Królowa Wiktoria, symbol brytyjskiego konserwatyzmu obyczajowego, przewraca się w grobie. Jej wnuczka, miłościwie panująca Elżbieta Druga, głowa Kościoła Anglikańskiego popiera rządowy projekt przyznania parom homoseksualnym statusu prawnego i praw podobnych do tych, z których korzystają małżeństwa heteroseksualne! Projekt ma wejść pod obrady Parlamentu przyszłej kadencji 2004/2005, a zatem (jeśli wszystko dobrze pójdzie) ma szansę wejść w życie za dwa lata...
Królowa Wiktoria, symbol brytyjskiego konserwatyzmu obyczajowego, przewraca się w grobie. Jej wnuczka, miłościwie panująca Elżbieta Druga, głowa Kościoła Anglikańskiego popiera rządowy projekt przyznania parom homoseksualnym statusu prawnego i praw podobnych do tych, z których korzystają małżeństwa heteroseksualne! Projekt ma wejść pod obrady Parlamentu przyszłej kadencji 2004/2005, a zatem (jeśli wszystko dobrze pójdzie) ma szansę wejść w życie za dwa lata. Ustawa będzie miała ważność tylko na terenie Anglii i Walii. Tym niemniej - ujawnienie rządowych planów i stonowana reakcja na nie opozycji i prasy pokazują, że zmiany jakie dokonały się u minionych latach w umysłach Brytyjczyków są bardzo głębokie.
Komentator dziennika "Independent" Johann Hari, w odruchu niekontrolowanego entuzjazmu napisał: "Nareszcie się udało! Ponad sto lat po haniebnym procesie Oscara Wilde'a, oskarżonego o "skłonności niezgodne z naturą" i skazanego na dwa lata ciężkiego więzienia, homoseksualiści w Wielkiej Brytanii otrzymają prawo do zalegalizowania swoich związków".
Hari cofa się daleko w przeszłość. A przecież jeszcze w 1988, partia konserwatywna (torysi), na której czele stała wtedy premier pani Margaret Thatcher przepchnęła przez Parlament nowelizację kodeksu karnego, sławetny paragraf 28, zabraniający pod groźbą kary "propagowanie homoseksualizmu" w szkolnych programach wychowania seksualnego. W 2003 przy poparciu tych samych konserwatystów paragraf ten został skreślony.
Brytyjska ustawa o "partnerstwie cywilnym" bardzo przypomina regulację niemiecką. Jej autorzy skrupulatnie unikają słów "ślub" i "małżeństwo". Tym niemniej, sama procedura rejestracji w urzędzie i zakres przywilejów niewiele różnią się od zawierania związku heteroseksualnego. "Cywilni partnerzy" będą mieć prawo do świadczeń socjalnych i emerytalnych. W przypadku posiadania przez jednego z nich dzieci (ten stan jest częsty zwłaszcza wśród lesbijek) istniałaby możliwość uzyskania "rodzicielskiej odpowiedzialności" za dzieci partnera.
Oczekuje się, że w okresie trzech lat po wejściu w życie ustawy, w Wielkiej Brytanii zarejestruje się 60 tysięcy par homoseksualnych. Przypomina się, że wielkie zasługi w dziele przekonania wierchuszki rządzącej Partii Pracy położyli tak prominentni politycy jak burmistrz Londynu Ken Livingstone i cieszący się wielką popularnością i autorytetem Tony Benn. Na tym tle trzeba ze smutkiem przyznać, że polska klasa polityczna nie dorosła jeszcze do wizji nowoczesnego społeczeństwa tolerancji.
Waldek Czyżowski - Londyn