Nagie party (lub "bieliźniane party") - to nowego typu impreza, która zawitała do polskich klubów gejowskich. Rzecz jest o tyle zaskakująca, że wydawało się, że w naszej polsko - katolickiej grajdołowni tego typu rozrywka się nie przyjmie - a jednak. Impreza polega na tym, że w klubach gejowskich wyznacza się jeden wieczór w tygodniu, kiedy od umówionej godziny w klubie zostają tylko i wyłącznie osoby nagie lub (w zależności od warunków organizatorów) w bieliźnie. Ubrania składa się do worków lub szafek, w zależności od możliwości klubu.
Nagie party (lub "bieliźniane party") - to nowego typu impreza, która zawitała do polskich klubów gejowskich. Rzecz jest o tyle zaskakująca, że wydawało się, że w naszej polsko - katolickiej grajdołowni tego typu rozrywka się nie przyjmie - a jednak. Impreza polega na tym, że w klubach gejowskich wyznacza się jeden wieczór w tygodniu, kiedy od umówionej godziny w klubie zostają tylko i wyłącznie osoby nagie lub (w zależności od warunków organizatorów) w bieliźnie. Ubrania składa się do worków lub szafek, w zależności od możliwości klubu.
Imprezę tego typu organizuje w swoim klubie m.in. Piotr Altyński, szefujący warszawskiemu klubowi Wild - Przychodnia (na ul. Próżnej 8, strona: www.wild-przychodnia.com). Co niezwykle interesujące, Piotr opowiada, że w klubie pełnym "nagusów" panuje niezwykła atmosfera: "Jest trochę tak, jakby wraz z ubraniem chłopaki zostawiali w szatni wszystkie lęki, obawy, kompleksy, zahamowania. Nie ma żadnych głupich komentarzy co do wyglądu, nie ma tak częstego skrępowania. Pewnego wieczoru pomyślałem sobie, że atmosfera jest wręcz domowa i że niewiele ma to wspólnego z atmosferą podniecenia seksualnego, choć oczywiście moje obserwacje dotyczą tylko części barowej." Tyle Piotr. Dodajmy: oczywiście, że tego typu imprezy są imprezami seksualnymi, niemniej jednak niesłychanie istotne i wiele mówiące o naszej mentalności jest spostrzeżenie Piotra o tym, że wraz z ubraniem znika wiele z naszych codziennych frustracji.
Jeden z wybitnych socjologów nazwiskiem Goffman zwracał uwagę, że ubranie jest pewnego rodzaju kostiumem, który służy nam do odgrywania naszych codziennych ról. Dodałbym: jest także parawanem, za którym skrywamy wiele naszych problemów, lęków, smutków, frustracji. Zakładając ubranie przyodziewamy się w swego rodzaju zbroję, w której wyruszamy na walkę z często wrogim światem. Jeśli zdarza się nam chodzić nago, to tylko w domu, wśród najbliższych, a zatem w miejscu, gdzie czujemy się bezpiecznie, gdzie czujemy się akceptowani, gdzie nie grozi nam żaden atak. Stąd jeśli decydujemy się na zdjęcie tej zbroi, automatycznie stajemy się bardziej otwarci, ufni, przyjacielscy. Prawdopodobnie stąd ta niezwykła atmosfera, o której opowiada Piotr. Działa mechanizm, w ramach którego przekazujemy sobie niewerbalny komunikat: ja jestem nago, ty jesteś nago, obaj możemy się skrzywdzić, ale wiemy, że tego nie zrobimy - ufamy sobie. Ten mechanizm jest tak niezwykle ciekawy z tego powodu, że dowodzi tego, w jak wielkim stopniu rację miał Michel Foucault, o którym pisała niedawno "Inna Strona". Foucault uczył nas, że kultura - rozumiana jako system norm i wartości społecznie przyjmowany i wszczepiany każdej i każdemu z nas - ta kultura ujarzmia nas w daleko większym stopniu, niż jesteśmy sobie w stanie to uświadomić. Być może dopiero znalezienie się w sytuacji tak kulturowo granicznej, jak przebywanie nago w miejscu publicznym sprawia, że nie mając już nic do stracenia ryzykujemy odrzucenie tego wszystkiego, co jest naszym codziennym, kulturowym pancerzem. Wraz z ubraniem zdejmujemy z siebie pancerz kulturowy, odnajdując upragnioną wolność.
