Słynny hollywoodzki aktor Rock Hudson nie był pierwszą prominentną ofiarą AIDS - a jedynie pierwszą powszechnie znaną. Kiedy dwadzieścia lat temu umierał wybitny filozof Michel Foucault (1926-1984), mówiono z zakłopotaniem o "chorobie nowotworowej" lub "zakażeniu krwi". Prawdziwa przyczyna śmierci była bardzo długo zatajana. Kiedy w 1990 roku ukazała się we Francji powieść Hervé Guiberta pod tytułem "Przyjacielowi który nie uratował mi życia" (Guibert zmarł zaledwie rok później) w której opisał długie konanie filozofa, wybuchł skandal...
Słynny hollywoodzki aktor Rock Hudson nie był pierwszą prominentną ofiarą AIDS - a jedynie pierwszą powszechnie znaną. Kiedy dwadzieścia lat temu umierał wybitny filozof Michel Foucault (1926-1984), mówiono z zakłopotaniem o "chorobie nowotworowej" lub "zakażeniu krwi". Prawdziwa przyczyna śmierci była bardzo długo zatajana. Kiedy w 1990 roku ukazała się we Francji powieść Hervé Guiberta pod tytułem "Przyjacielowi który nie uratował mi życia" (Guibert zmarł zaledwie rok później) w której opisał długie konanie filozofa, wybuchł skandal. Intelektualna elita nie mogła po prostu przyjąć do wiadomości, że największy myśliciel po Sartre, współtwórca strukturalizmu, człowiek który podał krytycznej analizie cywilizację jako instytucjonalne dążenie do władzy, mógł paść ofiarą tak wstydliwej choroby.
Foucault nigdy nie ujawnił publicznie swego homoseksualizmu - ale też nigdy nie czynił z niego tajemnicy. W 1975 roku, udał się po raz pierwszy do Kalifornii, gdzie bez opamiętania oddawał się praktykom sadomasochistycznym. Wiele wskazuje na to, że właśnie wtedy zaraził się wirusem HIV. Zupełnie świadomie igrał z życiem - być może nawet szukał śmierci. Kiedy w 1984 roku lekarze powiedzieli mu że koniec jest bliski, zapytał tylko "Ile mam jeszcze czasu?"
Zmarł 25 czerwca tego roku w paryskim Hôpital de la Salpętričre, tym samym, w którym przez stulecia umierały całe pokolenia ofiar przeróżnych epidemii wyrzucanych na margines społeczeństwa. Ironią losu jest, że Foucault badał ten obszar historii i poświęcił mu pracę, zatytułowaną "Historia szaleństwa w dobie klasycyzmu".
Michel Foucault nie żył dla wieczności. Strach przed śmiercią był mu równie obcy jak próżność, zawarta w wyobrażeniu o nieśmiertelności duchowego dziedzictwa. Żył po spartańsku, dopiero w późnym wieku odkrył zmysłowość. Nie chciał też zostać klasykiem - choć z pewnością był nim już za życia. W jednym z wywiadów wyznał: "Chciałbym, by moje książki były jak skalpele, koktajle Mołotowa, pola minowe, które po użyciu zamieniają się w popiół niczym sztuczne ognie"
Do dziś, myśli Foucault uznawane są za "trudne" i "niezrozumiałe". A jednak są obecne. Przykład pierwszy z brzegu: cały świat mówi o "biopolityce". Niewielu jednak wie, że autorem tego pojęcia był Foucault: Biopolityka jest zawłaszczeniem życia przez władzę, która nie traktuje człowieka jako obywatela, członka społeczeństwa lecz jako jednostkę biologiczną, przedmiot politycznej kalkulacji.
Foucault był samotnym wojownikiem. Jego książki zawierają pesymizm, który można nazwać "heroicznym"- gdyby nie to, że z pewnością nie chciał, by tytułowano go bohaterem. Nie wierzył w tak zwany "lepszy świat". Powiedział kiedyś, że "człowiekowi nie chodzi o to, by stać się lepszym - a jedynie szczęśliwszym". Jeśli o czymś marzył, to o wolności, o życiu wolnym od wpływów władzy i polityki.
