Czerwcowe wydanie "Suplementu" - magazynu studentów Uniwersytetu Śląskiego zamieszcza dwa ciekawe teksty na temat homoseksualizmu. Pierwszy - to "Raport - homoseksualizm na ławie oskarżonych" autorstwa Beaty Grzywacz i Aleksandry Marciniak. Drugi jest rozmową z profesorem Markiem Szczepańskim i Instytutu Socjologii Wydziału Nauk Społecznych UŚ. Na okładce starannie wydanego pisma widnieje prowokujący tytuł: "Homoseksualizm wśród studentów Uniwersytetu Śląskiego. Jacy są geje i lesbijki studiujący na naszej uczelni?" Na tak postawione pytanie odpowiedź jest jednoznaczna: " Po rozmowach, które przeprowadziliśmy jesteśmy pewni, że większość studentów Uniwersytetu Śląskiego nie traktuje homoseksualizmu jako rodzaju wynaturzenia. W dalszym ciągu jednak w części z nas tkwi głęboko zakorzeniona nietolerancja" - piszą autorki. Tekst jest tak interesujący, że warto przytoczyć go w całości. Stanowi bowiem kojącą alternatywę dla homofobicznych i ignoranckich banialuków, publikowanych ostatnio przez "prawicowych publicystów" na łamach "Wprost" czy "Newsweeka":
"Homoseksualizm jest wyrazem gotowości natury do eksperymentu, niczym więcej. Człowiek jest jedynym stworzeniem, które homoseksualizm traktuje jako coś wynaturzonego". To słowa amerykańskiego biologa Bruce'a Bagamihl'a.
Trudno nie zgodzić się z tą opinią, zwłaszcza z jej druga częścią. Najlepszym na to dowodem są wypowiedzi polskich polityków odnoszące się do tego tematu. Niegdysiejszy minister ds. rodziny w rządzie premiera Jerzego Buzka stwierdził, że homoseksualizm jest zły i zboczony. Homoseksualizm, jako skłonność jest chorobą, jako praktyka zboczeniem - wtórował mu ówczesny poseł ZChN Marek Jurek, podczas dyskusji nad zapisami projektu konstytucji zakazującymi dyskryminacji dodając, że uważa prześladowania homoseksualistów za zdrowy odruch samoobrony społeczeństwa. Również zwykli ludzie, także studenci, sekundują tym opiniom. To jest chore, beznadziejne zboczenie. Nie powinno w ogóle istnieć takie zjawisko. Byłbym skłonny zaakceptować związek dwóch kobiet, ale zdecydowanie nie dwóch mężczyzn. - Oto wypowiedź jednego ze studentów naszego uniwersytetu.
Być może czytając te wypowiedzi łapiecie się za brzuchy konając ze śmiechu, a może cichutko, bądź nawet całkiem głośno przyznajecie im rację. Z pewnością homoseksualizm nadal pozostaje czymś, o czym się mówi; czymś, co jest przedmiotem społecznego dyskursu. Staje się nawet swoistą modą zwyczajową. Dziś nie wypada nie tolerować "kochających inaczej"; w ogóle nie wypada nie tolerować. W kilku większych miastach Polski miała już miejsce Kampania Przeciw Homofobii. Nie dotarła ona jednak do Katowic. Możemy za to, (jak na razie) spokojnie oglądać wystawę fotografii Karoliny Breguły (absolwentka szkoły fotografii na Folkuniversiteten w Sztokholmie) w Sosnowcu, która również jest artystycznym odbiciem tej problematyki. My również odczuwamy potrzebę wypowiedzenia się na ten temat, biorąc pod uwagę fakty, a ośmieszając mity.
Kiedy "Suplement" pytał studentów, czy w ich środowisku istnieją pary tej samej płci, większość odpowiadała, że nie, że nigdy nie spotkała się z takim zjawiskiem na uczelni, czy w klubach studenckich. Owszem w filmach, gazetach, mediach poruszane są te sprawy. Homoseksualizm to domena kreatorów mody, gwiazd estrady, prowokatorów. Ale homoseksualiści bądź lesbijki idący ulicą i trzymający się za rękę to widok niecodzienny. Jest to jednak zarazem widok poruszający większość z nas i skłaniający do pytań, które same cisną się na usta heteroseksualnej większości Jaki sens ma homoseksualizm skoro nie zapewnia przedłużenia gatunku? Czy homoseksualistą jest się z wyboru, czy może jest to cecha wrodzona? Co takiego wydarzyło się w życiu osób o odmiennej orientacji seksualnej, że zmieniły ją na nienaturalną?
