Niewielka postać stojąca na pustej plaży wobec ogromu morza i nieba. Ludzka otwartość na głębię przestrzeni. Po plaży mogą chodzić ludzie, po morzu pływać statki. Przestrzeń samotności jest wpisana w obiektywny świat malutkiej postaci. Oto obraz kondycji człowieka, która jest udziałem wielu z nas. Poczucie samotności jest przerażające i deprymujące. Nie ważne ile mamy pieniędzy, władzy, i jaką zajmujemy pozycję. Niezależnie od ilości znajomych oraz intensywności prowadzonego przez nas życia towarzyskiego, każdemu może się przydarzyć poczucie opuszczenia i wyobcowania. Nawet mając stałego partnera doświadczyć możemy odczucia pustki i izolacji...
Niewielka postać stojąca na pustej plaży wobec ogromu morza i nieba. Ludzka otwartość na głębię przestrzeni. Po plaży mogą chodzić ludzie, po morzu pływać statki. Przestrzeń samotności jest wpisana w obiektywny świat malutkiej postaci. Oto obraz kondycji człowieka, która jest udziałem wielu z nas. Poczucie samotności jest przerażające i deprymujące. Nie ważne ile mamy pieniędzy, władzy, i jaką zajmujemy pozycję. Niezależnie od ilości znajomych oraz intensywności prowadzonego przez nas życia towarzyskiego, każdemu może się przydarzyć poczucie opuszczenia i wyobcowania. Nawet mając stałego partnera doświadczyć możemy odczucia pustki i izolacji.
Człowiek odczuwający samotność ma wrażenie otaczającej go pustej przestrzeni, rozciągającej się aż do nieskończoności. Ma też specyficzne poczucie czasu, które jest ciągłym oczekiwaniem. Samotność bardzo rzadko jest pobytem Robinsona na bezludnej wyspie. Zazwyczaj samotność rozgrywa się wśród ludzi. W domu, pełnym współlokatorów, w pracy, w szkole na ulicy, na imprezie, w tłumie. Zawsze, nawet siedząc w gronie wielu osób, odczuwając samotność odbieramy ją jako pustą przestrzeń wokół siebie. Człowiek istnieje wśród innych ludzi a jednak jest samotny. Jest wyobcowany, oddzielony od innych, umiejscowiony poza grupą i nurtującymi ją problemami. Jest "poza". Wyobcowany, lub dystansujący się nie czuje pomiędzy sobą a otoczeniem przestrzennego continuum.
Samotność zmusza do wniknięcia w głąb siebie, zamknięcia się w sobie i refleksji, często bardzo gorzkiej. Paradoksalnie człowiek odczuwający samotność pragnie jednak ludzi, nawet jeśli się od nich dystansuje. Samotnością kieruje bowiem podwójny ruch, pragnienie ludzi a potem ich brak, przy ciągłym istnieniu tego pragnienia. Człowiek samotny jest otwarty do ludzi, chce z nimi kontaktu. Otwiera się na nich i.... napotyka pustkę. Inni, jeżeli jest w ich kręgu, nie chcą go lub to on sam ich nie chce. Jeżeli jesteś sam widzisz jak życie mija i wszyscy przechodzą obok. Człowiek samotny czuje jak przestrzeń, w której żyje staje się pusta. Jej pustka odczuwalna jest tym boleśniej, że obok, pozornie w tej samej przestrzeni wszystko toczy się inaczej: ludzie chodzą, rozmawiają, odwiedzają się kochają, nienawidzą. Świat człowieka samotnego jest otwarty dla innych a jednak pusty. Czas człowieka samotnego jest otwartością i oczekiwaniem. Czekamy na tego innego - drugiego człowieka. Ten człowiek jest już z właściwie w nas obecny ...w pragnieniu jego obecności. Tylko że samo pragnienie niestety nie wystarczy.
Są ponoć trzy rodzaje samotności: z dwiema należy się pogodzić, trzecią trzeba zwalczyć. Pierwsza samotność dopada nas po śmierci bliskiego przyjaciela, ukochanej osoby lub członka rodziny. Wynikający z niej smutek ma swoje uzasadnienie, strata bowiem jest realna i obiektywna. Podobne odczucia towarzysza nam często przy rozstaniu z ukochanym partnerem. Wpadamy wtedy w depresję, traumę a poczucie beznadziejności towarzyszy nam często długie miesiące a może i lata.
