Strona główna Aktualności Społeczność
Profile Grupy Przewodnik Wydarzenia Wsparcie
Ogłoszenia
Towarzyskie Pokoje i mieszkania Praca Ogłoszenia drobne Edukacja Pozostałe Dodaj
Queeroteka
Książki Filmy i seriale Quizy Patronat Queer.pl
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Kontakt Reklama Regulamin
Queer.pl Portal osób LGBT+
Menu
Logowanie Rejestracja
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Wtorek, 16.12.2003 00:00

Konkurs o Nagrodę Tęczowego Pióra 2003

Podziel się Tweetnij Skomentuj (4)
Podziel się Tweetnij Skomentuj (4)

Laureat w dziale prozy: Tomasza Klarecki - "Niech nas zobaczą"

Konkurs literacki o Nagrodę Tęczowego Pióra 2003 Międzynarodowego Stowarzyszenia Gejów i Lesbijek na Rzecz Kultury rozstrzygnięty! Do konkursu zgłoszono 67 prac w dwóch kategoriach: poezji i prozy. Spośród nich Jury, w składzie: prof. Maria Szyszkowska - Senator RP, Anna Bojarska - redaktor niezależny i pisarka, Janusz Marchwiński - redaktor naczelny największego portalu dla lesbijek i gejów w Polsce (www.innastrona.pl), oraz Jerzy Nasierowski - pisarz wybrało dwie prace.
Prezentujemy dzisiaj laureata w dziale prozy - Tomasza Klareckiego z Gdańska. Jego opowiadanie pod tytułem "Niech nas zobaczą" zdobyło 318 punktów z możliwych 400.
Niebawem, przedstawimy wiersze laureata w dziale poezja - Macieja Kempińskiego z Warszawy.

Jurorzy w swoich opiniach podkreślali wysoki poziom nadesłanych prac, oraz zaangażowanie, z jakim autorzy poruszali tematykę problemów osób homoseksualnych.
Wręczenie nagród, grawerowanych wiecznych piór, ufundowanych przez Biuro Pełnomocnika Rządu ds. Równego Statusu Kobiet i Mężczyzn, odbędzie się na początku stycznia 2004 roku. Zapraszamy do lektury.

- Najbardziej boli, że to wszystko moja wina. Ania nie chciała brać w tym udziału. To ja, głupia, uwierzyłam, że żyję w nowych czasach. A one wcale się nie zmieniły. Są takie same, jak wtedy, gdy palono nas na stosie. Bo tak było, prawda ? Czarownice to były lesbijki. Nie chciały się bzykać z facetami i za to palono je żywcem. Straszna śmierć.
- Pamięta pan ... ale nie. Będę ci mówić na ty. Zgadzasz się, prawda ? Pamiętasz akcję "Niech nas zobaczą"? Oczywiście, musisz pamiętać. Zdjęcia gejowskich i lesbijskich par w tygodnikach i na bilbordach. Mili chłopcy, sympatyczne dziewczyny, trzymają się za ręce. Płowe włosy, słowiański wygląd, idylla. Wielu ludzi o znanych nazwiskach zaangażowało się w tę akcję. Pisarze, filmowcy, muzycy, aktorzy. Chcieli krzewić w ten sposób tolerancję. Ktoś "sprzedał" mój numer komórki krakowskiej fundacji organizującej akcję. Nigdy nie dowiedziałam się, kto. To zresztą bez znaczenia. Zadzwoniła do mnie pani Rotulska albo Rotowska, z Krakowa. Szybko mnie przekonała, że Ania i ja jesteśmy idealną parą na plakat i do gazety. Nie było trudno. Wtedy też tak myślałam. Anka, gdy jej o tym powiedziałam, wrzasnęła, że chyba zgłupiałam. Gadałyśmy tylko o tym przez trzy dni. Ja, że tak, ona, że nie. Cały czas powtarzała, że otoczenie, w którym żyjemy, nie dojrzało do takiej akcji. Byłam głupia, nie wierzyłam. Pytałam "Co się nam może stać?"

Gorzkawy posmak jesieni unosił się w przepełnionym kurzem powietrzu i mieszał z ckliwym zapachem spalin. Ginął i odnajdywał się w nieoczekiwanych miejscach: na rogach ulic, w ciemnych bramach kamienic. Kora rozdymała nozdrza, łapiąc każdą smużkę. Obracała głową na wszystkie strony. "Jak pies myśliwski ze starej ryciny" pomyślała. Wciągała trochę powietrza przez nos i starała się jak najdłużej zatrzymać je przy podniebieniu, gdzie smakowało najlepiej.
Ucieszyła się, gdy, wracając z pracy, napotkała jesienny zapach. Był nie na czasie, trwał przecież koniec lata. Kojarzył się jej z kasztanowcami na ulicach Wałcza, przydomowymi ogródkami, skruszałymi tynkami przysadzistych, poniemieckich domów, trzepakami na podwórkach.
Znowu pojawił się i znikł. Wabił, jak zapach świeżego pieczywa, wypływający z pamięci z dala od sklepów i piekarni, kusząco-słodki. "Dręczący niemożnością spełnienia" przypomniała sobie fragment jakiegoś wiersza.
Uderzenie wiatru pokryło ją kurzem, poczuła ukłucie piasku na policzkach. Odruchowo oblizała wargi. Zanurzyła palce w torebce, w powodzi drobnych przedmiotów. Wyłoniły się trzymając długą, wąską, papierową harmonijkę. Zręcznym ruchem wyczarowała maseczkę chirurgiczną i zawiązała wokół twarzy. Ruszyła, znowu oddychając swobodniej. Zeszła z chodnika na jezdnię. Poruszała się szybko i sprawnie wśród aut. Metalowe pudełka pełzły powoli, w niekończących się kolumnach. Ślimacze tempo, udręka kierowców, było błogosławieństwem pieszych. Jezdnią można było iść znacznie szybciej, niż zatłoczonym chodnikiem. Maseczka na twarzy Kory ściągała spojrzenia, zdziwione, rozbawione, rzadko obojętne. Kierowcy chętnie zawieszali wzrok na szczupłej, zgrabnej dziewczynie w obcisłych dżinsach i stylizowanej na ludową, krótkiej, odsłaniającej pępek bluzeczce. Niektórzy, żądni wrażeń, przewiercali wzrokiem cienki materiał w nadziei, że nie znajdą pod nim stanika. Inni rozmarzali się, patrząc na powabne, zamaskowane zjawisko. Z zadumy wyrywał ich klakson stojącego z tyłu samochodu, nieodmiennie kierowanego przez kobietę. Mamrotali pod nosem niepochlebne uwagi o babach za kierownicą. Ze znużonym westchnieniem pokonywali kolejne cztery metry asfaltu.
Kierowca szarego mercedesa, przed którego maską akurat przechodziła, zatrąbił. Wzdrygnęła się, spojrzała w jego kierunku. Przywoływał ją ruchami dłoni i wydymał usta w udanych pocałunkach. Pokazała mu skierowany do góry środkowy palec w powszechnie znanym "harcerskim pozdrowieniu". Z satysfakcją zauważyła rozbawienie na twarzach kierowców i przechodniów. Zniknęła za zieloną ciężarówką.

