Sierżant lotnictwa David Hall wrócił właśnie z misji "Iracka Wolność" kiedy jeden z jego kolegów nakablował w dowództwie że "Hall jest gejem". To wystarczyło, by wysoko udekorowany i zasłużony żołnierz został natychmiast zwolniony ze służby. Bycie homoseksualistą nie jest w amerykańskiej armii zabronione. Pod warunkiem że nikt o tym nie wie...
Sierżant lotnictwa David Hall wrócił właśnie z misji "Iracka Wolność" kiedy jeden z jego kolegów nakablował w dowództwie że "Hall jest gejem". To wystarczyło, by wysoko udekorowany i zasłużony żołnierz został natychmiast zwolniony ze służby. Bycie homoseksualistą nie jest w amerykańskiej armii zabronione. Pod warunkiem że nikt o tym nie wie. Gejom zabronione jest otwarte przyznawanie się do swej orientacji a przełożonym nie wolno stawiać żadnych pytań. Wprowadzona za czasów prezydenta Clintona zasada ograniczonej tolerancji "Don't ask, don't tell" (nie pytaj, nie gadaj) oznacza, że jeśli ktoś ma pecha i zostanie "zdemaskowany, musi opuścić armię - honorowo i dyskretnie. Od 1993 roku służbę zakończyło w ten sposób tysiące żołnierzy. Tylko w minionym roku było ich 653.
Clintonowska reguła była od początku kontrowersyjna. Politycy liberalni domagali się pełnego równouprawnienia gejów w szeregach sił zbrojnych. Konserwatyści wieszczyli upadek wartości i zagrożenie dla dyscypliny i moralności, postulując całkowity zakaz przyjmowania homoseksualistów do armii (co byłoby sprzeczne z konstytucją USA). Sprawa była tak drażliwa, że przez lata politycy woleli się nią nie zajmować.
Ostatnio, dyskusję ożywiły jednak siły wyższe. Armia Stanów Zjednoczonych, prowadząca operacje wojskowe na całym niemal świecie, potrzebuje rekrutów. Potrzebuje ich zwłaszcza elitarna Gwardia Narodowa. Armia kusi młodych ludzi wysoki zarobkami i coraz bardziej wymyślnym systemem premii. Nawet dumna Piechota Morska czyli Marines nie osiągnęła w styczniu zamierzonej siły kadrowej - po raz pierwszy od wielu lat. Rocznikom, które miały iść do rezerwy przedłużono czas służby. W takiej sytuacji trudno uwierzyć, że spadek o połowę liczby żołnierzy wykluczonych za homoseksualizm od roku 2001 jest przypadkiem. Oficjalnie, administracja zaprzecza że reguła "nie pytaj nie gadaj" została zliberalizowana. Jednak pozbywanie się gejów z armii wyrywa bolesne luki w szeregach specjalistów. W minionym roku wyrzucono na przykład 20 tłumaczy z języków arabskich i nie ma ich kim zastąpić.
Raport, przedłożony tydzień temu Kongresowi ujawnia, że koszty wojskowej gejofobii wyniosły 200 milionów dolarów. Jest to suma, obejmująca tylko koszty szkolenia zwykłych żołnierzy - nie zaś oficerów, którym przysługuje pełen pakiet odpraw i zabezpieczenia socjalnego. Demokrata Martin Meehan jest zdania że w epoce globalnej walki z terroryzmem dyskryminacja homoseksualistów jest kontraproduktywna i szkodliwa.
Także sami zainteresowani mają powoli dość armijnej hipokryzji. Wyrzuceni z US Army żołnierze i oficerowie mówią, że jeśli mają walczy za Ojczyznę i oddać za nią życie, to nie mogą być zmuszani do skrywania swej orientacji seksualnej. Dwunastu żołnierzy, łącznie udekorowanych 75 orderami zaskarżyli szefa Pentagonu Donalda Rumsfelda o przywrócenie do służby i unieważnienie zasady "Don't ask, don't tell". Wśród nich jest David Hall.
(JM)
W PRLu gejow do wojska nie brali jesli sie ktos przyznal na komisji poborowej, ale trzeba bylo isc ze skierowaniem na badania do psychiatry i tam, po spedzeniu poł dnia na wypełnianiu z lekarzem idiotycznych testów - dostawalo sie zaswiadczenie ze "ze wzgledu na homoseksualizm 6 stopnia wg skali Kinseya - sluzba wojskowa nie wsakzana.
Pozdrawiam.