Pragnę napisać kilka słów o wijącym się w konwulsjach polskim systemie edukacji. Wybrałem termin nieprzypadkowy: Początek wakacji nastraja mnie pozytywnie do świata. Jednak pomimo najszczerszych chęci nie mogę powstrzymać obrzydzenia spoglądając na to przeraźliwe, artretyczne i zgniłe monstrum. Nie myślę tutaj o programach nauczania poszczególnych obszarów edukacyjnych. Uznaję, że ich ocena należy do mądrzejszych ode mnie. Chcę jedynie zwrócić uwagę na kilka kwestii budzących wielkie kontrowersje w naszym nowoczesnym, tolerancyjnym i zapatrzonym w przyszłość kraju (czytaj: anachronicznym warcholskim i zakochanym w patetycznym bełkocie sprzed wieków).
Pragnę napisać kilka słów o wijącym się w konwulsjach polskim systemie edukacji. Wybrałem termin nieprzypadkowy: Początek wakacji nastraja mnie pozytywnie do świata. Jednak pomimo najszczerszych chęci nie mogę powstrzymać obrzydzenia spoglądając na to przeraźliwe, artretyczne i zgniłe monstrum. Nie myślę tutaj o programach nauczania poszczególnych obszarów edukacyjnych. Uznaję, że ich ocena należy do mądrzejszych ode mnie. Chcę jedynie zwrócić uwagę na kilka kwestii budzących wielkie kontrowersje w naszym nowoczesnym, tolerancyjnym i zapatrzonym w przyszłość kraju (czytaj: anachronicznym warcholskim i zakochanym w patetycznym bełkocie sprzed wieków).
Ostatnio znowu głośno zrobiło się o lekcjach tak zwanej religii. Grupa czupurnych smarkaczy z prowincji, należących do najwspanialszej partii lewicowej na świecie, postanowiła znowu zrobić coś na przekór swemu światłemu przywództwu w Warszawie. Popełnili błąd niewybaczalny w polskim etosie socjalistycznym - antyklerykalizm. Rodzimy działacz lewicowy musi być przecież obowiązkowo poszukującym (guza?) agnostykiem, gotowym na kompromis (czyt. kapitulację) w obliczu blasku bijącego z czarnych sutann członków Episkopatu. Jestem absolutnie przekonany, że inicjatywa dotycząca wycofania tych zajęć przepadnie na szczeblu gminnym w samej SLD. I - zaskoczę was - wcale mnie to nie zmartwi. Większość polskich nastolatków chce w takich zajęciach uczestniczyć (zgodnie z życzeniem rodziców czy ich samych), więc nie widzę powodu, dla którego mieliby się pętać po nocach po jakiś salkach katechetycznych, ryzykując pobicie, zgwałcenie, czy nieprzygotowanie na lekcje dnia następnego. Uważam tylko, że ocena z tych lekcji powinna być na oddzielnych cenzurkach, a nauczycieli Kościół może opłacać sobie sam zamiast budować następnych siedemnaście kiczowatych bazylik. Dobrze prowadzone zajęcia z religii (rzecz niestety rzadka) mogą poszerzyć horyzonty ucznia o istotny obszar kultury, jakim jest życie religijne. Nawet najbardziej zaciekły ateusz powinien wiedzieć z czym walczy. A jak nie chce, to chodzić nie musi (teoretycznie), wobec tego należy zadbać, aby religia była na pierwszej, lub ostatniej godzinie lekcyjnej. Jeżeli zaś jakiś młody człowiek jest do religii przymuszany, to i tak będzie, tylko jeszcze zostanie mu zadany dodatkowy trud łażenia do kościoła. Tak więc rozumiejąc dobre intencje młodzieżówki SLD, muszę stwierdzić, iż pomysł jest chybiony.
Kolejnym tematem z cyklu "Czas apokalipsy" jest kwestia wychowania seksualnego. Taaaak... o tym już nie mówi nikt. Dlaczego? Bo sprawa została załatwiona. W szkołach obowiązuje wychowanie, ale do życia w... rodzinie. Według prowadzących te zajęcia starych panien, zakonnic, czy księży (są jaja), jedynym dopuszczalnym etycznie środkiem antykoncepcyjnym jest kalendarzyk. Zainteresowanych efektami społecznymi zachęcam do obejrzenia skeczu o Monty Pythonie o katoliku i protestancie. Moja świetna Pani z tego bajecznego przedmiotu powiedziała, że skuteczność metody kalendarzykowej wynosi 94 % - tyle samo co prezerwatywy, a w przeciwieństwie do niej nie jest zabijaniem. Rzeczywiście.
