logo Queer.pl Dawniej Innastrona.pl
23.01.2018    STARTSKLEPKONTAKT

...
0
0
4

Konkurs o Nagrodę Tęczowego Pióra 2003

Laureat w dziale prozy: Tomasza Klarecki - "Niech nas zobaczą"

Dodano: 16.12.2003, Aktualizacja: 16.12.2003

Konkurs literacki o Nagrodę Tęczowego Pióra 2003 Międzynarodowego Stowarzyszenia Gejów i Lesbijek na Rzecz Kultury rozstrzygnięty! Do konkursu zgłoszono 67 prac w dwóch kategoriach: poezji i prozy. Spośród nich Jury, w składzie: prof. Maria Szyszkowska - Senator RP, Anna Bojarska - redaktor niezależny i pisarka, Janusz Marchwiński - redaktor naczelny największego portalu dla lesbijek i gejów w Polsce (www.innastrona.pl), oraz Jerzy Nasierowski - pisarz wybrało dwie prace. Prezentujemy dzisiaj laureata w dziale prozy - Tomasza Klareckiego z Gdańska. Jego opowiadanie pod tytułem "Niech nas zobaczą" zdobyło 318 punktów z możliwych 400. Niebawem, przedstawimy wiersze laureata w dziale poezja - Macieja Kempińskiego z Warszawy. Jurorzy w swoich opiniach podkreślali wysoki poziom nadesłanych prac, oraz zaangażowanie, z jakim autorzy poruszali tematykę problemów osób homoseksualnych. Wręczenie nagród, grawerowanych wiecznych piór, ufundowanych przez Biuro Pełnomocnika Rządu ds. Równego Statusu Kobiet i Mężczyzn, odbędzie się na początku stycznia 2004 roku. Zapraszamy do lektury. - Najbardziej boli, że to wszystko moja wina. Ania nie chciała brać w tym udziału. To ja, głupia, uwierzyłam, że żyję w nowych czasach. A one wcale się nie zmieniły. Są takie same, jak wtedy, gdy palono nas na stosie. Bo tak było, prawda ? Czarownice to były lesbijki. Nie chciały się bzykać z facetami i za to palono je żywcem. Straszna śmierć. - Pamięta pan ... ale nie. Będę ci mówić na ty. Zgadzasz się, prawda ? Pamiętasz akcję "Niech nas zobaczą"? Oczywiście, musisz pamiętać. Zdjęcia gejowskich i lesbijskich par w tygodnikach i na bilbordach. Mili chłopcy, sympatyczne dziewczyny, trzymają się za ręce. Płowe włosy, słowiański wygląd, idylla. Wielu ludzi o znanych nazwiskach zaangażowało się w tę akcję. Pisarze, filmowcy, muzycy, aktorzy. Chcieli krzewić w ten sposób tolerancję. Ktoś "sprzedał" mój numer komórki krakowskiej fundacji organizującej akcję. Nigdy nie dowiedziałam się, kto. To zresztą bez znaczenia. Zadzwoniła do mnie pani Rotulska albo Rotowska, z Krakowa. Szybko mnie przekonała, że Ania i ja jesteśmy idealną parą na plakat i do gazety. Nie było trudno. Wtedy też tak myślałam. Anka, gdy jej o tym powiedziałam, wrzasnęła, że chyba zgłupiałam. Gadałyśmy tylko o tym przez trzy dni. Ja, że tak, ona, że nie. Cały czas powtarzała, że otoczenie, w którym żyjemy, nie dojrzało do takiej akcji. Byłam głupia, nie wierzyłam. Pytałam "Co się nam może stać?" Gorzkawy posmak jesieni unosił się w przepełnionym kurzem powietrzu i mieszał z ckliwym zapachem spalin. Ginął i odnajdywał się w nieoczekiwanych miejscach: na rogach ulic, w ciemnych bramach kamienic. Kora rozdymała nozdrza, łapiąc każdą smużkę. Obracała głową na wszystkie strony. "Jak pies myśliwski ze starej ryciny" pomyślała. Wciągała trochę powietrza przez nos i starała się jak najdłużej zatrzymać je przy podniebieniu, gdzie smakowało najlepiej. Ucieszyła się, gdy, wracając z pracy, napotkała jesienny zapach. Był nie na czasie, trwał przecież koniec lata. Kojarzył się jej z kasztanowcami na ulicach Wałcza, przydomowymi ogródkami, skruszałymi tynkami przysadzistych, poniemieckich domów, trzepakami na podwórkach. Znowu pojawił się i znikł. Wabił, jak zapach świeżego pieczywa, wypływający z pamięci z dala od sklepów i piekarni, kusząco-słodki. "Dręczący niemożnością spełnienia" przypomniała sobie fragment jakiegoś wiersza. Uderzenie wiatru pokryło ją kurzem, poczuła ukłucie piasku na policzkach. Odruchowo oblizała wargi. Zanurzyła palce w torebce, w powodzi drobnych przedmiotów. Wyłoniły