"Europa da się lubić" rozpoczęła się "Nagim instynktem": Monika Richardson pędząca Harleyem w uścisku z androgyniczną Amazonką. A potem program o kobietach, kobiety już tylko poniżał. Gość specjalny Danuta Stenka odegrała - w swym wieczorowym kostiumie kąpielowym - dramę mieszczańską opętania heteroseksizmem. Wmawiała nam, że "pod każdą szerokością geograficzną" rządzi facet. Fallus jest epicentrum wszechświata...
"Europa da się lubić" rozpoczęła się "Nagim instynktem": Monika Richardson pędząca Harleyem w uścisku z androgyniczną Amazonką. A potem program o kobietach, kobiety już tylko poniżał. Gość specjalny Danuta Stenka odegrała - w swym wieczorowym kostiumie kąpielowym - dramę mieszczańską opętania heteroseksizmem. Wmawiała nam, że "pod każdą szerokością geograficzną" rządzi facet. Fallus jest epicentrum wszechświata.
Urok samca padł na wszystkie uczestniczki "Europy", starannie wyreżyserowane przez strażników patriarchatu. Elisabeth Duda wyciąga z serca Steffena Moellera pieniądze i nie posiada się z radości. To kapitalistyczna wymiana kobiet, którą odegrała Francuzka i odsłoniła atawistyczne polonizmy ekonomicznego podporządkowania kobiet.
W "Europa da się lubić" koguty-liliputy napinają szczątkowe mięśnie i wyprane Polską mózgi. Na scenie pstrokaty Paolo, a wśród publiczności Kevin czy inny Tony, rozkoszują się poddaństwem kobiet. Bohater "M jak monstrum" Steffen Moeller, zawsze niepewny w rolach "Europy", ochoczo kopiuje koleżków. Panowie - pseudodżentelmeni powielają zatem skompromitowane role, a panie wzdychają do niedomytego fallusa. Dunka Bianca i Rosjanka Walentyna usiłują wyjść poza kliszę. Ale pytania zadane przesłodzonymi usteczkami Moniki Richardson drążą stereotypy, by dotrzeć do fobii narodowych. "Europa da się lubić" karmi się prymitywizmem uprzedzeń, bawi się szowinizmem i milczy o mnogości kultur płciowych Europy.
Do kompanii usamczonych w "Europa da się lubić" zabrakło Justyny Pochanke z "Faktów" TVN. To właśnie w tym programie (jakoby informacyjnym, a tak naprawdę "Fakty" pompują zużytą ideologię męskiego panowania), pani Pochanke zapytała z niesmakiem: "Czy wyobrażacie sobie Państwo dwóch panów w urzędzie stanu cywilnego?". Państwo sobie wyobrazili, wyobraźnia P została przekroczona, a państwo wkrótce - daj Boże - dwóch panów i dwie panie w urzędzie stanu cywilnego urzeczywistni.
Do przodu jest polski Bar z gejami, Britney Spears w pocałunku z Madonną, zwyciężająca i obnażająca tyłek partnera (atrakcyjny skądinąd), tudzież Rammstein drwiący z imperializmu USA. W TVP nie uświadczysz głosów popierających małżeństwo osób tej samej płci: znakomici aktorzy Sir Ian McKellen, Sharon Stone, Ellen Degeneres, filozofowie Martha C. Nussbaum i Kwame Athony Appiah. Trwa za to kult fallusa z kapłankami zwisającego trójkąta męsko-męskiego Krystyną Jandą i Kamilą Drecką. Może zaproszą do samozadowolonych pogaduch Wojciecha Orlińskiego, który w najnowszej "Gazecie Telewizyjnej" tak napisał o wybitnym dramacie "Anioły w Ameryce": "Sześciogodzinny dramat o gejach umierających na AIDS? Może nie wzbudzić dużego zainteresowania". Ongiś redaktor ten zawiadomił czytelników "Gazety", że gdy widzi w TV lesbijki, wyłącza telewizor - dla dobra swych dzieci.
