A przecież mówiliśmy, ostrzegaliśmy: będzie niepowtarzalnie, będzie bosko i co? I było! Już dzień po sobotnim koncercie w Sferze w internecie pojawiły się komentarze typu "jaka szkoda, że mnie tam nie było". Żałujcie - była gwiazda dużego formatu, pierwszorzędny klub, dobra organizacja, promocje, niespodzianki a co najważniejsze: wspaniała atmosfera.
Przed godz. 21.00 przed wejściem do klubu uzbierała się już spora grupka fanów Maryli. Byli oczywiście bywalcy "Sfery" ale także wiele osób, którym nie przeszkadzał fakt, że koncert odbywa się w gejowskim klubie. Przed koncertem pojawiły się opinie, że impreza powinna być reklamowana wyłącznie w środowiskach i mediach gejowskich. Argumentowano, że może dojść do bójek oraz innych nieprzyjemnych scenek. Drodzy Poznaniacy: nic z tych rzeczy nie miało miejsca. Ani "heteryków" nie szokowały liczne pary męsko-męskie ani też geje nie mieli problemów z dzieleniem pomieszczenia z "heterykami". Podobno "Sferze" już nieraz oberwało się za wpuszczanie na imprezy gości heteroseksualnych. Dlaczego? Tego nie wie nikt. Przecież chyba nie wstydzicie się tego, że pojawiacie się w taaaakim... dobrym klubie?
Dwupoziomowy lokal powoli się zapełniał. Napięcie rosło. W klubie pojawiło się także trochę prominencji. Przybyli też koledzy z portalu Gaylife (Jacek Adler) oraz z Softpressu (Sergiusz Wróblewski). Po 23.00 tłok przed sceną był coraz większy. I wreszcie... Na scenie pojwaił się zespół Maryli oraz Marbella i Żaklina, które zapowiedziały artystkę. No i jest, wchodzi... ale chwilka... to przecież nie Rodowicz, choć styl ten sam. Na scenie pojawiła się Maryla, lecz nie Rodowicz - to "nasza" Maryla czyli Sebastian, który od lat występuje pod tym pseudonimem. Prawdziwa Maryla stała schowana za muzykami, skąd wspierała wokalnie "naszą" Marylkę. Gdy podeszła do dragqueen na publice zapanował szał: "Sebastian, Sebastian... Maryla, Maryla...". Rozpoczął się wspniały koncert. Publiczność mogła usłyszeć wszystkie największe hity Rodowicz. Maryla była w świetnej formie - to artystka, której nie da się nie lubić. Jest po prostu niesamowicie profesjonalna i ma taki "czad", że potrafiłaby nawet nieboszczyka zmusić do rytmicznego podskakiwania. Było tłumnie, gęsto i bardzo serdecznie. Przemieszczenie się z jednego końca sali na drugi trwało blisko 10 minut. Jednak żadna osoba, którą staranowałem by uchwycić na kliszy co ciekawsze ujęcia nie zareagowała negatywnie. Wszędzie radość i dobra zabawa. No ale wszystko co piękne przemija. Po dwóch bisach Maryla opuściła scenę. Natępnego dnia na jej stronie internetowej (
www.marylarodowicz.pl) pojawił się jej własny komentarz na temat występu w Sferze:
"(...)entuzjazm młodych pięknych chłopaków pod sceną wynagrodził mi niedostatki tlenu.Grało się super.Chętnie bym została, ale ten piekielny czas, te poranne samoloty."To jednak nie koniec wieczoru. Sfera przygotowała kolejne występy. Pojawiła się ponownie Marbella, Żaklina, dragqueer Maryla oraz zespół taneczny. Gdy po godzinie 3.00 opuszczaliśmy lokal, w Sferze panowała nadal bardzo gorąca atmosfera.
Coś takiego mogło wydarzyć się tylko w "Sferze" - w klubie, który w całej Polsce znany jest ze swoich imprez. Zaproszenie takiej gwiazdy, to nie tylko poważny nakład środków finansowych. To także dobra ochrona, nagłośnienie, obsługa techniczna no i menadżer, który nad tym wszystkim zapanuje. Wielkie podziękowania dla Piotrka oraz jego załogi za zorganizowanie koncertu Maryli, zaproszenie oraz gościnność.
Uprzedzę wszystkich tych, którzy będą komentować, że to kryptoreklama. Nie - tak po prostu było.
Kryptoreklamy nie będzie - będzie natomiast prawdziwa, nieukryta reklama:
Club Sfera - Poznań, Grochowe Łąki 6, www.clubsfera.pl
Jest Poznaniakom na serio czego pozazdrościć.