Popisując się znajomością łaciny wyłuszczyła znaczenie terminu antykoncepcja (anti - przeciw, conceptio; -onis - życie), do dziś się zastanawiam, z jakiego słownika korzystała, bo prof. Kumaniecki uważa, że conceptio; - onis znaczy tyle co poczęcie.
Pewnie zamiast zajmować się tłumaczeniem późnośredniowiecznych tekstów doktorów kościoła zajmuję się nad orgiastycznymi zboczeńcami ze starożytności, dla których życie, to po prostu vita; - ae i niekończąca się impreza. W każdym razie nawet na te zajęcia z mojej liczącej 700 dzikusów szkoły uczęszcza 15 (słownie: piętnastu). Gdy jeszcze chodziłem, słyszałem fantastyczne historie o ludziach, którzy stawali się schizofrenikami, pedofilami, epileptykami i bikiniarzami w jednym za to, że kiedyś "bawili się swoim ciałem" (wiecie o co chodzi ;))
No i wreszcie to co nas interesuje najbardziej, czyli jakie jest podejście szkoły do nas, gejów. Szczerze mówiąc - straszne. I wcale nie muszę chodzić na WDŻ, żeby to wiedzieć. Wszelka dyskusja na temat homoseksualizmu jest objęta ścisłym tabu (masz problemy, idź do specjalisty), gdyż co tu dużo mówić - geje to margines, o którym dyskutowanie jest poniżej poziomu czcigodnych nauczycieli (oczywiście nie wszystkich). Dziękuję Bogu, że nie ma kar cielesnych, chociaż niektóre krowy w tej okrągłej białej oborze w Warszawie już o tym ryczały. W moim przypadku jedynym pozytywnym wyjątkiem jest język polski, na którym nauczyciel (nieświadom praw i obowiązków wynikających z....) miał czelność cytować dzieła takich ohydnych indywiduów jak Oscar Wilde, czy nawet Rimbaud! Przynajmniej on nie ma uprzedzeń.
Kolejna strefa śmierci (ze śmiechu) to u nas biblioteka szkolna. Dzięki wydatnej pomocy Wielkiego Mola Książkowego I LO, mamy szeroki wybór rozmaitych opracowań takich szaleńców, jak np.: prof. Jerzy Robert Nowak itd. Opowiadają one o tym, jak wielkim jesteśmy narodem i jak podle na nasz byt czyhają inne kraje, lub pewna, określona GRUPA RELIGIJNO-NARODOWOŚCIOWA, której nazwy nikt nie wymienia głośno na ulicy, natomiast nie ma skrupułów, aby ją opluwać za zamkniętymi drzwiami. Bo jeżeli szukamy źródeł polskiego antysemityzmu, to właśnie w szkole, która uczy uwielbienia do własnego kraju - aż do granic absurdu. Nauczyciele unikają tematu Żydów na lekcjach zapominając jak bardzo ważną rolę odgrywali w budowaniu polskiej kultury - szczególnie miejskiej. Tematy te na lekcjach historii są przeznaczane do przeczytania w domu - czego nikt, nie robi, natomiast w książkach do literatury nie mogłem się doszukać niczego poświęconego tym zagadnieniom. Bo cóż znaczy, że w Polsce żyło zaledwie 60 lat temu ponad 3 miliony Żydów? Nic. Liczy się tylko heteroseksualny biały mężczyzna - bohater narodowy pochodzenia aryjskiego. Nie wspominam o masonach, których wszędzie jest pełno, a są o tyle atrakcyjniejsi od Żydów, że w ogóle ich nie widać. Żaden wolnomularz nie przyzna się do tego, że jest wolnym mularzem, gdyż byłoby po całej zabawie. Woli więc zacisnąć zęby i wysłuchiwać tych wszystkich żenujących komentarzy.
.
Ogólnie podsumowując mój raport o stanie ideologicznym polskiej szkoły w skali mikro, muszę powiedzieć, że jest zabawnie. Mówię za siebie, ale moje Liceum jest już w pełni przystosowane do objęcia władzy przez Ligę Rodzin Polskich.
Łukasz Maślanka
Ja na przykład jestem w swojej szkole mile widziany tylko dlatego, że nie przyznaję do gejostwa i nie noszę w czasie, gdy jestem w szkole gwiazdy Dawia, którą mam od rodziców, a jest tak piękna. Nikt nie lubi i nikt nie chce "pedałów"/Żydów. Tak się jednak składa, że jestem i jednym i drugim :(.( Ale niebawem przejdę na katolicyzm!)
Co do tematu homoseksualizmu to oprócz języka polskiego (Oscar Wilde, Francois Villon) to podejmowany jest na lekcjach... łaciny, gdzie czytane są opowiadania autorów starożytny, w których nasycenie homoerotyką zbliża się do 90% treści. ;-)