Opowiadanie powstało po tym, jak pracowałem w hospicjum dla dzieci; niemalże na moich rękach umarła dziewczynka, Kasia (sierota - matka prostytutka), chora na AIDS i w ostatnim stadium białaczki... jak na dziecko 5 - letnie zadawala bardzo trudne pytania... "co to znaczy >żyć wiecznie<".. odpowiedziałem, ze to znaczy żyć tak długo, jak ktoś o kimś pamięta... a ona "ale jak ktoś ma mnie pamiętać, skoro ja nawet mamusi nie mam"... obiecałem, ze ja będę pamiętał, będę o niej opowiadał... jestem jej to winien, jej i wszystkim sierotom, umierającym anonimowo. Wtedy straciłem wiarę w Boga.
Już kiedyś takie słowa i łzy takie już były.
Pamiętam słowa mojego profesora, który przecież tyle już wiedział.
Cały świat jest w greckich tragediach, cały świat i jeszcze trochę.
I tylko czy to nam pomoże,
Czy wyzwoli mnie, a Tobie da siłę, której przecież nie masz?
Jakaś pani w autobusie opowiedziała mi historię...
Patrzyła na mnie długo, a potem, jakby ośmielona zwyczajnością mej twarzy zaczęła opowiadać:
Była wojna, byłyśmy głodne i ja naprawdę nie mogłam nic zrobić.
A właściwie to wojna już się skończyła, a my wciąż byłyśmy głodne.
Mego męża to Niemcy zabili już na początku i ja naprawdę nie miałam co dać jej do jedzenia.
Byłam sama - mówi i patrzy na mnie szukając zrozumienia. Rozumiem - mówię, więc ona mówi dalej.
Potem nas wywieźli i musiałyśmy spać na gołej ziemi. Poprosiłam ich o trochę siana dla niej, więc mi dali i nie płakała już tak bardzo w nocy.
I tam było jeszcze znośnie, przynajmniej jeść nam dawali.
Bałam się głodu, jeżeli czegoś się bałam w życiu, to głodu.
I tam nie było aż tak źle, jak czasami mówią, choć dobrze też nie było.
A ja byłam sama.
Tak bardzo byłam sama.
Ona została tam.
Miała czarne włosy i brakowało jej paru ząbków.
Miała na imię KASIA.
Czy widział pan Kasię - pyta się mnie kobieta w autobusie - niebieskooką Kasię, nietrudno ją poznać. Często się śmieje i rączkę wkłada do buzi.
Ze smutkiem potrząsnąłem głową, a kobieta wysiadła, by jakieś innej osobie opowiedzieć swoją historię.
Te wariatki - zaśmiał się pan obok - one wciąż czegoś szukają, i jeszcze ta wojna...
Te wariatki - pomyślałem i żal mi się zrobiło tego pana, co przecież nic nie zrozumiał...
Powiedz, co nam zabrano, że życie od tamtej chwili nigdy nie miało być takie same i powiedz, jacy bogowie z nas zadrwili...
Starsza kobieta wysiada na przystanku, a ja patrzę na nią z podziwem.
Żeby tak mieć jeszcze tę siłę, aby szukać tego, co nam odebrano.
Myślę o Twych rękach i o tym, że stworzyłeś mnie na nowo, po to, by rozbić nagle jak kruche naczynie. Myślę o Twych rękach i o tym, że zawsze najbardziej bałem się głodu.
A ja byłem wtedy sam, tak bardzo sam, czy wiesz?
Krzysztof Z. Szymborski