- Potem zadzwoniła "Gazeta Wyborcza", a właściwie ten cotygodniowy magazyn ... wychodzi w czwartki ... tak, "Duży Format". Dzwonił jakiś redaktor z zaproszeniem na sesję zdjęciową i wywiad. Powiedziałam, że ja bardzo chętnie, ale moja dziewczyna wciąż się waha. Zadzwonił dzień później. Przyznał, że wiele par zgłosiło wątpliwości i zaprosił na dyskusję do redakcji. Anka zgodziła się od razu. "To nie boli" powiedziała, "pogadać zawsze można, nawet trzeba. Może będą tam jacyś mądrzy ludzie." Poszłyśmy. Jak zaczęli dyskusję, nie mogli skończyć. Gadali i gadali, strasznie długo, ale było ciekawie. Po dwóch godzinach zrobili przerwę. Przynieśli bigmaki, na koszt redakcji, dla każdego po dwa. Wyobraź sobie! Zjadłam jednego, na spółkę z Anią. Resztę oddałyśmy chłopakom z Katowic. Żarli, jakby nie było jutra. W kawie można było utonąć.
- Było nas dziesięć par, pięć gejowskich i pięć lesbijskich, kilka osób z fundacji, dwóch redaktorów i fotograf z "Dużego Formatu". Anka mówiła dużo, ja - nic.
- Najlepiej pamiętam opowiadanie gejowskiej pary ze Szczecina. Mówili, że jak chcą się trzymać za ręce i całować na ulicy, to jadą do Niemiec, nawet nie do Berlina, tylko tuż za granicę. Nikogo tam nie obchodzi, co robią, nikt nie przygląda im się dłużej, niż chłopakowi z dziewczyną. Polakom, których tam dużo przyjeżdża, też to nie przeszkadza. Jak się pocałują na ulicy w Szczecinie, co drugi przechodzień mówi "Cholerne pedały", niby do siebie, ale tak, żeby słyszeli. Jeżeli w Niemczech Polakom nie przeszkadzają homoseksualiści, to dlaczego przeszkadzają im w Szczecinie ? "Miłość mężczyzny z mężczyzną nie odstręcza heteroseksualnych sama w sobie, tylko w zależności od miejsca, w którym ją spotykają." Tak to mądrze powiedzieli, że sobie zapisałam i nauczyłam się na pamięć. Tylko zamiast "mężczyzny z mężczyzną" wstawiłam "kobiety z kobietą". Mówili, że od 1 maja 2004 roku będziemy w Unii, a tam panują inne zwyczaje. Trzeba wstrząsnąć świadomością. Pokazać, że jesteśmy tacy, jak inni, pracujemy, uczymy się, śmiejemy, płaczemy, kochamy. Nikomu nie zagrażamy, jesteśmy częścią tego społeczeństwa. Dobrze mówili, nawet Ania przyznała im rację.
- Odezwałam się tylko raz. Powiedziałam, że nie chcę ukrywać się, jak przestępca. Chcę chociaż raz zachłysnąć się wolnością, choćbym miała poświęcić całe swoje dotychczasowe, zakłamane życie.

Czteropiętrowy blok, w którym mieszkała z Anią, miał trzy klatki schodowe. Wychodziły na podwórze. Zawsze, gdy była blisko tej środkowej, ogarniało ją miłe podniecenie, perspektywa znanych i lubianych chwil dzielonych z kochaną osobą. Teraz zastąpił je strach. Każdego dnia, od tygodnia, łudziła się myślą, że Ania wróci, znajdzie ją piszącą przy kuchennym stoliku, albo w fartuchu, krojącą cebulę do szaszłyka. I każdego dnia mieszkanie było puste. Nie mogła znieść myśli o kolejnym rozczarowaniu. Przystanęła. Chciała zawrócić, pójść dokądkolwiek, roztopić się w ludzko-samochodowym wirze Warszawy. Otworzyła drzwi klatki i zmusiła się do wejścia na drugie piętro. Stanęła przed drzwiami mieszkania, serce tłukło się jak ptak w klatce.
- Spokojnie - szepnęła sama do siebie. - Wejdź do środka.
Zgrzyt klucza w zamku trochę ją uspokoił. Drzwi otworzyły się cicho i zaskrzypiały, gdy zamykała je za sobą.
W mieszkaniu nie było nikogo.
Patrzyła bezmyślnie na kuchnię. Poczuła ogromne zmęczenie. Położyła się na wersalce. Podciągnęła nogi wysoko pod brodę i starała się nie płakać.
Płacz w końcu przyszedł. Bezgłośny, bolesny, bez łez. Obrazy przeszłości mieszały się z tym, co mogło być i z niejasnymi, ponurymi wizjami jutra.