Porządki samcze kulminują w operze mydlanej z dreszczykiem komisji śledczych. TVN, TVP, a zwłaszcza "Europa da się lubić" powiela stereotypy narodowe i płciowe, imperatywy bogoojczyźniane. Kobiety do kuchni, geje do piekła, a obcy do szkółki języka polskiego!
A swoją drogą, Europa nie przejęła się przemocą wobec marszów równości w Krakowie i Poznaniu. Kamienie, kwas, klątwy na pokojowe demonstrantki i pokojowych demonstrantów. Tylko Różowe Pantery w Paryżu protestowały przeciw lesbofobii i homofobii w Polsce i domagały się takiego protestu od Ministra Spraw Zagranicznych Francji.
Europa ma przebłyski: uchwaliła zakaz dyskryminacji, rozpoczęła mainstreaming kobiet, wycofała Rocco Buttiglione, nie rozwiązała parlamentu, kiedy LPR domagała się tego, obwieszczając, że Bruksela stała się zakładnikiem homoseksualnego lobby. Telewizja Polska ma przebłyski: Jolanta Fajkowska oświadczyła, że tolerancja polega na akceptacji różnorodności i mniejszości seksualnych.
Ale obraz kontrolny TVP to "Większość, czyli samiec rządzi". Oto Zniewolony umysł dwa.
Tomek Kitliński
Tomek Kitliński studiował w Paryżu, a jako stypendysta Fulbrighta prowadził badania w New School for Social Research w Nowym Jorku. Jego teksty drukowane były przez wydawnictwa Polskiej Akademii Nauk, Uniwersytetu Nowojorskiego i Uniwersytetu Paryskiego 8. Wydał książkę "Obcy jest w nas. Kochać według Julii Kristevej"; jego teksty znalazły się książkach "Odmiany odmieńca" (Wyd. Śląsk), "Homofobia po polsku" (Wyd. Sic!), "Inny-Inna-Inne" (pod red. Marii Janion i Kazimiery Szczuki). Ma nadzieję, że wkrótce ukaże się jego książka, napisana wspólnie z Pawłem Leszkowiczem, o miłości między osobami tej samej płci. Pisze regularnie do wortali Bad Subjects eserver.org/bs i www.thegully.com Queer Views on Everything.
Napiszę więcej, by się nauczyć języka obcego, to właśnie trzeba czytać książki, wiadomo: najpierw z małym zasobem słów, a potem z coraz większym. To jedyny sposób, by perfekcyjnie się nauczyć danego języka -> wiele ludzi żyje za granicą kilkadziesiąt lat i nigdy nie mówią poprawnie: jak nasi niewykształceni rodacy, używający choćby słowa: "poszłem", "wyszedłam" itp. O stylistyce nie wspominając.
Zgadzam się natomiast co do tego, że od zatrudnienia bądź nie zależy czy ktoś ma wykształcenie wyższe i zna język obcy. Bez przesady, są zawody gdzie znajomość nie jest potrzebna z racji wykonywania określonych czynności na tym stanowisku, a w ofertach w rubryce wymagania pojawiają się. Wg mnie wynika to z dużego bezrobocia i możliwości zatrudniania na stanowisku: "sprzątaczka" osób z wyższym wykształceniem i znających język obcy (przesadzając - jednak są miejsca, gdzie tak jest, gdy ktoś nie może zmienić miejsca zamieszkania). Nie ma się co dziwić, że jak myć WC, to lepiej za 1000/1500 euro niż za 600/800 zł.! -> nawet jeśli się ma wykształcenie wyższe i taki załóżmy Szwed, Brytyjczyk, Hiszpan czy Francuz, mający podstawowe wykształcenie za tą robotę się nie zabierze! Jest to marnowanie czasu i energii, bo ktoś się uczył i nie ma popytu na jego możliwości i umiejętności. Przykre to jest, ale tak jest.
No, a co do samego programu, to mam nadzieję, że będzie istniał nadal i zawsze, że nie skończą się pomysły, bo przecież jest tyle wątków życia, o których można głosić oraz oczywiście, że Pani Liliana De Maria będzie bardzo częstym gościem (współprowadzącym - nie wiem jaki stali bywalcy mają status ;o) ).
Pozdrawiam Wszystkich mile i wesoło.
Bawcie się!