Krzysztof Wagner
Co do sugestii że musiał stąd wyjechać - zdaje się, że wtedy w ogóle jeszcze nie prowadził aktywnego życia gejowskiego, jeśli można to tak wzniośle ująć :-))
Tak, to był okres bujnego rodzącego się socjalizmu pod egidą PZPR, a młody Foucault - wówczas jeszcze nie-filozof, przed zrobieniem doktoratu - był nauczycielem języka i wykładowcą literatury. Swoją drogą ciekawe, czy z tego okresu jego życia zachowały się jakiekolwiek "pikantne" wspomnienia?
Artykuł nie wspomina też o bardzo ważnej książce "Historia seksualności", wydanej w Polsce już kilka lat temu, napisanej przez Foucault u schyłku życia i stanowiącej wykład jego życiowej (i seksualnej) postawy.
Początkowo miał to być element tryptyku opisującego rozwój seksualności na przestrzeni dziejów Europy - Foucault chciał pokazać, jak idelogogia, powiązana z religią chrześcijańską, odcisnęła piętno na najbardziej intymnych sferach życia. Tryptyk nie został ukończony - autorowi po prostu zabrakło kilku(-nastu) lat życia, przygotował tylko pierwszy tom (właśnie "Historię seksualności", który opisuje moralność antyczną - życie prywatne i seksualne w starożytnej Grecji i Rzymie.
Do dzisiaj książka wzbudza niesamowite kontrowersje, bo oczywiście w czasach antycznych nikt nie potępiał miłości homoseksualnej, co więcej - jak pokazał Foucault (bardzo dobrze dokumentując to w swojej książce - nie przypadkowo określano go potem mianem "archeologa wiedzy", sam zresztą zaproponował ten termin), miłość między mężczyznami była w tamtych czasach naturalnym elementem życia codziennego i ważnym etapem rozwoju emocjonalnego młodych ludzi (tak, ten aspekt to dość oryginalne spojrzenie na dyskusję o pedofilii i relacjach między "nauczycielami" i ich dojrzewającymi "uczniami"). Jednocześnie obyczaje ukształtowały inaczej niż dziś rozumianą rodzinę (ale jednak rodzinę złożoną z mężczyzny, kobiety i dzieci), osoby świadomie osiągające korzyści z uprawianej miłości (niezależnie od płci) spychały na margines społeczeństwa, a dojrzałym mężczyznom pozwalały na dużą swobodę seksualną w pewnych, powszechnie akceptowanych ramach.
Oczywiście takiego spojrzenia nie oferują naiwne książki o greckich i rzymskich bohaterach, których moralność i obyczaje to tak naprawdę projekcja tego, jak współcześni rozumieją starożytną monumentalność i bohaterstwo.
I w efekcie "Historia seksualności" jest dyskretnie przemilczana zarówno przez historyków, jak i socjologów - a szkoda. Szkoda też, że Foucault nie mógł kontynuować swojej opowieści, wkraczając w średniowiecze i czasy nowożytne, kto wie czego dowiedzielibyśmy się o naszych przodkach i samych sobie?
Te informacje o spojrzeniu Foucault na europejską cywilizację pozwalają też lepiej zrozumieć jego własną, "wyzwoloną" (pozornie?) seksualność - to, co robił w Kalifornii, było niejako odpowiedzią na własne idee, próbą pokazania że możliwa jest transgresja, przełamywanie tabu i wyzwalanie się spod niszczącego wpływu kultury, zdominowanej przez chrześcijańską moralność. Tyle że jak wkrótce się okazało (na przykładzie samego Foucault), całkowita wolność niekoniecznie okazuje się wolnością, a ideałów nie da się do końca zrealizować... - ale to już temat na dyskusję dla filozofów :-))
Aż dziw, że Młodzież Wszechpolska nie tłucze szyb w księgarniach które jeszcze sprzedają "Historię seksualności" (wydanie jest dość stare, ale nadal dostępne) - może po prostu tytuł wydaje się dostatecznie niewinny? ...