- Ania powiedziała mi wieczorem, że mówiłam przekonująco, z pasją. Zrobiłam na wszystkich duże wrażenie. Bardzo się ucieszyłam, że mnie pochwaliła. Potem ... to była cudowna noc ... nie wiedziałam ...
- To tak trudno o tym mówić. Tak trudno ... myśleć. Tyle nadziei ... miłości ... wszystko na nic ... bo ja, to ja ją zmusiłam ...
- Tak, muszę przestać płakać. Chcę ci to opowiedzieć. Chociaż facetom nie mówi się takich rzeczy. Ale muszę ... Nie mówi się, jak było w łóżku. Podobno heteryczki mówią. Mówią swoim facetom, jacy są wspaniali. A swoim przyjaciółkom mówią prawdę, jakie są niezaspokojone. Lesby nie mają komu mówić. Z heteryczkami w ogóle nie da się gadać. Z inną lesbijką ... to trochę tak, jak z facetem. Zaraz myśli, że ją podpuszczasz albo chcesz z nią iść do łóżka.
- Wiem, powinnam się zwierzyć. Wyrzucić wszystko z siebie. Ten żal, poczucie winy, ... krzywdy ... zniszczą mnie, rozsadzą od środka, jak potwór z filmu "Obcy", wykluwający się z ciała swojej ofiary. Widziałeś ten film? Muszę ci zaufać. Nie będziesz kolejnym człowiekiem, który mnie okłamie i skrzywdzi, prawda? Przepraszam, histeryzuję. Tak bardzo czuję się podeptana ... samotna ... Nie, już nie płaczę. Daj mi tę chusteczkę, tak ... dziękuję ...
- W tę noc, po dyskusji w redakcji, kochałyśmy się. Nigdy jeszcze nie miałam w sobie tyle miłości ... dla niej. A ona nigdy nie roztapiała się w moich rękach tak namiętnie i gwałtownie. Powiedziała, że byłam cudowna. Często tak mówiła, ale wtedy ... usłyszałam w jej głosie ogień. Ona też uświadomiła sobie, że warto się zachłysnąć miłością i wolnością. Powiedziała, że zgadza się na sesję zdjęciową. Wiem, jestem o tym przekonana, że w jakiś dziwny, opaczny sposób zmusiłam ją miłością do zrobienia tych nieszczęsnych zdjęć. Uruchomiłam bieg wydarzeń, które zniszczyły ją i mnie.
- No i stało się. W "Dużym Formacie" ukazało się nasze zdjęcie. Anka i ja. Trzymamy się za ręce i tak ładnie się uśmiechamy. Pod zdjęciem opisali, jak budujemy razem nasze życie, jakie to czasami trudne i jak świetnie sobie radzimy. No i cisza, spoko, po bólu. Tak się nam wtedy wydawało.

Gdy obudziła się, za oknami było ciemno. Poszła do łazienki i umyła zęby, żeby pozbyć się gorzkiego smaku w ustach. Zmyła rozmazany makijaż. Zrobiła siusiu. Długo siedziała na sedesie zastanawiając się, czy wyjść z łazienki. W końcu postanowiła pozostać w małym, ładnie pachnącym, bezpiecznym pomieszczeniu. Puściła wodę do wanny i wlała pod strumień sporą porcję płynu do kąpieli. Patrzyła, jak szybko rośnie półksiężyc piany.
Zrzuciła ubranie i wstawiła już jedną nogę do wanny, gdy poczuła pragnienie.
- Za mało piję - powiedziała na głos sama do siebie.
Otworzyła drzwi łazienki i pobiegła do kuchni. Prawa stopa, mokra i śliska od piany, zawiodła ją na zakręcie. Z hukiem wylądowała na ościeżnicy, uderzając się boleśnie w biodro. Masując obolałe miejsce klęła na cały świat, podstępny i wrogi.

- Nawet było fajnie. Zrobiłyśmy się sławne. Dzwoniło mnóstwo ludzi, z całej Warszawy i nie tylko. Lesbijki, geje, hetero. Nie wiedziałam, że mamy tylu znajomych. Gratulowali, podziwiali naszą odwagę. Lesbijskie pary pytały, jak sobie to załatwiłyśmy. Dzwonił ojciec. Nawet mama powiedziała kilka słów. Że ładnie wyglądamy na tym zdjęciu. Tatuś był cudowny. Autentycznie się cieszył. Był ze mnie dumny. Tak bardzo go kocham.
- Wiesz, czytałam opowiadanie. Na "Innej stronie", takiej stronie internetowej dla gejów i lesbijek. Nazywało się "Ay z Wysokiego Zamku". Piękne opowiadanie. Zaczynało się tak: "Być lesbijką to trochę tak, jak być kurwą - nie masz się czego wstydzić, ale wśród tak zwanych normalnych ludzi czujesz się nieswojo. Żeby przestać się bać, musisz zacząć krzyczeć."
- To prawda, z tym krzykiem. Chciało mi się krzyczeć, z radości. Że się pokazałam całemu światu. Wykrzyczałam tym zdjęciem, że jestem lesbijką. Że nie będę kłamać, nie będę się kryć. Zachłysnęłam się wolnością. Zachłysnęłam się raz i poszłam na dno.
- To takie niesprawiedliwe. Nie, zostaw te chusteczki, nie będę płakać. Jeszcze dużo zostało do opowiadania.

