Był wizjonerem - czy szarlatanem? Męczennikiem nauki i tragicznym bohaterem, który uwolnił Amerykę i cały cywilizowany świat z duszącego gorsetu moralnej ignorancji i zakłamania - czy seksualnym maniakiem, który wyłamał wrota do mrocznych otchłani zwierzęcej chuci, perwersji i wynaturzenia? Alfred C. Kinsey, twórca nowoczesnego systemu badania ludzkiej seksualności jest dla amerykańskiej prawicy religijnej nawet po ponad pół wieku ucieleśnieniem deprawacji. Jej zdaniem Kinsey utorował drogę pornografii i rozpanoszenia się homoseksualistów. Na dodatek był komunistą. Niezwykłą biografię kontrowersyjnego naukowca przypomina książka pióra T. C. Boyle'a która właśnie ukazała się na rynku, oraz hollywoodzka produkcja filmowa...
Był wizjonerem - czy szarlatanem? Męczennikiem nauki i tragicznym bohaterem, który uwolnił Amerykę i cały cywilizowany świat z duszącego gorsetu moralnej ignorancji i zakłamania - czy seksualnym maniakiem, który wyłamał wrota do mrocznych otchłani zwierzęcej chuci, perwersji i wynaturzenia? Alfred C. Kinsey, twórca nowoczesnego systemu badania ludzkiej seksualności jest dla amerykańskiej prawicy religijnej nawet po ponad pół wieku ucieleśnieniem deprawacji. Jej zdaniem Kinsey utorował drogę pornografii i rozpanoszenia się homoseksualistów. Na dodatek był komunistą. Niezwykłą biografię kontrowersyjnego naukowca przypomina książka pióra T. C. Boyle'a która właśnie ukazała się na rynku, oraz hollywoodzka produkcja filmowa.
Kinsey był nie tylko obsesyjnym kolekcjonerem i analitykiem danych, lecz także niezwykle barwną postacią. Wielu naukowców próbowało poddać w wątpliwość wyniki jego badań, ale nikomu nie udało się ich zdyskredytować. Tak zwane "Raporty Kinseya" do dziś stanowią fundament wiedzy na temat orientacji seksualnej. Jeden z biografów Kinseya, James H. Jones próbował wykazać, że świadomie - lub nieświadomie - zniekształcał on wyniki badań zgodnie z własnymi upodobaniami seksualnymi. Wspomniany film w reżyserii Billa Condona oparty został o inną powieść biograficzną, napisaną przez Jonathana Gathorne-Hardy. Także i on przychyla się do tezy Jonesa. Grający główną rolę znany aktor Liam Neeson, pokazuje człowieka rozdartego i uwikłanego we własne obsesje i pożądania. Jednym słowem - postać tragiczną i ambiwalentną. Warto dodać, że obok krytycznego wobec prezydenta G.W. Busha filmu "Fahrenheit 9/11" oraz "Pasji" Mela Gibsona" - sadystycznej orgii o ukrzyżowaniu Chystusa, Film o Kinsey'u stał się w USA najbardziej kontrowersyjnym dziełem filmowym roku. Fundamentalistyczne grupy religijne, nawołujące w całym kraju do jego bojkotu posługują się identycznymi argumentami jak w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku: prace Kinsey' promują i usprawiedliwiają wynaturzenia i przyczyniają się do upadku "wartości". Konserwatywne organizacje, takie jak "Catholic Outreach" lub "Focus on Family" oskarżają badacza o to, że opatrzył perwersję etykietą normalności i sprowadził amerykańską młodzież na ścieżkę zepsucia ("na koszt podatnika" ma się rozumieć).
Niedługo po premierze filmu, pewna pani nazwiskiem Judith Reisman, która już na początku lat 80-tych wsławiła się kampanią przeciwko Kinseyowi, próbowała wykupić czas antenowy na emisję propagandówki, w której Alfred C. Kinsey przedstawiany był jako inicjator "gwałtu na setkach dzieci". Do emisji nie doszło, ale nacisk konserwatystów był tak silny, że rozgłośnia WNET w Nowym Jorku odmówiła przyjęcia reklamy filmu. Większość amerykańskich instytucji naukowych i kulturalnych uzależniona jest od dotacji bogatych sponsorów. W atmosferze odżywającego w Stanach Zjednoczonych purytanizmu mówienie o sprawach seksu staje się coraz bardziej niebezpieczne. Może właśnie dlatego działający przy Indiana University "Kinsey Institute for Research in Sex, Gender and Reproduction" nie chwali się zbytnio kolekcją osiemnastu tysięcy zbadanych przez dr Kinsey'a i jego zespól przypadków - w tym jego własnym, zawierającym prawdziwą historię życia seksualnego badacza.