Być może właśnie w tej chwili myślisz sobie A co mnie obchodzą lesby i pedały? Mam przecież ważniejsze sprawy. Przewracasz stronę i temat sam znika. Lepiej nie widzieć. Jest mi to całkowicie obojętne. Chyba, że dotyczy to mnie lub moich przyjaciół. - Czy ta wypowiedź nie wydaje Ci się znajoma? Nie uwierzymy jednak, że nie oglądniesz się na ulicy za parą chłopaków lub dziewczyn trzymających się za ręce. Nie uwierzymy, że nigdy nie pomyślałeś: Gej? Kto to jest? A może wolisz: Co to jest?
Czy zatem brać studencka odcina się od homofobicznego fundamentalizmu? Sprawdźcie sami. My dowiadywaliśmy się, jak homoseksualizm jest odbierany przez nas i czy problem ten dotyka studentów Uniwersytetu Śląskiego.
Są wszędzie: w niewybrednych kawałach, w pikantnych opowieściach. Nawet dzieci w przedszkolach używają tych określeń na "papużki nierozłączki" obojga płci. O mężczyznach gejach myśli się, że są zniewieściałymi, filuternymi i wygiętymi "ciotami" lub "pedałami", zaś o lesbijkach, że są twardymi, męskimi, krótko przystrzyżonymi "lesbami". Wyciągane są stąd różne wnioski, jak (błędny) pogląd, że gejów można rozpoznać na podstawie ubioru, budowy fizycznej, sposobu zapalania zapałek lub przyglądania się swoim paznokciom. Stereotypowy "homoseksualista" to fryzjer, kreator mody, tancerz w balecie, piosenkarz, zaś "lesba" zajmuje się prowadzeniem ciężarówek, uprawia sporty ekstremalne i jest feministką. Tak prezentuje się stereotyp homoseksualisty. Tymczasem KOCHAJĄCY INACZEJ, to tacy jak ty i ja. Normalni studenci, dobrzy przyjaciele, zwykli ludzie, ze swoimi codziennymi zmartwieniami, problemami, marzeniami. Oni też chcą odnaleźć swoje miejsce w społeczeństwie; chcą mieć dobrą pracę, która będzie przynosić im satysfakcję - zupełnie jak ty i ja. Chcą związać się z drugim człowiekiem i zbudować trwały, szczęśliwy związek - to tak, jak przeważająca większość ludzi na świecie! Tak samo jak heteroseksualiści targani są uczuciami: zazdrością, pożądaniem, tęsknotą, lękami. Ich jedyną "winą" jest to, że kochają inaczej, że są po prostu inni w obieraniu swoich obiektów miłosnych uniesień. Aż tyle, lub tylko tyle.
Niewielu ludzi widzi, a jeszcze mniej mówi o tym, że niejednokrotnie zdarza się, iż geja cechuje większa wrażliwość na ludzką krzywdę, ponieważ on sam wie, czym jest to prawdziwe cierpienie, bycie samotnym wśród tłumu. Tym bardziej, że mniejszościom seksualnym jest dużo trudniej, niż nam znaleźć prawdziwą miłość. A jak wygląda tworzenie się par homoseksualistów? Bardzo trudno jest znaleźć kogoś, z kim można byłoby stworzyć długi, udany i szczęśliwy związek. Większość szuka przypadkowych kontaktów, na krótko, tylko po to, żeby mieć partnera do łóżka na 2, 3 miesiące, potem związek się rozpada i zaczyna się następny. Brzmi znajomo? Jednak homoseksualiści są jeszcze dodatkowo obciążeni. Zamykają się w swoim świecie, bo obawiają się braku akceptacji. Sądzą, że tylko w swoim towarzystwie są akceptowani. Dlatego tworzą sobie miejsca, gdzie mogą czuć się bezpieczni, gdzie nie są postrzegani "inaczej" np. puby, kluby, chaty. Próbują sobie udowodnić, że są normalni. Bycie innym nie oznacza bycie gorszym, choć nie każdy potrafi taką odmienność tolerować.