Wybuch gniewu trochę ją uspokoił. Zapaliła światło, wrzuciła do szklanki trzy kostki lodu i nalała soku pomarańczowego. Wypiła łapczywie kilka łyków. Odetchnęła głęboko, z zadowoleniem, zlizując z warg chłodny płyn. Jej wzrok powędrował do kuchennego okna. Za szybą ujrzała siebie samą, zupełnie nagą, ze szklanką w ręku. Zdrętwiała, potem rozluźniła się i uśmiechnęła psotnie. Po drugiej stronie ulicy było seminarium duchowne. Ciemne okna nie dawały oznak życia, ale nie miała trudności z wyobrażeniem sobie kleryków, obserwujących ją ukradkiem zza firanek. Wątpiących w swoje powołanie. Pobiegła zamknąć wodę w łazience i wróciła do kuchni. Poruszała się wolno, z wyrachowaniem, tanecznym krokiem. Pokazywała ukrytym za firankami podglądaczom wszystkie swoje wdzięki. Postawiła na tacy duży dzbanek soku z kostkami lodu. Wygrzebała z głębi lodówki półlitrową butelkę wódki, do połowy pustą. Pamiętała, że kupiła ją dwa dni wcześniej. Wtedy była pełna. Wzruszyła ramionami. Wlała zawartość butelki do dzbanka. Wyszła z kuchni nie gasząc światła. Miała nadzieję, że oczarowani, przylepieni do szyb klerycy będą trwali w niewygodnych pozach, czekając na jej powtórne wejście na scenę.
Postawiła tacę przy wannie i stanęła przed lustrem. Popatrzyła na siebie krytycznie. Podała piersi do przodu. Ustawiła się profilem. Wypięła pośladki. Widok w lustrze kończył się tuż pod nimi, nie widziała nóg. Stanęła na palcach. Sylwetka w lustrze powykrzywiała się groteskowo, w dodatku trudno było jej utrzymać równowagę. Wybiegła z łazienki i wróciła taszcząc ze sobą krzesło i buty na wysokim obcasie. Teraz było super. Widziała całe swoje ciało, od szyi w dół. Odbiciu brakowało głowy. Tym lepiej. Miała zastrzeżenia do wąskich ust i mocnego podbródka. Z westchnieniem satysfakcji zakończyła oględziny.
- Gdybym była lesbijką, to bym na siebie leciała - powiedziała głośno.
Podobał jej się ten logiczny i językowy łamaniec. Odniosła krzesło do pokoju i włączyła muzykę "Feng Shui". Nie zamknęła drzwi łazienki. Zdjęła buty i zanurzyła się w pachnącej pianie.
Półtora godziny później Kora stanęła przed rzędem oczekujących na klientów taksówek. Postój był niedaleko, prawie na sąsiedniej ulicy. Na twarzy miała nowy makijaż, na ciele swoje najlepsze dyskotekowe ciuchy, W żyłach grał zmieszany z sokiem pomarańczowym alkohol.
- Który z panów - zawołała trochę za głośno - zawiezie mnie do dyskoteki "Eden" ?
Od grupy rozprawiających o losach świata taksówkarzy oderwał się niski, gładko ogolony mężczyzna z wydatnym brzuszkiem.
- Czy na pewno ... - Korę trochę zatchnęło i dokończyła nieprzekonywująco surowym tonem - ...wie pan, gdzie jest "Eden" ?
- Jasne - wzruszył ramionami. Pojechali.

- W pracy nie miałam żadnych przykrości. Niektóre koleżanki wiedziały już wcześniej, że jestem lesbijką, inne nie. Zdjęcie ukazało się w czwartek. Przed południem do pokoju pielęgniarek weszła doktor Zarębska i pogratulowała mi odwagi. Tak przy wszystkich, więc musiałam powiedzieć, o co chodzi. Do wieczora pewnie wszystkie siostry już wiedziały, bo takie rzeczy się u nas rozchodzą lotem błyskawicy. W piątek wezwała mnie siostra Helena, nasza przełożona. "Klops", pomyślałam, "na pewno ma pretensję, że nic jej nie powiedziałam i że dowiaduje się ostatnia." Pokazała artykuł w "Dużym Formacie" i spytała, czy sława nie uderzy mi do głowy. Zażartowała, że jak się będę dobierać do innych pielęgniarek, to ona się dobierze do mnie. Szłam do niej z duszą na ramieniu, myślałam, że powie mi coś przykrego. Bardzo się ucieszyłam. Ucałowałam ją z radości, a ona w krzyk, że się do niej dobieram. Tak dla jaj. Poleciała do reszty sióstr i mówi: "Jestem wciąż atrakcyjna, bo Kora na mnie leci." A to baba jak armata, prawie metr osiemdziesiąt wzrostu i sto kilo wagi, 55 lat i wąsik, jak u dragona. Dużo było śmiechu. Co? Mało wyszukane żarty? Wolę takie z ust dobrych ludzi, niż odwrotnie. Jak się wyśmiałyśmy, siostra Helena ogłosiła, że to pierwsza i ostatnia rozmowa o mojej orientacji seksualnej. "Nie życzę sobie żadnych aluzji, docinków, niczego" oświadczyła. Takim tonem, że mogłam być spokojna. Nikt mnie, ani o mnie nie powie nic złego. Wszystkie bałyśmy się siostry Heleny, jak ognia. Ja też, nie wiem dlaczego. To dobra, ciepła, wspaniała kobieta.
- Był kłopot z lekarzami. Mamy takich dwóch na oddziale, co się uważają za siódmy cud świata. Obydwaj żonaci, a każdą młodą pielęgniarkę ciągną do łóżka. Mnie też próbowali. Zaczęły się teksty, że się marnuję. Że mnie wyleczą z "dewiacji". Terapia indywidualna, 20 seansów, efekt murowany. Wydawali się sobie bardzo dowcipni. Poszłam do siostry Heleny, poskarżyłam się. Co takiego im powiedziała, nie wiem, ale od razu dali mi spokój.

