Trudno być dziś pedałem. Po jednej stronie toczenie śliny przez prawicowo-katolickich oszołomów a po drugiej przychodząca do nas z Zachodu poprawność polityczna. Dzisiejszy gej (bo przecież nie pedał) jest "spoza środowiska", jest szalenie męski, monogamiczny (taka jest przynajmniej wersja oficjalna) i łapczywie pochłania wszystkie schematy "heteryckie". To klimat, który nie sprzyja pedałom - przynajmniej takim, o których pisze Michał Witkowski w swojej książce "Lubiewo".
Trudno być dziś pedałem. Po jednej stronie toczenie śliny przez prawicowo-katolickich oszołomów a po drugiej przychodząca do nas z Zachodu poprawność polityczna. Dzisiejszy gej (bo przecież nie pedał) jest "spoza środowiska", jest szalenie męski, monogamiczny (taka jest przynajmniej wersja oficjalna) i łapczywie pochłania wszystkie schematy "heteryckie". To klimat, który nie sprzyja pedałom - przynajmniej takim, o których pisze Michał Witkowski w swojej książce "Lubiewo".
Opublikowania tej pozycji podjęła się "korporacja ha!art" - czyli promotorzy "wszystkiego, co się nie opłaca". Premiera odbyła się w krakowskim Bunkrze Sztuki, który już nie raz zajmował się promocją kultury gejowskiej. Dobrze wiedzieć, że do naszych "sojuszników" należy intelektualna śmietanka krakowska.
Na początku spotkania Piotr Marecki (red. nacz. miesięcznika ha!art), Igor Stokfiszewski (krytyk oraz autor) i Jan Sowa (kurator Bunkra Sztuki) opowiedzieli krótko o planach "korporacji ha!art", w których znalazło się także miejsce dla kultury gejowskiej. Pierwszym wydarzeniem z tej kategorii było właśnie wydanie oraz prezentacja książki Michała Witkowskiego.
Na salę wszedł młody, sympatyczny i chyba nawet trochę onieśmielony facet - to właśnie on jest autorem "Lubiewa", które już przed publikacją wzbudziło zarówno w środowisku gejowskim jak i intelektualnym trochę kontrowersji. Spotkanie z Michałem prowadził Igor Stokfiszewski, który do rozmowy przygotował się bardzo sumiennie... chyba nawet trochę zbyt sumiennie. Już po kilku minutach rozmowy stało się widoczne, że oto w Bunkrze Sztuki spoktały się dwa zupełnie różne światy: Witkowski, który spisłał to, co charakteryzuje (bądź charakteryzowało) "hardcorowe" środowisko gejowskie - barwne, szalone i dla kogoś z zewnątrz być może szokujące oraz Stokfiszewski, za wszelką cenę próbujący poruszać się w sferach "wyższych" i koncentrujący się na teorii literatury, spychając to o czym pisze Witkowski na drugi plan.
Trochę szkoda. Był materiał na bardzo długie rozmowy, były na scenie dwie osoby, który miały na pewno dobre zamiary - rozmowy jako takiej jednak zabrakło. Pytania publiczności utrzymane były także w ostrożnym, bardzo teoretycznym i naukowym tonie. Myślę, że gdyby dać Michałowi szansę, to opowiedziałby wiele ciekwych rzeczy o środowisku, o którym pisał, o jego obyczajach, problemach, o jego kulturze i o jego własnej roli w tym całym ciotolandzie. Gdy padło pytanie o "radykalizację Witkowskiego" stało się jasne, że do luźnej rozmowy tego wieczoru nie dojdzie.
Myślę, że w tym miejscu trzeba koniecznie docenić starania ludzi zgormadzonych wokół pisma "ha!art". Wydanie tak "pedalskiej" książki to nie tylko finansowe ryzyko. Już podczas premiery "Lubiewa" nie trudno było zauważyć jak bardzo zaangażowali się w promocję tej powieści. Szczere wyrazy uznania! Sama impreza pokazała jak konieczna była taka książka. Nasze środowisko jest dosyć hermetyczne. Jak każda subkultura ma swój slang, swoje obyczaje i wartości, które ktoś z zewnątrz może uznać za radykalne. Myślę, że dzięki Witkowskiemu można ją lepiej poznać a może nawet i zrozumieć? A jeśli czytelnik nie ma takich ambicji, to mam nadzieję, że będzie się dobrze bawił. Wystarczy się trochę wyluzować... czego wszystkim serdecznie życzę :-)
samą książkę już zamówiłem (jak to zrobić- info na stronie http://www.liternet.pl/lubiewo/ ). i to naprawdę działa: dzisiaj listonosz już mi ją przyniósł! polecam