Znany brytyjski piosenkarz i działacz gejowski Jimmy Somerville udzielił niedawno wywiadu niemieckiemu magazynowi internetowemu Eurogay. W latach osiemdziesiątych, kiedy rozkwitała dyskotekowa kultura gejowska, Sommerville był frontmanem legendarnego dziś zespołu Bronsky Beat. Jego śpiewany falsetem hit "Smalltown Boy", opowiadający o nierozwiązywalnych problemach gejowskiego życia na prowincji pozostawał przez sześć lat na szczycie zestawienia BillBoard. Bez piosenek z jego repertuaru, często wykonywanych przez współczesnych wykonawców lub przerobionych na housowe lub techno-mixy trudno sobie wyobrazić jakąkolwiek gejowską imprezę dyskotekową...
Znany brytyjski piosenkarz i działacz gejowski Jimmy Somerville udzielił niedawno wywiadu niemieckiemu magazynowi internetowemu Eurogay. W latach osiemdziesiątych, kiedy rozkwitała dyskotekowa kultura gejowska, Sommerville był frontmanem legendarnego dziś zespołu Bronsky Beat. Jego śpiewany falsetem hit "Smalltown Boy", opowiadający o nierozwiązywalnych problemach gejowskiego życia na prowincji pozostawał przez sześć lat na szczycie zestawienia BillBoard. Niezapomnianym pozostał także kolejny zespół The Communards, który Sommerville założył wraz z przyjacielem Richardem Colesem. Bez piosenek z jego repertuaru, często wykonywanych przez współczesnych wykonawców lub przerobionych na housowe lub techno-mixy trudno sobie wyobrazić jakąkolwiek gejowską imprezę dyskotekową. Piosenkarz niestrudzenie koncertuje i wydaje nowe płyty.
Jimmy Sommerville twierdzi, że w ciągu ostatnich dwudziestu lat, nastawienie ludzi wobec gejów i ich problemów niewiele tylko się zmieniło. Młodzi, wchodzący w życie geje w dalszym ciągu spotykają się z otwartą wrogością i brakiem zrozumienia. "Ciągle spotyka się ludzi, którzy chcieliby, by wszyscy geje zdechli na AIDS lub wtrąceni zostali do więzienia" - mówi artysta - "Jedyną nadzieją dla homoseksualistów tego świata jest prawodawstwo, przepisy prawa - a nie kampanie uświadamiające i wychodzenie na powierzchnię. Każdy gej może tylko mieć nadzieję, że żyje w demokratycznym kraju, w liberalnym społeczeństwie, którego kodeks karny ochroni go przed nienawiścią skrajnej konserwy". Jako przykład, Sommerville podaje reelekcję prezydenta G. W. Busha i jego politykę.
Podobnie radykalne poglądy ma brytyjski piosenkarz w kwestii tak zwanego "małżeństwa gejowskiego". Twierdzi co następuje: "Mam na ten temat opinię całkowicie negatywną. Popieram stanowisko Kościoła. Małżeństwo pozostaje związkiem pomiędzy kobietą i mężczyzną i ma w sobie coś sakralnego. Ludzie powinni zawierać małżeństwo w kościele. I nikt tego nie zmieni, ponieważ małżeństwo jest fundamentem społeczeństwa. Walka z nim jest bez sensu. Potrzebujemy bardziej radykalnych działań. Na początku nowego tysiąclecia, małżeństwo jest przeżytkiem. Zarówno heteroseksualiści jak i homoseksualiści, powinniśmy dążyć do uznania partnerstwa pomiędzy równoprawnymi osobami. Tylko dlatego, że dwoje ludzi prowadzi wspólne życie, nie znaczy że muszą porzucić swoją indywidualność. Przecież już przyjęcie nazwiska męża przez kobietę jest utratą jej indywidualności. Taka - popierana przez kościół - nierówność nie może być zaakceptowana! Dlatego - zwróćmy się w stronę partnerstwa, nie zawierajmy ślubów kościelnych. A wtedy zniknie hańbiące określenie "małżeństwa na kocią łapę".
A jak jest z gejowską monogamiczością i wiernością w związku? Czy niewierność jest cechą charakterystyczną mężczyzn? "To sprawa indywidualna" - odpowiada Jimmy Sommerville". "Nie sądzą jednak, by ktokolwiek miał moralne prawo by wyrokować o życiu innych ludzi. To, czy ktoś pieprzy się w kratkę, czy żyje monogamicznie - to jest wyłącznie jego sprawa."
Latem 2004 roku, Jimmy Sommerville wydał kolejną płytę pt. Home again - osiemnastą już w dorobku.
(PS)
i pewnie ma razję!