Janusz Machwiński: Pani projekt ustawy o rejestrowanych związkach partnerskich wzbudził już ogromne zainteresowanie i kontrowersje. Jak zareagowało przywództwo Sojuszu Lewicy Demokratycznej na pani inicjatywę ustawodawczą?
Senator Maria Szyszkowska: Dzisiaj (wtorek, 22 lipca 2003) odbyła się dyskusja na zebraniu zespołu politycznego klubu parlamentarnego SLD. Mowa była o tolerancji i oczywiście projektu ustawy przeze mnie przedstawionej. Ciąg dalszy tej debaty odbędzie się po wakacjach. Wtedy też władze klubu podejmą decyzję. Dostrzegam zrozumienie i dostrzeżenie wagi problemu - bo chodzi przecież o bardzo szeroki problem tolerancji w Polsce.
JM: W wypowiedzi, która została opublikowana przez agencję PAP zapewnia Pani że "ten projekt godzi w dobre stosunki Państwo- Kościół".
MSz: Tak! Projekt nie jest uderzeniem w jakiekolwiek poglądy ani w wskazania Kościoła rzymsko-katolickiego! Jest wyrazem obrony wolności tych osób które nie czują się członkami tego wyznania. Są przecież w Polsce wyznawcy innych religii chrześcijańskich. Niektóre z nich są życzliwe dla związków partnerskich. Są ludzie przyjmujący istnienie Boga poza jakimkolwiek systemem lub dogmatem. Są agnostycy, są ateiści. Nie można dalej nazywać naszego państwa demokratycznym i jednocześnie nie godzić się na wolność - obyczajową i światopoglądową. Jest w Polsce milczące przyzwolenie, ażeby moralne poglądy Kościoła katolickiego zamieniać w przepisy prawne. Analogia dotyczy na przykład zakazu przerywania ciąży.
JM: Czy koncypując projekt ustawy liczyła się Pani Senator z wrogą reakcją Kościoła katolickiego? A jeśli tak - to jakim torem może potoczyć się dalsza dyskusja?
MSz: Liczyłam się z ogromnymi przeciwnościami, ale uważam że wreszcie ktoś musi wystąpić w obronie wolności. Ustalmy w toku publicznej dyskusji czy żyjemy w państwie wyznaniowym czy też w państwie demokratycznym. Jeśli demokratycznym - to opartym o relatywizm wartości, wieloświatopoglądowym. Nie jestem szczególną entuzjastką demokracji. Ale nie chcę dalej żyć w państwie, które deklaruje że ma takie a nie inne cechy ustrojowe - pozostające jednak na ogół w sferze deklaracji. Tolerancja, o której się w Polsce mówi, a której przecież brakuje, ma się wyrażać w tym, że aprobujemy to, wobec czego odczuwamy opór. Na tym polega tolerancja. Łatwo być tolerancyjnym aprobując wyłącznie własne poglądy podzielane przez innych.
JM: Czy Pani inicjatywa ustawodawcza została już zauważona na Zachodzie. Jak można się domyślać, będzie ona przyjęta jako przejaw pewnego postępu na drodze do budowy społeczeństwa demokratycznego?
MSz: W najbliższą sobotę mam spotkanie z dziennikarzem ze Stanów Zjednoczonych.
JM: Czytając doniesienia prasowe na temat projektu ustawy o partnerstwie Pani autorstwa, można odnieść wrażenie że przyjęta ona została w SLD z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony z uczuciem ulgi, że ktoś się wreszcie odważył włożyć rękę do ognia, z drugiej strony - strachu, bo przecież SLD zawarło z Kościołem swoisty pakt symbiotyczny na zasadzie "coś a coś". To znaczy SLD oddaje Kościołowi w dzierżawę sferę obyczajową, a Kościół popiera niektóre polityczne cele SLD.
