W jaki sposób możliwa jest trwała więź pomiędzy dwoma mężczyznami lub dwiema kobietami, jaka ona powinna być, na jakich zasadach powinna się opierać, jak uczynić ją więzią pomiędzy ludźmi szczęśliwymi i spełnionymi? Nie jest przy tym rozwiązaniem najszczęśliwszym bezmyślne kopiowanie wzorców heteroseksualnych, które bardzo często najzwyczajniej w świecie się nie sprawdzają. "Przyjaźń" wydaje się być zdaniem Foucaulta słowem - kluczem, które może być pomocne w odszukaniu tego, co można nazwać gejowskim czy lesbijskim "sposobem na miłość".
"O przyjaźni jako sposobie życia" - taki tytuł ma wywiad, jakiego Michel Foucault udzielił dość krótko przed swoją śmiercią paryskiemu miesięcznikowi gejowskiemu "Gai Pied". W wywiadzie tym wielki filozof francuski i otwarty gej zaleca nam stawianie sobie pytania o to, ku jakim szczególnego rodzaju relacjom z innymi predysponuje nas homoseksualność, rozumiana nie jako jakaś stała "tożsamość" (w sensie takim, w jakim mówimy "być homoseksualistą to..."), lecz jako punkt wyjścia do poszukiwania nowych możliwości realizowania swojego człowieczeństwa. Foucault twierdzi, że tego rodzaju podstawową dla homoseksualności relacją jest przyjaźń. Zdaniem francuskiego myśliciela wielu i wiele z nas stawia sobie pytanie: w jaki sposób możliwa jest trwała więź pomiędzy dwoma mężczyznami lub dwiema kobietami, jaka ona powinna być, na jakich zasadach powinna się opierać, jak uczynić ją więzią pomiędzy ludźmi szczęśliwymi i spełnionymi? Nie jest przy tym rozwiązaniem najszczęśliwszym bezmyślne kopiowanie wzorców heteroseksualnych, które bardzo często najzwyczajniej w świecie się nie sprawdzają. "Przyjaźń" wydaje się być zdaniem Foucaulta słowem - kluczem, które może być pomocne w odszukaniu tego, co można nazwać gejowskim czy lesbijskim "sposobem na miłość".
Pójdźmy tym tropem. Czym jest przyjaźń? Oto mądrość ludowa: "Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie". A zatem przyjaźń to wzajemna troska, wzajemna współodpowiedzialność, uwaga na potrzeby "tego drugiego" lub "tej drugiej". To gotowość do rezygnacji z własnej wygody na rzecz niesienia pomocy przyjacielowi. To z drugiej strony pewność otrzymania takiej pomocy w razie potrzeby. Przyjaźń to wzajemna troska. Oto rdzeń relacji pomiędzy dwiema kobietami lub dwoma mężczyznami. Spotykamy się w różnych okolicznościach, często jesteśmy wzajem od siebie bardzo różni, mamy różne potrzeby, różne temperamenty, różne oczekiwania, odmiennie przeżywamy naszą seksualność. Spotykają się dwaj różni ludzie. Ważnym, oczywiście, aspektem tego spotkania jest pragnienie seksualne, jednak pragnienie zaspokojone z czasem traci na znaczeniu, potem w miarę upływu lat stopniowo wygasa, choć z pewnością nigdy nie całkiem. Niemniej jednak budowa związku to coś więcej niż umowa, na podstawie jakiej dwie strony mają sobie nawzajem świadczyć usługi seksualne i towarzysząca jej często umowa o wyłączność seksualną - monogamię. Tym "czymś więcej" jest właśnie przyjaźń, wzajemna troska, która hołubiona przez lata może z czasem przerodzić się w miłość.
Otóż to właśnie: zazwyczaj sądzimy, że najpierw jest miłość, burza uczuć rodem z "Romea i Julii", a kiedy uczucia nieco przygasną, pozostaje przyjaźń. W tym myśleniu jest błąd logiczny: uczucie wyższego rzędu następować ma przed uczuciem niższego rzędu! To oznacza, że każdy związek to, co najistotniejsze przeżywa na początku, a potem jest już tylko powolny schyłek. Proponuję spojrzenie odwrotne. "Burza uczuć" nie ma nic wspólnego z prawdziwą miłością: to fascynacja, pożądanie, "zapatrzenie". Mija, czasem szybciej, niż można się tego spodziewać. Na początku z owej wstępnej, burzliwej fascynacji wyłonić się powinna przyjaźń rozumiana jako wzajemna troska. Nie związek budowany naprędce w oparciu o drobne utarczki i szukanie ciągle doraźnego kompromisu. Chodzi o dojrzałą deklarację: będę się o ciebie troszył/troszczyła. I o takież nastawienie w trudnej, szarej codzienności. Jeśli takie nastawienie jest wzajemne i trwa, sprawdza się, rodzi się miłość, rozumiana jako mozolnie wznoszony gmach wzajemnego przywiązania, szacunku, jako stałe pragnienie dzielenia z kimś własnego życia, własnej codzienności, własnych porażek i zwycięstw. Miłość przychodzi z czasem w przestrzeni wspólnego życia. Miłość jest kresem i celem, a nie przemijającym początkiem. Zmierzamy ku miłości, budujemy miłość w oparciu o solidny gmach przyjaźni: wzajemnej troski. Miłość od przyjaźni odróżnia stopień bezinteresowności. Powtórzmy: prawdziwego przyjaciela poznajemy w biedzie. W przyjaźni troska jest wzajemna, obiecuję ci troskę i liczę na twoją troskę. Miłość jest troską bez oczekiwania wzajemności, jest radykalną otwartością na potrzeby, pragnienia, marzenia Tego Drugiego lub Tej Drugiej. Ja staję się nieważny, zatracam się. Do takiej postawy się dorasta, nie jest możliwe rozpoczęcie od niej. W miłości ja poszukuję takiego sposobu naszego wspólnego życia, w którym Jej / Jego marzenia zostaną urzeczywistnione.
Może to dziwne postawienie sprawy. Odmienne od potocznych oczekiwań. Ale przekonany jestem, że może pomóc wielu z nas w odszukaniu "swojej drogi" pośród wątpliwości, kłębiących się emocji, sprzecznych oczekiwań. Wydaje mi się zgodne z duchem foucaultiańskiej etyki stwierdzenie, że dopóki w relacji między dwoma partnerami lub dwiema partnerkami jest owa wzajemna troska, dopóty jesteśmy na właściwej drodze i dopóty możemy być pewni, że mozolnie, kamyczek po kamyczku, wznosimy gmach wymarzonej Prawdziwej Miłości.
Jacek Kochanowski