Pod czerwonymi, fantazyjnie poskręcanymi, neonowymi literami "Eden" stała grupka młodych mężczyzn. Rozstąpili się i przepuścili Korę bez wstrętów. Zatrzymał ją bramkarz.
- Mamy komplet - oświadczył.
Kora za dużo zainwestowała w fantazje o tłumie pięknych, pożądających ją dziewczyn, żeby się poddać.
- Mam dołączyć do znajomych - skłamała, patrząc bramkarzowi prosto w oczy.
- Znajomych ? - uniósł w zdumieniu brwi.
Kora uznała, że bramkarz jest pakerem o ptasim móżdżku. Postanowiła dużo mówić, żeby go ogłupić i oszołomić.
- Andżela, Dominika i Diana - zaszczebiotała. - Są tu w środku już od godziny, mają własny stolik. Wysłały mi SMS-a, że muszę do nich dołączyć, bo są we trzy, rozumie pan, nieparzysta liczba. Świetnie się bawią. Czekają, miejsce przy stoliku wolne. Nie mogę ich rozczarować.
Zręcznym ruchem ominęła bramkarza. Paplanina Kory faktycznie ogłuszyła go nieco, ale nie osłabiła refleksów. Złapał ją za ramię.
- Puść mnie, ty napakowany bucu - zasyczała - bo tak się wydrę, że te pedalskie, czerwone literki posypią ci się na głowę.
- Zostaw ją, Ziutek !
Głos należał do młodego, wysokiego mężczyzny w skórzanej marynarce, który odłączył od grupki stojącej przed wejściem
- Ale, panie Karolu - jęknął bramkarz - przecież wie pan ...
- Puść ją - powtórzył spokojnie i rozkazująco Karol. - Ona jest ze mną.
- Nie jestem z panem - oświadczyła wojowniczo Kora, upewniwszy się, że "Ziutek" puścił jej ramię. - Chcę dołączyć do przyjaciółek.
- Oczywiście. Pomogę je pani odszukać. Jest tu pani pierwszy raz, prawda ?

- W niedzielę rano zadzwonił Anki brat. Starszy od niej o kilka lat. Mieszka tam, gdzie rodzice, w Iławie. Zrobił jej straszną awanturę. Wrzeszczał, że rodzice się rozchorowali, przez nią, jak im sąsiad przyniósł gazetę i pokazał zdjęcie. Mówili, że to nie Ania, tylko podobna, sobowtór, ale w sąsiedztwie i tak wszyscy ją rozpoznali. Ojciec ma nadciśnienie i tak źle się poczuł, że pogotowie go zabrało, w nocy z soboty na niedzielę. Wylew, nie wiadomo, czy przeżyje. Brat kazał jej natychmiast przyjeżdżać do Iławy. "Będziesz miała ojca na sumieniu" powiedział, więc pojechała. Wróciła roztrzęsiona, późnym wieczorem. Okazało się, że z ojcem wcale nie było źle. Leżał w szpitalu, ale tylko na obserwacji. Żadnego wylewu nie było. Za to brat i bratowa dali jej tak popalić, że poczuła się ostatnią szmatą. "Kurwa", to było słowo, które słyszała najczęściej od braciszka. A z matką zero kontaktu. Nie chciała się z Anią widzieć, nie wpuściła jej do mieszkania.
- Ubłagałam ją, żeby więcej tam nie jeździła. Co z tego, jak braciszek dzwonił codziennie i dołował ją, jak mógł. Matka przestała wychodzić z domu. Ojcu się pogorszyło. I wszystko Ani wina. Narobiła gówna, a on musi sprzątać, tak wrzeszczał. Ma wrócić do Iławy i zająć się rodzicami. Ma znaleźć faceta i przedstawić go wszystkim, jako narzeczonego. Ma dać sprostowanie do lokalnej gazety, że to nie ona jest na zdjęciu. Albo, że ta druga ze zdjęcia, koleżanka, wysłała je do "Dużego Formatu" i nakłamała, że są lesbijkami. Cokolwiek, byleby zachować pozory i wrócić do wygodnego kłamstwa.
- Z tych dziesięciu par, które dyskutowały w redakcji, trzy się wycofały. Zdecydowali się nie ujawniać i mieli rację.

Kora faktycznie była w "Edenie" pierwszy raz. Prawdę mówiąc, tylko raz wcześniej w życiu słyszała tę nazwę. Dwaj lekarze rozmawiali przy niej o trzecim. Nie zwracali na nią uwagi, tak samo, jak nie krępowała ich obecność szpitalnych mebli. Opisywali jego gejowski tryb życia.
- Znajduje sobie ciągle nowych w "Edenie" - mówił jeden, nawiązując do wcześniejszej wypowiedzi o wysokiej aktywności seksualnej gejów.
- Eden ? - podniósł pytająco głos drugi.
- Taka dyskoteka gejów i lesbijek - wyjaśnił pierwszy.
Na podstawie tej zdawkowej wypowiedzi w umyśle Kory powstał obraz dyskoteki "Eden", w której homoseksualne pary obojga płci wirują w niekończącym się, lubieżnym tańcu. Naładowana wypitymi w wannie "fikołkami" postanowiła zanurzyć się w świecie różnym od tego, który zawalił się jej na głowę wraz z odejściem Ani.
Popatrzyła na Ziutka i Karola. Bramkarz wzruszył ramionami i obrócił się tyłem. Karol patrzył na nią i lekko się uśmiechał. Pewnym krokiem ruszyła w ciemne wnętrze dyskoteki.
Przestrzeń pomiędzy parkietem i wysoko sklepionym stropem była gęsta od kłębiących się tonów muzyki techno. Pulsujący w jej rytm tłum składał się z mężczyzn wysokich i niskich, chudych i tęgich, odrażająco pięknych i sympatycznie brzydkich, łysych i obdarzonych gęstą czupryną, pół nagich i ciepło ubranych, błyszczących wszystkimi kolorami tęczy i przyobleczonych w żałobną czerń. Nie było wśród nich ani jednej kobiety.
Kora posuwała się brzegiem parkietu, zręcznie unikając rozhasanych tancerzy. Próbowała przebić oczyma prawie absolutną ciemność wiszącą nad stolikami. Szukała rozpaczliwie najmniejszego choćby śladu kobiecości. W skąpych błyskach kolorowych reflektorów pojawiały się twarze i fragmenty anatomii. Męskie. Przy stolikach, na krzesłach i kanapach siedzieli sami faceci.
Karol sunął tuż za nią, bez pośpiechu, tak, jak potrafią tylko stali bywalcy. Z rozbawieniem obserwował skupione na niej spojrzenia. Goście "Edenu" patrzyli na dziewczynę, jak na przybysza z innej planety.
Po obejściu parkietu Kora zatrzymała się i odwróciła. Popatrzyła Karolowi w oczy, potem spuściła głowę.
Nie wiedziała, dokąd pójść, ani co ze sobą zrobić.

