W artykule "Hetero wygrywa, homo się nie bawi" Gazeta Wyborcza opisała dyskryminacyjne praktyki pewnej polskiej firmy telemarketingowej: "Czytelnik "Gazety" odebrał telefon i dowiedział się, że coś wygrał (...) Wyznał, że jest gejem i przyjdzie z partnerem. Wtedy powiedziano mu, że nagrody nie ma."
W artykule "Hetero wygrywa, homo się nie bawi" (01.03.05) Gazeta Wyborcza opisała dyskryminacyjne praktyki pewnej polskiej firmy telemarketingowej: "Czytelnik "Gazety" odebrał telefon i dowiedział się, że coś wygrał, ale musi zadzwonić pod wskazany numer. Okazało się, że rzeczywiście wygrał aparat fotograficzny lub pobyt w hiszpańskim hotelu sieci Elite, ale z kolei musi przyjść na spotkanie. I koniecznie wziąć ze sobą żonę lub partnerkę. Wyznał, że jest gejem i przyjdzie z partnerem. Wtedy powiedziano mu, że nagrody nie ma." Czytelnik Gazety: "- To dyskryminacja! Czuję się upokorzony. Usłyszałem, że promocja obejmuje małżeństwa oraz stałe związki partnerskie. Powiedziałem, że właśnie w takim związku żyję. Pani przy telefonie była miła i nawet zgodziła się ze mną, ale jej przełożona była nieugięta." Próbując wyjaśnić sprawę, dziennikarze zadzwonili do firmy: "Telemarketerka odsyła do przełożonej. Justyna Ostrowska, menedżer firmy: - Promocja jest generalnie dla małżeństw lub dla długotrwałych związków partnerskich. - A jeśli ktoś jest w długotrwałym związku, ale homoseksualnym? - pytam. - To, niestety, promocja go nie obejmuje - mówi Ostrowska i wyjaśnia, że tak życzy sobie firma Elite. - To prywatna firma i ona dyktuje warunki. Zresztą nie widzę w tym nic złego. Każdy ma prawo decydować, komu daje prezent."
Opisany przypadek jest ciekawy. Pokazuje, że w świadomości społeczeństwa, związki homoseksualne nie istnieją. Nie ma ich. Inaczej niż najbardziej nawet przelotne romanse heteroseksualne są kompletnie nie liczącą się umową dwóch osób, której świat zewnętrzny nie przyjmuje do wiadomości. W tym kontekście wyraźnie widać, jakie znaczenie dla zainteresowanych osób miałaby prawna legalizacja ich związku.
Przypadek dyskryminacji, na jaki natknęła się Gazeta Wyborcza, wydawał się redakcji aż tak ciekawy, że tekst ukazał się na drugiej stronie. Należy za to podziękować. Jednak podobnych spraw jest mnóstwo i pisaliśmy o nich wiele razy. Natknąć się na nie można niemal codziennie. Przykład: dokładnie tego samego dnia (czyli we wtorek 1 marca) agencje doniosły o sprawie sądowej, jaką para gejowska z Rumunii wytoczyła liniom lotniczym TAROM. W swej walentynkowej ofercie, linia oferowała "zniżki dla zakochanych par". Florin Buhuceanu, szef dużej organizacji LGBT Accept usiłował zarezerwować dwa bilety do Bejrutu: dla siebie i swego partnera. Agent w biurze lotniczym oznajmił mu, że oferta "płać za jeden - leć za dwa" ważna jest wyłącznie dla par heteroseksualnych. TAROM wydał w tej sprawie specjalne rozporządzenie, wykluczające osoby homoseksualne.
Prawnicy są zdania, że oferta, sformułowana w ten sposób, że nosi znamiona ogólnodostępnej, w rzeczywistości zaś wyklucza pewną grupę klientów - jest nielegalna. Najprawdopodobniej, rumuńska linia będzie musiała zapłacić niewielką grzywnę. I to w kraju, w którym homoseksualizm nie jest karany dopiero od roku 2001! Ciekawe, czy w Polsce, kraju należącym do Unii Europejskiej dyskryminacyjne praktyki będą jeszcze długo uchodzić na sucho.
Tomek Juszkowski
Nie wiem czy ten kelner (swoją drogą bardzo przystojny) nadal tam pracuje, ale z pewnoscia dostało mu sie od szefowej. Nie poszedłem i nie pojde juz do sphinxa.