Walka o legalizację "homozwiązków" jest globalnym fenomenem przełomu wieków. Pytanie, czy można zezwolić gejom i lesbijkom na zawieranie związków podobnych do małżeństw podzieliła wiele społeczeństw świata. W Stanach Zjednoczonych wojna o "gay marriage" (śluby gejowskie) stała się jednym z tematów prezydenckiej kampanii wyborczej. W Europie gwałtownie topnieje lista krajów w których nie obowiązuje jeszcze ustawowe prawo do partnerstwa homoseksualnego...
Walka o legalizację "homozwiązków" jest globalnym fenomenem przełomu wieków. Pytanie, czy można zezwolić gejom i lesbijkom na zawieranie związków podobnych do małżeństw podzieliła wiele społeczeństw świata. W Stanach Zjednoczonych wojna o "gay marriage" (śluby gejowskie) stała się jednym z tematów prezydenckiej kampanii wyborczej. W Europie gwałtownie topnieje lista krajów w których nie obowiązuje jeszcze ustawowe prawo do partnerstwa homoseksualnego. Kilka dni temu, kiedy w wyniku wyborów zmienił się rząd w katolickiej Hiszpanii, jej nowy premier natychmiast zapowiedział szybkie przedłożenie ustawy stawiającej związki gejów na takich samych podstawach jak małżeństwo Praktyczni Niemcy stworzyli nowe i niezwykle popularne słowo "Homo-Ehe" (małżeństwo homoseksualne). Równouprawnienie mniejszości seksualnych jest wspierane przez Parlament Europejski, Unię Europejską i inne organizacje międzynarodowe. Projekt ustawy o rejestrowanych związkach partnerskich dyskutowany jest także w polskim parlamencie. A jeszcze w roku 2001 na pytanie "Gazety Polskiej: "Czy dojdzie kiedyś w Polsce do tego, że homoseksualiści będą mogli wziąć ślub?", Donald Tusk, lider Platformy Obywatelskiej a także poważny pretendenta do urzędu prezydenta RP powiedział: "Moim zdaniem jest to niemożliwe. W Polsce jest to problem czysto teoretyczny. Jestem przekonany, że tak długo, jak długo będę czynnym politykiem, nie będę musiał tego problemu rozwiązywać."
Cierpliwości. Ciągle jeszcze są spore szanse, że będzie musiał.
Argumenty, przytaczane przez konserwatywnych polityków i publicystów w obronie "świętej instytucji małżeństwa" nie przekonują. Twierdzą oni, że legalizacja związków homoseksualnych jest jednoznaczna z propagowaniem homoseksualizmu i gejowskiego stylu życia. To z kolei - ich zdaniem - pogłębi "relatywizm moralny", który doprowadzi do upadku społeczeństwa. Ostrzegają też, że rychło pojawią się żądania legalizacji poligamii, zoofilii, pedofilii itd. Według definicji która obowiązuje w kanonie katolickich dogmatów, małżeństwo heteroseksualne jest komórką reprodukcyjną i dlatego powinno być chronione przez państwo i obdarzone przywilejami, niedostępnymi dla innych form współżycia. W werbalnym arsenale prawicowych polityków i dziennikarzy pojawia się też sugestia, że homoseksualizm nie jest cechą naturalną, lecz świadomie wybraną, efektem słabości charakteru czy wręcz "chorobą". Koła kościelne coraz częściej przekonują, że "homoseksualizm można wyleczyć". Jeśli zaś tak jest istotnie, to przyznawanie homoseksualistom jakichkolwiek praw byłoby niewybaczalnym błędem.
Niestety - wszystkie te argumenty są chybione. Nie są znane przypadki, by ktoś został gejem dlatego że jest nim jego krewny czy znajomy. Tym bardziej nikt nie zostanie homoseksualistą dlatego, że w sąsiedztwie mieszka para gejów którzy "wzięli ślub". Równie fałszywa jest teza o świadomym lub podświadomym wyborze orientacji homoseksualnej. W mieście w którym mieszkam znam mnóstwo młodych gejów, którzy wychowali się na głębokiej, zabitej deskami prowincji, w środowiskach fanatycznie katolickich, w których nikt nie słyszał o żadnym gejowskim stylu życia i jego rzekomej atrakcyjności. Wszystkie te osoby są przekonane, że "byli gejami od początku" - to znaczy od chwili budzenia się świadomości seksualnej we wczesnym wieku dojrzewania. W tym wieku zaś o żadnych wyborach orientacji czy nawet akceptacji własnej odmienności seksualnej nie może być mowy.
Z pewnością uzasadniona jest troska o przyszłość tradycyjnego małżeństwa i rodziny, które przeżywają głęboki kryzys. Co jednak mogą z tym kryzysem mieć wspólnego geje i lesbijki? Owszem, sami są jego ofiarami, wychowali się przecież (i wychowują) w "normalnych", heteroseksualnych rodzinach. I to nie oni są odpowiedzialni za wzrastającą liczbę rozwodów, ojców-alhoholików, czy zajętych pogonią za karierą i pieniędzmi rodziców nie troszczących się o potomstwo. Swój stosunek do "świętej instytucji małżeństwa" zademonstrowała niedawno amerykańska piosenkarka Britney Spears, która tego samego dnia zawarła związek małżeński i wystąpiła o rozwód. Dokładnie tak samo zachowują się niezliczone pary w USA, kiedy "dla jaj" i często pod alkoholem biorą błyskawiczny ślub w hazardowej stolicy Las Vegas.
W żadnym wypadku nie można zaakceptować katolickiej definicji "wspólnoty reprodukcyjnej" jaką ma być małżeństwo. Gdyby bowiem konsekwentnie egzekwować zawartą w niej zasadę, należałoby odmawiać prawa do ślubu osobom bezpłodnym, kobietom po menopauzie czy parom które nie mają ochoty na posiadanie dzieci. Należałoby też wprowadzić dla chętnych na ożenek testy kontrolne cech charakterów, zasobności majątkowej itp. Egzaminom takim poddaje się przecież osoby starające się o adopcję dziecka. Dlaczego więc nie obowiązują one wszystkich przyszłych rodziców?
Już dwieście lat temu, niemiecki filozof Immanuel Kant napisał, że "posiadanie i wychowywanie dzieci nie może być traktowane jako prawny warunek w przypadku zawierania małżeństwa, albowiem pociągałby on za sobą konieczność rozwiązania takowego kiedy wychowanie dobiegnie końca".
Podobnie, należałoby odmówić prawa do zawierania związku małżeńskiego alkoholikom, narkomanom, osobom brutalnym lub bezrobotnym ponieważ nie rokują oni pomyślnego efektu reprodukcyjnego.
Dyskusja na temat legalizacji związków homoseksualnych jest trudna, albowiem ich przeciwnicy nie mają silnych racjonalnych argumentów. Dlatego jedyną metodą jest cierpliwe obalanie mitów, uprzedzeń i stereotypów. Do skutku.
Janusz Marchwiński
a ci, ktorzy zyją w krajach, gdzie się każe za homoseksualizm więzeniem niech sie cieszą, że nie żyją w takim, gdize jest za to kara śmierci ird, itd, itd.
jednym slowem - nic nie robic i cieszyć się z tego co jest! bo moze być gorzej! ;-)