Czy warto wierzyć w miłość? Zadanie takiego pytania oznacza równocześnie dwie rzeczy: z jednej strony miłość nas jeszcze obchodzi, bo o nią pytamy, z drugiej strony pytamy o jej znaczenie dla naszego życia. A ściślej o to, jak owo znaczenie możemy kreować w naszych ponowoczesnych czasach. Myślę, że to dobrze, że miłość nas obchodzi. Lesbijki i geje na całym świecie bardzo chętnie czytają nie tylko pornograficzne opowiadanka, pomieszczane w czasopismach "branżowych", ale także chętnie sięgają po opowiadania i powieści, gdzie po prostu mowa jest o doświadczeniu miłości pomiędzy dwiema osobami tej samej płci. Zainteresowanie to jest odbiciem tęsknoty tkwiącej w każdym i każdej z nas: tęsknoty do kochania i bycia kochanym...
Czy warto wierzyć w miłość? Zadanie takiego pytania oznacza równocześnie dwie rzeczy: z jednej strony miłość nas jeszcze obchodzi, bo o nią pytamy, z drugiej strony pytamy o jej znaczenie dla naszego życia. A ściślej o to, jak owo znaczenie możemy kreować w naszych ponowoczesnych czasach. Myślę, że to dobrze, że miłość nas obchodzi. Lesbijki i geje na całym świecie bardzo chętnie czytają nie tylko pornograficzne opowiadanka, pomieszczane w czasopismach "branżowych", ale także chętnie sięgają po opowiadania i powieści, gdzie po prostu mowa jest o doświadczeniu miłości pomiędzy dwiema osobami tej samej płci. Zainteresowanie to jest odbiciem tęsknoty tkwiącej w każdym i każdej z nas: tęsknoty do kochania i bycia kochanym. Z drugiej jednak strony dominacja "męskich" wartości każe nam wstydzić się miłości, uznawać miłość za coś ckliwego, niepoważnego, drugorzędnego, każe wyśmiewać poważne mówienie o miłości. Nie pomaga popkultura, która z miłości uczyniła towar ozdobiony kiczowatymi serduszkami. Nie pomaga także stereotyp, zgodnie z którym osoby homoseksualne nie kochają, lecz się pieprzą. Stereotyp rozgłaszany m.in. przez katolickich pseudo-naukowców, którzy głoszą "teorię" niezdolności homoseksualistów do miłości, dając tym samym raczej świadectwo swojej niezdolności do przekroczenia fanatycznej nienawiści do wszystkich innych. Co jest o tyle oburzające, że występują w imieniu religii, która w której Księgach Świętych miłość uznawana jest za najwyższą wartość i najwyższą cnotę.
Efekt jest taki, że wstydzimy się mówić o miłości, a także wstydzimy się kochać, bo, koniec końców, nie bardzo wiemy, czym, u licha, ta miłość powinna być. Serią romantycznych uniesień? Szałem pożądania? Do kłopotów z miłością dokłada się także i to, że tradycja judeochrześcijańska wpoiła nam przekonanie, że prawdziwa miłość nie ma nic wspólnego z seksem, oznacza zepchnięcie pożądania na dalszy plan. W związku z czym stajemy przed dylematami: czy pożądając, kocham? Czy kochając, wolno mi pożądać? Czy pragnienie nie oznacza "uprzedmiotowienia" ukochanej osoby, jak o tym nas informują w swych "uczonym" bełkocie katoliccy moraliści? Zwariować można... Czy w tej sytuacji w ogóle warto jeszcze mówić i pisać o miłości, czy warto kochać, czy warto wierzyć w miłość?
Od ponad dziesięciu lat kocham tę samą osobę i z tej perspektywy mogę chyba powiedzieć: warto wierzyć w miłość, warto kochać, warto szukać miłości. Warto także mówić o miłości, by nie wydawać jej na pastwę doktrynerów, moralistów albo speców od marketingu, używających symboli miłości w kampaniach reklamowych. Odwołując się do jednego z wywiadów, jakiego udzielił mój Mistrz, Michel Foucault, mogę powiedzieć: nie pytajcie, czym jest miłość. Kochajcie. Ona staje się za każdym razem od nowa, za każdym razem różna tak, jak różne są tworzące ją osoby. Miłość, myślę, tworzy się tak, jak tworzymy dzieło sztuki. Mozolnie, z trudem, pokonując liczne chwile zwątpienia. Przerywając pracę i znów do niej powracając.
Nikt Wam nie opowie, czym miłość jest, a jeśli próbuje, to kłamie. Bo miłość staje się wciąż od nowa, z każdym miesiącem, dniem, godziną, sekundą jest inna, jest czym innym. Jest rozmową, jest kłótnia, jest seksem, jest ciszą, jest wspólnym trudem, jest czasem rozstaniem, jest też i powrotem. Jest wybaczeniem, jest kompromisem. Jest wszystkim tym, czym czynimy ją, stwarzając nasze życie. Praca to mozolna i wydaje mi się, że najczęściej klęskę ponoszą Ci, którzy oczekują natychmiastowego efektu: ma być pięknie już, po miesiącu, dwóch, po roku, dwóch. To śmieszne i irytujące. Prawdziwe dzieło sztuki powstaje czasem latami, przede wszystkim dlatego, że artysta musi w pewien sposób do niego dorastać. Mozolnie pracować nad tym, by była naprawdę doskonałe. W przeciwnym wypadku powstaje szybko odchodzący w zapomnienie kicz.
Warto wierzyć w miłość wbrew tym, którzy Wam ją obrzydzili, warto kochać na swój jedyny, niepowtarzalny, unikalny sposób. Nie pozwólcie nikomu mówić, jak macie kochać. Bo nie ma żadnego "jak". Jest tylko miłość. Nie pytajcie, czym jest miłość. Kochajcie.
Jacek Kochanowski