Amerykański badacz obyczajów seksualnych Alfred Kinsey jeszcze raz potężnie podzielił opinię publiczną. Hollywoodzka superprodukcja "Kinsey" wywołała wściekłość środowisk skrajnie prawicowych i chrześcijańskich. W Polsce film wchodzi na ekrany 3 marca (Warszawa i Kraków) i można spodziewać się podobnych reakcji. Znany katolicki dziennikarz telewizyjny Jan Pośpieszalski nazwał Kinsey'a "zbrodniarzem"...
Amerykański badacz obyczajów seksualnych Alfred Kinsey jeszcze raz potężnie podzielił opinię publiczną. Hollywoodzka superprodukcja "Kinsey" wywołała wściekłość środowisk skrajnie prawicowych i chrześcijańskich. W Polsce film wchodzi na ekrany 3 marca (Warszawa i Kraków) i można spodziewać się podobnych reakcji. Znany katolicki dziennikarz telewizyjny Jan Pośpieszalski nazwał Kinsey'a "zbrodniarzem". Tymczasem obiekt tak żywej nienawiści był cichym i uprzejmym człowiekiem, zawsze nosił garnitury i muszki, grywał Chopina na fortepianie i zbierał owady. Niestety - miał jedną, niewybaczalną wadę: głosił, że dzieci wcale nie rodzą się w kapuście ani nie przynosi je bocian, że od masturbacji nie schnie ręka i że znaczny procent kobiet i mężczyzn ma naturalne skłonności homoseksualne.
Alfred C. Kinsey od ponad 48 lat spoczywa na cmentarzu Rose Hill Cemetery w Bloomington (stan Indiana). Na niewielkim kamieniu grobowym widnieje napis: 23.6.1894 - 25.8.1956. Ale dla amerykańskich purytanów, rozgrzanych wyborczym zwycięstwem prawicy pod wodzą prezydenta G.W. Busha szatańskie dzieło Kinsey'a dalej żyje, drążąc umysły i sprowadzając grzech i zepsucie na młodzież. Furia moralistów skierowana jest przede wszystkim przeciwko instytucjom, zaangażowanym w walce przeciwko uprzedzeniom, stereotypom a także wszelkiego rodzaju dyskryminacji począwszy od kobiet a na homoseksualistach skończywszy. Sławetna już, wielokrotnie opisywana na tych łamach organizacja Traditional Values Coalition, która utrzymuje sieć niemal 50 tysięcy kościołów wzywa do wstrzymania wszelkich subwencji rządowych laboratoriom prowadzącym badania komórek macierzystych i założyła czarną listę 150 seksuologów. Kinsey - według TVC to "najbardziej wpływowy zboczeniec w historii USA". Fundamentaliści wezwali do rocznego bojkotu producenta filmu, wytwórni Fox Studios.
Po ogromnym sukcesie krwawego eposu o ukrzyżowaniu Jezusa pt. "Pasja" religijna prawica sądziła, że nadeszło moralne odrodzenie. Tymczasem "Kinsey" z znanym z "Listy Schindlera" Liamem Neesonem w roli głównej okazał się sukcesem kasowym. Dotychczasowe wpływy sięgnęły już 9 milionów dolarów (koszty produkcji: 10 milionów) a spodziewane zyski osiągnąć mogą nawet 30 milionów. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że obraz nominowany został do Oscara - najbardziej prestiżowej nagrody filmowej.
Reżyser Bill Condon rozpoczyna historię życia pioniera rewolucji seksualnej w czasach, kiedy na pytanie o ulubioną pozycję seksualną młodzi ludzie odpowiadali ze zdumieniem: "Czyżby istniała jakaś inna?". Seks oralny, onanizm, homoseksualizm, zdrada małżeńska były w wielu miejscach karane jak delikt kryminalny. Dla ojca Alfreda Kinsey'a (był inżynierem i kaznodzieją w szkółce niedzielnej) nowoczesne wynalazki takie jak telefon, film czy samochód były wymysłem szatana. Najstraszliwszym jednak pomysłem był... zamek błyskawiczny, który Kinsey-senior nazwał "furtką do pustyni moralnej". Swej przyszłej żonie, poznanej na uniwersyteckim kampusie, młody Kinsey podarował kompas, finkę i buty do górskich wędrówek. Kiedy w końcu decyduje się na "zbliżenie" ma dwadzieścia siedem lat i jest - oczywiście - prawiczkiem. Noc poślubna kończy się katastrofą. Kinsey konstatuje: "Dziwne! Nauka wie niemal wszystko o życiu seksualnym muszek owocówek, ale nie wie niemal nic o seksualności ludzkiej". I postanawia to zmienić.
