Niemiecka metropolia Frankfurt nad Menem kojarzy się zwykle z imponującymi wieżowcami, mieszczącymi centrale banków, międzynarodowymi targami - należącymi do największych na świecie - ale także z podziemiem kryminalnym i narkotykami. Niemiecki tygodnik "Stern" nazwał niemiecką stolicę finansjery "różową twierdzą". Frankfurt bije wszelkie rekordy pod względem ilości związków partnerskich zawieranych w tamtejszych urzędach stanu cywilnego. Od końca sierpnia 2002 do końca maja 2003 pojawiło się w nich 169 par, aby przypieczętować swoje szczęście. W porównaniu z liczbą małżeństw tradycyjnych jest to oczywiście bardzo niewiele: tylko 26 par na sto tysięcy mieszkańców. Ale i tak znacznie więcej niż w liberalnym obyczajowo Berlinie (w sumie 809 związków, czyli 23,9 par na sto tysięcy) lub w Hamburgu (343 pary, czyli 20,1 na sto tysięcy). Zadziwiające, że we Frankfurcie żyje znacznie więcej zarejestrowanych par homoseksualnych niż w uważanej za stolicę gejów Kolonii, gdzie takich związków w wzmiankowanym okresie zawarto tylko 154!
Nikt nie wie, dlaczego słynna już na całym świecie niemieckie "Homoehe", co można przetłumaczyć jako "homo małżeństwo", jest tak popularne w mieście, które posiada co prawda bardzo żywotną i ciekawą "scenę", ale przecież daleko mu do gejowskich metropolii takich jak Berlin, Hamburg czy Kolonia. Być może decydują względy praktyczne. Zawarcie związku gwarantuje szereg udogodnień partnerom posiadającym obywatelstwo niemieckie. Natomiast osoba, która posiadając obywatelstwa zwiąże się z Niemcem, otrzymuje prawo pobytu i pracy w republice federalnej. W lokalnej organizacji AG 36 sądzi się, że z racji międzynarodowego charakteru Frankfurtu, takich mieszanych par może być stosunkowo dużo. Elke Dinkler-Hamel z urzędu stanu cywilnego sądzi, że spore znaczenie może mieć klimat tolerancji i otwartość obyczajowa, panująca w mieście, nastawionym na zarabianie i wydawanie pieniędzy.
Wielu niemieckich gejów jest zdania, że "Homoehe" jest ważnym symbolem tolerancji i akceptacji dla homoseksualnego stylu życia. Jednak samo małżeństwo nie jest już "in", jest zbyt "konserwatywne" i nie pasuje do luzackiego "lifestyle", który wzorem wielu prominentów usiłuje naśladować młodzież. Tak przynajmniej sądzi Reinhard Thole, polityk chrześcijańsko-demokratycznej partii CDU i szef grupy LGTB tej partii w landzie Hesja. Frankfurt jest nieco inny. Jest wyspą bankierskiej solidności, poważania dla mieszczańskich "wartości". Koło stowarzyszenia gejowskich bankierów liczy aż 150 osób - więcej niż gdziekolwiek indziej. "Być może w Kolonii żyje więcej liberalnych gejów, studentów nastawionych na imprezowanie. My lubimy stabilizację" - mówi Thole.
Gabriela Ruszkowska-Meier - Berlin