Stołeczny i królewski Kraków aspiruje do tytułu "kulturalnego centrum Polski". Każdy jednak kto odwiedzał wawelski przykościelny gródek doskonale wie, że te pompatyczne wyróżniki nijak się mają do rzeczywistości. Kraków nie jest ani królewski, ani stołeczny, ani tym bardziej kulturalny - a co najwyżej prowincjonalny. I stanu tego nie polepszy największa na świecie gęstość emerytów-laureatów literackiej nagrody Nobla. Ostatni gmach teatralny zbudowano w mieście ponad sto lat temu, żadna sala nie pomieści więcej niż 700 osób. Nigdy nie zbudowano w Krakowie opery. Operetka gnieździ się w starym baraku. Nie ma baletu, nie ma gdzie urządzać dużych imprez muzycznych. Filharmonia wynajmuje budynek od kurii biskupiej. Nad miastem wisi złowrogi cień sutanny którą lubieżnie obejmuje jejmość Dulska. Czy można się dziwić, że w tak pustynnym klimacie kultura alternatywna kiełkuje z najwyższym trudem?
Gdyby wszyscy adepci szkół artystycznych zechcieli podążać śladem swych mistrzów, to pewnie nigdy nie wyszlibyśmy poza pejzaże w stylu "Hołd pruski". Ale - na szczęście - młodzież jest buntownicza, plwa na skorupę i zstępuje do głębi. Głębia jest w naszym przypadku obszerną piwnicą znanego krakowskiego lokalu "Alchemia", którego właściciele przygarnęli grupę studentów różnych uczelni, skupionych wokół nowopowstałego teatru "Zakład Anatomii". 10 sierpnia 2003 roku, każdy kto chciał mógł się przekonać, że zaangażowaną sztukę można uprawiać w Krakowie wbrew wszelkim przeszkodom i niemal bez pieniędzy. Istotną przeszkodą mógłby zaś być - chociażby - zamysł Piotra Siekluckiego, młodego reżysera i szefa "zakładu", skoncentrowania się na homoerotycznych wątkach w teatrze. Pierwsza produkcja "Zakładu Anatomii", zatytułowana "Projekt Topor" takowe zawierała i przywróciła mi wiarę, że krakowski teatr nie jest jeszcze ze szczętem trumiennym truchłem.
"Projekt Topor" to zręczna adaptacja sztuki Rolanda Topora "Ja i Ja": Molierowski Don Juan odkrywa w swoim własnym wnętrzu piękną kobietę imieniem Joanna. Oszalały z miłości uwodzi ją, poślubia samego siebie i sam z sobą się kocha. Jest zarazem kobietą i mężczyzną, uwodzicielem i słodkim owocem pożądania. Cała ta skomplikowana intryga rozgrywa się w pustej przestrzeni, ograniczonej z jednej strony wanną, z drugiej stalową konstrukcją (scenografia: Łukasz Błażejewski). W wannie siedzi nagi Don Juan (Dominik Krawiecki) i rozmawia ze swym sługą Sganarelem (Krystian Wieczorek). Na scenie są jeszcze dwie postacie: Tancerz (Sławek Bendrat) i Kontratenor (Piotr Barański). Brak środków finansowych może być (czasami) zbawienny, zmusił bowiem reżysera Siekluckiego do totalnej rezygnacji z teatralnego sztafażu. Siłą spektaklu są tylko aktorzy, ich młodzieńcza energia, wyobraźnia, ekspresja i talent. No i także rewelacyjna muzyka, skomponowana przez wrocławiankę Joannę Szmytkę. Przez kilkadziesiąt minut, niewyrobiony krakowski widz bombardowany jest kaskadą homoerotycznej zmysłowości, kłębowiskiem półnagich młodzieńczych ciał i wychodzi z tego klinczu nienaruszony! Nie wzdraga się nawet na widok najprawdziwszego pocałunku dwóch chłopców!
Z podyktowanym przez wiek cynizmem muszę zawyrokować, że duet Sieklucki & Krawiecki ma szczęście w nieszczęściu. Jego natura nie znajdzie spełnienia w polskim teatrze urzędowym, kontrolowanym przez homofobicznych radnych miejskich. Jeśli ci dwaj młodzi artyści chcą się zrealizować, muszą stworzyć swoją własną przestrzeń życiową. Czeka ich trudna droga, ale - innej nie ma. Już teraz odczuli gorzki smak pogardy, kiedy fundacja "Kraków 2000" odrzuciła nonszalanckim gestem ich wniosek o symboliczną dotację. Na szczęście projekt wspomogła minister Izabela Jaruga-Nowacka. Pytanie: Czy w najszerzej pojętym "środowisku" gejowskim możliwe jest znalezienie osób, zainteresowanych sponsorowaniem projektów artystycznych? Jeśli ktokolwiek czuje się na siłach - proszony jest o kontakt z naszą redakcją. Adres mailowy znajduje się poniżej.
Należy życzyć teatrowi "Zakład Anatomii" wytrwałości, cierpliwości i siły przebicia. W jego zespole dostrzec można już teraz bardzo silne osobowości, o których z czasem będzie głośno. Piotr Sieklucki studiuje na III roku w krakowskiej Akademii Teatralnej. Dominik Krawiecki - pochodzący z Wrocławia - teatrem zajmuje się już od lat szkolnych. Ogromnym talentem jest młody śpiewak - kontratenor Piotr Barański. Tancerz Sławek Bendrat jest członkiem Poznańskiego Teatru Tańca.
Po pierwszej serii przedstawień - Teatr Zakład Anatomii udał się na zasłużone wakacje. Zobaczymy się znów jesienią. Czekamy.
Janusz Marchwiński
Teatr Zakład Anatomii, "Projekt Topor" wg. Rolanda Topora, premiera 10 sierpnia 2003 w "Alchemii", ul. Estery 5 w Krakowie.
Ktoś ładnie powiedział: "prowincja to nie jest miejsce, tylko sposób myślenia" - właśnie!
Kraków nie jest prowincją. Pierwszy akapit powyższej "recenzji" jest natomiast z całą pewnością prowincjonalny...