Kilka dni temu Katolicka Agencja Prasowa doniosła, że senator Zdzisława Janowska, zarzuciła Kościołowi "wyraźne tworzenie określonej polityki", która nie sprzyja propagowaniu wśród młodzieży wiedzy o życiu seksualnym. Jej zdaniem, w Polsce jest "fatalna sytuacja jeśli chodzi o edukację seksualną młodzieży, a tego stanu rzeczy nie potrafi zmienić nawet koalicja rządząca, zaś każda opcja polityczna, która reprezentuje stanowisko inne od kościelnego - czuje się zastraszona". Cytowana wiadomość nie okazała się godna zainteresowania polskiej prasy. W żadnej gazecie nie znalazłem najmniejszej wzmianki na temat wypowiedzi przewodniczącej Polskiego Parlamentarnego Zespołu ds. Ludności i Rozwoju ponieważ właśnie trwały przygotowania do wielkiego jubileuszu dwudziestopięciolecia pontyfikatu i wszystkie pisma zapełniły się adresami hołdowniczymi pod adresem papieża.
Agencja KAI, która doniosła na senator Janowską jest wyspecjalizowaną instytucją, tropiącą najmniejsze nawet oznaki antykościelnej dywersji. Gdyby nie KAI, nigdy nie dowiedzielibyśmy się, że wśród polskich parlamentarzystów znajdują się ludzie, którzy nie są zadowoleni z kościelnej dominacji nad niezliczonymi obszarami życia politycznego i społecznego naszego kraju. Diagnoza, jaką postawiła senator Janowska jest całkowicie słuszna. Od czasu, gdy do polskich szkół wprowadzono nauczanie religii a w urzędach i instytucjach pojawiły się krzyże (z sejmową salą obrad na czele), w naszym kraju rozpoczęła się zmasowana inwazja obskurantyzmu i religijnego fundamentalizmu. Poglądy ojca Rydzyka z Radia Maryja są niedościgłym wzorcem dla niezliczonych katechetów, świątobliwych sióstr zakonnych i sfrustrowanych celibatem księży. Nikt nie kontroluje treści, przekazywanych podczas lekcji religii - z katastrofalnym skutkiem.
Stan umysłów młodzieży ilustrują wyniki badań, opublikowane kilka dni temu przez Gazetę Wyborczą. Wynika z nich, że poglądy polskiej młodzieży na takie kwestie obyczajowe jak seks przedmałżeński, poparcie dla partnerstwa homoseksualnego, liberalizacji ustawy o aborcji oraz wiele innych tylko nieznacznie różnią się od średniowiecznych przekonań dorosłych. W porównaniu z młodzieżą żyjącą w krajach Europy Zachodniej, młodzi Polacy tkwią po uszy w ignorancji i hipokryzji. Jest to całkowicie po myśli Kościoła katolickiego, który z głębi duszy nienawidzi wszystkich (takich jak senator Janowską, senator Szyszkowską czy posłanka Sosnowską), którzy chcieliby ten stan rzeczy zmienić. Czy Polska staje się państwem wyznaniowym? W moim przekonaniu niewiele do tego brakuje. A wina za to spada na rządzące polską "elity", ich tchórzostwo i zakłamanie.
Rok temu, Gazeta Wyborcza opublikowała polemiczne głosy na temat wpływu Kościoła katolickiego na politykę w Polsce. W liście do redakcji, Piotr Laskowski, doktorant na wydziale historii UW, nauczyciel historii w liceum napisał:
(...) Istotnie, ucichły gwałtowne spory z Kościołem, a polscy intelektualiści z reguły wybierają zawstydzające milczenie w sprawach światopoglądowych. Nie jest to jednak dobra wiadomość (...) Łatwo bowiem dostrzec, że jeśli Kościół w Polsce wycofał się nieco z polityki, uczynił to dopiero wtedy, gdy uzyskał wszystko, o co walczył. Parlament uchwalił restrykcyjną ustawę antyaborcyjną i zapewne nieprędko ją zmieni. Od 13 lat naucza się religii w państwowych szkołach - a to więcej niż tylko lekcje. To udział księży i katechetów w radach pedagogicznych, to szczegółowa wiedza o dzieciach i bezpośredni wpływ na ich wychowanie. Zgodnie z wolą Kościoła nie wprowadzono do szkół oświaty seksualnej. Z projektu Konstytucji Rzeczypospolitej wykreślono zakaz dyskryminacji ze względu na orientację seksualną. Dzisiaj Kościół skutecznie przeciwstawia się legalizacji związków homoseksualnych, uczestnicząc tym samym w dyskryminacji miliona Polek i Polaków (jeśli przyjmiemy że osoby homoseksualne stanowią tylko 2,5 procent, a nie - jak chce wielu fachowców - 5-10 procent populacji).