się trzymając długą, wąską, papierową harmonijkę. Zręcznym ruchem wyczarowała maseczkę chirurgiczną i zawiązała wokół twarzy. Ruszyła, znowu oddychając swobodniej. Zeszła z chodnika na jezdnię. Poruszała się szybko i sprawnie wśród aut. Metalowe pudełka pełzły powoli, w niekończących się kolumnach. Ślimacze tempo, udręka kierowców, było błogosławieństwem pieszych. Jezdnią można było iść znacznie szybciej, niż zatłoczonym chodnikiem. Maseczka na twarzy Kory ściągała spojrzenia, zdziwione, rozbawione, rzadko obojętne. Kierowcy chętnie zawieszali wzrok na szczupłej, zgrabnej dziewczynie w obcisłych dżinsach i stylizowanej na ludową, krótkiej, odsłaniającej pępek bluzeczce. Niektórzy, żądni wrażeń, przewiercali wzrokiem cienki materiał w nadziei, że nie znajdą pod nim stanika. Inni rozmarzali się, patrząc na powabne, zamaskowane zjawisko. Z zadumy wyrywał ich klakson stojącego z tyłu samochodu, nieodmiennie kierowanego przez kobietę. Mamrotali pod nosem niepochlebne uwagi o babach za kierownicą. Ze znużonym westchnieniem pokonywali kolejne cztery metry asfaltu. Kierowca szarego mercedesa, przed którego maską akurat przechodziła, zatrąbił. Wzdrygnęła się, spojrzała w jego kierunku. Przywoływał ją ruchami dłoni i wydymał usta w udanych pocałunkach. Pokazała mu skierowany do góry środkowy palec w powszechnie znanym "harcerskim pozdrowieniu". Z satysfakcją zauważyła rozbawienie na twarzach kierowców i przechodniów. Zniknęła za zieloną ciężarówką. - Potem zadzwoniła "Gazeta Wyborcza", a właściwie ten cotygodniowy magazyn ... wychodzi w czwartki ... tak, "Duży Format". Dzwonił jakiś redaktor z zaproszeniem na sesję zdjęciową i wywiad. Powiedziałam, że ja bardzo chętnie, ale moja dziewczyna wciąż się waha. Zadzwonił dzień później. Przyznał, że wiele par zgłosiło wątpliwości i zaprosił na dyskusję do redakcji. Anka zgodziła się od razu. "To nie boli" powiedziała, "pogadać zawsze można, nawet trzeba. Może będą tam jacyś mądrzy ludzie." Poszłyśmy. Jak zaczęli dyskusję, nie mogli skończyć. Gadali i gadali, strasznie długo, ale było ciekawie. Po dwóch godzinach zrobili przerwę. Przynieśli bigmaki, na koszt redakcji, dla każdego po dwa. Wyobraź sobie! Zjadłam jednego, na spółkę z Anią. Resztę oddałyśmy chłopakom z Katowic. Żarli, jakby nie było jutra. W kawie można było utonąć. - Było nas dziesięć par, pięć gejowskich i pięć lesbijskich, kilka osób z fundacji, dwóch redaktorów i fotograf z "Dużego Formatu". Anka mówiła dużo, ja - nic. - Najlepiej pamiętam opowiadanie gejowskiej pary ze Szczecina. Mówili, że jak chcą się trzymać za ręce i całować na ulicy, to jadą do Niemiec, nawet nie do Berlina, tylko tuż za granicę. Nikogo tam nie obchodzi, co robią, nikt nie przygląda im się dłużej, niż chłopakowi z dziewczyną. Polakom, których tam dużo przyjeżdża, też to nie przeszkadza. Jak się pocałują na ulicy w Szczecinie, co drugi przechodzień mówi "Cholerne pedały", niby do siebie, ale tak, żeby słysz...   ( Pozostało znaków: 27754 )
Autor: Brak informacji

Ten artykuł został przeniesiony do archiwum

Dostęp do archiwalnych artykułów (starszych 4 tygodnie) możliwy jest dla abonentów serwisu »Przyjaciel Queer.pl. Dostęp do pojedyńczych artykułów z archiwum możliwy jest także za pomocą wiadomości SMS.

UZYSKAJ DOSTĘP DO ARCHIWALNYCH ARTYKUŁÓW
» Zostań abonentem Przyjaciel Queer.pl by czytać materiały bez kodów i bez ograniczeń lub...


WPISZ KOD

OK
System mikropłatności SMS-owych dostarczany jest przez:
Logo Mobiltek
UZYSKAJ DOSTĘP DO TEGO ARTYKUŁU

Wyślij SMS na numer 7268 o treści:
IS CZYTAJ 186191   (koszt: 2zł + VAT)
Otrzymasz kod, dzięki któremu uzyskasz dostęp do materiału przez 48 godzin.

Zapisz Zapisz stronę Magazyn+ Magazyn Pełny ekran Pełny ekran
REKLAMA
REKLAMA

© 1996-2018 Prawa autorskie zastrzeżone, ISSN 2299-9019
666
Bądź queer na facebooku