"Przegląd" to tygodnik polityczno-społeczny, który powstał ponad 4 lata temu, pierwszy numer ukazał się 20 grudnia 1999 roku. Od połowy 2001 r. pismo zmieniło format i jest wydawane w całości na kolorowym papierze. Natomiast od roku mamy do czynienia z kolejną zmianą - pojawiły się homofilne teksty Bożeny Umińskiej.
Bożena Umińska urodziła się w 1948 roku, studiowała polonistykę i filozofię. Mieszka w Warszawie, gdzie wykłada na Gender Studies. Od wielu lat jest publicystką, do 2002 r. miała stały felieton w "Przekroju" (pod pseudonimem Bożena Keff), publikowała też m.in. w "Ex Librisie", "Res Publice Nowej", "Zadrze", "Pełnym Głosem", "Biuletynie OŚKI", "Midraszu" i "Katedrze". Jako B. Keff wydała tom poezji "Nie jest gotowy" (wyd. OPEN 2000), a za swoją znakomitą pracę doktorską "Postać z cieniem. Portrety Żydówek w polskiej literaturze" (wyd. Sic! 2001) była nominowana do nagrody literackiej NIKE. Jest wreszcie współtłumaczką klasycznych pozycji feministycznych: "Słownik teorii feminizmu", "Kobiecy eunuch" i "Myśl feministyczna".
Umińska zajmuje się także krytyką filmową, w latach 1981-86 publikowała w "Filmie", a w okresie 1986-94 w "Kinie". I to właśnie kinu poświęciła pierwsze teksty w "Przeglądzie": "Męska sprawa" (18.01.03) o bohaterach filmowych po 1989 r. i "Polska jest twardzielem" (2.02.03) analizujący twórczość Władysława Pasikowskiego. Pisząc o świecie przedstawionym u autora "Psów" zawraca uwagę nie tylko na rzucającą się w oczy niechęć do kobiet, ale też homofobię: "Jedyna anegdotka, jaka pada z ekranu, wziąwszy razem wszystkie filmy Pasikowskiego, mówi o francuskim żołnierzu, który nasikał prosto na minę przeciwpiechotną. I urwało mu jaja. Ale to mała strata - powiada polski żołnierz IFOR (gra go Zbigniew Zamachowski) - bo to był pedał. Dobrze, że mu dupy nie urwało, bo był bierny. Tak, cóż począć, brzmi ta anegdota" - dodaje autorka. Jednocześnie zwraca uwagę jaki naprawdę przekaz wyłania się z tych filmów: "Bohaterowie Pasikowskiego wchodzą w związki w istocie homoerotyczne nie tylko dlatego, że w tym świecie kobiety są tak zdegradowane. Po prostu w świecie tych filmów ludźmi wartymi związków są mężczyźni".
Największą część tekstów Bożeny Umińskiej z "Przeglądu" zajmują polemiki, ale też trzeba przyznać, że w polskim dyskursie prasowym jest z kim polemizować i trudno przejść do porządku dziennego nad kolejnym seksistowskim czy homofobicznym artykułem. "Pogoda była ostatnio letnia, miałam nadzieję, że napiszę wreszcie o czymś przyjemnym. Niestety: przeglądam 'Newsweek' (1.06.2003 r.) i bęc, trafiam tam na tekst Rafała Ziemkiewicza 'Kobiece ideolo'" - tak zaczyna się polemika z Ziemkiewiczem "Co konserwatysta wie o feminizmie" (29.06.03), a wcześniej, jak i później były też spory m.in. z Zofią Milską-Wrzosińską, Barbarą Pietkiewicz, Piotrem Semką czy Jarosławem Gowinem. Autorka broniła też Doroty Nieznalskiej po skandalicznym wyroku sądowym i Kazimiery Szczuki, gdy ta po rozmowie z Manuelą Gretkowską została odsunięta od prowadzenia "Pegaza".
"Feminizm - jestem tego warta" (23.03.03) to artykuł w którym Bożena Umińska opisuje własną drogę do feminizmu. Przy okazji zwraca uwagę na podstawowy problem wszystkich ruchów emancypacyjnych, które walcząc o prawa jednej grupy są zupełnie niewrażliwe na niesprawiedliwość wobec innych: "Często bywa, że będąc przeciwnikami jakiejś określonej dyskryminacji, bynajmniej nie jesteśmy przeciwnikami innych rodzajów dyskryminacji. Można, potępiając rasizm, czy antyseminityzm, być seksistą czy seksistką. To nawet częste. Ale jeśli już nie jest się seksistą, to raczej nie będzie się ulegać homofobii, gdyż ta nieseksistowska świadomość uwrażliwia na inne rodzaje dyskryminacji związanej z płcią. Trudno więc wtedy żywić uprzedzenia wobec osób homoseksualnych obu płci czy w ogóle oceniać ludzi według orientacji seksualnej. Rozważając przy okazji, czy usprawiedliwiają ich geny, czy nie. A może sami tak sobie wybrali, łobuzy? Wtedy im nie darujemy! Jednak nie nasze to sprawy, naszą sprawą jest szanować ludzi, zaś ludzie nie sprowadzają się do orientacji seksualnej, a orientacja seksualna nie ma nic wspólnego z wartością człowieka".