MSz: W niektórych przypadkach ludzie SLD boją się ujawnienia ich PZPRowskiej przeszłości. To jeszcze jeden element uległości wobec Kościoła. I to jest kolejna przyczyna szalenie niezdrowej atmosfery panującej w Polsce, ponieważ wiele osób wypiera się swej przeszłości. Dotychczas miałam do czynienia z reakcjami grupy bardzo światłych ludzi z SLD. Byli nieco zaskoczeni projektem, bo przygotowywałam go bez rozgłosu i niewiele osób wiedziało o nim, ale wyrażali zrozumienie i przekonanie że należy podjąć taką dyskusje. Zastanowienie wywołał mój argument, że stosunek do projektu ustawy będzie sprawdzianem rzeczywistej lewicowości. Bardzo łatwo jest powiedzieć: "Jestem lewicowy". Jednak pozytywny stosunek do rozmaitych mniejszości jest prawdziwym papierkiem lakmusowym.
JM: Czy mogłaby Pani wyjaśnić naszym Czytelnikom - którzy przecież nie wszyscy znają się na parlamentarnych procedurach - co będzie się dajek działo z Pani projektem ustawodawczym, jaką będzie musiał przebyć drogę?
MSz: Musi ponownie zebrać się zespół polityczny klubu parlamentarnego SLD...
JM: Kto do niego należy?
MSz: Przewodniczy mu Józef Oleksy a członkami jest kilkudziesięciu posłów i senatorów. Ja sama nie jestem członkiem tego zespołu ale może zostanę zaproszona na dyskusję. Potem - gdy będzie zgoda owego zespołu, przekazana ona zostanie Jerzemu Jaskierni i władze klubu parlamentarnego podejmą decyzję na tak lub nie. Jeśli decyzja będzie pomyślna, muszę zebrać jeszcze dziewięć podpisów pod projektem ustawy, bo tak wymaga prawo.
JM: Czy będą problemy z znalezieniem sygnatariuszy?
MSz: Mam nawet nadzieję na dwa podpisy senatorów nie należących do SLD. Nie mam obaw że nie uda mi się zebrać dziesięciu podpisów. Do tej pory nie została uchwalona żadna ustawa o charakterze lewicowym. Czas więc najwyższy. Gospodarka to nie wszystko. Kiedy brakuje chleba, tym większe pragnienie wolności.
JM: Bardzo dziękuję za rozmowę i mam nadzieję na rychły ponowny kontakt.
(Rozmowę prowadził Janusz Marchwiński)
A jeśli chodzi o kłótnie, to one pokazują tylko to, że geje są tacy sami jak reszta społeczeństwa i dokładają swoją "cegiełkę" do polskiego piekiełka.
Walka o legalizację związków nie ma nic wspólnego z życiem w parze. Można żyć i bez legalizacji, ale tu chodzi o sprawy prawne, np.o dziedziczenie, rozliczanie się z fiskusem itd. I na to bym pozwoliła.
Pani słowa są dla mnie dowodem, że nasza walka jest słuszna.
Dziękuję w imieniu wszystkich, którym zależy na tym co robimy.
Mam nadzieję, że Pani syn odnajdzie swoją drogę w życiu i przestanie szaleć. Życzę Pani tego z całego serca.
Co wiecej - zyjemy do diaska w demokracji - i jesli ktos ma ochote spac codziennie z inna osoba, to ma do tego prawo. Ale jesli ktos uwaza ze homoseksualizm polega na spaniu z facetami to jest glupszy niz ustawa przewiduje. Czy do tego zeby z kims spac potrzebny jest slub? Bez niego mozna sobie radzic doskonale. Kazdy osobnik o niezbyt nawet szerokich horyzontach powinien wyciagnac wniosek ze ze skoro niektorym zalezy na legalizacji swoich zwiazkow, polegaja one na czyms wiecej niz seksie. Dokladnie na tym samym, na czym polegaja zwiazki heteroseksualne.
