Zaczęło się niewinnie - do prasy oraz władz kościoła katolickiego w Austrii docierały informacje o gejowskich orgiach w seminarium w St. Poelten. Po plotkach pojawiły się zdjęcia: Regent Kuechl, wpychający uczniowi seminarium łapę w krocze, jego zastępca Wolfgang Rothe całujący namiętnie mężczyznę. Nic nowego. Kolejne "zagejone" seminarium, kolejna porcja sensacji dla austriackich brukowców a dla znawców tego środowiska kolejny dowód na to, że nigdzie nie nawiązuje się tak łatwo kontaktów homoseksualnych jak w seminarium. Bez wątpienia cała historia poszłaby po kilku dniach w niepamięć, gdyby nie kolejne fakty, które wyszły na światło dzienne. W momecie gdy padło hasło "pedofilia" sprawą zainteresowała się policja.
Zaczęło się niewinnie - do prasy oraz władz kościoła katolickiego w Austrii docierały informacje o gejowskich orgiach w seminarium w St. Poelten. Po plotkach pojawiły się zdjęcia: Regent Kuechl, wpychający uczniowi seminarium łapę w krocze, jego zastępca Wolfgang Rothe całujący namiętnie mężczyznę. Nic nowego. Kolejne "zagejone" seminarium, kolejna porcja sensacji dla austriackich brukowców a dla znawców tego środowiska kolejny dowód na to, że nigdzie nie nawiązuje się tak łatwo kontaktów homoseksualnych jak w seminarium. Bez wątpienia cała historia poszłaby po kilku dniach w niepamięć, gdyby nie kolejne fakty, które wyszły na światło dzienne. W momecie gdy padło hasło "pedofilia" sprawą zainteresowała się policja.
Wyniki przyszukania budynku seminarium były zniewalające. Na dyskach komputerów znaleziono ok. 40.000 fotografii pornograficznych, setki filmów hardcore, zdjęcia uczniów wkładających sobie do odbytu różne przedmioty użytku codziennego i wiele innych materiałów, których nie powstydziłyby się największe firmy oferujące pornografię. Dla niektórych to szokujące, dla innych tylko śmieszne. Incydent przestaje być jednak śmieszny i przestaje być incydentem, gdy w grę wchodzi pornografia z udziałem dzieci. W cyfrowej kolekcji seminarzystów znaleziono na przykład fotkę przedstawiającą 5-letnią dziewczynkę, która zadowala oralnie dwóch dorosłych mężczyzn. W ten sposób z afery zrobił się skandal, który pogrążył kościół katolicki w Austrii. Nagłośnienie całej sprawy pomogło ujawnić dalsze fakty. Posypały się donosy, skargi o molestowanie i w tej chwili nie tylko austriacki kościół ma ręce pełne roboty, lecz także prokuratura w dolnoaustriackiej stolicy St. Poelten.
Główni aktorzy tego dramatu - duchowni Kuechl oraz Rothe zrezygnowali z pełnionych dotychczas funkcji. Wygląda na to, że wkrótce potoczy się także głowa biskupa Krenna, gdyż to właśnie on powołał Kuechla na kierownika seminarium. Aby było jeszcze ciekawiej: biskup Kurt Krenn należy do najbardziej konserwatywnych duchownych dygnitarzy w Austrii a homoseksualizm uważa za "ciężką i nieuleczalną chorobą".
Jakie konsewkwencje wyciągnie z tego skandalu kościół katolicki? Zapowiada się, że będzie tak jak zawsze, czyli konsekwencji nie będzie wcale. Krenn, który już rok temu otrzymywał pierwsze niepokojące donosy z St. Poelten, do końca próbował chornić swoich podwładnych. Gdy Biskup Egon Kapillari z Graz zagrzmiał (jak to biskup), że "to bagno trzebo natychmiast wysuszyć", Kurt Krenn odpowiedział, że to co dzieje się w jego diecezji, "gówno obchodzi Episkopat". Teraz, gdy skandalem zainteresowała się prokuratura i policja, argument ten przestał być przekonujący. A Watykan? Tu też nic nowego - wszystkie skandale i brudy kompensowane są qua silentio.
Wydarzenia, które mają obecnie miejsce w Austrii, doskonale ukazują perwersyjność kościoła katolickiego, jego kompletnie skrzywione zrozumienie moralności. To z jednej strony ostawanie przy definicji seksualności jako instrumentu służącego wyłącznie prokreacji a równocześnie tolerowanie i zatajanie najróżniejszych zboczeń oraz przestępstw swoich podopiecznych. W USA skargi o molestowanie nieletnich doprowadziły już do bankructwa niejedną parafię. Europa jeszcze się trzyma. Tutaj schemat jest nadal ten sam: przewinienie, skandalik, odstawienie winnych do klasztoru na prowincji. Czasami trzeba dać komuś w łapę, czasami w dupę i po kilku tygodniach lub miesiącach jest cicho. Parę lat później sprawcy wracają do łask i żyją długo i szczęśliwie.
Czasami jestem wręcz pełen uznania dla katolickich taktyków. To przecież genialne, aby rzucać na lewo i na prawo najgorszymi epitetami, tylko po to, aby uniknąć tłumaczenia się z własnych przewinien. Spontanicznie przychodzi mi na myśl pewien polityk z "L" w nazwisku, który wszystkich wyzywa od bandytów, podczas gdy jedynie immunitet poselski chroni go przed kryminałem.
Cóż - skoro kościół nie chce wyciągąć z tych zdarzeń żadnych wniosków, to przynajmniej my to uczyńmy. Po pierwsze: zanim ktoś cię opluje, odetnij mu łeb - kościół tak właśnie postępuje i całkiem dobrze na tym wychodzi. Po drugie: jeżeli jesteś dyskryminowany z powodu swojej orientacji seksualnych - zostań duchownym. Będziesz miał nie tylko świety spokój, lecz także niekończący się zasób partnerów seksualnych.