Jak wygląda sytuacja w szkołach, dowiadujemy się z relacji naszych Czytelników. W jednym z wpisów na forum Innej Strony, przeczytać można taki list:
"Od 5 lat mam uprawnienia do prowadzenia w szkołach podstawowych, gimnazjach i szkołach średnich przedmiotu "wychowanie seksualne" czytaj "przygotowanie do życia w rodzinie" czy jak kto tam chce to nazywać. Sam wiem z mojego doświadczenia , że niechęć dyrektorów szkół do prowadzenia takich lekcji wynika z "lobbingu" kościelnego. Pani dyrektor w jednej ze szkół we Wrocławiu poinformowała mnie wprost podczas naszej rozmowy, że księża w parafii do której należy większość dzieci uczęszczających do tego gimnazjum nie są zainteresowani tego typu zajęciami. Z przeprowadzonej sondy w tej szkole wśród dzieci i rodziców wynikało jednak cos innego, rodzice chcieli i wręcz nalegali bym cos zrobił w tej sprawie. Udałem się do pani dyrektor, która poinformowała mnie że zorganizuje spotkanie z osobami zainteresowanymi tym problemem (pedagogami z tej szkoły). Co się okazało? Na spotkaniu była pani dyrektor, nauczyciele biologii, i dwóch księży z w/w parafii. Na moje pytanie czemu nie ma większości z wychowawców z tej szkoły pani dyrektor poinformowała mnie, że ich ta sprawa nie dotyczy (tego kompletnie nie rozumiem). Na owym spotkaniu dowiedziałem się od księży, że oni już poinformowali dzieci o tych sprawach (TYCH SPRAWACH) I DZIECI WIEDZĄ WSZYSTKO CO POWINNY WIEDZIEĆ. Pani dyrektor i ksiądz Jarosław (nazwiska nie pamiętam) poinformowali mnie, że ja chcę informować o tym jak się zabija nienarodzone dzieci i że jeszcze tacy jak ja chcą propagować "hulaszczy tryb życia", przedwczesne inicjacje seksualne i rozwiązłość. Argumentem na to był fakt, że kościół nie popiera antykoncepcji. Padło jeszcze pytanie czy będę poruszał sprawy homoseksualizmu. Odpowiedz była twierdząca gdyż uważam, że nie da się mówić o czymś w 70 %. Na to usłyszałem że chce jeszcze wychowywać "zboczeńców i pederastów". Sytuacja ta powtórzyła się jeszcze w kilku szkołach. W jednej z nich, sama pani dyrektor przedstawiła mi konspekt spotkania (45 min.), z którego wynikało że antykoncepcja nie istnieje a sex jest dopuszczalny dopiero po ślubie. P.S. Z tego co wiem nie ja jedyny przeżyłem takie perypetie w szkolnictwie."
Podobny opis przeczytałem na forum internetowym Kampanii Przeciw Homofobii, gdzie jedna z uczestniczek pisze:
"Jestem studentką III roku filologii angielskiej na WSP TWP(Wyższa Szkoła Pedagogiczna Towarzystwa Wiedzy Powszechnej), siedziba mojego wydziału
znajduje się przy ulicy Urbanistów 3. W tym roku doszedł nam nowy przedmiot, etyka. Dziś odbyły się pierwsze ćwiczenia z dr J. Stanisławkiem. Ćwiczenia pan doktor zaczął od pytania czy tolerujemy homoseksualizm. Wszyscy odpowiedzieli zgodnie, że tak, więc pan doktor powiedział, że "tak to jest, to jest homoseksualna propaganda", że "jak ktoś nie ma własnego zdania, to przyswaja jako własne poglądy prezentowane przez media", że to nie wyobrażalne, że około 50 % społeczeństwa toleruje to zjawisko. Następnie zadał nam pytanie, czy chcielibyśmy mieć dziecko homoseksualne. Nie dał nam odpowiedzieć, powiedział, że kobieta w ciąży musi "modlić się do pana Boga, żeby jej się takie coś nie urodziło". Wychodzę z założenia, że żeby dyskutować, należy mieć partnera do dyskusji, więc nie wykłócałam się z nim. Spytałam go tylko, czy nie bierze pod uwagę tego, że może na tej sali siedzi ktoś o takiej orientacji i że może właśnie go obraża. A on na to, że on nikogo nie obraża, bo to jest kalectwo i on bardzo współczuje kalekom. Na tym zakończyliśmy temat w naszej grupie(nazwał nas jeszcze poganami, wyznawcami kultu życia, ale ja nie o tym, więc nie rozwijam tego tematu). Natomiast jeszcze ciekawsze były jego ćwiczenia z drugą grupą. Zaczęły się
od ankiety. Pytania były nastepujące:
- czy chciałbyś mieć dziecko homoseksualne?
