Polsat pokazuje ostatnio gejów w swoich sztandarowych cyklach. Ubiegłotygodniowy program Kuby Wojewódzkiego niemal w całości oscylował wokół akcji "Niech nas zobaczą", a w serialu "9 niezwykłych tygodni" panowie z konkurujących rodzin stanęli przed dylematem, czy udawać kochanka nieznajomego chłopaka, by pomóc mu uwolnić się od niewiernego partnera. Podczas cotygodniowego podsumowania sytuację homoseksualizmu komentował Szymon Niemiec.
Ktoś najwidoczniej uznał, że geje wypadali zbyt przekonująco, skoro Polsat zdecydował się sfinansować i wyemitować reportaż autorstwa pana Górnego pod wszystko mówiącym tytułem "Homoseksualizm - do wyleczenia?" Znak zapytania zbędny zważywszy, że film powstał pod egidą Frondy, która swego czasu sadziła kwiatki z tej samej rabatki w telewizji publicznej.
Teza o uleczalności gejów nie jest nowa. Ubrana w kostium chrześcijańskiego miłosierdzia doskonale przystaje do mentalności ortodoksyjnych prawicowców jako rozgrzeszający środek na wyparcie własnej, chorobliwej homofobii. Ich sumienia, ich sprawa. Jeśli podobnymi praktykami uszczęśliwiają choćby parę osób (paręset w skali dziesięcioleci) - szczęść im boże. Niech jednak nie wmawiają światu, że znaleźli lekarstwo na pedalstwo, w dodatku stuprocentowo skuteczne.
Na szczęście twórcy filmu na tyle zapętlili się w swej agitacji, że w dużym stopniu sami się skompromitowali Postawili na zestawienie skrajnie zepsutego świata gejów i wyważonego spokoju ludzi, którzy odrzucili "homoseksualny styl bycia" i? przedobrzyli. Wyleczeni homoseksualiści wcale nie wyglądali na uszczęśliwionych: Wzdragali się przed ujawnieniem swych twarzy, a w ich głosów na próżno by doszukiwać się radości z nawrócenia i odzyskanego życia rodzinnego.
Ilustracyjne obrazki bezwstydności i rozpasania gejów, gotowych prowadzać się nago na skórzanych smyczach i biegać po ulicach udając świnie wywołały skutek odwrotny od zamierzonego. Zamiast bulwersować i skompromitować zboczeńców pokazały, że w spontanicznej zabawie tworzą różnorodną, barwną i entuzjastyczną wspólnotę.
Komentarz w tle, że geje są sfrustrowani, masowo popełniają samobójstwa i obawiają się skupiać na sobie uwagę zabrzmiał kuriozalnie: Rzut oka na makijaż każdej z drag queens wystarczył, by zrozumieć, że jest dokładnie odwrotnie. Może tuszują w ten sposób niepewność, zagubienie, może tak naprawdę wołają o miłość, ale ich przezornie nikt o nic nie pyta. Zamiast tego autorzy ustami śmiertelnie smutnych ludzi w smutnych domach zapodali wielokrotnie odgrzewany przepis na ciotę: nieobecny ojciec, nadopiekuńcza matka, uwiedzenie, molestowanie, narkotyki i prostytucja.
Chwała redakcji Polsatu przynajmniej za to, że nie pozostawiła filmowego kuriozum bez komentarza i skonfrontowała jego autora z naczelnym pedałem Rzeczypospolitej, Robertem Biedroniem. Niestety, pogaduszki z Kubą Wojewódzkim to zupełnie inna bajka, niż rozmowa z Dorotą Gawryluk: szansa na zdyskontowanie wymowy bzdurnego filmu w dużym stopniu nie została wykorzystana.
Biedroń niemal z dumą przytakuje, że przeciętny homoseksualista ma na koncie 500 partnerów, bo taka jest natura mężczyzny-łowcy, by za chwilę oburzyć się, że teza o nietrwałości gejowskich związków to stereotyp i dotyczy marginesu społeczności. Z zacietrzewieniem powtarza, że nauka zakazuje przedstawionej terapii. Nawiązuje do faktów, które z reportażu nie wynikają, skupia się na wytykaniu powiązań grup pomocy z Kościołem i brnie w argumenty typu "doskonale pan wie, o czym mówię".
Autor pewnie wie, my też wiemy i pani Gawryluk, tylko czy inni nie powinni się dowiedzieć, na czym polega manipulacja? Powtarzanie w kółko słowa "paszkwil" nie dowiedzie jego zasadności. Zabrakło rzeczowego tonu i opanowania w punktowaniu bredni. Nie padło fundamentalne pytanie, jak odsetek wyleczonych ma się do ogólnej liczby homoseksualistów i dlaczego większość z nich nie zgłasza się nigdy na leczenie swoich skłonności? Jeśli metody holenderskiego terapeuty są tak rewelacyjne, dlaczego nikt nie stosuje ich na masową skalę?
Przykro powiedzieć, ale w swym zaciętym milczeniu Górny wypadł o wiele bardziej przekonująco.
W efekcie to gospodyni przytomnie zapytała autora filmu, czy nie uważa, że równie trudno znaleźć prawdziwie szczęśliwego homoseksualistę, jak heteroseksualistę. Rozmowę skwitowała celnie: "Mam nadzieję, że nikogo nie trzeba będzie leczyć z nietolerancji".
Niestety, po przeanalizowaniu dyskusji nie potrafię zgadnąć, którego z panów miała na myśli?
koosie
Homoseksualizm nie jest problemem , a niech księża nie szukają zła, gdzie go nie ma - niech się zajmą satanistami !!!
W kampaniach społecznych chodzi o walkę z dyskryminacją, a nie o manifestowanie preferencji.
Sory, ale uwazam, ze to jakas totalna bzdura.. przecietny homoseksualista szuka raczej zwiazku z jakims stalym facetem, moze byc dochodzacy, byle dyskretny. A 500 partnerow to moze miec homoseksualista, ktory biega od baru do baru bo go tylek swedzi.
500 partnerow.... 10 lat=50 partnerow rocznie? to znaczy co miesiac 4...kuzwa to trzeba niezle sie po tych krzakach paletac.
ramzes
"Biedroń niemal z dumą przytakuje, że przeciętny homoseksualista ma na koncie 500 partnerów, bo taka jest natura mężczyzny-łowcy"
Ok, ale co w tym zlego. Jezeli w ogole mozna powiedziec o jakis miarodajnych badaniach. Problem miarodajnych badan jest bardzo duzy. Takie "badania" mozna przeprowadzac jedynie 1) w klubach gejowskich 2)na roznego rodzaju paradach. Pytanie: czy ta grupa jest reprezentatywna i czy odzwierciedla zachowania wsrod wszystkich homoseksualistow?
Poza tym nie tworzmy mitu geja-kastrata-mnicha. Zyjemy w wolnym kraju. Jezeli ktos chce zmieniac partnera kilka razy w tygodniu - nie mam nic przeciwko. Fajnie by bylo gdyby jeszcze pamietal o gumkach. Jezeli ktos chce przezyc reszte zycia z jednym partnerem - super.
Trwalosc zwiazkow gejowskich. OK OK, ale porownujemy je do zwiazkow heteroseksualnych w rozumieniu malzenstw czy w szerokim pojeciu rozwniez tych wszytskich mniej formalnych. Rozpad malzenstw moze byc statystycznie niski, ale co powiemy o tzw "chodzeniu ze soba" itd.
Gradacja klamstwa: klamstwo, wielkie klamstwo, statystyka ;)