- Ania chodziła zgaszona, spięta. Jednocześnie z telefonami od brata zaczęły się kłopoty w pracy. Była akwizytorką w hurtowni materiałów tekstylnych, takich z beli. Dobrze sobie radziła. Po dwóch latach pracy potrafiła zarobić co miesiąc 3.000 złotych, na rękę. Klientami były sklepy i kilka małych hurtowni. W większości z nich o kupnie decydowały kobiety. Okazało się, że nie lubią lesbijek. Zaczęły się skargi. Nie dotyczyły orientacji seksualnej. Nagle Ania zrobiła się nieuprzejma, wręcz chamska. Zapominalska. Nieporządna. Brudna. Ubierała się wyzywająco, niestosownie do zawodu akwizytora. Spóźniała się na spotkania. Zmyślone incydenty, wyssane z palca oskarżenia. Padały na podatny grunt, bo Ania od dawna miała na pieńku ze swoim szefem. Zbyt samodzielna, wygadana, ambitna. Widział w niej zagrożenie dla własnej pozycji. Zaczął odbierać jej klientów, przydzielał ich innym akwizytorom. Z powodu skarg. To było zgodne z umową o pracę. Ania umiała się bić o swoje i walczyłaby jak lwica, gdyby nie kłopoty z bratem i rodzicami. Albo zmieniłaby firmę, miała oferty od konkurencji. Ale stała się apatyczna, przyjmowała ciosy bez walki. Po podliczeniu nowego miesiąca jej zarobki spadły o połowę. Wtedy dostała wypowiedzenie. Też zgodnie z umową. Akwizytor musi być maszyną do sprzedawania. Nikt nie chce lesbijki z problemami osobistymi, skonfliktowanej z klientami i z własnym szefem. Nikt. Okazało się, że oferty od konkurencji wyschły. "Zła koniunktura, proszę spróbować za rok."
- To ją dobiło. I nasz związek. Zaczęła mnie obwiniać już po pierwszych telefonach od brata. A ja się złościłam, że nic nie przygotowała, nie ułożyła nic z rodziną, schowała głowę w piasek. Jak straciła pracę, zrobiła się nie do wytrzymania. Nie szukała nowej. Siedziała w domu i oskarżała mnie o wszystko. Zrozumiałam, że ją tracę. Przestałam się z nią sprzeczać. Płakałam i błagałam, żeby mi przebaczyła. Mówiłam, że wszystko jeszcze się ułoży, damy sobie radę. Że musimy się kochać i wspierać. Ale nic już do niej nie docierało. Twierdziła, że byłam głupia, jestem głupia i taką już zostanę. Że jestem najgorszym, co jej się w życiu przytrafiło. Równo tydzień po utracie pracy - zniknęła.
- Zastałam tylko kartkę na stole. Napisała, że odchodzi i żebym jej nie szukała. Nic więcej.

Siedzieli przy czwartej już chyba kawie. Karol zamówił apetycznie wyglądające kanapki. Namawiał ją, żeby coś zjadła. Nie miała na nic ochoty. Opowiedziała mu o sobie i o Ani, o tym, jak było wspaniale i jak głupio złamała sobie życie. Nie wiedziała, dlaczego mówi to zupełnie obcemu człowiekowi. Czuła się z nim tak, jak w ubraniu do Tai Chi, luźnym, przewiewnym, ciepłym, zostawiającym pełną swobodę ruchów.
Gdy wyprowadził ją za rękę z dyskoteki, nie chciała nigdzie z nim iść.
- Ja też straciłem niedawno partnera - powiedział po prostu. - Kochałem go bardzo i już go nie ma. Pomóżmy sobie nawzajem - dodał proszącym tonem.
Poraziło ją, że tak szybko się domyślił. Czyżby miała to wypisane na twarzy ?
- Skąd pan wie ? - spytała.
- To nie takie trudne - machnął ręką. - Tylko desperatki przychodzą same do "Edenu". Jest pani nieszczęśliwa i zagubiona. W naszym środowisku przyczyną takiego stanu jest najczęściej odejście partnera lub partnerki.
Zaciekawił ją. Spodobało się jej, że jest taki przenikliwy. "Trafiłam na cholernego psychoanalityka" pomyślała. "Może właśnie ktoś taki jest mi potrzebny ?"
Opowiedział jej, jak stracił partnera. Dosyć banalna historia niespełnionych oczekiwań i odmiennych spojrzeń na życie. Wzruszył się, łzy stanęły mu w oczach.
- Pani przeżycia z pewnością są bardziej interesujące - zakończył.
Spytała go, czy pamięta akcję "Niech nas zobaczą", zaczęła opowiadać i już nie mogła się zatrzymać. Rozkleiła się. Trudno jej było mówić o rzeczach intymnych z nieznajomym, choć czuła się tak, jak by znała Karola od bardzo dawna. Był facetem! Gejem, tak, był swój, ale o takich rzeczach po prostu nie rozmawiało się z facetami. Jednocześnie chciała mu się zwierzyć, czuła, że musi to zrobić, że nagromadzone w niej żal i poczucie winy rozerwą ją od środka, zniszczą, jak potwór z filmu "Obcy" wykluwający się z piersi swojej ofiary.
Uśmiechnął się ciepło i położył swoją dłoń na dłoni Kory. Potem spoważniał.
- Powiedz mi wszystko - zachęcił. - Musisz to zrobić.
Spojrzała na niego z wdzięcznością. Umiał czytać w jej myślach.
Łzy toczyły się po jej policzkach ciągnąc za sobą smugi rozmazanego tuszu. Karol dał jej swoją chustkę do nosa. Była czysta, duża, pachniała Fahrenheitem. Wytarła oczy i policzki, wysmarkała nos. Wyglądała teraz, jak niedomyty kominiarz. Tusz i łzy rozmazane były po całej twarzy. Nawet na prawym uchu pojawiła się czarna smuga. Zwróciła mu chustkę, brudną i mokrą.
- Dziękuję.
- Nie, nie - powiedział pośpiesznie - zatrzymaj ją.