- czy chciałbyś mieć sąsiada homoseksualistę?
- czy chciałbyś mieć lekarza homoseksualistę?
W tym momencie moja koleżanka spytała, czy to jest w programie, bo jeśli nie to ona chciałaby wyjść. Doktor zrezygnował więc z ankiety, za to narysował na tablicy wykres. Nie będę teraz tracić na to czasu, przedstawię to w innej formie, oto on:
Homoseksualizm:
a) dar Boży
b) norma
c) odchylenie: 1) choroba 2) kalectwo
podkreślił kalectwo i powiedział, że to jest właśnie to czym jest homoseksualizm.
Następnie powiedział, że homoseksualizm to jest owszem, zboczenie, ale rożne wypadki chodzą po ludziach i takim to on jeszcze współczuje, ale biseksualiści to już w ogóle najgorsze co może być, że to, cytuję: KUNDLE. I tyle a propos homoseksualizmu. (...) Może ktoś mi doradzi co w takiej sytuacji zrobić? Poczułam się jak szmata. Nie dlatego, że mnie obraził ten chory psychicznie człowiek, tylko dlatego, że jestem bezsilna. Co ja mogę? Czuję się jak g... Przypomina mi to sytuacje z drugiej klasy podstawówki, kiedy poszłam z ciekawości na religię(dopiero ją wprowadzono do szkół, pomyślałam, a nuż mi się spodoba? I siostra, która te lekcje prowadziła, powiedziała, że
wszystkie dzieci z mojej klasy pójdą do nieba oprócz mnie i mojej koleżanki, bo nie jesteśmy chrzczone. Teraz poczułam się tak, jakby moje miejsce było w getcie. (...) Czy napisać o tym do jakiejś gazety? Do dziekana? Gdziekolwiek?"
Z własnych, bezpośrednich obserwacji wiem, że praktyka wtłaczania treści religijnych do życia publicznego jest w Polsce wszechobecna. Przytoczone przykłady opisują regułę a nie wyjątek. Przyjęło się uważać, że religijne dogmaty mają obowiązującą moc prawną. Ludzie rządzący Polską bezczynnie przyglądają się cynicznej praktyce zatruwania umysłów młodzieży nienawiścią do wszelkiej odmienności. A jednocześnie radosny chór głosów zapewnia nas że "idziemy do Europy".
Obawiam się, że to zbytek optymizmu.
Janusz Marchwiński
ps gazeta miala tytul COGITO (taka gazetka dla licelaistow) kolezanki podziwiam (wiedzialy ze jestem gejem poniewaz otwarcie o tym mowilem) stanely w mojej obronie w obronie GEJA. ja z Pania zawarlem uklad nie wspominamy wiecej o homoseksualizmie WOS zakonczylem z BDB (lubialem ten przedmiot) hmm pytanie co zrobic z wlasnym sumieniem (katolik ma prawo a nawet obowiazek uwazac ze homoseksualim jest zly) a polityczna poprawnoscia.
a propos kościoła.... żal mi was bo widać że nie wiecie (wy=postowcy +autor artykułu, a nie geje) o co w tym wszystkim chodzi. ja doceniam kościół za to co wniósł do naszej kultury, a dekalog uważam za spis podstawowych norm moralnych, jestem bi, ale nie znaczy to że nie wierze w Boga. On często daje mi siłę kiedy tego potrzebuję. a moją orjętację traktuję jako moją sprawę i niewidzę w niej nic złego, po prostu takim mnie stworzył Bóg, ja ani nikt inny tego nie zmienię... więc dziękkuję mu za to kim jestem....
pozdrawiam
http://kiosk.onet.pl/1,2,8,2728536,8652059,694531,fo(...)rum.html
http://kiosk.onet.pl/1,2,8,2739517,8691358,695495,fo(...)rum.html
http://info.onet.pl/1,15,11,2732998,8666710,695733,f(...)rum.html
A w ogóle to poszukaj sobie tego w wyszukiwarce forum onetu. Powyższy tekst pojawił się chyba z 20 razy pod różnymi artykułami. A czy to żart, czy wypowiedź poważna oceń już sam. Kwestia gustu :)