Dla wielu młodych ludzi w Polsce temat na czasie: Zostać, czy wyjechać?
Myślę, że po wyborach do Parlamentu Europejskiego wielu z nas postawiło sobie te pytania: Jaka będzie Polska po zbliżających się wyborach do Sejmu? Czy będzie to kraj przyjazny dla mnie jako geja? Czy będę miał zapewnione prawa obywatelskie i ochronę przed dyskryminacją? Czy zostanę dopuszczony do współdecydowania o jego losie? Czy jako homoseksualista będę traktowany pełnowartościowy członek społeczeństwa? To wielka zagadka. Obecnie w kotle przedwyborczych obietnic, przysiąg, bicia się w piersi, nakładania kos na sztorc, poglądy wielu partii stały się radykalne i mówiąc wprost - wrogie nam.
Przed wyborami partie zawsze walczą o "elektorat". Starają się przypodobać jak największej liczbie obywateli. Na myśl o szumnych zapowiedziach liderów prawicy i członków różnych narodowo - socjalistycznych bojówek cierpnie mi skóra na plecach. Oglądając mapę Europy dochodzę do wniosku, że są na tym kontynencie miejsca ładniejsze, cieplejsze i przyjaźniejsze. Dodatkowo oferujące mi lepsze możliwości edukacji i zatrudnienia. Może jeszcze nie teraz, ale za kilka lat. Akurat, kiedy będę kończył studia. Jednak to strasznie upokarzające. Mam opuszczać kraj, który w końcu jest także moją współwłasnością, ze strachu przed bandą szurniętych oszołomów? Jakim prawem mają oni rościć sobie prawa to zajęcia całej przestrzeni życia kulturalnego, społecznego i politycznego?
Podróże są moim marzeniem. Chciałbym zwiedzić Włochy, Francję i Hiszpanię, Amerykę Łacińską, nauczyć się dobrze języków tych krajów, które stanowią dla mnie mieszaninę elegancji, lekkości i światowego flairu z lekką domieszką egzotyki i dekadencji. Ale mimo wszystko, czuję sentyment do tej przaśnej chaty jaką jest Polska. To jest dziura, ale dziura, w której można odpocząć, popracować intelektualnie z dala od "pępka świata".
Być może zmienię poglądy. Może już jutro, może na jesieni, czy kiedy tam mają być te wybory... Ale teraz narasta we mnie bunt przed kapitulacją. Nie możemy oddać wszystkiego za darmo. Jesteśmy atakowani zewsząd. Tygodnik "Wprost" dzięki swoim artykułom na temat mniejszości seksualnych być może uratuje się przed karzącą ręką LPR i Samoobrony, gdy ci już będą się szarogęsić w rządzie. Jak żyć w takim kraju i mieć siłę na walkę? Cieszą mnie stonowane publikacje w "Tygodniku Powszechnym". Jako jedno z niewielu katolickich ośrodków opiniotwórczych dostrzega, że ludzie mają różne poglądy, popełniają różne grzechy, a jedynym sędzią i tak jest Bóg... Retoryka tego czasopisma może wpłynąć na powrót do wiary wielu ludzi, którzy przez swój homoseksualizm poczuli się odepchnięci i niechciani. Ale... Znajduję się w fatalnym rozdarciu. Poza ludźmi z własnej formacji, wyżej opisaną "jaskółką", kilkoma przyjaciółmi, czuję się niechciany i niezrozumiany... Nienawidzony.
Być może terapia szokowa wybudziłaby to społeczeństwo i jego elity z piekielnego snu nienawiści? Co by się stało, gdyby wszyscy homoseksualiści w Polsce dokonali buntu społecznego? Gdyby 5, czy 7% społeczeństwa pewnego, pięknego dnia nie przyszło do pracy... Gdyby okazało się, że jesteśmy niezbędni...
Nie, nie należę do Samoobrony. Przepraszam, jeżeli kogoś uraziłem tą populistyczną propozycją. Ale my jesteśmy we wszystkich sferach życia, wrośliśmy w to społeczeństwo, które nawet nie wie, jak bardzo jesteśmy mu potrzebni. I jak bardzo potrzebni są oni nam.
Wracając do tematu. Kiedyś moja cierpliwość się skończy. Spakuję rzeczy, wsiądę w najbliższy pociąg, samolot, autobus i podziękuję uprzejmie za branie udziału w tym co dzieje się w tym kraju. Wyjadę i będę wolny, wolny, wolny... tak bardzo wolny, jak teraz jestem naiwny. I wtedy napiszę list do naczelnego "Wprostu" z mniej więcej takimi słowy:
Drogi Panie! Pisał Pan, że nie chce, aby za Jego życia homoseksualiści całowali się publicznie, zakładali rodziny i mieli dzieci. Otóż nawet Pan nie wie, jak bardzo nienawidzę wiosny, która staje się rzymskim targowiskiem niewolników, w którym napaleni jak stare wieprze heterycy obwąchują, macają, szczypią, ślinią, molestują, ścigają kobiety, które niekoniecznie sobie tego życzą. Jak bardzo wkurwia, mnie i wiele kobiet, kiedy mężczyźni upodabniając się do jeleni na rykowisku biegają ze źle ukrywaną erekcją ukazując mięśnie, zasługi, odwagę i naciąganą elokwencję, tylko w jednym celu. Kiedy ludzie publicznie zachwycają się tzw. "płcią piękną" licytują się, kto z nich jest bardziej napalony. Kiedy...