- Nic ze sobą nie wzięła. Torbę podróżną i trochę ubrań. Bardzo się bałam, że odeszła na zawsze. Popełniła samobójstwo. Bo miała takie powiedzenie, jak nam czasami było źle w życiu: "Jak się zrobi jeszcze gorzej, skoczymy razem do Wisły". Gdy byłam zdołowana, przytulała mnie i pytała: "To co, skaczemy ?" Od razu czułam się lepiej. Wiedziałam, że jest przy mnie na dobre i na złe. Miałam siłę wiosłować dalej. Boże, znowu ryczę ... daj te chusteczki.
- Dzwoniłam do szpitali, Policji Wodnej, do WOPR-u. Głupio, był środek lata, wody w Wiśle jak na lekarstwo. Ale mówią, że jak ktoś chce ze sobą skończyć, to mu kałuża wystarczy. Pięć dni po tym, jak zniknęła, poszłam do banku. Byłam już spóźniona z czynszem. Miałyśmy wspólne konto. Przez dwa lata odłożyłyśmy prawie 10.000 złotych. Okazało się, że Anka była tam trzy godziny wcześniej i zabrała wszystko. Te urzędniczki z banku chciały już wzywać pogotowie. Śmiałam się i płakałam, tańczyłam, zaprowadziły mnie do gabinetu jakiegoś dyrektora, on cały blady, szukał tabletek. Nie wiem na co, bo ja byłam szczęśliwa, krzyczałam "Żyje, żyje!". Przeżył ciężkie chwile, biedulek. Myślał, że przez tę pieniądze straciłam rozum. Później, już w domu, byłam rozżalona i wściekła. Przecież nie musiała zabrać wszystkiego. Klęłam, że nie zostawiła mi na ten jeden czynsz. Cóż, widocznie były jej potrzebne, może bardziej, niż mnie. I jak wzięła pieniądze, to chyba nie po to, żeby razem z nimi skoczyć do Wisły, prawda ?
- Nieładnie postąpiła ? To nie tak. Już mi mówiłeś, że źle to rozegrała ze swoją rodziną. Też nie tak. Heterykom trudno zrozumieć, jak to jest. "Otoczenie, w którym żyjemy, nie dojrzało do takiej akcji". Takiej, jak "Niech nas zobaczą." Mówiła mi to sto razy. Nie rozumiałam. Nie chciałam zrozumieć. Teraz wiem, co chciała mi powiedzieć.
- Bała się. Wielokrotnie o tym rozmawiałyśmy. Zazdrościła mi, że mam wszystko poukładane. Z rodzicami. Z braćmi. Truchlała ze strachu, że jej starzy się dowiedzą. Gdy zgodziła się na zdjęcie, zapytałam, kiedy im powie. Najpierw mówiła, że do nich pojedzie, potem, że zadzwoni. Widziałam, że zwleka. Ale nie naciskałam. Powinnam naciskać. Jakoś pomóc. Zostawiłam ją samą, bez wsparcia. Jak to mleko już się rozlało i jej brat zaczął dzwonić, przyznała się, że nikomu nic nie powiedziała. Myślała, że się nie dowiedzą. Bo u nich w domu nikt nie czyta "Gazety Wyborczej". Tak, postąpiła głupio. Nie, nie mów tak. Nie była głupia. Śmiertelnie się bała. Czego ? Nie wiesz, czego ? Spytaj tych, które znasz, czy już wyznały "Mamo, tato, jestem lesbijką". Spytaj tych, które się odważyły. Spytaj, ile z nich usłyszało "Idź, kurwo, i nigdy nie wracaj !"

- Musiałam poszukać sobie jakiegoś kąta. Po tym, jak Ania zabrała nasze oszczędności, nie miałam nawet dosyć pieniędzy na kolejny czynsz. Prosiłam właściciela mieszkania, żeby skredytował mi dwa, czy chociaż jeden miesiąc. Nie zgodził się. Logiczne byłoby poszukanie współlokatorki, ale nie mogłam się na to zdobyć. Każdego dnia czekałam na powrót Ani. Żeby chociaż przyszła po rzeczy. Żebym mogła się z nią pożegnać. Czas gonił, a ja nie mogłam się na nic zdecydować.
- Któregoś dnia coś we mnie pękło. Postanowiłam pogrążyć się w rozpuście. Natychmiast. Wszystko, byleby nie siedzieć w czterech ścianach, które już nie były moje i gdzie wszystko wołało "Ania, Ania". Chciałam poznać jakieś dziewczyny, spędzić noc poza domem. Wybrałam się do "Edenu". Znasz przecież ten lokal. Jasne, że głupi wybór.
- Nic innego mi nie przyszło do głowy. Jak zamieszkałam z Anią, znalazłam się pod kloszem. Nie, to nie ona mnie zamknęła, sama chciałam pod nim być. Zawsze żyłam pod bezpiecznym kloszem. Przyjechałam z prowincji, nie znałam Warszawy, nie znałam nikogo z "branży". Szukałam miłości. Znalazłam ją i niczego więcej nie pragnęłam. Ania znała "branżę" aż za dobrze. Przyjechała do Warszawy, jak miała 19 lat. Przez dwa lata brylowała od imprezy do imprezy. Wiedziała, jak łatwo o seks i jak trudno o partnerkę. No i też się zakochała. Tak, kochała mnie szczerze, jestem o tym przekonana. Może jeszcze kocha ?