Prawom osób homoseksulanych w całości poświęcone zostały teksty "Dwie lesbijki, gej plus dziecko" (11.05.03) i "Geje jak heretycy" (1.06.03). W pierwszym autorka pisze o filmie "Mama Masza" Michała Bukojemskiego i dyskusji, która się odbyła po projekcji tego dokumentu w Stowarzyszeniu Polskich Pisarzy. Autorka dzieli się też własnymi poglądami na temat nowych modeli rodziny oraz praw gejów i lesbijek do adopcji i wychowywania dzieci: "Co do mnie, zachwyca mnie ta wielość możliwości, ten fakt, że rodzina może mieć tak różne kształty. Podoba mi się, że ludzie, którzy chcą mieć dzieci, mają je niezależnie od tego, jakiej są orientacji seksualnej. Nie podoba mi się, kiedy dzieci mają ludzie, którym na tym nie zależy. Ale mają dziecko, bo to łatwe i oczekiwane, kiedy się jest heteroseksualistą w heteroseksualnym związku". I dalej: "Dla mnie jest tak: jeśli chcą ślubów, niech je biorą. Jeśli chcą dzieci, niech je mają. Są ludźmi i należą im się ludzkie prawa. Bez naszej łaski, po prostu dlatego, że się należą jako ludziom".
"Geje jak heretycy" to przede wszystkim polemika z pamiętnym homofobicznym tekstem Piotra Semki z "Rzeczpospolitej" na temat akcji "Niech nas zobaczą". Umińska kolejno obala mity na temat gejów i lesbijek, pokazując jednocześnie uprzedzenia, które kierują autorem: "Poza tym Semka odwołuje się do przemaglowanych już na wszystkie strony argumentów o tym, że homoseksualne związki są nietrwałe i że nie ma pewności, czy aby homoseksualizm jest wrodzony (a jak nie, to co, nie wolno mi wybrać, tak jak chcę?). A nie pytamy przecież, czy heteroseksualizm danej osoby jest wrodzony i nie dlatego heteroseksualiści mogą zakładać rodziny, że obwarowano ich tą możliwością w nagrodę za ich skłonność do trwałych i bosko harmonijnych związków".
Przy okazji Umińska pisze o zawłaszczeniu przez reprezentantów konserwatywnej wizji świata całej przestrzeni publicznej i próbie narzucenia swoich poglądów innym: "Ci, którzy się identyfikują z prawdami wiary, chcą je rozciągnąć wszędzie, by wszystkich osłaniały i chroniły. Wszelkie oznajmienia, wizerunki, symbole, które mogłyby wchodzić w konflikt z ich zasadami, z ich wizją bezpiecznego świata, z ich poczuciem, że mają 100% racji i ani procenta mniej, uważają za agresywne. Masz poczucie, że wieszasz wizerunek dwóch sympatycznych osób - tymczasem to jest dla wielu agresja wizualna, jak powiada Semka. I nie ma jak wytłumaczyć, że niemożność bycia widzianym i słyszanym jest opresją, w której zawarty jest stały czynnik piętnującej agresji. Przecież nie pojmą. Tym bardziej że przestrzeń publiczna w naszym kraju nie jest neutralna. I nie była. Dawniej była upartyjniona, teraz jest skatolicyzowana. W tej przestrzeni publicznej krzyże, które spotyka się w sklepach, aptekach, urzędach czy szpitalach, nie wspominając już o Sejmie III RP, są uznawane za element oczywisty. W tej przestrzeni nie rażą żadne symbole katolickie czy chrześcijańskie: Matka Boska, krzyż, Chrystus. A jednak są to symbole religijne, nie dla wszystkich jednakowo neutralne czy miłe. [..] W Polsce zamazywanie granicy między sferą publiczną a religijną jest trwałe i posuwa się dalej. Różne wizerunki i symbole wypychane są ze wspólnej przestrzeni pod pretekstem obrażania uczuć religijnych. Czy zatem nie ma już przestrzeni neutralnej religijnie? W końcu billboardy nie wiszą w kościołach. Ulice miast nie są miejscami sakralnymi ani prywatnymi mieszkaniami ludzi takich jak Piotr Semka - są przestrzenią publiczną".
A teraz do tych słodkości trochę goryczy, po świetnych fragmentach ze znakomitych tekstów Umińskiej trzeba dodać, że nie jest to niestety stały poziom "Przeglądu". Tygodnik reprezentuje podejście typowe dla wszystkich lewicowych czy lewicujących pism: z jednej strony wpuszcza trochę poglądów feministycznych czy homofilnych, a z drugiej ciągle pełno tam partyjnego betonu, który co i ruch objawia swój seksizm czy homofobię. Najlepszym tego przykładem był choćby artykuł Wojciecha Wyszogrodzkiego "Zły dotyk maestra" (6.07.03) o słynnej sprawie Wojciecha K. - dyrygenta Poznańskiego Chóru Chłopięcego oskarżonego o wykorzystywanie chłopców. W tekście zamiennie używa się słów "pedofilia" i "homoseksualizm", a przez całość przebija sugestia, że efektem uwiedzenia w dzieciństwie jest homoseksualizm. Albo z innej beczki: artykuł o sekretarkach (26.01.03) zilustrowany jakże zabawnymi rysunkami Andrzeja Sejana sugerującymi, że do obowiązków sekretarek należy spełnianie zachcianek erotycznych szefa. Takich przykładów mógłbym podać wiele. Wraz z nowym rokiem wypada więc życzyć redakcji "Przeglądu" trochę większej świadomości, zarówno gejowsko-lesbijskiej jak i feministycznej.
A swoją drogą to dość zastanawiające, że choć nie brakuje piszących gejów i lesbijek, najlepsze teksty w polskiej prasie na temat homoseksualizmu są autorstwa dwóch heteroseksualnych kobiet: Kingi Dunin i Bożeny Umińskiej.
Krzysztof Tomasik
Pani Kołakowska ma bardzo trafne spostrzeżenia na temat bełkotu Bożeny Umińskiej, której rozważania często implikują niezwykle zabawne wnioski.