Strona główna Aktualności Społeczność
Profile Grupy Przewodnik Wydarzenia Wsparcie
Ogłoszenia
Towarzyskie Pokoje i mieszkania Praca Ogłoszenia drobne Edukacja Pozostałe Dodaj
Queeroteka
Książki Filmy i seriale Quizy Patronat Queer.pl
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Kontakt Reklama Regulamin
Queer.pl Portal osób LGBT+
Menu
Logowanie Rejestracja
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Sobota, 02.08.2003 00:00

Czekając na rewolucję symboliczną

Podziel się Tweetnij Skomentuj (5)
Podziel się Tweetnij Skomentuj (5)

Dla każdej i każdego wystarczy pracy...

Jacek Kochanowski w artykule "Czarno- tęczowo widzę" przedstawił wyśmienitą analizę sytuacji osób o nienormatywnej tożsamości seksualnej w dzisiejszej Polsce oraz- niewielkie na razie jego zdaniem- szansę na zmianę ich, a raczej powinienem napisać: "naszego", położenia.. Trudno nie zgodzić się z przedstawionym w tekście opisem teraźniejszej sytuacji społecznej wszelkiej maści odmieńców w naszym kraju. W przestrzeni publicznej niepodzielnie panuje zgoda co do obowiązujących wartości - właściwie wszyscy liczący się uczestnicy debat publicznych akceptują założenia ideologiczne reprezentowane przez hierarchię kościoła rzymskokatolickiego. Jedyne różnice to różnice dotyczące stopnia i sposobu realizacji tychże wartości w życiu publicznym. Nie chcę przez to powiedzieć, że w dzisiejszej Polsce hierarchia kościoła rzymskokatolickiego bezpośrednio ingeruje w życie polityczne- tak, jak to miało miejsce na początku lat 90- tych ubiegłego stulecia. Sytuacja jest bardziej subtelna. W wyniku długiej ewolucji polska przestrzeń publiczna po 1989 roku została zdominowana przez zwolenników określonych, odwołujących się do religii, przekonań światopoglądowych. Inne opcje aksjologiczne zajmują w dyskursie publicznym miejsce podrzędne, podporządkowane. Mówiąc konkretnie - telewizja publiczna może być rządzona przez ludzi związanych z SLD, ale w kwestiach obyczajowych i tak bliżej jej do przedstawicieli polskiej prawicy, o czym może przekonać się każdy, kto ma jeszcze zdrowie oglądać, jak przedstawiane są informacje dotyczące postulatów zgłaszanych na przykład przez organizacje feministyczne czy gejowsko- lesbijskie.

Taki rodzaj konsensusu w sferze wartości nie jest dla Polek i Polaków zorientowanych homo- lub biseksualnie korzystny. Przy tak przyjętych regułach publicznej debaty bardzo trudno przebić się z poglądem, że zachowania homoseksualne nie są gorsze, ale po prostu inne i że nie powinny stanowić podstawy do dyskryminowania kogokolwiek. W głównonurtowych mediach trudno wystąpić komukolwiek, kto głosi, że dopóki nie krzywdzi się drugiej osoby, dopóty zachowania seksualne nie powinny być kryterium oceniania danej osoby, z czego można także wyciągnąć wniosek, że parom jednopłciowym powinny przysługiwać mniej więcej takie same uprawnienia, jak małżeństwom heteroseksualnym.
Niewątpliwie, trudno w dzisiejszej Polsce bronić jakiegokolwiek stanowiska (czy będzie to legalizacja związków partnerskich, czy liberalizacja ustawy antyaborcyjnej) sprzecznego z rzymskokatolickim światopoglądem. Trudno też w dzisiejszej Polsce być gejem czy lesbijką- homoseksualizm nie jest wprawdzie przestępstwem, ale społeczne nastawienie dla tego rodzaju inności nie jest pozytywne. Niewątpliwie jedną z instytucji, która przyczynia się do tego stanu rzeczy jest kościół rzymskokatolicki i wpływ jego i jego zwolenników na kształt publicznej debaty w Polsce.

Do tego punktu nie sposób nie zgodzić się z artykułem Jacka Kochanowskiego. Jednakże już rozwiązania, które proponuje on jako przeciwdziałające takiej sytuacji mogą budzić pewne zastrzeżenia.
Pisze on bowiem: "Czy zatem lesbijki i geje powinni się wziąć za walkę z Kościołem? Śmiechu warte: te biedne, nieliczne organizacje LGBT przeciw potężnej, wpływowej, bogatej instytucji? To na nic. Poza tym instytucje totalne mają to do siebie, że atakowane - wzmacniają się. Myślę, że droga, jaką powinniśmy podążać, została wyznaczona przez wielkiego francuskiego filozofa Michela Foucaulta: przemoc, jaka jest stosowana wobec nas należy zwalczać na samym dole, dokładnie tam, gdzie najwyraźniej się ukazuje." Proponuje on program- jak sam to nazywa- "małej, codziennej rewolucji": przeciwstawiania się heteroseksistowskiej przemocy "na dole", zmieniania społecznego klimatu panującego wokół osób o nienormatywnej tożsamości seksualnej poprzez indywidualne działania w swoim bezpośrednim otoczeniu- np. poprzez przekonywanie znajomych, że "homoseksualizm" nie jest "zboczeniem". Dodaje jeszcze: "Przestrzenią oporu przeciw tym wszystkim aktom nienawiści i pogardy jest nasza codzienność. Wolności nie dostaje się na srebrnej tacy, zbyt wielu ludziom, organizacjom, instytucjom zależy na tym, by tej wolności nas pozbawić. Jeśli nie walczysz o swoją wolność, tracisz ją. Natychmiast."