Przyjrzyjmy się badaniom z 1994 roku wykonanym przez CBOS: Przyzwolenie na zawarcie ślubu przez parę homoseksualistów wyraziło 19 proc. badanych, 6 proc. pozwoliło na adopcję dziecka. Połowa Polaków przyznawała homoseksualistom prawo do zrzeszania się, prowadzenia własnych klubów i wydawania czasopism; co czwarty uważał, że wolno im sprawować wysokie urzędy publiczne, a 13 proc. zezwoliłoby im wykonywać zawód nauczyciela. Natomiast według badań Demoskopu z lipca 2000r. aż 80 proc. obywateli RP deklaruje niechętny lub zdecydowanie niechętny stosunek do homoseksualistów, a zdecydowanie życzliwych jest zaledwie 2 proc.! Po rozmowach z Wami jesteśmy przekonani, że do wspomnianych dwóch procent na pewno zalicza się większość studentów UŚ, a na pewno Martyna Kuc z II roku prawa - Nigdy w życiu nie spotkałam homoseksualisty, więc nie wiem, jak bym zareagowała, tak teoretycznie nie mam nic przeciwko, każdy ma swoje zapatrywania na sprawy drugiej płci i swoje odczucia seksualne i to jest jego prywatna sprawa". Jeszcze mocniej swoją tolerancję akcentuje Michał Myszor z III roku socjologii"
- Uważam, że należy ich tolerować, pozwolić im egzystować w społeczeństwie, to jest jasne i tak oczywiste, że nie wymaga chyba komentarza. Pojawiają się również inne opinie - Nie powinni mieć zgody na zawieranie związków małżeńskich, a już na pewno nie ma mowy o adopcji. Nie akceptuję tego. Jak widzę osoby dwóch tych samych płci całujące się czy okazujące sobie czułość to bierze mnie obrzydzenie. Po to jest mężczyzna i kobieta, żeby się uzupełniać. Tak zostali stworzeni, że pasują do siebie idealnie. Nie jest to możliwe, by facet pasował do faceta, czy kobieta do kobiety. Trzeba z tym walczyć tak, jak z prusakami - mówi proszący o anonimowość student Wydziału Biologii i Ochrony Środowiska.
A co homoseksualiści myślą o ludziach, którzy swoje negatywne postawy wobec nich ubierają w niewybredne słowa? Traktowanie homoseksualizmu, jako patologii jest oznaką ciasnoty umysłu. Zdajemy sobie sprawę, że duża część społeczeństwa uważa nas za zboczeńców, dewiantów, ale jest to wynik ich niewiedzy i uprzedzeń.
Jak środowisko gejów i lesbijek wygląda "od środka"? Udało nam się porozmawiać z dwoma studentami - gejami, nie dotarliśmy niestety do lesbijek.
Z Damianem spotkaliśmy się w pubie. Okazuje się, że jest studentem medycyny. Wysoki, krótko ostrzyżony brunet, zapewne niejedna dziewczyna chciałaby się z nim umówić. Także nasz drugi rozmówca - Łukasz, student Wydziału Mat-Fiz-Chem. Uniwersytetu Śląskiego nie wyróżnia się ekstrawaganckim ubiorem, czy "nietypowym" zachowaniem. Obaj nasi rozmówcy na pytanie "czy jesteś gejem?", bez zawahania odpowiedzieli, że tak. Wielu studentów interesuje zapewne: Od kiedy są homoseksualistami, czy spotykali się z kobietami? Damian odpowiedział, że - Tak naprawdę od dziecka, ale przez wiele lat moje skłonności skrywałem i tak naprawdę uświadomiłem sobie wszystko dopiero w wieku 20 lat. Odkąd pamiętam zawsze podobali mi się chłopcy. Łukasz natomiast - W sumie nie zastanawiałem się nigdy nad tym, ale chyba od zawsze. Spotykałem się z trzema kobietami. W przerwach między związkami z kobietami spotykałem się z mężczyznami. Potrzebowałem urozmaicenia. Na pytanie, kim dla niego były te kobiety, z którymi się spotykał. Łukasz odpowiada - Każda z tych kobiet była dla mnie przerywnikiem muzycznym w moim życiu, niczym więcej. Musiały to być osoby, za które nie musiałbym się wstydzić, musiały być ładne, inteligentne. Z kontaktów z nimi nie czerpałem żadnej przyjemności. W jaki sposób udawało mu się ukrywać fakt bycia gejem przed kobietami? - Udawałem, że jakikolwiek objaw czułości sprawiał mi przyjemność. Musiałem to robić, bo inaczej zorientowałyby się, że coś jest nie tak.
