzić sam) zgłębianie gejowskiej subkultury we wszelkich jej przejawach. I o tym będą opowiadać dalsze historie.
Gdy mój dziadek przeczyta tę książkę, z pewnością trafi go szlag2.
Fragment książki: "Nicht zu fassen!" - Baby Neumanna; Wydawnictwo Querverlag, 2005
Tłumaczenie: Janusz Boguszewicz
1 Jedna z bohaterek znanego amerykańskiego serialu Dynastia, jej platynowa wieża na głowie, mająca stanowić codzienne uczesanie, obok piramidy z Luwru stanowiła sensację architektoniczną lat osiemdziesiątych.
2 I stało się, jak przewidziałem, dokładnie w dniu pierwszego wydania książki "Das erste Mal" w roku 1993. Na pogrzebie byłem ubrany na czarno i nosiłem sztuczne perły.
Gdzie tę książkę można kupić po polsku? Jest w księgarniach?
Nie sadzilem, ze to powiem ... Chwala Bogu!
Uffffffffffffffffff