Święta prawda, Jacku. Jednak przyjęcie takiej strategii oporu, która koncentruje się przede wszystkim na bezpośrednim otoczeniu każdej i każdego z nas, a "odpuszcza sobie" sferę publiczną, nie jest moim zdaniem słuszne. Nie da się zaprzeczyć, że w życiu wiele zależy od nas samych i że im więcej gejów i lesbijek będzie egzystowało w swoich środowiskach "jawnie", tym społeczna tolerancja dla osób zorientowanych homoseksualnie będzie rosła. Jednak takie postawienie sprawy to tylko pół prawdy. Pomijam już czasochłonność takiej strategii- gdyby stosować tylko i wyłącznie ją, znaczące zmiany obyczajowe w Polsce nie zaszłyby w ciągu następnego tysiąclecia. Trzeba pamiętać, że homofobia w naszym kraju ma przede wszystkim przyczyny społeczne, jest uwarunkowana kulturowo. "Mała, codzienna rewolucja" to w istocie program poszukiwania prywatnych rozwiązań dla problemów, które mają społeczny charakter. Z tego też względu wydaje mi się, że nie będzie on skuteczny w walce o przyjazną gejom i lesbijkom Polskę.

Krótko mówiąc- bez działań podejmowanych w bezpośrednim otoczeniu każdej i każdego z nas żadna zmiana społeczna się nie dokona, jednakże ograniczanie się tylko do takich działań nie przyspieszy realizacji postulatów osób o nienormatywnej tożsamości seksualnej.
Cóż więc należałoby zrobić? Nie mam gotowej odpowiedzi. Jestem jednak przekonany, że kapitulacja w obliczu potęgi przeciwnika, jakim jest dla polskich gejów i lesbijek kościół rzymskokatolicki i inne- by użyć wyrażenia Bourdieu- "instytucje produkcji symbolicznej" (prasa, telewizja, radio, partie polityczne itp., itd.) i oddanie mu walkowerem przestrzeni publicznej nie jest dobrym rozwiązaniem. Bez zbiorowego, publicznego przełamania heteronormatywnych kodów kulturowych "mała, codzienna rewolucja" przyniesie mizerne rezultaty. Musi być ona uzupełniona przez "symboliczną rewolucję", która zakwestionuje obowiązujące powszechnie i uchodzące za "naturalne" i "niezmienne" przekonania, poglądy i rozwiązania społeczne. Taką rewolucje mogą przeprowadzić jedynie ludzie świadomi swoich praw i mający poczucie, że tworzą jakiś szerszy ruch społeczny. Jednym słowem- ludzie, którzy nie ograniczają się tylko do spraw własnego podwórka. Zmiana obyczajowa jest możliwa także w Polsce (pamiętajmy, że i na tzw. Zachodzie, do którego teraz tak tęsknimy pod względem swobód obyczajowych, jeszcze trzydzieści kilka lat temu stosunki płciowe między mężczyznami były w większości krajów przestępstwem)- wymaga jednak zbiorowego wysiłku i istnienia ruchu gejowsko- lesbijskiego. Trzeba więc nie tylko wyrąbywać sobie indywidualnie obszary wolności, ale stowarzyszać z innymi, organizować zajęcia z gender i queer studies na uczelniach, wywierać naciski na władze lokalne, przygotowywać przeglądy filmów o tematyce gejowsko- lesbijskiej, lobbować na rzecz korzystnych rozwiązań prawnych w parlamencie: jednym słowem- działać w sposób rozważny i przemyślany, tak, jak czynią to nasi przeciwnicy. Dla każdej i każdego wystarczy pracy, ważne jest przy tym przyjęcie zasady, że nie ma wrogów w ruchu gejowsko- lesbijskim. Nie chodzi o to, by istniała jedna, monopolistyczna organizacja reprezentująca interesy osób zorientowanych homoseksualnie, chodzi tylko o to, by istniejące już struktury (lub te, które dopiero powstaną) nie uważały za swoich największych przeciwników innych organizacji gejowsko- lesbijskich.

