Po przeczytaniu ostatniego artykułu na IS pt. "Raport z mysiej dziury" doszedłem do wniosku, że źle się dzieje w środowisku. Bynajmniej nie dlatego, że przedstawiona w tym artykule wizja świata wydaje mi się prawdziwa ale dlatego, że nieliczne autorytety środowiska LGBT popadają w bezkonstruktywny fatalizm i powielają szkodliwe stereotypy.
Po przeczytaniu ostatniego artykułu na IS pt. "Raport z mysiej dziury" doszedłem do wniosku, że źle się dzieje w środowisku. Bynajmniej nie dlatego, że przedstawiona w tym artykule wizja świata wydaje mi się prawdziwa ale dlatego, że nieliczne autorytety środowiska LGBT popadają w bezkonstruktywny fatalizm i powielają szkodliwe stereotypy.
Ale zacznijmy od początku..
Janusz Marchwiński - autor artykułu słusznie skarży się, że nikomu tak naprawdę nie zależy na ustawie o związkach partnerskich. Osobiście podziwiam profesor Marię Szyszkowską za jej hart ducha, upór i ... idealizm, ale wśród wszystkich zalet tej szlachetnej postaci nie mogę wymienić zdolności organizacyjnych.
Już dwa lata temu na spotkaniu w którym miałem okazję uczestniczyć w siedzibie niemieckiego Bundestagu, niemieccy aktywiści gejowscy radzili Polakom aby nie zaczynali tematu ustawy o związkach bez wcześniejszej dużej akcji lobbingowej. Jeśli poparcie dla ustawy w społeczeństwie nie przekroczy określonego progu, nie ma sensu angażowanie sił politycznych, jasno pokazują to doświadczenia innych krajów w których właśnie takie działania bez przygotowania odsuwały perspektywę związków rejestrowanych o kolejnych kilka lat. Trudno mieć pretensję do senator Szyszkowskiej, że wykorzystała wszystkie możliwe narzędzia do zrobienia czegoś dobrego. Efekt łatwo przewidzieć, chociaż szacunek dla dzielnej kobiety pozostanie.
Jednym z największych nieprawd powtarzanych powszechnie przez liderów organizacji gejowskich jest ta w której żalą się, iż nie ma ludzi chętnych do działań społecznych. Nic bardziej błędnego. W ciągu ostatniego roku osobiście poznałem kilkadziesiąt osób chętnych do działania na rzecz walki z homofobią. Co ciekawe większości z nich to osoby heteroseksualne. Należy zadać znacznie ważniejsze pytanie: dlaczego Ci chętni ludzie nie zapisują się masowo do stowarzyszeń LGBT ? Odpowiedź na to pytanie jest przykra... Nie jest to dla nich ciekawa perspektywa. Organizacje same zresztą nie zachęcają ludzi do wstępowania w swoje szeregi. Nie tylko brakuje akcji rekrutacyjnych, ale wręcz odstrasza się potencjalnych społeczników sformułowaniami powtarzanymi za jednym z "prezesów", cyt: "Moje stowarzyszenie to organizacja liderska". Skoro "liderska", to nic dziwnego, że działa w nim głównie lider i kilku jego znajomych.
Kolejną odstraszającą cechą niektórych organizacji jest ich upolitycznienie. Powszechnie wiadomo, że polityka jest kwestią najbardziej dzielącą ludzi, a sytuacja w której prezes jakiejś organizacji jest politykiem jednej z partii nie pomaga w pozyskiwaniu nowych członków. Szczególnie w czasach kiedy działacze bardzo dbają o swoją identyfikację partyjną.
W dalszej części artykułu autor pisze, że środowisko jest małe, ludzie nie chodzą do klubów i wstydzą się tych "ze środowiska". Mówiąc szczerze zdziwiłem się czytając ten fragment. Zawsze mi się wydawało, że to właśnie właściciel klubu gejowskiego powinien zadbać o atrakcyjność swojej firmy. Zarówno geje jak i lesbijki to w przeważającej mierze liberałowie pod względem ekonomicznym, będą inwestowali w zabawę w miejscach gdzie dostaną to czego szukają, a stereotyp o solidarności środowiska można włożyć na półkę wraz z bajkami Andersena. Owszem, w dużych miastach wiele homoseksualnych postaci to zamożni ludzie, i w głowach dziesiątków przedsiębiorców to takie przekonanie dźwięczy niczym dzwon Zygmunta na Wielkanoc. Szkoda, że często zapominają o drugiej stronie medalu... geje bywają bogaci, ale jeszcze częściej są bardzo wybredni. Kiedy ta druga prawda wreszcie dociera do ich świadomości, często jest już za późno, żeby utrzymać klub dyskotekę czy saunę na powierzchni.
Kolejnym poważnym błędem w polityce polskich klubów gej/les jest ich gettoizacja.A przecież otwarcie klubu na osoby heteroseksualne to tak naprawdę otwarcie się na gejów i lesbijki które do tej pory chadzały po klubach dla heteroseksualnej większości. To właśnie tam, w "hetero matrixie" trzeba szukać "naszych" i ta ważna misja spoczywa głównie na barkach gejowskich restauratorów. Misja nie tyle dla glorii czy tęczowego lauru, ale zwyczajnie ... dla pieniędzy. Gejowstwo to bardzo medialny temat który przyciąga młodych ludzi, przy umiejętnej polityce można osiągnąć olbrzymi sukces. Niestety oprócz wyjątków (jak powszechnie krytykowana warszawska UTOPIA) do niewielu to dociera. Środowisko może być duże. Ba, wierzę w to, że środowisko może być wielkie. Wielkie jest piękne. Ale wiele zależy od samych przedsiębiorców. Nie od tego jak dobrzy z nich geje i lesbijki, tylko jak skuteczni z nich biznesmeni.
Wśród samych gejów-przedsiębiorców nie brak też "Dulskich". W artykule "Raport z mysiej dziury" czytamy o właścicielu jednego z klubów który bał się zbyt dużego szumu medialnego wokół parady równości. Historia ta jest jak najbardziej prawdziwa, w samej stolicy nie brakowało podobnych głosów. Potwierdza się, że pierwszymi homofobami w kraju są sami geje i lesbijki. Tym niemniej brak w tym strachu konsekwencji, bo wymieniony (nie z nazwiska) przedsiębiorca wielokrotnie wspomagał finansowo przedsięwzięcia społeczne. Bał się - to rzecz ludzka, ale nieraz sięgał do własnej kieszeni żeby pomóc aktywistom gejowskim nigdy się przy tym nie chwaląc.
Jest bardzo dużo rzeczy do zrobienia w naszym środowisku, brakuje warunków do pracy i wsparcia. Aktywiści gejowscy, Ci szaleni zapaleńcy których wszyscy wokół pytają: "Po cholerę Ty to wszystko robisz ? " często działają tylko w oparciu o własne środki finansowe w samym środowisku spotykają się z odrzuceniem w różnych sferach. Prezes jednego ze stowarzyszeń skarżył mi się nawet, że odkąd jest powszechnie znany to trudniej mu poderwać drugiego chłopca. Bywa i tak.
Jednak ogólna sytuacja nie jest tragiczna. Bardzo powoli, ale jednak homofobia w Polsce się zmniejsza. Nie żyjemy już w mysiej norze, może to dopiero ziemianka, ale zamiast narzekać na prymitywizm warunków lepiej bierzmy się do pracy. Tej ostatniej jeszcze długo nam nie zabraknie, szczególnie w samym środowisku.
Łukasz Pałucki