Jest jeszcze coś, o czym warto powiedzieć: od dawna socjologowie podkreślają, że czasy nowoczesności, związane z procesem urbanizacji, czyli szybkiego rozwoju wielkim miast, są także czasem postępującej atomizacji społeczeństwa. Żyjemy w epoce anonimowego tłumu: tłumu samotnych ludzi. Skryci w naszych ubraniach / codziennych troskach mijamy się obojętnie, zaś psychologia społeczna uczy nas, że obojętność ta bywa skrajna, jak w sytuacji, gdy człowieka umierającego na ulicy przechodnie wiele godzin omijają szerokim łukiem. Symbolem tej obojętności są blokowiska: skupiska hermetycznie izolowanych pudełek. Pudełko dla każdej rodzinki, przegródka w pudełku dla każdego. Wiemy przecież, co się dzieje, gdy policja szuka świadków jakiejś zbrodni: nic nie widziałem, nic nie słyszałem... Dom jest w tym kontekście przedłużeniem ubrania, jeśli odzież jest zbroja, to mieszkanie - zamkniętym, pieczołowicie chronionym, przed najazdem. To Anglicy, najwięksi introwertycy w Europie, wymyślili powiedzenie: "My home is my castle" - mój dom moją twierdzą... Wydaje się, że w tym kontekście "nagie imprezy" są niecodziennym wyrazem kulturowego buntu i kulturowego oporu: wychodzimy z mieszkań i ubrań, stajemy wobec siebie nadzy i bezbronni, nieoczekiwanie otwarci i życzliwi. Coś jest na rzeczy, skoro Piotr opowiada, że we środy, kiedy organizuje owe "nagie party", nie ma nigdy ani bójek, ani kłótni w klubie.
No i trzecia rzecz, także podkreślana przez Foucaulta - kluby gejowskie, sauny, ale przede wszystkim takie imprezy umożliwiają rewaloryzację pożądania homoseksualnego. Mówiąc po ludzku: pragnienie skierowane do osoby tej samej płci, okazywane otwarcie, bo nie ma możliwości jej ukrycia, spotyka się z akceptacją, co stwarza sytuację tak przecież różną od agresji wobec homoseksualności "na zewnątrz". Foucault w wielu wywiadach podkreślał z entuzjazmem, że tego typu kluby i tego typu imprezy (organizowane za jego czasów przede wszystkim w amerykańskich saunach) mają ogromne znaczenie dla wyzwolenia i zredefiniowania seksualności gejowskiej i lesbijskiej. Otwarcie prezentowane i zaspokajane pożądanie może zostać wyjęte spod kulturowej prasy i swobodnie określane na nowo. Tylko eksperymentowanie z nowymi rodzajami przyjemności, mawiał Foucault, pozwoli na uwolnienie ciała i pożądania od matrycy heteroseksualnej, która je ogranicza, minimalizuje i kształtuje w sposób zgodny z normą kulturowa.
Wszystko to razem dla polskiego ucha brzmi zapewne szalenie rewolucyjnie (oraz obrazoburczo, ponieważ, jak wiadomo, seks jest czymś okropnym), niemniej jednak dla badacza kultury odkrycie w naszym sfrustrowanym świecie miejsc choćby chwilowej otwartości i życzliwości, odkrycie miejsc do pewnego przynajmniej stopnia pozbawionego wymierzonych przeciw pożądaniu homoseksualnemu barier, to odkrycie ma niebagatelne znaczenie dla zrozumienia mechanizmów kulturowego ujarzmienia. Teoretycy zajmujący się konstruowaniem strategii polityki queer zastanawiają się, jak stawić skuteczny opór kulturowej konkwiście heteronormy. Może nagość jest paradoksalnie odpowiednią zbroją do tej wojny?
Jacek Kochanowski
Może wybrałbym się na coś takiego, ale niestety właściwie nie znam tego środowiska na tyle, aby samemu się wybrać na 'nagie party', a poza tym nie słyszałem dotychczas, żeby ktoś wpadł na pomysł zorganizowania takiej imprezy w Łodzi - a myślę, że może warto /przy określeniu warunków kultury i bezpieczeństwa oraz zachowaniu ich/.
P.s: Jeśli ktoś wie o takich imprezach w Łodzi to proszę o info.
To spoko gościu, był moim wykładowcą, bardzo Go szanuję - myślę, że nie dorastasz mu do pięt - 3maj się cieplutko i uważaj tam na siebie