Miesięcznik "Moto" jest "wydawanym w Gdańsku od lutego 1992 roku, bezpłatnym magazynem publicystyczno-reklamowym o tematyce motoryzacyjnej". Pisemko wykładane jest na Wybrzeżu na stacjach benzynowych, w salonach samochodowych a nawet w wydziałach praw jazdy i rejestracji pojazdów urzędów miejskich. "Moto" deklaruje nakład powyżej dziesięciu tysięcy egzemplarzy. Do tego dochodzi jeszcze własna strona internetowa Wydawcą jest niejaki Henryk Jezierski - patologiczny antysemita i homofob, którego uwiecznione drukiem poglądy powinny już dawno wzbudzić zainteresowanie prokuratury. Ponieważ tak się nie dzieje, może warto prokuraturę obudzić?
Język nienawiści, jakim posługuje się Henryk Jezierski zdradza rasowego faszystę. W teście "Samochody na pedały" wylewa jad na firmy Volvo i Rover za wspieranie "ruchu pedalsko-lesbijskiego". Pisze:
"MOTO" nie jest pismem medycznym toteż nie zamierzamy walczyć z wiatrakami i przekonywać o śmiertelnej wręcz (vide: AIDS) szkodliwości promowania seksualnych zboczeń. Mówiąc krótko i dosadnie - koło dupy (oczywiście w bezpiecznej odległości) latają nam pedalskie preferencje prezesów Volvo, Rovera czy Renault. Chcielibyśmy jednak wyraźnego oddzielenia samochodowej oferty tych firm dla ludzi normalnych i dewiantów. Zwłaszcza, że w gronie redaktorów "MOTO" znajdują się właściciele samochodów ww. marek zdecydowanie przeciwni "zielonemu światłu" dla roznosicieli nieuleczalnej choroby i deprawatorów dzieci. Stąd nasz apel do polskich importerów Volvo, Rovera i Renault: prosimy o jak najszybsze poinformowanie czytelników "MOTO", od którego rocznika samochody wspomnianych marek produkowane są z myślą o pedałach i lesbijkach? Jeśli natomiast jest to segment wydzielony, grupujący samochody o specjalnym wyposażeniu (np. w zestaw kosmetyczny z wazeliną), wówczas sugerujemy jak najszybsze oznakowanie ich w sposób nie budzący wątpliwości normalnych klientów, zwanych pogardliwe "heterykami". Mamy nawet własne propozycje w tym względzie, np. Volvo S40 Deviant, Renault Laguna II Lesba lub - żeby było bardziej swojsko - Rover 25 Pedał. Dzięki takiemu rozwiązaniu kierowcy o naturalnych preferencjach seksualnych nie będą waleni od tyłu nawet w zderzaki.
Z wykładnią poglądów polskiego homofoba-antysemity Henryka Jezierskiego zapoznać się można w tekście "Dlaczego pedały zhardziały":
Niepokoi mnie coś innego; przybierająca z każdym rokiem na sile ekspansja pedałów i lesbijek, mająca na celu wytworzenie w świadomości normalnych ludzi przekonania, że zadając się z płcią przeciwną są nie tylko kimś gorszym ale także powinni wręcz ułatwić dewiantom zaspokajanie ich chorych potrzeb. Zaczęło się niewinnie. Od desantu propagandowego, czyli wprowadzenia do potocznego słownika nowych pojęć. Już nie pedał czy lesbijka lecz "kochający inaczej". A skoro inaczej, to może lepiej? Przyjęło się, przystąpiono zatem do kolejnego ataku - ośmieszania i kompromitowania tych, którzy homoseksualistami nie są. Tym sposobem w pogardliwej, pedalsko-lesbijsko nomenklaturze zarówno ja, jak i każdy normalny facet określany jest jako "heteryk" lub "homofob". Oczywiście, te same inwektywy dotyczą normalnych kobiet, w tym wypadku "heteryczek" i "homofobek". Bezkarność pozwala posuwać się jeszcze dalej. Przekonanie pedałów i lesbijek o ich wyjątkowości kończy się wraz z próbą odpowiedzi na pytanie: "Co dalej?". Normalny związek normalnego mężczyzny z normalną kobietą owocuje cudem poczęcia nowego życia. W wypadku dewiantów jest to niemożliwe. Mówiąc brutalnie: nawet najlepsi manipulatorzy od genetyki nie stworzą człowieka w wyniku połączenia spermy z gównem. Trzeba zatem sięgnąć po to, co udaje się tylko "heterykom". Po ich dzieci mianowicie. Aby było łatwiej wystarczy przeforsować - korzystając z wpływów pedalsko-lesbijskiego lobby - ustawy o równych prawach, z prawem do adopcji włącznie. W UE to już działa, o czym świadczy nie tylko przykład Ho(mo)landii. Tylko czekać takich rozwiązań w Polsce. Klimat jest sprzyjający. Żydokomunistyczne media wytworzyły wokół pedałów oraz lesbijek atmosferę nie tyle tolerancji, co wręcz fascynacji. "Demokracja" też wymaga poświęceń; mają prawo adoptować dziecko "heterycy", dlaczego zatem nie dać takiej samej szansy "kochającym inaczej"? Zastanawiam się, skąd to przyzwolenie na pedalską-lesbijską ekspansję, jakiego bezwolnie udzielają ludzie w absolutnej większości normalni, zakładający rodziny, rodzący i wychowujący dzieci. Stać ich na zdolność przewidywania różnych zdarzeń losowych. Chcą zapewnić swoim synom i córkom maksimum bezpieczeństwa także w sytuacji, gdy jakaś tragedia - np. wypadek samochodowy - sprawi, że ich dzieci zostaną same. Godzą się więc nawet na lichwiarskie warunki i comiesięczną daninę wpłacaną różnej maści towarzystwom lub funduszom ubezpieczeniowym. A jednocześnie nie dostrzegają, że ich dzieci mogą stać się ofiarą prawa, które spowoduje, że zostaną adoptowane i trafią pod "opiekę" homoseksualnych zboczeńców.