Jeżeli heteroseksualiści będą gotowi przerwać te igrzyska, to ja wrócę do kraju i nie będę się obnosił ze swą odmiennością. A jeżeli nie, to drogi Panie Redaktorze, to wszystko co pisał Pan o "zgodności z naturą" i politycznej poprawności w pewnym, jednym z wielu wstępniaków do Pana gazety uznam za jeden wielki BULLSHIT.
Tego typu wystąpienia prasowe też są jedną z cegiełek na mój bilet wyjazdowy. Dlaczego ja nie mogę realizować publicznie swej odmienności? Bo przecież na niczym innym tylko na różnicach ten świat się opiera. Już dawno szlag trafiłby tą planetę, gdyby wszyscy się we wszystkim zgadzali. Z nudów by ją trafił.
Nie pomogły mi te rozważania w podjęciu decyzji. Czy wyjechać i wybrać wygodne życie bez zagrożenia? Ale za to popaść w snobizm i samouwielbienie? Czy zostać i znosić chamstwo, bezczelność, nietolerancję, prześladowanie i brak szacunku, ale za to mieć satysfakcję, że chociaż potępiony przez większość, to jednak ja bardziej jestem człowiekiem niż to całe stado baranów?
A czy TAM, w tej słynnej zachodniej Arkadii też nie ma opisanych wyżej zjawisk? Nie wiem, szczerze mówiąc... Tu jest miejsce dla was, Czytelników. Pod dołem napiszcie jakie są wasze doświadczenia z Edenu, albo z tego... Czyśćca. Ponieważ znowu mój brak doświadczenia przeszkadza mi w dokończeniu myśli...
Łukasz Maślanka
pozdrawiam
Marta:)
Zaden film i zadna ksiazka nie poruszyla mna w ostatnim czasie tak, jak Twoj list. Takie uczucia, jak i slowa znam z wlasnego zycia sprzed 17-stu lat. Dzisiaj, w duzo bardziej komfortowej sytuacji, siedze zdajac sobie sprawe, ze decyzja o wyjezdzie w 1988 roku, byla jak dotad najbardziej owocujaca decyzja. Oczywiscie duzo juz zapomnialem, bo sporo lat minelo, ale Twoj list obudzil to dawne uczucie bycia zamknietym pod szklanym kloszem, bycia pozbawionym powietrza do zycia. Masz racje - zycie w krajach zachodniej Europy jest latwiejsze, aczkolwiek nie bezproblemowe. Powietrza jednak nikt Ci nie zabierze. Pedz, pedz przed siebie z tobolkiem, swiat jest dla wszystkich, a przedewszystkim dla odwaznych. Zycze Ci mnostwo sily i odwagi, zycze Ci innych problemow, takich ktore Cie nie beda tak uziemialy, jak spoleczenstwo, ktore chyba niczego nie nauczylo sie z wlasnej historii. Zycze Ci przychylnych ludzi, ktorzy wskarza Ci droge, ktorzy dadza Ci podpore, gdy Ci bedzie ciezko ale i ktorzy beda Cie porywac do tancow i szalenstw do samego rana. Wszystko to ktos rowniez mnie chyba kiedys zyczyl, bo wszystko tak sie stalo.
Sciskam mocno,
Wojtek
Berlinczyku, chyba mnie nie zrozumiales. To, ze ze zjawiskiem mowienia na ulicy po polsku szeptem spotkalem sie tylko w Niemczech jest faktem i nie uda mi sie tego zmienic. Ot, cos takiego zaobserwowalem kilkakrotnie i poczulem sie tym zraniony. Zreszta zdarzylo sie to ladne kilka lat temu. Z pewnoscia wraz ze zmianami w Polsce i calej Europie opinie Niemcow o Polakach nie sa juz takie negatywne jak niegdys. Cieszy mnie to, ze Ty, zapewne sporo ode mnie mlodszy, mozesz juz sie czuc w Niemczech jak u siebie w domu. Ale, wydaje mi sie, ze jeszcze pietnascie - dwadziescia lat temu nie bylo to ( byc moze tylko dla niektorych ) takie latwe.
pozdrawiam i życzę wszystkim dużo optymizmu i sił