Druga samotność, z którą trzeba sobie poradzić to egzystencjalna "pustka kosmiczna". Przydarza się ona zazwyczaj osobom starszym, dojrzalszym wraz z osiągnięciem stanu refleksji nad sobą i nad utraconym bezpowrotnie czasem młodości. Sami przychodzimy na świat i sami z niego odchodzimy. Poczucie nieuchronności przemijania łączy się z poczuciem niezrozumienia wśród innych i samotnością właśnie.
Trzeci rodzaj samotności to ten, który można i należy przezwyciężyć. To samotność w tłumie innych samotnych. Każdy z nas nosi w sobie głęboko i skrzętnie ukrywane pragnienie bliskości, ciepła, miłości wierności i oddania. Zraniona i porzucona miłość popycha nas często w wir zapomnienia i zagłuszania. Wmawiamy sobie, ze w tłumie wszyscy chcą wyłącznie seksu, że nikomu nie możemy już ufać. By to nasze przeświadczenie pozostało nietknięte, nie angażujemy się już w żadne związki uczuciowe i pozwalamy by nasze ideały o wspólnocie z drugim człowiekiem zostały rozmienione "na drobne". Taki rodzaj samotności jest najbardziej rozpowszechniony wśród rozgoryczonych gejów, szukających szybkiego i anonimowego seksu. Taka samotność nie szanując siebie nie szanuje tez innych.
Jak zwalczyć tę samotność? Na pewno nie w przypadkowych kontaktach z innymi samotnymi ludźmi, takie spotkanie odmierzają jedynie czas samotności. Tylko prawdziwe pojawienie się w naszym życiu drugiego człowieka niweluje pustkę naszego osamotnienia.
Jeśli znaleźliśmy się już w klatce - pułapce samotności, należałoby się zastanowić nad zmianą sposobu i stylu życia. Poznawajmy ludzi, nie tylko ich ciała! Miłość i przyjaźń nie są szczelnymi kapsułami, do których nie można się dostać. Nie są też zarezerwowane wyłącznie dla wybranych. Najtragiczniejszą cechą i najistotniejszym elementem samotności jest brak ruchu, stagnacja. Jałowość życia i poczucie beznadziejności, gdyż nie mamy komu oddać i powierzyć siebie. Pozostaje tylko krzyk, odbijający się tysiąckrotnym echem w nieskończonej przestrzeni. Czy ktoś na ten krzyk odpowie? Trzeba wierzyć do końca, że tak.
Janusz Boguszewicz
U mnie nie nadeszła. Ludzie mówią mi, że jestem bardzo utalentowany matematycznie i informatycznie, na studiach szło mi świetnie, byłem jednym z najlepszych w wynikach z kolokwiów, wszystko rozumiałem, osoby, które proszą o pomoc w zadaniach z matematyki chwalą mnie, że dobrze uczę. Ktoś kiedyś powiedział mi, że moje strony internetowe wymiatają, ludzie chwalili moje fotografie, niektórzy mówili, że jestem bardzo inteligentny. Dziękowali, choć nie raz nie wszyscy, za pomoc i wychodzili. Ja nie miałem serca im odmawiać, ale jednak nad tym, że ja potrzebuje pomocy nikt się nie pochylił. Ale do czego zmierzam? Nie chcę chwalić się, nie chcę wywyższać się ponad innych, ani mówić, jacy ci ludzie źli, niedobrzy, głupi, że nie chcą takiego kogoś jak ja, ale chcę tylko nadmienić, że wg tego co mi mówią mam zdolności, które mogą mi kiedyś przynieść dobrze płatną pracę, rozpoznawalność na świecie jako producent oprogramowania lub projektant stron internetowych, ale po co? Nie miałbym się tym z kim dzielić. Zmierzam do tego, że wszystko to co mam w sobie, moje zdolności, jak mówią inni talenty, oddałbym za to by codziennie rano budzić się koło najukochańszej osoby w życiu, codziennie czuć się szczęśliwy, kochany, potrzebny, mieć Kogoś czułego, wiernego, rozumiejącego mnie, taką Bratnią Duszę, mieć do kogo się Przytulić o 3 nad ranem, mieć kogo w nocy zbudzić by opowiedzieć zły sen, który właśnie mi się przyśnił....