Tomasz Klarecki
Godło: Kora 1

OCEŃ ARTYKUŁ
Podoba mi się (0)
Nie podoba mi się (0)
Komentarze (4)
HEJT STOP!Zapoznaj się z warunkami dodawania komentarzy
Komentuj
Moja ikona
Dodaj komentarz
Komentarz od osoby niezalogowanej pojawi się po akceptacji moderatora.
Dozwolone znaczniki (BBCode):
[b], [i], [u], [url], [url=], [mail], [mail=], [color=], [code], [quote]
Ikona
01.02.2004 14:16 kirysek
Och WALP, jaki strasznie delikatny jesteś, ale tak czy inaczej w gruncie rzeczy masz rację, choć akurat ja osobiście przyczepiłbym się do innych sformuowań:)
Dziwne, że jurorostwo nie zwróciło na to żadnej uwagi. No cóż dla nich pewnie najważniejsza była aktualna treść.
Np. moim zdaniem żenujący jest tekst: "Podała piersi do przodu":))) No nie wiem, podać to można chyba ręke, piwo w barze etc. Także zdanie:"Trwał przecież koniec lata" jest jakieś takie dziwaczne. Natomiast dla odmiany "Zrobiła siusiu" mnie zupełnie nie razi.
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
30.01.2004 12:09 kirysek
Hm, jako reportaż i zaliczenie na 3 czy 4 roku dziennikarstwa reportaż to myslę, że ujdzie. Natomiast jeśliby to ma byc opowiadanie to zdecydowanie psuje odbiór forma tj reportaż, gdyż wg mnie reportaż nie powinien być nigdy fikcją!
Natomiast pragnę Cię JAMA pocieszyć, że z całą pewnością wśród licznych perełek nadesłanych na konkurs, było parę naprawdę całkiem przyzwoitych opowiadań, które niestety...
No cóż, konkursowi patronowała jak wiesz główna sponsorka akcji "Niech nas zobaczą".
Z całym szacunkiem, uważam jednak, że pewne względy propagandowe wzięły w tym wypadku górę nad werdyktem. No cóż, wszakże komusze korzenie i przyzwyczajenia bardzo trudno jest wyplenić.
A wracając do autora. Sprytny z niego facet, no i rzecz jasna LIZUS!
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
18.12.2003 11:35 Walpurg
Cieszę się, że mogłem to przeczytać i gratuluję autorowi zwycięstwa.

Tekst zapewne zasługuje na nagrodę; autor dysponuje rzadko spotykanym w gejowskich mediach stylem - po prostu "dobrze się to czyta".
Jest kilka małych zgrzytów, ale biorą się one raczej z indywidualnej wrażliwości i gustu jednostki czytającej. Mnie nie podobało się na przykład "robienie siusiu" nie dlatego, że mam coś przeciwko tej czynności, lub pisaniu o niej, ale w tej konkretnej poetyce tekstu, jest to jakaś zadra. Jeśli cały tekst byłby utrzymany w stylu "młodych brutalistów", wówczas pełna zgoda na "siusianie", nazwane nawet o wiele dosadniej, ale w tym tekście - delikatnym i "gładkim" to jednak razi.
Uważam też, że autor zupełnie niepotrzebnie tekst przeładował taką "ideologizacją". Ja rozumiem, że trochę w tym kokietowania samych jurorów, ale tekst na tym stracił. Wprzęgnięcie tu akcji "Niech nas zobaczą" sprawia, że proza ta straciła jakiś uniwersalizm, a stała się "dobrym reportażem". Ten tekst idealnie pasowałby do "Wysokich obcasów" w "Wyborczej". Udział w projekcie KPH, kokietowanie przez lesbijkę wygłodniałych seminarzystów, "modelowe" reakcje otoczenia na zdjęcia w prasie - wszystko to przywodzi mi na myśl nowele pozytywistyczne z ich tendencyjnością i dydaktyzmem.
Moim zdaniem literatura tym różni się od reportażu, że nie tłumaczy niczego wporst, nie objawia swojego znaczenia mówiąc o nim, ale pozostawia czytelnikowi możliwość interpretacji poszczególnych obrazów.
Powyższe uwagi nie zmieniają jednak ogólnej oceny tego tekstu - jest BARDZO DOBRY. Można tylko życzyć nam wszystkim, żebyśmy mogli przeczytać kolejne utwory autora; ja w każdym razie będę na nie oczekiwał i będę ich wypatrywał.

cytuj zgłoś 0 0
Ikona
18.12.2003 8:34 Jama
Niestety, ta "literatura" to kompletna szmira. Dobre chęci to za mało. Wyobrażam sobie poziom tych utworów, które nie zdobyły nagród.
cytuj zgłoś 0 0
Autor
Redakcja Queer.pl
Pierwszy polski portal ludzi LGBT
Inne tematy
Transkrypcja małżeństw jednopłciowych: była radość - są problemy, niepewność i rozczarowanie Wtorek, 26.05.2026 Transkrypcja małżeństw jednopłciowych: była radość - są problemy, niepewność i rozczarowanie
Prezydent Nawrocki zapowiada weto ws. ustawy o statusie osoby najbliższej. Będzie projekt prezydencki? Czwartek, 28.05.2026 Prezydent Nawrocki zapowiada weto ws. ustawy o statusie osoby najbliższej. Będzie projekt prezydencki?
Eurowizja 2026: największy bojkot w historii wydarzenia od 1970 roku. Kto i dlaczego odwrócił się od konkursu? Sobota, 16.05.2026 Eurowizja 2026: największy bojkot w historii wydarzenia od 1970 roku. Kto i dlaczego odwrócił się od konkursu?
Kontakt Reklama Regulamin
Social media
Polub na Facebooku Obserwuj na Twitterze Instagram WhatsApp
© 1996-2026 Queermedia.pl, ISSN 2299-9019 Polityka prywatnościUstawienia prywatnościPrzerwij abonamentOdstąpienie od umowy







🌈
Odkryj więcej na Queer.pl
Zalogowani użytkownicy mogą oglądać zdjęcia innych osób, zakładać profile, komentować artykuły i oceniać filmy.
Dołącz do nas Zaloguj się