Z misjonarskim zapałem zespoły badawcze Kinsey'a przemierzają Amerykę wzdłuż i wszerz, przeprowadzając rozmowy z urzędnikami, włóczęgami, młodzieńcami i starcami, nauczycielami i policjantami, gejami i biseksualistami. Naukowcy docierają do urzędów, szkół, fabryk i burdeli i gejowskich barów. Badają najbardziej wstydliwy obszar amerykańskiej cielesności: podbrzusze. "Istnieją tylko trzy zboczenia" - grzmi Kinsey - "abstynencja, celibat i zbyt późne małżeństwo. Wszystko inne jest normalne".
Gdy Kinsey publikuje swój raport na temat seksualnych zachowań mężczyzn w 1948 roku, prasa porównuje skutki jego badań do skutków uderzenia bomby atomowej. Wkrótce zaczyna pojawiać się na okładkach każdego ważniejszego czasopisma, stając się również tematem piosenek, kreskówek, artykułów i kazań. Ale gdy kraj zaczyna ogarniać paranoja Zimnej Wojny lat 50., opublikowany przez Kinsey'a późniejszy raport dotyczący kobiet (1953) zostaje uznany za atak na podstawowe amerykańskie wartości. "Opinia publiczna" zaszokowana jest twierdzeniem, że kobiety roszczą sobie prawo do odczuwania przyjemności, płynącej z uprawiania seksu, że 62 procent z nich masturbuje się a 50 procent uprawiało seks przed ślubem. Fala oburzenia i pogardy, jaką wywołał podając te dane spowodowała, że wszyscy wspierający dotąd badania Kinsey'a odwracają się od niego. Przytłoczony atakami zaczyna chorować Zazdrość i nienawiść niszczy stworzoną przez niego ideę, zagrażając rozpadem ekipy badawcze.
Trzy lata po opublikowaniu raportu o seksualności kobiet, Kinsey umarł na zawał serca. Sławetny senator McCarthy nazywał go "komunistą" zaś niemniej ponurej sławy szef FBI J. Edgar Hoover nasyłał na niego agentów. Efektem ich pracy są grube "teczki Kinsey'a". Właśnie Hoover - który reprezentował żywą do dziś także w Polsce podwójną moralność i bezdenną hipokryzję. Hoover, kanciasty kowboj, który wieczorami tańczył w gejowskich barach w damskim przebraniu.
Tadeusz Sokołowski
Zrobił furorę na skandalu - czy nie możnaby krok po kroku przyswajać Kat'ckiemu środowisku rzeczywistość?
Nasuwanie na raz tak dużej dawki prawdy i nie tylko prawdy wcale nie oddziałuje lepiej, to nie jakaś terapia szokowa. Działanie w taki sposób będzie tylko wzburzać wrogość i jeszcze mniejszą akceptację, a nasze poglądy zostaną uznane za całkowicie idiotyczne. Dodawanie fałszu jedynie da innym preteksty do obalania homoseksualizmu jako całość.
Pierwszym krokiem było wyjście i pokazanie się po niezbyt korzystnym '68. Teraz się wogóle o tym rozmawia, homoseksualizm stał się jednym z poważniejszych tematów. Jest lepiej (wcale nie dobrze).
Dajmy im trochę czasu, ateistów coraz więcej, uznających prezerwatywę jakieś 90%.
"Istnieją tylko trzy zboczenia" - abstynencja, celibat i zbyt późne małżeństwo".
Podłość wobec tych, którzy decydują się na inny sposób życia, którzy nie chcą się do takich spraw za szybko zabierać - a dla niektórych wiek 24 lat to też "za szybko". Trudno, widocznie jestem zboczona. Wolę być zboczona, niż czynić coś wbrew sobie.