Od opublikowania w 1948 roku słynnego raportu "Sexual Behavior in the Human Male" nauka, nazwana seksuologią poczyniła ogromne postępy. Nie zmieniło się jednak wcale sceptyczne nastawienie do niej społeczeństwa amerykańskiego. Choć dziesięciolecia minęły od wybuchu rewolucji seksualnej, naukowcy zajmujący się seksuologią pracują ciągle jeszcze w półcieniu i półukryci - nawet jeśli chodzi o badania chorób wenerycznych lub antykoncepcji. Kilka miesięcy temu wybuchła koszmarna awantura wokół badań stanów podniecenia seksualnego, ponieważ testowanym osobom pokazywano filmy pornograficzne. Republikańscy politycy spowodowali wstrzymanie finansowania przez Kongres projektu Instytutu Kinsey'a dotyczącego ryzykownych zachowań seksualnych. Obstrukcja ze strony konserwatywnych sił politycznych sprawia, że utrudnione jest finansowanie wpływu na obyczajowość masowego dostępu do pornografii za pośrednictwem Internetu. Religijni fanatycy są przekonani, że wszystko, co służy poszerzaniu wiedzy na temat seksualności jest tylko pretekstem do rui i poróbstwa. Czy dziwić może w tym kontekście, że badania na temat pedofilii spotkały się z najbardziej zaciekłym oporem i nieprzejednaną krytyką ze strony... Kościoła katolickiego? Dwulicowość "amerykańskiej moralności" jest przysłowiowa i objawia się w najbardziej banalny sposób, chociażby niedawnym "skandalem" z odsłoniętą piersią piosenkarki Janet Jackson. Aferę tę satyrycy ochrzcili mianem "Nipplegate". "Koalicja Wartości Tradycyjnych" (Traditional Values Coalition), organizacja skupiająca różne związki wyznaniowe protestuje od wielu miesięcy przeciwko projektom badawczym finansowanym przez rząd, publikując czarną listę zaangażowanych w nie naukowców.
Niedawne wybory prezydenckie w USA jak nigdy jeszcze spolaryzowały społeczeństwo w kwestii obyczajowości, moralności seksualnej i tego co oceniane jest jako "normalne" lub "nienormalne". Uzasadnione jest jednak pytanie, czy wyborcy prezydenta G.W. Busha rzeczywiście praktykują przedmałżeńską wstrzemięźliwość seksualną - czy tylko domagają się jej od innych? Badania popularności poszczególnych programów telewizyjnych w USA wykazały, że publiczność w stanach, które głosowały na Busha i jego konserwatywne poglądy. Pełen ostrych erotycznych kontekstów serial pod tytułem "Desperate Housewives" (Gospodynie domowe w desperacji) jest najbardziej popularny właśnie w stanach, których mieszkańcy reklamują się przywiązaniem do tradycji i "wartości". Podobnie zresztą jak ociekające krwią thrillery. Dziennik New York Times ujawnił wyniki badań z których wynika, że regiony zamieszkałe przez ludność o poglądach konserwatywnych wykazują dużo więcej samobójstw, rozwodów i zabójstw niż te, których społeczeństwo jest liberalne. Jak widać, bigoteria jest bardzo niezdrowa.
Marek Romiszewski - NY
Wasze komentarze i "kolesia" i "ulissesa" dot. spraw hasłowo mówiąc - religijnych , są skażone brakiem podstawowej wiedzy ! Poszyte ignorancją! "Koleś" - poczytaj co mówi JAHWE ludowi Izraela o związkach jednopłciowych! Poszperajcie w reportażach z planu "Pasji zanim powiecie czy powiesz, że " Gibson to tylko reżyser i co ma wspólnego z wiarą?" Więcej dociekliwości, ciekawości! Pozdrawiam! Adaś!
"Badania popularności poszczególnych programów telewizyjnych w USA wykazały, że publiczność w stanach, które głosowały na Busha i jego konserwatywne poglądy." sa jakies urwane jakby byly tlumaczone zywcem slowo w slowo czy cos... :/