Po długich miesiącach mozolnego trawienia przerywanego kwaśną czkawką, Senat Rzeczpospolitej wydalił wreszcie kikut projektu ustawy o rejestrowanych związkach partnerskich. Ten okrojony z dużej części udogodnień potworek trafi teraz pod obrady Sejmu i łatwo przewidzieć, jaki go tam spotka los. Obrońcy Świętej Wiary Przodków już się cieszą. Będą mieli używanie. Przejadą się po gejach jak nigdy. A gdy przebrzmi ostatni lament o zachowanie moralnej czystości kraju, którego obywatele myją się dość rzadko, projekt powędruje do kosza i pozostanie tam długo. Bardzo długo. Pytanie tylko: kogo to obchodzi? Polskich gejów i lesbijki z pewnością nie...
Niewielka postać stojąca na pustej plaży wobec ogromu morza i nieba. Ludzka otwartość na głębię przestrzeni. Po plaży mogą chodzić ludzie, po morzu pływać statki. Przestrzeń samotności jest wpisana w obiektywny świat malutkiej postaci. Oto obraz kondycji człowieka, która jest udziałem wielu z nas. Poczucie samotności jest przerażające i deprymujące. Nie ważne ile mamy pieniędzy, władzy, i jaką zajmujemy pozycję. Niezależnie od ilości znajomych oraz intensywności prowadzonego przez nas życia towarzyskiego, każdemu może się przydarzyć poczucie opuszczenia i wyobcowania. Nawet mając stałego partnera doświadczyć możemy odczucia pustki i izolacji.
Człowiek odczuwający samotność ma wrażenie otaczającej go pustej przestrzeni, rozciągającej się aż do nieskończoności. Ma też specyficzne poczucie czasu, które jest ciągłym oczekiwaniem. Samotność bardzo rzadko jest pobytem Robinsona na bezludnej wyspie. Zazwyczaj samotność rozgrywa się wśród ludzi. W domu, pełnym współlokatorów, w pracy, w szkole na ulicy, na imprezie, w tłumie. Zawsze, nawet siedząc w gronie wielu osób, odczuwając samotność odbieramy ją jako pustą przestrzeń wokół siebie. Człowiek istnieje wśród innych ludzi a jednak jest samotny. Jest wyobcowany, oddzielony od innych, umiejscowiony poza grupą i nurtującymi ją problemami. Jest "poza". Wyobcowany, lub dystansujący się nie czuje pomiędzy sobą a otoczeniem przestrzennego continuum.
Samotność zmusza do wniknięcia w głąb siebie, zamknięcia się w sobie i refleksji, często bardzo gorzkiej. Paradoksalnie człowiek odczuwający samotność pragnie jednak ludzi, nawet jeśli się od nich dystansuje. Samotnością kieruje bowiem podwójny ruch, pragnienie ludzi a potem ich brak, przy ciągłym istnieniu tego pragnienia. Człowiek samotny jest otwarty do ludzi, chce z nimi kontaktu. Otwiera się na nich i.... napotyka pustkę. Inni, jeżeli jest w ich kręgu, nie chcą go lub to on sam ich nie chce. Jeżeli jesteś sam widzisz jak życie mija i wszyscy przechodzą obok. Człowiek samotny czuje jak przestrzeń, w której żyje staje się pusta. Jej pustka odczuwalna jest tym boleśniej, że obok, pozornie w tej samej przestrzeni wszystko toczy się inaczej: ludzie chodzą, rozmawiają, odwiedzają się kochają, nienawidzą. Świat człowieka samotnego jest otwarty dla innych a jednak pusty. Czas człowieka samotnego jest otwartością i oczekiwaniem. Czekamy na tego innego - drugiego człowieka. Ten człowiek jest już z właściwie w nas obecny ...w pragnieniu jego obecności. Tylko że samo pragnienie niestety nie wystarczy.
Są ponoć trzy rodzaje samotności: z dwiema należy się pogodzić, trzecią trzeba zwalczyć. Pierwsza samotność dopada nas po śmierci bliskiego przyjaciela, ukochanej osoby lub członka rodziny. Wynikający z niej smutek ma swoje uzasadnienie, strata bowiem jest realna i obiektywna. Podobne odczucia towarzysza nam często przy rozstaniu z ukochanym partnerem. Wpadamy wtedy w depresję, traumę a poczucie beznadziejności towarzyszy nam często długie miesiące a może i lata.
Druga samotność, z którą trzeba sobie poradzić to egzystencjalna "pustka kosmiczna". Przydarza się ona zazwyczaj osobom starszym, dojrzalszym wraz z osiągnięciem stanu refleksji nad sobą i nad utraconym bezpowrotnie czasem młodości. Sami przychodzimy na świat i sami z niego odchodzimy. Poczucie nieuchronności przemijania łączy się z poczuciem niezrozumienia wśród innych i samotnością właśnie.
Trzeci rodzaj samotności to ten, który można i należy przezwyciężyć. To samotność w tłumie innych samotnych. Każdy z nas nosi w sobie głęboko i skrzętnie ukrywane pragnienie bliskości, ciepła, miłości wierności i oddania. Zraniona i porzucona miłość popycha nas często w wir zapomnienia i zagłuszania. Wmawiamy sobie, ze w tłumie wszyscy chcą wyłącznie seksu, że nikomu nie możemy już ufać. By to nasze przeświadczenie pozostało nietknięte, nie angażujemy się już w żadne związki uczuciowe i pozwalamy by nasze ideały o wspólnocie z drugim człowiekiem zostały rozmienione "na drobne". Taki rodzaj samotności jest najbardziej rozpowszechniony wśród rozgoryczonych gejów, szukających szybkiego i anonimowego seksu. Taka samotność nie szanując siebie nie szanuje tez innych.
Jak zwalczyć tę samotność? Na pewno nie w przypadkowych kontaktach z innymi samotnymi ludźmi, takie spotkanie odmierzają jedynie czas samotności. Tylko prawdziwe pojawienie się w naszym życiu drugiego człowieka niweluje pustkę naszego osamotnienia.
Jeśli znaleźliśmy się już w klatce - pułapce samotności, należałoby się zastanowić nad zmianą sposobu i stylu życia. Poznawajmy ludzi, nie tylko ich ciała! Miłość i przyjaźń nie są szczelnymi kapsułami, do których nie można się dostać. Nie są też zarezerwowane wyłącznie dla wybranych. Najtragiczniejszą cechą i najistotniejszym elementem samotności jest brak ruchu, stagnacja. Jałowość życia i poczucie beznadziejności, gdyż nie mamy komu oddać i powierzyć siebie. Pozostaje tylko krzyk, odbijający się tysiąckrotnym echem w nieskończonej przestrzeni. Czy ktoś na ten krzyk odpowie? Trzeba wierzyć do końca, że tak.
Janusz Boguszewicz