Dlaczego udają? Może dzieje się tak, dlatego, że życie homoseksualistów w Polsce jest bardzo trudne. Zapytaliśmy o ich najbliższe otoczenie. Czy rodzina zdaje sobie z tego faktu sprawę, znajomi, czy zmienili do nich stosunek, czy wykluczyli ich ze swoich kręgów? I tu mamy dwie różne odpowiedzi. Okazuje się, że u Damiana: - Wszyscy, którym o tym powiedziałem zareagowali z bardzo dużą akceptacją. Bardzo pozytywnie i z zaciekawieniem, bo w Polsce związki homoseksualne uważane są wciąż za perwersyjne, nieczyste, brudne, złe itd. Jeżeli chodzi o rodzinę to tylko rodzeństwo wie o tym. Rodzice nie byliby w stanie w to nawet uwierzyć. Z kolei Łukasz nie postawił sprawy jasno - Sądzę, że wiedzą o tym wszyscy, wszystko na to wskazuje, ale nigdy nie było rozmowy otwartej na ten temat. Moja rodzina nic nie wie, chcę oszczędzić im przykrości. Powiedziałem, że nie ożenię się, bo nie chcę powtarzać ich błędów. To chyba najdobitniejszy przykład, jak bardzo rodzina i znajomi są potrzebni tym, którzy mieli odwagę przyznać się do swojej odmienności.
Na koniec, w ramach podsumowania, zacytujemy słowa Dariusza Zuba, nauczyciela wiedzy o życiu seksualnym człowieka, zamieszczone w kwietniowym numerze "Wprost" z 2002 roku: Homoseksualizm nie jest krzyżem, do którego dźwigania nawołuje niektórych Chrystus ("Krzyż gejów" nr 10). Na pewno natomiast krzyżem dla ludzi zorientowanych homoseksualnie jest homofobia, będąca częścią składową postawy Polaka. To należy leczyć. Typowym błędem jest postrzeganie osób homoseksualnych jedynie przez pryzmat ich doświadczeń seksualnych. Nie bierze się pod uwagę, że ich relacje mogą się dokonywać w kontekście wzajemnego szacunku i miłości. Nie wyleczy się społeczeństwa z irracjonalnego lęku przed homoseksualistami tak długo, jak długo opinia publiczna nie będzie po ich stronie. Aby jednak akceptacja homoseksualizmu stała się w Polsce rzeczywistością, trzeba pomóc naszym współobywatelom się tego nauczyć, gdyż pewne jest, że homoseksualizm, podobnie jak heteroseksualizm, będzie istniał.
Uzupełnieniem powyższego artykułu, opublikowanego w czerwcowym wydaniu "Suplementu" - magazynu studentów Uniwersytetu Śląskiego jest wywiad z socjologiem, profesorem Markiem Szczepańskim. Przytaczamy fragmenty tej rozmowy jako świadectwo kompletnej bezradności polskiej socjologii wobec zjawiska homoseksualizmu. Po przedstawieniu swych poglądów, profesor przyznaje bowiem, iż w trakcie swej kariery rozmawiał dotąd z dwoma osobami "o skłonnościach czy preferencjach homoseksualnych". Najwidoczniej jednak przekonany jest, że jego wiedza jest pełna, skoro na pytanie "dlaczego w społeczeństwie polskim homoseksualizm jest odbierany tak negatywnie, dlaczego odnosimy się do tego zjawiska z pogardą?" odpowiada następująco:
Nie używałbym, aż tak jednoznacznych, negatywnych terminów, jak pogarda wobec homoseksualistów. Odwołam się przy tym proteście do badań, które przeprowadziliśmy dwa lata temu, nad tzw. poziomem tolerancji wobec innych i inności. Ponieważ społeczeństwo obywatelskie, takie, o którym uczymy się w podręcznikach do socjologii, opiera się na tolerancji wobec inności, między innymi rasowej, etnicznej, religijnej, kulturowej, politycznej i wreszcie seksualnej, zapytaliśmy 400-stu mieszkańców jednego z miast śląskich, co sądzą o inności seksualnej. W tle mieliśmy bardzo istotne zdarzenia. Po pierwsze mieliśmy za sobą pierwszy kwiecień 2001, kiedy nadburmistrz Amsterdamu Job Cohen, ubiegający się o fotel premiera w Holandii, udzielił związku małżeńskiego czterem osobliwym parom: trzy tworzyli sami mężczyźni, a jedną dwie kobiety. Było to zdarzenie, które zrewolucjonizowało pojęcie rodziny w Holandii, ale także pośrednio w Europie. Później dowiedzieliśmy się o paktach w Republice Federalnej Niemiec, Francji, o mniej lub bardziej zalegalizowanych związkach homoseksualnych. Te legalizacje były w tle naszych badań. Okazuje się, że rzeczywiście Polacy, gdyby brać te badania za reprezentatywne dla naszego środowiska regionalnego, nie są zbyt tolerancyjni wobec tej inności. Z każdej setki Polaków dziewięciu mówi o wysokiej tolerancji wobec związków homoseksualnych: on i on, ona i ona. To rzeczywiście jest mało, zważywszy na to, że Unia Europejska napisała jedno w zasadzie zdanie na ten temat, że nie będzie przyjęty do Unii, ten kraj, który nie respektuje praw gejów i lesbijek, bez wyjaśnienia, o jaki typ akceptacji chodzi. Przy okazji przypominam, że w Holandii, po trzech latach nieskazitelnego pożycia w takich związkach, istnieje prawna możliwość adopcji dzieci. W Polsce pomysł małżeństw homoseksualnych, a dalej adopcji dzieci wyraźnie przez większość jest odrzucany.