Potrzebne są silne organizacje i stowarzyszenia gejowsko- lesbijskie i silny ruch społeczny, dążący do zmiany nastawienia społecznego wobec mniejszości seksualnych. Rozważania przyczyn, dla których ani jedno, ani drugie do tej pory w Polsce nie zaistniało, to zaś materiał na inny, obszerny artykuł.

Tomasz Drabowicz

OCEŃ ARTYKUŁ
Podoba mi się (0)
Nie podoba mi się (0)
Komentarze (5)
HEJT STOP!Zapoznaj się z warunkami dodawania komentarzy
Komentuj
Moja ikona
Dodaj komentarz
Komentarz od osoby niezalogowanej pojawi się po akceptacji moderatora.
Dozwolone znaczniki (BBCode):
[b], [i], [u], [url], [url=], [mail], [mail=], [color=], [code], [quote]
Ikona
06.08.2003 10:12 baci
Zgadzam się z szymonem. "Mała rewolucja" jest ideą komplementarną do rozwiązań systemowych i jedno nie musi - a nawet nie może - oznaczać rezygnacji z drugiego. Działanie oddolne jest o tyle skuteczniejsze od odgórnego, że przedstawia się ludziom żywe przykłady, które bardziej przemawiają do rozumu i wyobraźni, co zresztą było już poruszane w artykułach IS czy Forum, więc nie będę się na ten temat rozpisywał.
Po drugie, stanowczo nie zgadzam się z autorem iż "> to w istocie program poszukiwania prywatnych rozwiązań...". Gej / lesbijka, walcząc o własną godność, chcąc czy nie chcąc uczestniczy w walce o poprawę stanu rzeczy w wymiarze większym niż przysłowiowe "własne podwórko" Dlaczego? - patrz pierwszy akapit mojej wypowiedzi.

Pozdrawiam serdecznie wszystkich rewolucjonistów!
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
04.08.2003 18:17 krzysiek
trudno nie zgodzic sie z autorem, niestety.
co do telewizji publicznej to chyba warto dodać, że w telewizjach komercyjnych nie jest lepiej, a właściwie gorzej. Wplywy SLD ani żadnej innej partii tego nie zmiena, bo to wygodne,taki podział z kościolem: my mamy monopol na polityke, a wy na sprawy zwiazne z moralnoscia. Uplynie jeszcze wiele wody w Wisle zanim zrozumieja, ze zwiazki homo czy aborcja to tez polityka, a najpierw nalezaloby to uswiadomic samym gejom i lesbijkom, ktorych swiadomosc jest w ogromnej mierze zerowa.
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
04.08.2003 0:13 p
poważnie się zastanawiam, czy obecna sytuacja wrogości wynika ze stanowiska kościała (a raczej jego realizacji), czymoże nie jest na odwrót? niezależnie w społeczeństwach pilne są zmiany, i nie dotyczą one jedynie tolerancji wobec mniejszości seksualnej
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
03.08.2003 23:12 szymon
Czy Jacek Kochanowski pisal, ze "mala codzienna rewolucja" wyklucza cala reszte? Poza tym to troche zbudna filozofia pojmowac walczenie o prawa gay/les jako walke z Kosciolem. Czy miedzy jednym i drugim MUSI byc znak rownosci?
cytuj zgłoś 0 0
maxy
03.08.2003 12:01 maxy (46) FRANKFURT AM MAIN
polska to zacofany kraj przykre ale przwdziwe że tak się wyrażam o swoim rodzinnym kraju ale to fakt i ciesze się że tam niemieszkam
cytuj zgłoś 0 0
Autor
Redakcja Queer.pl
Pierwszy polski portal ludzi LGBT
Inne tematy
Minister Kierwiński o parach jednopłciowych: "będą korzystać z większości praw, które mają wszyscy polscy małżonkowie" Wtorek, 19.05.2026 Minister Kierwiński o parach jednopłciowych: "będą korzystać z większości praw, które mają wszyscy polscy małżonkowie"
Prezydent Nawrocki zapowiada weto ws. ustawy o statusie osoby najbliższej. Będzie projekt prezydencki? Czwartek, 28.05.2026 Prezydent Nawrocki zapowiada weto ws. ustawy o statusie osoby najbliższej. Będzie projekt prezydencki?
Eurowizja 2026: Finlandia faworytem bukmacherów. Jakie szanse ma Polska? Piątek, 15.05.2026 Eurowizja 2026: Finlandia faworytem bukmacherów. Jakie szanse ma Polska?
Kontakt Reklama Regulamin
Social media
Polub na Facebooku Obserwuj na Twitterze Instagram WhatsApp
© 1996-2026 Queermedia.pl, ISSN 2299-9019 Polityka prywatnościUstawienia prywatnościPrzerwij abonamentOdstąpienie od umowy







🌈
Odkryj więcej na Queer.pl
Zalogowani użytkownicy mogą oglądać zdjęcia innych osób, zakładać profile, komentować artykuły i oceniać filmy.
Dołącz do nas Zaloguj się