Nie tylko "pedały i lesbijki" budzą zaniepokojenie Henryka Jezierskiego. Ponieważ posiada czyste przekonania "patriotyczno-narodowe" - obawia się o los Polski niszczonej i deptanej przez wszechobecnych i wszechmocnych Żydów. W demaskatorskim felietonie "Znakomity Polak ale... patriota" donosi:
"Polacy" w rodzaju L. Balcerowicza, A. Olechowskiego, J. Lewandowskiego. A. Kwaśniewskiego czy H. Suchockiej potrzebowali tylko 10 lat, aby rozkraść bądź zniszczyć powojenny dorobek dwóch pokoleń czterdziestomilionowego narodu, wpędzić go w jeszcze większe zadłużenie, pozbawić kilku milionów miejsc pracy i - na dodatek - wmówić mu, że jest zbyt tępy, zacofany i leniwy, aby móc egzystować bez przyłączenia się do unijnego kołchozu. Oto, co potrafi zdziałać konsekwentna, trwająca od 1944 roku działalność żydokomunistycznych przybłędów najpierw nasłanych przez Moskwę, a teraz realizujących dyspozycje Brukseli. Zmieniła się siedziba internacjonalistycznej centrali, złagodniały nieco metody eliminowania politycznych przeciwników lecz cel pozostał ten sam - zbudować świat bez państw i narodów, gdyż tylko taki twór pozostanie uległy władzy komisarzy i międzynarodowej lichwy.
Henryk Jezierski ma osobistych wrogów - wśród nich lokalnych dziennikarzy z Trójmiasta. Rozprawia się z nimi w swoim stylu: :
Do pani Szczepuły nic nie mamy bowiem jest to osoba wyjątkowo "transparentna" w swoich sympatiach do żydokomuny w jej wersji najczystszej (tzw. żydy). Daje temu wyraz nawet w niby-katolickim czasopiśmie pt. "Gwiazda Morza", które dzięki prezentowanym treściom i autorom takim jak B. Szczepuła zyskało sobie jak najbardziej zasłużone miano "Gwiazdy Syjonu".
Przytoczone przykłady - to tylko cytaty z dynamicznej działalności publicystycznej Henryka jezierskiego. Nie ulega też wątpliwości, że nie jest on osamotniony w swych poglądach. Posiada licznych przyjaciół i sojuszników w szeregach skrajnej prawicy, wielbicieli księdza Rydzyka z "Radia Maryja", Ligi Rodzin Polskich i pisemkach, w których słowo "Polska" odmieniane jest na wszystkie możliwe sposoby.
Jednak: prywatne przekonania, nawet najbardziej zwierzęce i patologiczne, nie mogą być biletem do bezkarności. Henryk Jezierski nie tylko obraża i podżega do nienawiści, ale w sposób oczywisty łamie prawo, naruszając dobra osobiste kilku milionów obywateli RP. Dlatego, trzeba mu dać po powalanych brunatną farbą łapach. Jak najszybciej!
Janusz Marchwiński
Powodzenia!
Czy sam uczęszczasz do psychiatry?
To nieźle a na org.Jewsh czytam ze zostało nas 3tys po 68 roku aż się rozpłakałem a teraz czytam ze jest nas w tym strasznym antysemickim kraju już kilka milionów!
Hurra! i wesołego Chanuki! Szalom!