Dlaczego tak się dzieje? Polacy tłumaczą swoją niechęć przyczynami religijnymi. Większość naszych rozmówców deklarowała się, jako rzymscy katolicy, którzy mają jednoznacznie zdefiniowaną rolę rodziny: ona, on i dzieci. W ogóle mam wrażenie, że Polacy są wyczuleni na inność i to wyczuleni negatywnie, a w tym przypadku ta inności jest uderzająca, burząca pewne stereotypy i wyobrażenia. A nie ma nic gorszego niż to, co burzy nasze zastane, oswojone stereotypy. To jest pewien typ rewolucji w myśleniu wielu milionów Polaków. I wreszcie, to, co może najtrudniejsze: przez długi czas homoseksualistów stygmatyzowano: nosili piętno, etykietę gorszych, ludzi chorych. Dzisiaj za sprawą medycyny, (odwołuję się przede wszystkim do World Health Organization, dla mnie najbardziej miarodajnego czynnika), homoseksualizm nie jest, jak chcą niektórzy politycy prawicy, chorobą. Jest po prostu pewną innością, z którą musimy i powinniśmy się oswoić. Ale chcę powiedzieć jednoznacznie: jako człowiek konserwatywny, tradycjonalista, oczekiwałbym, że ta mniejszość seksualna szacowana przez badaczy na dwa, pięć, czy nawet do dziesięciu procent społeczeństwa, zechce zaaprobować takie konserwatywne spojrzenie na rodzinę, jak moje: kobieta, mężczyzna, dzieci; że ta tolerancja będzie podążała w obie strony. Z jednej strony my nauczymy się żyć z innymi seksualnie, ale z drugiej strony oczekiwałbym, że znikną takie epitety jak heretycy. To określenie, które mnie dotknęło, ponieważ jest pejoratywne i nie powinno się pojawiać w ustach tych, którzy kochają inaczej. Ja jestem tradycjonalistą, konserwatystą i oczekuję także tolerancji, szacunku w stosunku do takiego modelu rodziny, który jest mi bliższy, który znam. Nie odżegnuję się oczywiście od respektu dla mniejszości seksualnych.
Od redakcji: Profesorowi pomyliły się z pewnością dwa pojęcia "heterycy" i "heterycy". "Heteryk" brzmi sympatycznie i nie jest epitetem. Jest nim określenie "pedał" powszechnie stosowane przez "kochających normalnie".
(wybór skrótów: redakcja)
"Heterosexuality is not normal. It's just common."
A jesli chodzi o sam artykul, to szkoda jedynie, ze wiekszosc przedstawicieli wszelkiego rodzaju mediow nie ma takiego podejscia do sprawy, jak osoby, ktore napisaly ten artykul. przeczytalem ostatnio chyba w Newsweeku wlasnie "ciekawy" artykul o homoseksualizmie, gdzie zostaly rozgraniczone w ciekawy sposob pojecia "gej" i "homoseksualista". tylko co wlasnie taki heteryk, doktor, docent - niewazne, ale osoba nie majaca pojecia o zyciu homoseksualistow, moze wiedziec o nich? i to mnie wlasnie dobija. wtracaja sie, a nei wiedza tak naprawde nic, poza tym, ze homoseksualizm, to "choroba". artykul "Suplementu" - fajny:)