Dlatego tez uwazam ze akcja KPH "Niech nas zobacza" to bylo niepozumienie. Ludzmi trzeba potrzasnac, zeby zrozumieli, ze NAPRAWDE jestesmy tutaj nie wazne czy im sie to podoba czy nie. Dlatego proponowalbym zeby zamiast fotografii zwyklych ludzi z haslem "niech nas zobacza", pojawily sie billboardy z jakimis ladnymi supemodelami w najnowszych kreacjach D&G z haslem "MAMY WAS W DUPIE". Dokladnie tak! Z podtekstem "wasza akceptacja nie jest nam do niczego potrzebna, bo i tak radzimy sobie świetnie i jesteśmy fajni, a jeśli tego nie wiecie to najlepiej świadczy o was".
A tak poza tym, to naprawde straszne, co dzieje sie z naszym polskim srodowiskiem gejowskim. Toz to istne polskie piekielko! Wszyscy sie kloca ze wszystkimi! InnaStrona z Gejowem, jedna organizacja z druga! Tak byc nie moze, bo niczego nie zdzialamy. Nie pokarzemy ze gejów jest naprawed duzo i ze stanowia realna sile - w istocie stanowia jakas rozwrzeszczana grupke frustratow. Dlatego drogi Panie Szymonie Niemcu, popieram pana, kiedy wypowiada sie pan w programie w tv, nawet jesli nie ze wszystkim sie zgadzam.
Nasze srodowisko powinno sie zintegrowac, i przestac robic z siebie posmiewisko. Bo co mozna powiedziec o ludziach zadajacych "tolerancji" dla gejow, zaraz potem naśmiewających sie z tzw. "przegietych". To jest ta ich tolerancja?
Martwi tylko, ze media sie od nas odwracaja, chcac zadowolic glowny nurt swoich odbiorcow. Zamiast wyznaczac kierunki spoleczenstwu, poddaja sie panujacym w nim steretyopom. Dziwne. Wszyscy wiemy ze media sa obsadzone gejami. Czyżby w swoich redakcjach woleli zachowywac pozory?
Echhh tyle tematow poruszylem, taki jestem wkurzony - nic pewnie z tego nie wynika, ale trudno.
Pani podpisujacej sie jako "matka" wyrazy uznania, za to ze interesuje sie sprawa homoseksualizmu, i ze chce sie czegos na ten tenat dowiedziec, rozwiac jakies swoje obawy. Ale jako 20 letni gej, chcialbym pani powiedziec, ze mozna byc rownie szczesliwym, albo rownie nieszczesliwym zarowno bedac gejem jak i bedac heteroseksualista. A o szczescie dzieci, rodzicom chyba wlasnie chodzi.
Jest Pan zaangażowany w walkę o własne szcęście. Niech więc Panu się poszczęści !!!!!
Ważne jest, by mieć świadomość, że można, a nawet trzeba budować związki oparte na wzajemnej miłości, zrozumieniu i wsparciu.
Widać, że matki starają się zrozumieć swoje dzieci i mimo wszystko chcą nie odrzucić ich, choć z wypowiedzi baci wynika, że to ojciec jest bardziej tolerancyjny. Różnie to się układa w rodzinach. Faktem jest jednak to, że rodzicom heteroseksualnym nie jest łatwo przejść do porządku nad tym problemem. Mój mąż nie odrzucił syna, raczej jest odwrotnie. Dziś dostałam poprzez osobę trzecią informację, że syn nie chce żadnych kontaktów ze mną. Nie chodzi tu o sprawę jego zapatrywań seksualnych, a jego nieuczciwe postępowanie, za które powinien ponieść konsekwencje. Wiele razy "gasiłam pożary", ale teraz miarka się przebrała. Postanowiłam się nie wtrącać. A on myślał, że kolejny raz zrobię jakieś czary - mary i uwolnię go od odpowiedzialności. Ma 23 lata i postęouje niegodnie. Moje rozmowy i łzy nic nie wskórały. Postanowiłam z wielkim bólem serca zostawić jego sprawy swojemu biegowi. No i on za to chce mnie ukarać i obwieszcza drogą elektroniczną, że mam go na zawsze zostawić w spokoju, bo się ostatnio na mnie zawiódł. Współczuję jego partnerowi, którym manipuluje, zakazuje kontaktów ze mną i nawet grozi, że w razie nieposłuszeństwa on go popamięta.
Tak to jest, gdy się wchodzi w złe związki.