Sąd Najwyższy amerykańskiego stanu Massachusetts (Supreme Judicial Court) wydał kilka dni temu wyrok, którego treść rozniosła się niczym potężny grzmot po całych Stanach Zjednoczonych. Niewielką przewagą głosów skład zdecydował, że żaden paragraf ustawy zasadniczej Massachusetts nie może posłużyć do wydania zakazu zawierania małżeńskich związków homoseksualnych. Sędziowie uznali, że w stosunku do takich związków istnieją co prawda głęboko zakorzenione obiekcje natury religijnej i moralnej, lecz nie równoważą one uzasadnionych praw zainteresowanych osób do opieki i pomocy ze strony państwa. W uzasadnieniu wyroku czytamy:
"Małżeństwo jest instytucją społeczną o żywotnym znaczeniu. Jest związkiem dwojga (dwóch) osób którego fundamentem jest wzajemna miłość i wsparcie. Związek taki stanowi gwarancję dla stabilności społeczeństwa. Dla tych którzy decydują się na małżeństwo, i dla ich dzieci, przewidziane są przywileje natury prawnej i finansowej. W zamian, partnerzy przyjmują zobowiązania takiej samej natury. Mamy rozstrzygnąć, czy mocą Konstytucji Massachusetts możemy odmówić opieki i przywilejów osobom tej samej płci które pragną zawrzeć związek małżeński. Nie znaleźliśmy w naszym prawodawstwie takich powodów."
Parlament stanowy w Bostonie ma teraz sześć miesięcy czasu na ustalenie odpowiednich procedur. Jeśli tak się stanie, Massachusetts będzie pierwszym amerykańskim stanem, w którym geje i lesbijki będą mogli zawrzeć pełnoprawny związek małżeński. Podczas gdy organizacje gejowskie i grupy walczące o prawa człowieka mówią o historycznym przełomie, ugrupowania konserwatywne zapowiadają, że zakaz "małżeństw gejowskich" zostanie zadekretowany mocą ustawy federalnej - a zatem obowiązującej wszędzie na terenie USA. Prezydent Bush wydał oświadczenie, w którym zapowiada kroki w celu ochrony "świętości małżeństwa".
Amerykańskie sądy mają bardzo długą tradycję niezawisłości i podejmowania tematów drażliwych dla opinii społecznej i polityków. Wiadomo przecież, że większość Amerykanów opowiada się przeciwko legalizacji związków homoseksualnych, choć poziom akceptacji dla tej formy współżycia stale rośnie. W czerwcu ubiegłego roku (2002) Sąd Najwyższy w Waszyngtonie unieważnił obowiązujące dotąd w wielu stanach i pochodzące jeszcze z XIX wieku przepisy o tzw, "sodomii". Wiele z nich przewidywało kary więzienia za kontakty homoseksualne. Większość obywateli USA jest jednak zdania, że pomiędzy prywatnym życiem dwojga ludzi a prawnym uznaniem ich związku jest duża różnica. Opinii tej nie zmienił nawet przykład sąsiedniej Kanady, gdzie obowiązuje od niedawna ustawa o związkach partnerskich. W aż trzydziestu siedmiu stanach USA obowiązuje zakaz zawierania związków jednopłciowych - czy to w formie ustawy czy też zapisu w konstytucji. Wspomniana poprzednio zapowiedź prezydenta Busha odnosi się do starań, by w Konstytucji USA zawrzeć zapis o "małżeństwie jako związku kobiety i mężczyzny". To samo mogliby teraz uczynić deputowani do Kongresu w Bostonie.
Sęk w tym, że przepchanie konstytucyjnej poprawki ("ulepszenia" jak się tu mówi) przez legislacyjny młyn zajmuje około trzech lat - a sąd wyznaczył termin zaledwie 180 dni na usankcjonowanie wyroku. Jest więc prawdopodobne, że katolicki w większości (ale też liberalny obyczajowo) stan Massachusetts sprzeciwi się dyrektywom Watykanu i dopuści do przyznania gejom i lesbijkom pełni praw obywatelskich. Wystarczy przecież, że zamiast słowa "małżeństwo" wprowadzi się nazwę "związek cywilny" - z dokładnie tymi samymi uprawnieniami, obowiązującymi jednak tylko na stanowym terytorium.
Obserwatorzy oczekują, że problematyka związków homoseksualnych stać się może jednym z najważniejszych tematów w zbliżających się wyborach prezydenckich. Gubernator Vermontu Howard Dean, który ma zamiar stanąć w szranki z obecnym prezydentem George W. Bushem podpisał w swoim stanie odpowiednią ustawę o partnerstwie zarejestrowanym. Także inny kandydat do Białego Domu, były generał Wesley Clark popiera wyrok sądu w Massachusetts. W sztabie wyborczym jeszcze innego kandydata - Dicka Gephardta pracuje jego własna córka, która wymusiła na ojcu poparcie dla gejów i lesbijek. Jeśli więc Bush poszukuje tematu, zdolnego zmobilizować jego konserwatywny elektorat, to leży on jak na dłoni.
Marek Romiszewski - Miami