Mam 19 lat i pustkę w życiu i sercu.... Bo nikt mnie nigdy nie zauważył...
http://www.innastrona.pl/bq_samotnosc.phtml
Czy mam wyjść do ludzi, na plażę i jak ktoś podobnie już napisał krzyczeć: "Jestem samotny, pomocy? Kto się nade mną zlituje?" Ale nikogo nie ma, nikt nie słucha, wszyscy chodzę i robią to co mam na opisie gg:
"Znów poradzisz mi złociście, nie umiejąc przybyć tu, czyżby próg za cienki znów?" - czyli, wszyscy dają złote rady, a nikt nie odważy się by przestąpić ten próg i powiedzieć: "chodź, pogadamy, nie będziesz dzisiaj siedzieć sam..."
Czasem zastanawiam się, czy sobie na to zasłużyłem, w chwilach zwątpienia myślę, że tak, ale chyba nie powinienem, bo wiem, że nigdy nikogo celowo nie skrzywdziłem, a błędy popełnia każdy z nas, prawda?
Łatwo pisać by wyjść do ludzi, ale dobrze, że przynajmniej widzi się też, że mimo szczerych chęci czasem to nie wystarcza, bo przynajmniej nie sugeruje się innym, że "nie robisz wystarczająco dużo by pomóc sam sobie"...
Łatwo też zauważyć, że trzeba rozwijać pasje, że trzeba szukać ludzi przez miejsca, w których mogą być osoby o podobnych oczekiwaniach co do ludzi, co do zainteresowań, co do życia, ludzie podobni do nas, ale czasem ci ludzie nie zjawiają się, nie chcą przyznać, że też tacy są, że są samotni, że nie chcą tak żyć, że są wrażliwi (w dzisiejszych czasach to podobno zła cecha, ja dałbym wiele by mieć kogoś z nią blisko siebie), wreszcie po prostu potrzebują pomocy w życiu, a z czasem ubywa nam sił by tak szukać? Szukać? A może tylko błądzić? Niestety coraz częściej kończy się to samobójstwem, bo co ma myśleć taka osoba, której krzyku nikt nie słyszy? Czy nie trwa w przekonaniu, najczęściej utwierdzając się w nim bardzo wiele lat, że świat jest zły, nieczuły, nie potrzebuje jej i nie chce wśród swoich obywateli? A kiedy taka samotna osoba wreszcie nie wytrzyma i skończy ze sobą, wszyscy rozpaczają: "kto by się spodziewał", "tak kochał(a) życie", "jak mogła nam to zrobić?!", a gdzie ci wszyscy troskliwi, zmartwieni ludzie byli, gdy w ich mieszkaniach, szkołach, miejscach pracy, sąsiedztwie, wśród Przyjaciół, (dla których niestety ta Przyjaźń okazała się nie do końca w obie strony), słychać było ten bezgłośny krzyk cierpienia, gdy powietrze przesiąkało zapachem cierpienia, a oczy błagały: "spójrz na mnie, zrozum, czy komputer naprawdę jest teraz ważniejszy, posłuchaj mnie", "proszę...", gdy dusza błagała o chwilę uwagi, a nie doczekała się jej nigdy? No gdzie oni byli? Nie chcieli podjąć tej odpowiedzialności, bo to przecież takie trudne powiedzieć kilka miłych słów, posiedzieć razem wieczorem, posłuchać razem muzyki, czy raz na jakiś czas zaprosić do kina. Łatwiej jest wmówić sobie, że nic nie można było zrobić.. Bo przecież: "To nie nasza wina, że się zabił(a)"...
A nasza?
Bez sensu.....
podziwiam.. bo zastanawiam się nad twoimi potrzebami seksualnymi(z tego co zrozumiałem on swoje zaspokaja)
nie piszę tego jako ironii.. to raczej zaciekawienie
pozdr
... nikt nie woła....